11

Cze

Lovlin

Len. Nagle wskoczył na podium, niczym dawno zapomniany sportowiec. W sklepach roi się od lnianych koszul, spodni i – oczywiście – sukienek. Dawno nie widziałam go w takiej formie. Przemykał raczej niezauważony, jako nieśmiały dodatek do letnich kolekcji, bywało, że tylko męskich (stąd w mojej szafie lniane koszule z działów dla płci przeciwnej, zresztą idealne). Kiedyś obowiązkowy. Gdy weszła do Polski Zara i zaczął się jej pierwszy letni sezon (rok 2000 dla przypomnienia), len był na topie i to we wszystkich kolorach tęczy. Towarzyszył jej polski Tatuum oraz duński i nieodżałowany Jackpot Cottonfield. Gniotło się to wszystko niemożebnie, ale czy nie o ten właśnie urok chodzi? A jednak len bywa trudny. Bo prócz typowych fasonów, raczej nieszkodliwych, jak bluzki na guziki czy spodnie na troczki, zwodzi niebezpiecznie w stronę zgrzebnych fartuszków rodem z Lucy Maud Montgomery. Nie to, że to niedopuszczalne, ale w 2018 roku wolelibyśmy jednak len w wersji Simona Porte’a Jacquemusa. Zróbmy szybką aktualizację i spójrzmy, co da się z niego wyczarować. Oto moje myśli po obejrzeniu zdjęć, które dostałam od nowiutkiej i młodziutkiej polskiej marki Lovlin.

O tak, len niesie w sobie tyle romantyzmu i sielskości, że nie sposób ich pominąć. A jednak Lovlin interpretuje go nieco szerzej. Choćby dopasowując do sukienek rzędy obleczonych materiałem guzików. Albo tworząc podłużne pęknięcia rękawów. Albo dołączając dyskretne falbany. To jest lato na sto procent, tym przyjemniejsze w użytkowaniu, że nic się nie zmarnuje. Jeśli po skrojeniu zostają skrawki, robi się z nich opaskę. Nie byle jaką, bo z powodzeniem udającą turban – czyli w tym sezonie zdecydowanie najbardziej pożądaną. Nie znajdziemy w ofercie workowatych sukienek. Ich czas niestety i stety się skończył. Musimy odczekać chwilę, bo i tak długo się utrzymywały na powierzchni (podobnie jak dżinsy rurki). Od razu podkreślę, że jedne i drugie będę kochać miłością bezkrytyczną jeszcze długie lata, aż wspólnie się nie zestarzejemy, ale… Te wszystkie koperty, kimona, wędrująca talia (zwłaszcza obniżona) dają tyle przyjemności i tak inaczej rysują sylwetkę, że daję się im porwać z radością. Lovlin dopiero zaczyna, ale swoją oryginalnością zdobyła mnie totalnie. Bardzo jestem ciekawa, jak potoczą się jej losy i jak poradzi sobie z porą zimową. Jeśli tak doskonale jak z latem, to dodaję do ulubionych na dobre.

Fotograf: Magdalena Kozicka
Modelka: Krysia Karcz
Agencja modelek: Partisan Models
Makijaż : Ania Kopeć
Stylistka: Olga Semchenko
Włosy: Adam Krupiński

3 myśli nt. „Lovlin

Dodaj komentarz
  1. El

    Len uwielbiam. W prawie każdym wydaniu. Luźne sukienki z lnu również. Najchętniej w surowej japońskiej stylistyce. I te w klimacie Elizabeth Suzann – projektantki z Nashville. Trochę już jestem zmęczona nachalnym trendem na kwiatkowe sukienki na guziczki z podkreśloną talią. I do tego obowiązkowo koszyk. I chociaż koszyki niezmiennie kocham, to jednak w tym roku (poza plażą) nie chce mi się ich zupełnie nosić. Nastapił przesyt. I’m overwhelmed😂

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *