12

Sty

MIMA MIMA

Błogosławiony Instagram! Ostatnio to głównie dzięki niemu odkrywam nowe polskie (i nie tylko) marki. Pojawiają się w podpowiedziach (błogosławiony algorytm!) albo następuje jakaś interakcja (błogosławieni ci, którym wciąż chce się komentować). Zaglądam i zostaję na zawsze. Oczywiście co innego zachwycić się zdjęciami, a co innego obejrzeć projekty na żywo. Tego się trzymam i trzymać będę, póki mi pisanie miłe. Veni, vidi, vici. Wczoraj odwiedziłam przestrzeń, w której mieszka MIMA MIMA. Jest to pokój w centrum Warszawy, gdzie kryją się przeurocze futrzane akcesoria. Pomysł na ich stworzenie przyszedł do głowy Kamili Biskup – absolwentce poznańskiej School of Form.

MimaMima

Fot. Tom Biskup

Na białych drewnianych drzwiach z żółtą szybą widnieje tabliczka „Pokój Mimy”. Owa Mima istniała naprawdę. Była niedużą futrzaną zabawką wyposażoną w parę ciekawskich oczu, ulubienicą Kamili. Któregoś razu zaginęła na zawsze. Aby zapobiec powtórce tej dramatycznej sytuacji, dziadek przezornie kupił nie jeden, a sto podobnych stworków. Okazało się, że wszystko, co futrzane, mała Kamila określała mianem „mima”: zwierzaki, ubrania, poduszki. Gdy wiele lat później wpadła na pomysł szycia futrzanych akcesoriów, nazwa była oczywista. Towarzyszyła jej przecież przez całe życie. Cały pokój wypełniony jest różnorakimi stworami. Tu owca z sukna, tam coś na kształt leniwca. Na parapecie porcelanowy charcik, a w książce zakładka w kształcie pluszowego misia. Wszystko nadaje ton świeżutkiej marce, która wystartowała z akcesoriami, lecz wcale nie jest powiedziane, że na nich skończy.

mimamima-2

Na razie MIMA MIMA to cztery rodzaje plecaków (w dwóch rozmiarach, z kieszeniami lub bez) oraz dwa modele szalików (krótki i długi). Całość w zgrabnej palecie kolorystycznej, łączącej szlachetny pudrowy róż, złamaną biel oraz melanżową szarość. Futra oczywiście sztuczne, choć w dotyku zaskakująco przypominające te naturalne. Plecaki wyposażone są w szelki i troczki ze sztucznej skóry, różowy i szary w wersji jednokolorowej, biały z dodatkiem ciepłego brązu. Wewnątrz kryje się podszewka oraz kieszonka na suwak. Modele powstają w niewielkiej liczbie egzemplarzy. Twórczyni nie zależy, by cała Polska zarzuciła na plecy jej plecaki. Nawet gdy wszystko się porządnie rozkręci, ten aspekt się nie zmieni.

Kamila podkreśla, że oprócz aspektu wizualnego zwraca ogromną uwagę na dotyk. Zresztą czy mogłoby być inaczej, skoro przez całe dzieciństwo nie rozstawała się z Mimą? Pokazała mi nawet zdjęcia w rodzinnym albumie, które dowodzą, że tej historii nie wymyśliła na potrzeby promocji marki. W ogóle MIMA MIMA jest cudownie spontaniczną i nienaciąganą historią o poszukiwaniu własnego języka, który jednocześnie wpasowałby się w nasz rynek i z niego wyróżnił. Polecam zajrzeć na instagramowe konto marki, by zorientować się, o co chodzi. Mało która polska firma może się pochwalić tak dobrze i konsekwentnie prowadzonym profilem społecznościowym. Minimum słów, maksimum wrażeń.

Kamila prowadzi markę wraz ze swoim mężem, Tomkiem Biskupem. On odpowiada za stronę graficzną, w tym zdjęcia. Zresztą podczas moich odwiedzin wynikła całkiem spontanicznie sesja zdjęciowa, której efekty przedstawiam tutaj, zamiast sesji wizerunkowej. Tę możecie obejrzeć na stronie MIMA MIMA. Niecierpliwie czekam na poszerzenie kontekstu, nowe kolekcje i rozwój sytuacji. Mam przeczucie, że marka może nieźle namieszać. W pozytywnym sensie.

 Fot. Tom Biskup

3 myśli nt. „MIMA MIMA

Dodaj komentarz
  1. tilda

    Za to właśnie kocham Instagram. Nigdy nie wiesz, co znajdziesz. Osobiście jestem szczęśliwą właścicielką pudrowego różowego plecaczka i … zakochałam się w nim od pierwszego dotyku-wejrzenia

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *