Miesięczne archiwum: Luty 2017

27

lut

Gift Shop Concept

Kto chodził na wagary do sklepów papierniczych, z podróży przywoził kolejne notesy, a swoje największe skarby trzymał w piórniku? Gdybym mając lat osiem chciała się dowiedzieć, co to jest fetyszyzm, zdecydowanie najlepiej byłoby mi to wyjaśnić na podstawie mojej fascynacji papierem. Karteczki, naklejki, zeszyty, równo zatemperowane kredki, pachnące gumki do ścierania i oczywiście chińskie pióro wieczne – element obowiązkowy. Potem pojawiły się włoskie zeszyty w kwiatki (Pigna, o ile mnie pamięć nie myli), segregatory z kolorowymi wkładami (układało się je tęczowo, żadnych przypadków), tzw. „pióra kulkowe” (potworna obraza dla stalówki) i barwne cienkopisy. Jeszcze na studiach prowadziłam taki segregator i, choć zwyczaje zmieniły się diametralnie w ciągu ostatniej dekady, ja wciąż wolę notatki analogowe (możecie nie wierzyć, ale niektóre teksty na blog mają swoją pierwotną wersję w zeszycie, zapisane piórem wiecznym, rzecz jasna). Choć tematem przewodnim moich najróżniejszych wycieczek jest moda (oprócz odpoczynku) – od obserwacji stylów ulicznych, wystawy w muzeach po… no cóż… drobne zakupy – to jeśli w danym mieście jest jakieś miejsce z papierem, na sto procent tam dotrę. A propos muzeów. Zawsze ogromną przyjemnością jest spotkanie oko w oko z projektami mistrzów, ale równie wielka czeka na mnie zaraz za ostatnią salą. Można narzekać, że to twór czysto marketingowy, bo w stanie uniesienia osiągniętym poprzez obcowanie z wielką sztuką człowiek jest w stanie wydać ostatnie pieniądze na pamiątkę z wystawy, ale ja ani przez moment nie czuję się nabita w butelkę. Chodzi o muzealne sklepy z upominkami. To swoiste „wszystko, czego nie potrzebujesz” inspiruje nie mniej niż obejrzane przed chwilą dzieła, tym bardziej że sukni Chanel raczej nikomu w prezencie nie przywiozę, ale już notes z rzeczoną suknią na okładce jak najbardziej. I tu dochodzimy do sedna, bo oto marka, która najwyraźniej potrafi czytać w myślach moich oraz osób podobnych, trochę na wzór tych muzealnych sklepików, a trochę z nostalgią za papierowymi czasami, wprowadza do swoich sklepów (na stałe!) dział upominkowy. Panie i Panowie, oto & Other Stories i Gift Shop Concept!

Gift Shop_Stories_Stockholm (1)

Czytaj dalej

20

lut

Pięć nowych marek, które warto obserwować

Uwielbiam te odkrycia i wciąż nie mam dość. Choć wieść niesie, że przesyt, smutek i żal, ja wciąż znajduję nowe powody do radości. Jak to możliwe? Od dawna powtarzam, jest tyle innych zmartwień wokół, że moda naprawdę nie powinna nam spędzać snu z powiek. Zatrzymujmy wzrok na tej dobrej, zamiast przyczajać się na potknięcia tej, delikatnie mówiąc, słabszej. Zresztą niejednokrotnie ze słabszej też coś dobrego wyrasta (a dobra czasem zjeżdża na samo dno – ale o tym tu na pewno nie będzie). Dziś kilka debiutów, na tyle interesujących, by zacząć się lepiej im przyglądać. Marki te wystartowały w zeszłym roku, w większości przypadków mają za sobą pierwszą kolekcję i przygotowują się właśnie do kolejnej. Kategorie różne, bo i torby, i biżuteria, i – ma się rozumieć – ubrania. Wszystko produkowane w Polsce. Gotowi?

Momu Females

Czytaj dalej

14

lut

In the middle of Nowhere

Jak ona pięknie potrafi opowiadać historię. Zaczynając niepozornie, od jednego, góra dwóch wątków, rozwijając je i dodając zdarzenia poboczne, prowadząc temat konsekwentnie, nie narażając na nudę w ani jednym momencie. Gdy już oswoi z nowością, sięga do przeszłości, wydobywając tylko to, co najistotniejsze, żeby się w opowieści nie pogubić. „In the middle of Nowhere” to rzecz o zimowej podróży niekoniecznie po ośnieżonych szczytach, przewrotnie sfotografowana na tle pogodnego nieba i granatowego morza. Berenika Czarnota umiejętnie powraca do swoich najlepszych pomysłów, nadając im raz po raz nieco inny ton i dyskretnie odmieniony kształt.

Berenika Czarnota AW1617 (19)

Czytaj dalej

6

lut

Spragnieni piękna

Wystawa obrazów, plakatów, rzeźb, mebli, akcesoriów i strojów z okresu dwudziestolecia międzywojennego, pokaz stworzonych specjalnie na tę okoliczność przez polskich projektantów sukni, a wreszcie wieńczący przedsięwzięcie wielki bal dobroczynny – tak Stowarzyszenie „Przyjaciele MNW” świętuje swoje stulecie. Wystawę, której kuratorką jest pani Renata Higersberger, już można odwiedzać, potrwa do 26 marca, odbywa się w głównej siedzibie Muzeum Narodowego w Warszawie i dosłownie przenosi w czasie. Pokaz mody odbył się w miniony czwartek, swoje prace zaprezentowali ZUO Corp., Michael Hekmat, Bizuu, Michał Szulc, Lidia Kalita, Serafin Andrzejak, Weave, Le Brand, Joanna Klimas oraz MMC. Suknie zostały zlicytowane, a uzyskane kwoty – podobnie jak te ze sprzedaży biletów na bal – zasilą konto Muzeum. Skoro już przy balu jesteśmy… Inspirowany imprezami organizowanymi przez przyjaciół największych muzeów na świecie (choćby Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku) odbędzie się 27 lutego. Wstęp jest płatny, a celem – zgromadzenie osób zainteresowanych zarówno sztuką, jak i niesieniem tejże finansowej pomocy.

Spragnieni Piekna

Czytaj dalej