Miesięczne archiwum: Grudzień 2017

29

Gru

Czarne chmury

Nie da jej się ani poruszyć, ani przestawić. Zajmuje stałe miejsce, godnie i spokojnie. Wokół może dziać się wszystko, a ona będzie tworzyć zawsze i tylko w zgodzie ze sobą. Ania Kuczyńska – projektantka poza wszelką konkurencją. Popularność w szerszym gronie zyskała dzięki reinterpretacji tradycyjnej chińskiej torby na zakupy. Przepastny Shanghai wciąż stanowi obiekt pożądania zarówno wśród gimnazjalistek, jak i całkiem dorosłych kobiet, zresztą po co wprowadzam tu płeć – panowie noszą go równie chętnie. Ciągnie się za nią określenie „ozdobny minimalizm”, ukute lata temu, zanim minimalizm wyzuto z podstawowego znaczenia, poszerzając je nieznośnie, a samo słowo nadużywając w każdym możliwym aspekcie. Ciągnie jednak niebezzasadnie, bo w jej przypadku wciąż ma rację bytu. Nieustająco zafascynowana włoską estetyką, prezentuje kolekcję „Le Nuvole” czyli „Chmury”. Czarne, bo wokół dość ponuro (a ona nigdy nie udaje), przetykane niedużymi różowymi obłokami, gdzieniegdzie ukazujące gwiazdy w postaci charakternych akcesoriów. Oto mapa nieba według Ani Kuczyńskiej.

ania kuczynska clouds

Czytaj dalej

22

Gru

Hush Brand Box, czyli jak zadbać o własną markę

Każdy, kto obserwuje polską modę, przynajmniej raz w życiu przeżył takie rozczarowanie. Pojawia się nowa marka. Z sensem, jak to się mówi. Z dobrym asortymentem. Inna niż wszystkie. Jest pięknie, śledzimy, kibicujemy, kupujemy i polecamy. A potem przychodzi kolejny sezon i podejrzana cisza. Miłośnicy nerwowo odświeżają Instagram. Właściciele butików, w których marka była obecna, niecierpliwie przebierają palcami. Klientki dopytują i mają serdecznie dość tych kilku egzemplarzy, które wiszą w sklepie od pół roku. Potrzeba nowości, tego wrażenia, które przecież nie tak dawno zaniosło markę jeśli nie na szczyt, to choć pagórek sukcesu. Albo inny scenariusz. Początek jest podobny, a potem wszystko idzie jak w zegarku. Dostawy na czas, regularne zaspokajanie estetycznych potrzeb zgrabnymi nowościami, wypracowany styl. I tylko jeden problem: nic się nie sprzedaje. Przyczyny niepowodzeń są różne, natomiast specjaliści (ci prawdziwi oraz ci samozwańczy) uruchamiają zdartą płytę ze słowami: „brak strategii”. Czym jest owa strategia? Tego już tak łatwo nie wytłumaczą. Dlaczego? Bo każda marka musi wypracować swoją własną. Z tego założenia rodzi się HUSH Brand Box – nowy projekt starego dobrego HUSH Warsaw, mający na celu pomoc w opracowaniu indywidualnego planu rozwoju wybranych marek na okres dwóch najbliższych lat. Właśnie zakończyła się jego pierwsza edycja.

HUSH Brand Box

 

Czytaj dalej

19

Gru

Ars gratia artis. Michał Szulc SS18

Mówi się w mojej rodzinie pół żartem, pół serio, że mieć rację w towarzystwie to największe faux pas. W piątek Michał Szulc miał rację. Niestety był w towarzystwie. Co takiego wykonał? Ośmielił się rozpocząć swój pokaz z zaledwie czterdziestominutowym opóźnieniem, skupiając się na modzie oraz szanując czas tych gości, którzy pojawili się punktualnie. Podejrzewam, że dostanie się mu za to tu i ówdzie, choć mam również nadzieję, że wydarzenie skłoni do refleksji nad priorytetami w naszej maleńkiej branży. Ostatnio coraz rzadziej bywam na pokazach, bo szkoda mi czasu. Po prostu. Czasu na dojazd, na powrót oraz standardowe półtoragodzinne czekanie. Wolę umówić się z projektantem na spokojnie i wszystko obejrzeć bez stresu. Organizatorzy często mają związane ręce. Bo jeśli nie pojawi się ta czy tamta osoba, publikacji o wydarzeniu będzie o połowę mniej. Przy czym pisząc „publikacji”, mam na myśli teksty w stylu: „Nogi celebrytki X na pokazie Y. Seksowne?”. Gorzka prawda internetowych czasów. Trzeba czekać. Czy na pewno? Pada decyzja: „Zaczynamy”. Zespół White Noise usadza zagubionych w nagłej punktualności, gasną światła, rozpoczyna się perkusyjny występ piętnastoletniego Igora Faleckiego i dzieje to, co najważniejsze.

Michal-Szulc_0532

Czytaj dalej

16

Gru

Do utraty tchu, czyli niekoniecznie świąteczny przewodnik prezentowy

We buy things we don’t need with money we don’t have to impress people we don’t like” – to słynne zdanie, plączące się od pewnego czasu wśród internetowych memów, przypisuje się Dave’owi Ramsey’owi, amerykańskiemu biznesmenowi, który zasłynął jako autor książek poświęconych pieniądzom, oszczędzaniu i inwestycjom. Nie ma lepszego czasu, by je sobie przypomnieć, a najlepiej zapisać i przyczepić na lodówce. Od jakiegoś czasu zbieram się z napisaniem tekstu o prezentach. Bo przecież święta, a ja mam tyle fantastycznych rzeczy do polecenia. Tymczasem z kim bym nie rozmawiała, ten stwierdza, że ma serdecznie dosyć przedświątecznej atmosfery i przymusu kupowania. Obserwuję coraz popularniejsze zjawisko rezygnacji z obdarowywania się pod choinką na rzecz wrzucenia symbolicznego grosza do skarbonki dla potrzebujących. Albo ustalania takich zasad, by każda osoba w rodzinie otrzymała tylko jedną rzecz, ale za to taką naprawdę wymarzoną. Ostatnio bardzo inspirująca kobieta opowiadała mi o znajomych, którzy co roku całą wielką rodziną piszą listy do świętego Mikołaja. W liście należy wypisać dziesięć rzeczy, które chciałoby się dostać. Obdarowujący wybiera jedną z nich. Dzięki temu wciąż mamy pewną niespodziankę, a jednocześnie unikamy niewygodnych pomyłek. Z dziećmi sprawa jest prosta: wymyślenie dziesięciu wymarzonych prezentów jest kwestią paru minut. Ale gdy jest się dorosłym (i ma się wszystko, bo nie ukrywajmy, spokojnie moglibyśmy spędzić resztę życia wśród otaczających nas przedmiotów i nie odczulibyśmy żadnego braku), trzeba się nieco wysilić, skupić, a przede wszystkim wewnętrznie ze sobą porozmawiać. Co tak naprawdę lubię? Co chciałabym odpakować z kolorowego papieru? Co sprawi mi przyjemność? W ostatnim numerze Lounge piszę o szaleństwie „czarnego piątku”, które trwa do lutego. Ile przez ten czas staje na naszej drodze przedmiotów, o których istnieniu nie mieliśmy zielonego pojęcia? Ale mają świąteczny kolor, świąteczną funkcję, stoją blisko kasy albo zapewnią nam spokój sumienia, bo przecież trzeba coś komuś pod tą cholerną choinką dać (a ponieważ nie mamy pojęcia, co ten ktoś lubi, bo komunikujemy się tylko poprzez „lajki” na „fejsbuku”, wrzucamy szybko do koszyka, a potem równie szybko się tego pozbywamy, przerzucając estetyczne okropieństwo na kogoś innego). Można się zmęczyć.

Teraz sobie myślę, że przecież na tekst o prezentach jest już za późno. Bo sklepy internetowe przeciążone, kurierzy na najwyższych obrotach, a w dodatku może się skończyć towar. I nachodzi mnie refleksja, czy nie przyjemniej byłoby dawać sobie prezenty w innych okolicznościach? Nie wyznaję żadnej religii, ale chyba w Bożym Narodzeniu nie chodzi o wydawanie pieniędzy? Od kiedy najważniejszym świątecznym symbolem jest wielkie pudło ze złotą kokardą?

A jednak napiszę dziś o tych wszystkich przyjemnych rzeczach. Z taką drobną uwagą, żeby nie kupować byle jak i byle gdzie. I żeby zatrzymać się na chwilę i pomyśleć, czy kogokolwiek może ucieszyć coś, co było zgarnięte w stresie i bez żadnej refleksji. Nawet jeśli nie zdążymy przed pierwszą gwiazdką, możemy przecież przełożyć to i owo na później (zasada nie działa w przypadku dzieci, pod choinką musi coś dla nich być i koniec – piszę to z perspektywy własnej dziecięcej części. Co nie znaczy, że mamy brać teraz kredyt na „Gwiazdę Śmierci” Lego czy co tam się teraz kupuje). Umówmy się, że będzie to tekst ważny przez cały rok, ok? Uwaga, zapinamy pasy i jedziemy!

Harel prezenty

Kapcie z owczej wełny: Emu Australia; książka „Jak trampki weszły na salony” Grażyny Olbrych i Dagmary Radzikowskiej; naklejki Flying Tiger.

Czytaj dalej

8

Gru

Do obserwowanych! cz. 2

Choć mówi się, że największa moda na polską modę minęła, nowych marek wciąż pojawia się sporo. Odważnie maszerują przed siebie, ścieżką z jednej strony wydeptaną, lecz z drugiej zdradliwą. Bo czy odbiorca na pewno się na nich pozna? Czy nie będzie wolał rzeczy dobrze znanych i sprawdzonych? I w końcu, czy zdołają do siebie przekonać, skoro ceny mają wyższe niż wciąż najpopularniejszy cel naszych zakupów, czyli sieciówki? Śledzę i kibicuję, mając nadzieję, że utrzymają się dłużej niż parę sezonów. Bo każda wyróżnia się stylem, pomysłem i wykonaniem. Tu rzemiosło, tam niegasnąca inspiracja Paryżem, a jeszcze gdzie indziej pełna odpowiedzialność za wykorzystane surowce. Kogo dodać do obserwowanych? Te nazwy warto zapamiętać. Podpisuję się pod nimi wszystkimi kończynami. Zaczynamy!

dunst okladka

Czytaj dalej

5

Gru

Berenika Czarnota Season 08

Dzianina. Wdzięczny materiał, za pomocą którego można przekazać niemalże wszystko. Odpowiednie umiejętności i osiągnie się nie tylko pożądaną formę. Wybieramy kolor, ścieg, fakturę, grubość włóczki, moc splotu. Jak na płótnie wyczarowujemy najróżniejsze wzory i motywy. Dlaczego więc tak często onieśmiela? Pytanie całkiem niepotrzebne w przypadku Bereniki Czarnoty. Ona i dziewiarstwo to związek doskonały. Jeśli ma ochotę, tworzy falbany. Innym razem sięga po plemienne motywy. Napisy? Proszę bardzo. Paski? We wszystkich kolorach tęczy. Afrykańskie maski, retro samochody, zmysłowe ażury, ogrzewające ścisłe sploty – mogłabym wymieniać długo. Sporo u niej było, a wciąż potrafi wyczarować coś całkiem nowego. Jesień i zimę przewrotnie fotografuje na gorącej izraelskiej pustyni i w sprytny sposób podrzuca tematy do refleksji.

BERENIKA CZARNOTA SEASON 08 (14)

Czytaj dalej