Miesięczne archiwum: Luty 2018

20

Lut

H&M Studio – wiosna/lato 2018

Już za chwileczkę, już za momencik… A ja nie mogę się oprzeć wrażeniu, że projektanci tej kolekcji ocierają nią łzy za Phoebe Philo, która odchodzi w nieznane z Celine. Kolory Lego (jak z jej kolekcji na wiosnę lato 2014 i 2018), kontrastowe stębnowania, rozszerzane nogawki i rękawy, abstrakcyjne malarskie motywy… Nic w tym złego, a może to nawet tylko moje łzy i mój żal, który przekuwam w swobodną interpretację. W każdym razie ląduje H&M Studio najpierw na paryskim wybiegu, a z chwilą skończenia pokazu w sklepie (internetowym, następnego dnia stacjonarnie) 28 lutego bieżącego roku. Czyli za tydzień (jak ten czas leci!).

HM STUDIO SS18

Czytaj dalej

19

Lut

Undress Code

Lubię takie przypadki. I choć moja ambicja nieco wtedy cierpi, podnoszę głowę wysoko i idę poznać markę, o której powinnam wiedzieć od dawna, ale jakimś cudem tak się nie stało. Sytuacja miała miejsce podczas niedawnej imprezy „Niech żyją dziewczyny!” organizowanej przez magazyn Zwykłe Życie. Spacerowałam od stoiska do stoiska, rozmawiając ze znajomymi lub przyglądając się nowościom. Przy akcesoriach Wenska ich właścicielka, Alicja Sajewicz, zapytała, czy znam markę bielizny wystawiającą się w alejce obok. Nie znałam. Szybko to naprawiłam, ciesząc się przy okazji, że ludzie polecają się nawzajem, zamiast z góry traktować jak potencjalną konkurencję. Dostępna na Yoox i Zalando, zaproszona do specjalnego projektu Galeries Lafayette – przedstawiam Wam Undress Code, polskie młodziutkie dzieło, które podbija świat.

_DSC9340gotowe

Czytaj dalej

18

Lut

Maciej Zień. Under Pressure. Jesień/zima 2018

Czy siadając w piątkowy wieczór przed dużym ekranem spodziewałam się takiej dawki przemocy? Ba, przemocy jakiejkolwiek? Siedzimy sobie ze znajomymi na widowni zaaranżowanego na potrzeby pokazu kina, gasną światła i zaczyna się przykra niespodzianka. Pojawia się BMW (zapewne leciwa „trójka, choć głowy nie dam), wysiadają zeń panowie, których parę lat temu określilibyśmy mianem „dresiarzy”. Miny mają groźne, jacyś tacy nakręceni i nieprzyjemni. Po długiej wymianie spojrzeń otwierają bagażnik i wyciągają z niego brutalnie skrępowaną Katarzynę Warnke. Kobieta ma zaklejone usta, a na sobie – a jakże – skąpą sukienkę na ramiączkach. Jest przerażona. Zaczyna się zabawa ofiarą, nie przebierając w słowach, po prostu ohydna. Przerzucanie jej z rąk do rąk, obściskiwanie, w końcu zerwanie ubrania. Pojawiają się elementy choreografii w ułamku procenta przypominające taniec. Nabieram powietrze, bo może zaraz przyjdzie rozwiązanie i choć trochę usprawiedliwi to, co zaserwował nam projektant po niemal dwóch godzinach oczekiwania, więc będę mogła odetchnąć z ulgą. Wszyscy zaczną tańczyć, jak w tym wywrotowym filmie von Triera z Bjork. Ale nie. Nic z tego. Warnke udaje się uciec. Panowie jeszcze chwilę ją gonią, po czym zawracają, jakby czegoś się przestraszyli. Zaczyna się pokaz. O co chodziło? Do tej pory nie mam pojęcia. Najdziwniejsze jest to, że krótki metraż poprzedził całkiem ciekawą, choć, jak na Macieja Zienia, spokojną i wyważoną kolekcję. Zaszkodził jej na tyle, że dopiero oglądając zdjęcia następnego dnia, byłam w stanie stwierdzić, że była absolutnie w porządku.

1_MACIEJ_ZIEN-160218_lowres_fotFilipOkopny-FashionImages

Czytaj dalej

15

Lut

Trzy mgnienia wiosny

Reserved od ponad dekady pojawia się na tym blogu w skrajnych przypadkach. Albo kiedy coś przeskrobie (klik – klik), albo kiedy wyskoczy z totalnym hitem (klik – klik). Tak zwane regularne kolekcje i towarzyszące im kampanie nigdy nie poruszyły mnie na tyle, by poświęcić im tu miejsce. Aż nagle…! No dobrze, wcale nie nagle, bo należę do grona tych szczęśliwców, którzy od zeszłego roku są przez markę na bieżąco informowani o planowanych zmianach, nowych strategiach i obietnicach poprawy. Pamiętając, że mamy do czynienia z sieciówką, więc cudów w pewnych obszarach nie będzie, jestem autentycznie pełna podziwu. Ekspansja na kraje zachodnie to jedno. Ale podejmowanie ryzyka w kwestii projektowej – to lubię najbardziej! Pisałam tu przy okazji fenomenalnej kolekcji Re.Design na jesień zimę ’17/18 (za chwilę odsłona wiosenno letnia!), że marka zatrudnia coraz więcej polskich projektantów, którzy tworzą kolekcje od podstaw. Prężnie działa warszawskie studio projektowe, przygotowując kolekcje naprawdę odważne jak na to, co Reserved oferowało nam do tej pory. Skala na razie niewielka, ale warto się na tym skupić, bo właśnie takie drobiazgi pchają markę do przodu i do góry. Przede wszystkim te ubrania są jakieś. Jakieś przez duże J. Odzwierciedlają ciekawostki z wybiegów, noszą jednak w sobie sporo oryginalności. I są bardzo dobrze zaprojektowane. Póki co dość często giną w gąszczu innych ciuchów, bo strona wizualna sklepów wciąż wymaga dużo pracy i najfajniejsze ubrania z jakiegoś powodu są porozwieszane między mniej ciekawymi. Ale po kolei. I tak dobrze się dzieje, więc cierpliwie czekamy na kolejny etap. A dziś trzy wiosenne tematy, każdy zaserwowany w zupełnie innym stylu. Każdy interesujący. Nie wiem, czy jest dla marki komplementem sformułowanie „to nie wygląda jak Reserved”. W pewnym sensie tak. Bo oznacza, że coś ruszyło i to z hukiem.

RESERVED_More_SS18_1

Czytaj dalej

12

Lut

KREIST FW1718

Zmierzamy powoli do końca sezonu zimowego. Co na pożegnanie? Powrót do przeszłości w wykonaniu KREIST. Krzysztofa Stróżynę, jej dyrektora kreatywnego, uwielbiam za najróżniejsze historie, ale chyba najbardziej (oprócz talentu) za odwołania do muzyki. Minione kolekcje łączyły stare dobre country z jego współczesnymi wariacjami, teraz przyszła pora na disco i funk. Wiadomo, odrobina kiczu musi być, projektant na szczęście jak zwykle zachowuje równowagę.

KREIST FW1718 (4)

Czytaj dalej

2

Lut

Miejsca cz. 1

Wiele się zmieniło, od czasu, gdy po raz pierwszy napisałam tu o tzw. „concept stores”. Przede wszystkim pojawiło się ich w Polsce sporo, ale też zniknął ten, od którego idea zaczęła się rozprzestrzeniać (choć wcale nie był pierwszy), czyli paryski Colette. Pożegnaliśmy jego przestrzeń wirtualną i realną w grudniu 2017 roku. Czy to istotna wiadomość? Dla mnie to koniec pewnej ery, bardzo ważnej zarówno w świecie mody, jak i zjawisk internetowych. Czy istnieje jedna jej interpretacja? Tego dowiemy się zapewne za jakiś czas. Na razie ludzie wciąż chętnie zakładają nowe, oryginalne butiki, skupiając się na stworzeniu jak najdoskonalszego wnętrza i skomponowaniu pasujących do niego oraz siebie nawzajem marek. Internet to sprawa oddzielna, ułatwia dostęp, ale też odbiera przyjemność obcowania z pięknem w nasileniu wręcz niebezpiecznym dla zdrowia (a na pewno dla naszego konta bankowego). Głowa może rozboleć, ocząąy oddać się pląsom, a serce poważnie przyśpieszyć. Dziś pierwszy z wielu spacerów po różnych przyjemnych miejscach, które niejednym nas zaskoczą. Zapraszam!

Lolly Pop Concept Store

Czytaj dalej