3

lip

Messo – Secret Garden

Ile razy zdarzyło Wam się szukać „tej jedynej czarnej marynarki”, „idealnej bluzki do pracy”, „wielofunkcyjnej letniej sukienki”? Gdzie się w tym celu udawałyście? Założę się o stówę, że do Zary. Albo czegoś podobnego. No i owszem, te wszystkie znalezione ideały dawały pewnie radę. Do pierwszego, drugiego, góra trzeciego prania. Albo do pierwszej spotkanej w dokładnie tym samym ciuchu osoby. Nie mam zamiaru udawać, że sama unikam sieciówek jak ognia. Jeśli chodzi o różne tymczasowe mody, są one niezastąpione. I w przypadku obrusowej spódnicy z asymetryczną falbaną czy wariacji na temat swojskich kolekcji Balenciagi naprawdę nie ma sensu kierować się gdzie indziej. Ale jeśli marzy nam się klasyka (z dodatkiem wyświechtanego, lecz jakże potrzebnego słowa „ponadczasowa”), zatrzymajmy się na moment przed wejściem do „galerii” handlowej i pomyślmy raz jeszcze. Bo są miejsca alternatywne, które może nie powalają niską ceną, ale za to gwarantują po pierwsze przemyślane wzornictwo, a po drugie o wiele wyższą niż sieciówkowa jakość. Po trzecie, bo jest jeszcze „po trzecie”, wspierają lokalne zakłady produkcyjne. Powstają w Polsce: od pierwszego szkicu po ostatni wszyty guzik. A ten odpada tylko w sytuacjach ekstremalnych, co mogłam poświadczyć zza wigilijnego stołu. Nie jest bowiem winą marki, że nosząca tak lubi jeść. Lecz do sedna. Dziś będzie o Messo.

Secret Garden

„Secret Garden” jest letnią odsłoną garderoby oficjalnej, z przerwami na weekendowy wypad, który mimo wszystko wymaga nieco więcej wysiłku niż założenie wygodnego dresu. Różowe pastelowe i stalowo szare marynarki do noszenia z różnego rodzaju dołami (krótsze 3/4, dłuższe cygaretki, kopertowa asymetryczna spódnica), dziewczęce koszule z wiązaniem pod szyją, bluzki, które świetnie zastąpią zwykły t-shirt i wreszcie przebój lata: sukienki we wzory: łączkę, tureckie esy floresy, marokańską mozaikę albo urocze biało niebieskie prążki. Motywem przewodnim tych ostatnich jest falbana – multiplikowana na wiele sposobów, nigdy jednak nie przekracza granicy przesady. Zdobi mankiety i kołnierzyk, nawarstwia się przy obniżonej talii, podkreśla nogi, nie odsłaniając za dużo. Te słodkie elementy są kwintesencją lata, potrafią zmiękczyć serce nawet zagorzałej fanki rockowych koszulek i znoszonych dżinsów (walczę z tym, ale co ja mogę?). Pokazuję taki na przykład granatowo biały rzucik i odpowiadam na szereg pytań o pochodzenie tego cuda. Bo nieopatrzony – czyt. nie było go na wszystkich manekinach w promieniu pięciuset kilometrów – a zatem wzbudzający nadzwyczajną chęć posiadania. Albo taka marynarka. Na pierwszy rzut oka ma w niej nic nadzwyczajnego, ot, dwa rękawy, dwie kieszenie, jeden guzik, delikatne taliowanie. A jednak. Rękawy mają idealną długość, rzecz kończy się w najbardziej korzystnym miejscu, ma zaszewki tam gdzie trzeba (nieoczywista sprawa niestety), a plecy okala, jakby krawiec dwoił się i troił, żeby nas zadowolić. Sama mam dość trudną figurę w kwestii marynarek, a w tej wyglądam, nieskromnie mówiąc, rewelacyjnie. I gdy mam ją na sobie, powinnam nosić w kieszeni wizytówki marki, tak często mnie o nią różne miłe panie pytają.

Gdy myślę o Messo, widzę właśnie takie niby oczywiste rozwiązania, na które paradoksalnie najtrudniej wpaść. Gdy więc następnym razem będziecie szukać czy to stroju do pracy, czy na wykwintne garden party, pamiętajcie o nich. Możecie się pozytywnie zaskoczyć.

Fot. Marcin Szyszkowski

Jedna myśl nt. „Messo – Secret Garden

Dodaj komentarz
  1. ewabien

    Super artykuł, a kolekcja… na prawdę niesamowita ! Najbardziej przypadły mi do gustu sukienki, są na prawdę prześliczne, w sam raz na lato, z wielką chęcią bym je nosiła :D ! Pozdrawiam !

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *