Miesięczne archiwum: Wrzesień 2018

28

Wrz

Dlaczego przestałam chodzić na pokazy?

Choć staram się bardzo, nie mogę sobie przypomnieć swojego pierwszego pokazu. Nie pamiętam, co to za projektant, nie pamiętam, co to za miejsce. Ale pamiętam, że byłam zachwycona atmosferą i wszystkim, co wokół się działo. Wspominałam ten moment ostatnio z niemałym rozrzewnieniem, gdy zupełnie przypadkiem trafiłam na pokaz Łukasza Jemioła. Przypadkiem, bo nie dotarło do mnie zaproszenie, ale zabrała mnie ze sobą pewna miła osoba. Tradycyjnie był cyrk z usadzaniem, tradycyjnie usadzający chyba za bardzo nie mieli pojęcia, kto, gdzie i po co. Koniec końców trafiliśmy hen daleko, za wszystkie rzędy, skąd raczej wsłuchiwaliśmy się we fragmenty utworów Pink Floyd niż wpatrywaliśmy w kolekcję. Do czego dążę? Na pewno nie do tego, że zaraz się obrazimy na projektanta i od tej pory będziemy krytykować wszystko, co spod jego igły czy ołówka wyjdzie. Wniosek ten mam już od pewnego czasu i ta sytuacja ostatecznie go potwierdziła. Pokazy mody już dawno nie są skierowane do dziennikarzy. Zwłaszcza w Polsce (choć w innych krajach też nie jest kolorowo, o czym możemy przeczytać choćby w tym artykule). To imprezy firmowe, biznesowe, towarzyskie (niepotrzebne skreślić), podczas których sam moment na wybiegu odgrywa najmniejszą rolę. Nieliczne recenzje pokazów to raczej relacje, bardzo ostrożne i powierzchowne. Zdjęcia? Już kwadrans po zgaśnięciu reflektorów, jeszcze zanim, celebrytki dobiegną do baru, możemy obejrzeć na portalach plotkarskich (i nie tylko), kto był w co ubrany (ewentualnie którą część ciała zabrał ze sobą lub w co sobie wstrzyknął botoks), z kim przyszedł i na kogo krzywo spojrzał. Czy to źle?

Fot. Pixabay

Czytaj dalej

27

Wrz

Alexandra K

Weganizm w modzie to temat wcale nie taki nowy, ale ostatnio poruszany częściej niż zwykle. Co tak naprawdę oznacza i gdzie kończy się prawda, a zaczyna marketingowa ściema? Wegańskie, czyli bez wykorzystania produktów odzwierzęcych – i to na każdym etapie powstawania. Żaden ze składników nie może być też testowany na zwierzętach, to już temat bardziej kosmetyczny, ale różne niedomówienia chętnie się i tam wkradają. Ogromną pracę w tej kwestii wykonała Stella McCartney. Działania podjęła tuż po odejściu ze stanowiska głównej projektantki Chloe, w 2001 roku. Zakładając własną markę podkreślała, że nie ma zamiaru wykorzystywać skór. Stąd początkowy problem z akcesoriami, w szczególności z butami. Nowe rozwiązania technologiczne (do dziś dnia ulepszane) pozwoliły jej działać zaskakująco szybko. Pozostając wierna swoim przekonaniom, zbudowała nie tylko prężnie działającą firmę, ale też udowodniła, że moda zwierząt wcale nie potrzebuje. Wówczas rezygnacja ze skór czy produktów odzwierzęcych w ogóle, podobnie jak rezygnacja z ryb czy nabiału, wydawała się raczej chwilowym kaprysem niż definitywnym rozwiązaniem. Dziś dobrze wiemy, że jest inaczej, a wybór tego czy innego surowca coraz częściej pozostaje sprawą naszego sumienia, nie problemu z jego dostępnością. Sama noszę skórzane akcesoria, ich jakość w tej cenie, na jaką mogę sobie pozwolić, wciąż pozostaje konkurencyjna dla sztucznej skóry. Kupuję rzadziej, bo skórzane torby czy buty służą mi dłużej. Szczerze mówiąc, oprócz rzeczonej Stelli, nic sztucznego mnie swoją jakością do tej pory nie urzekło. Może wystarczyło lepiej poszukać, myślę sobie, odkrywając markę, która na polskim (i nie tylko) rynku istnieje już cztery lata! Alexandra K oferuje prawdziwie wegańskie torebki. Jest dziełem Aleksandry Kościkiewicz, młodej projektantki mocno zaangażowanej w etyczną modę. Zamiast tylko mówić, Aleksandra zaczęła działać. Tak sprecyzowanym światopoglądem niewiele marek może się pochwalić.

Czytaj dalej

20

Wrz

Kulta. Memories.

„O, moja mama miała taką marynarkę!”. „W takiej bluzce chodziłam w liceum!”. „Marzyłam o tym płaszczu w szóstej klasie!”. I tak dalej, i tak dalej. Stąd „Memories”, nazwa kolejnej, jesiennej tym razem odsłony marki Kulta. Już sama folia obecna na zdjęciach daje wrażenie czegoś odkrywanego po latach, jakby starych rzeczy na strychu, przykrytych szczelnie przed kurzem. A jednak wcale stare nie są, tylko czerpią odrobinę ze wspomnień, dodając jednak współczesne historie i łącząc dwa światy na nowo. Dużo tu spokoju i jesiennej melancholii, tradycyjnie u Kulty jest bardzo pod tym względem oszczędnie. Bo projektantce najbardziej zależy na formie. To skandynawskie podejście, które kultywuje (sic!) od samego początku.

Czytaj dalej

18

Wrz

LABO by Magda Floryszczyk

Wczoraj Berenika, dziś Magda Floryszczyk… Robi nam się wirtualny tydzień najlepszej polskiej mody, którą swego czasu mogliśmy oglądać w Łodzi (tak, jestem coraz bardziej sentymentalna, mimo niezliczonych potknięć organizatorów tej nieodżałowanej imprezy…). LABO, czyli marka wspomnianej Magdy, to odkąd pamiętam niezwykle dopracowane formy czerpiące z klasyki. Nigdy jednak na klasyce nie poprzestają, rozpoczynając z widzem grę w zagadki. Z czego to się wzięło? Jak wyglądało na początku? Albo: z czym połączyło? Projektantka musi kochać błękit, bo to już kolejny jego powrót. Tym mocniejszy, że na tle portugalskich azulejos, czyli bardzo charakterystycznych płytek ceramicznych, najczęściej niebieskich właśnie (choć nie jest to regułą). Zresztą i błękit, i biało niebieskie paseczki, i gładki ciemny granat tak mi się zrosły z Magdą, że widząc te zdjęcia, a nie przeczytawszy jeszcze opisu, wiedziałam, któż projektował. Czy nie o taką rozpoznawalność w modzie chodzi?

Czytaj dalej

17

Wrz

Berenika Czarnota. 09.

Zaczęłam poszukiwania, ale nie mogę znaleźć. Sweter z samochodem, który jakąś dekadę temu obiegł internet za sprawą prawdopodobnie Ivana Rodica, szerzej znanego jako Face Hunter, był pierwszym projektem Bereniki Czarnoty, jaki zarejestrowałam. Od kilkunastu minut szukam jego zdjęcia w sieci, niesiona nadzieją idącą ze słów: „internet nie zapomina”. Niestety, w tym przypadku chyba ma dziurę w pamięci (oby nie okazało się, że ten piękny sweter pożarły mole!). Uroczy samochodzik przepadł, ale pierwsze wrażenie wciąż pozostało niezatarte. Dlatego zawsze tak czekam na kolejną kolekcję projektantki, która na drutach wyrobiła drogę wielu podobnym markom w Polsce. Oglądałam jej pokazy w Łodzi, marząc o własnym swetrze albo chociaż szaliku. Marzenia dawno spełnione, choć teraz obudzone na nowo, a to za sprawą dziewiątej kolekcji, która właśnie pojawiła się w sprzedaży.

Czytaj dalej

13

Wrz

Przywara-Strzałka. Nowa kolekcja.

Torebkę jej projektu (i produkcji) mam od lat. Nie dzieje się z nią nic. Tylko wciąż zwraca na siebie uwagę, a ja podaję autorkę, szeleszcząc jej podwójnym nazwiskiem, co dodatkowo podkreślam ustami rozciągniętymi w dumnym uśmiechu. Bo dumna jestem z takiej projektantki i takiej marki, tym bardziej, gdy mogę polecić ją innym. Przywara-Strzałka nie bawi się w sezony. Zresztą w kwestii torebek czy podobnych im akcesoriów to nie ma większego sensu (chyba że jest się Pradą). Jej modele są ponadczasowe, już wiele lat temu były bardzo nowoczesne i to się nie zmieniło. Składane jak origami, mocowane nitami, zszywane nicią niezwykle rzadko, za to często cięte z jednego kawałka porządnej gładkiej skóry. Tafla lekko matowej czerni czy szarości to już jej znak rozpoznawczy. Uprzedzając pytania, tak, na żywo wygląda równie dobrze jak na zdjęciach. To nie filtr, to prawdziwa jakość. Zawsze w oszczędnym, prościutkim otoczeniu, tej jesieni zaskakują towarzystwem modelki o hipnotyzującym spojrzeniu, ubranej w projekty od młodych polskich twórców. Wydobywając się ze strefy komfortu Przywara-Strzałka ukazuje swoje nowe oblicze, które być może przekona do siebie nowe osoby, do tej pory unikające aż tak prostych rozwiązań. Z radością informuję, że to już kolejna wrześniowa premiera na blogu. Przynajmniej dziś tych zdjęć nie obejrzycie nigdzie indziej!

Czytaj dalej