16

mar

Le Brand SS17

Mam wrażenie, że było to całkiem niedawno, tymczasem pierwszą kolekcję LeBRAND, jeszcze nie w sklepie, a w przepięknym studio na poddaszu starej kamienicy w sercu Warszawy, oglądałam trzy lata temu. Spodobała mi się prostota i konkretna wizja marki, paryski styl znamienny dla przemieszczających się zawsze w grupie redaktorek magazynu Vogue i dbałość o wykonanie od pierwszego elementu po ostatni przyszyty guzik. To rzeczy, które nigdy nie wychodzą z mody, chętne do współpracy z wszelkimi tematami na czasie. A z drugiej strony to, że z mody nie wychodzą, wcale nie znaczy, że nie można ich mieć dużo. Nie przypominam sobie sytuacji, w której miałabym na przykład za dużo bluzek w marynarskie paski albo czarnych sukienek. Zawsze znajdzie się miejsce na kolejną, które zwalnia zazwyczaj szybki trend, dmuchany jak balon przez działy reklamy, a potem równie szybko pękający i rozpływający się w przestrzeni. Nadużywamy słowa „klasyka”, tym samym spłycamy, a nawet zmieniamy jego pierwotne znaczenie (nie chcę nawet wspominać o wyrazie „ikona”, potwornie pokrzywdzonym przez świat mody i okolic). Ale akurat w przypadku tej marki jego użycie będzie jak najbardziej uzasadnione.

 

LeBRAND SS17

W najnowszej kolekcji ścierają się dwie siły: kobieca i dziewczęca. Mocne, wyraziste garnitury w kratkę, przedłużane kamizelki i obszerne płaszcze nonszalancką wiązane w talii towarzyszą skromnym kwiecistym sukienkom, nierzadko zabudowanym pod szyję, spódnicom za kolano i młodzieżowym bandamkom. Dorosłość miesza się z naiwnością, prędzej jednak widziałabym tu Liv Tayler z „Stealing Beauty” niż najnowszą odsłonę Miley Cyrus. Z jakiegoś powodu zaczęliśmy kochać lata dziewięćdziesiąte, miłością wybiórczą, z pamięcią pozytywnych zjawisk wyłącznie. Paulina Pyszkiewicz, twórczyni LeBRAND, jest w naszej grupie. Granatowa czy czerwona łączka drukowana  na szlachetnej bawełnie, nie na pradawnym poliestrze, ramiona w płaszczach owszem, zaznaczone, ale nie przerysowane. Nawet bieliźniane trendy złagodniały, stawiając raczej na jedwabną piżamę niż skromną (w sensie zużycia materiału, nie prezencji) sztuczną satynową halkę.

Pojawia się znajoma z pokazu Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Narodowego złota sukienka z falbanami (niezmiernie mnie cieszy jej obecność, szkoda, gdyby powstała tylko na potrzeby aukcji) oraz wariacje na jej temat. Występuje w opcjach dłuższych i krótszych, w czerni i bieli oraz w wersji samej spódnicy. Na imię ma Afrodyta. Gdyby przyznawano nagrody za najbardziej pasującą nazwę towarową, mielibyśmy niekwestionowaną zwyciężczynię. Poza tym dyskretna zabawa formą i proporcją, odważniejsza niż do tej pory: przedłużanie i poszerzanie rękawów, podciąganie talii, sięganie do figury trapezu i wreszcie dodatki – do tej pory w rolach pobocznych, tym razem w samym centrum. Skórzane paski różnej szerokości podkreślają talię równie dobrze w garniturach, jak i wieczorowych sukienkach, przełamując schemat i uatrakcyjniając sylwetkę.

 

Fot. Zuza Krajewska
Modelka: Ina/ Neva Models
Stylizacja: Karla Gruszecka
Makijaż i włosy:  Aneta Kostrzewa
Scenografia: Anna Szczęsny

3 myśli nt. „Le Brand SS17

Dodaj komentarz
  1. elf

    Ech, wzdycham do leBrand odkąd ich tu przedstawiłaś na blogu. Piękne, ach piękne te rzeczy.I ta sesja zjawiskowa…

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *