Miesięczne archiwum: Wrzesień 2018

12

Wrz

Trzy lekcje z Fashion Tech Talks

Wszystko już było i nie ma sensu tego ciągnąć? Każdego w kryzysie twórczym w branży mody chętnie bym zabrała ze sobą na Fashion Tech Talks do Sztokholmu. To jednodniowa konferencja o modzie i najnowszych technologiach, na którą mogłam pojechać w maju dzięki Vogue Polska. Tekst podsumowujący możecie już od paru miesięcy przeczytać na jego łamach. Jeden artykuł to jednak znacznie za mało, by opisać, co działo się przez tych kilka intensywnych godzin. Krótkie wykłady były jak lekcje. Niektóre porywające, inne z obowiązkowym elementem „green washingu” (dziękujemy, H&M). Wszystkie jednak sprowadzały się do słowa „przyszłość”. I to wcale nie taka filmowa, tylko namacalna, jutrzejsza. Wybrałam trzy tematy, które będą najbardziej interesujące dla Czytelników tego bloga. Takie mam wrażenie i taką nadzieję.

Czytaj dalej

10

Wrz

PAULABAAR

Nadciąga coś zupełnie nowego. PAULABAAR jest dziełem absolwentki Katedry Mody warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Projektantka, zainspirowana polskimi przedmieściami i wsią, tworzy przedziwny świat złożony z połączenia stereotypów i wyobrażeń z tym, co najważniejsze w modzie dwudziestego pierwszego wieku. Miejskie przeplata się z wiejskim, zgrzebne fartuchy i kubraczki czy „starodawne” siatki na zakupy pod jej okiem zyskują nowe wcielenie i zupełnie inny kontekst.

Czytaj dalej

8

Wrz

ROUE. EST by S jesień/zima ’18/19.

Zawsze jest podobnie. Przychodzę z nastawieniem, że o swojej sylwetce wiem wszystko i o upodobaniach również. A wychodzę w czymś, co totalnie przełamuje moją strefę komfortu i w dodatku czuję się bardziej komfortowo niż w tradycyjnym komplecie dżinsy plus t-shirt. A to ołówkowa spódnica, a to sukienka z patkami pod biustem (czyli według wszelkich reguł powinna leżeć tragicznie, a robi ze mnie Sofię Loren), a to pudełkowy żakiet… Wcześniej ona biega wokół mnie i z energią godną pozazdroszczenia opowiada zarówno o konstrukcjach, jak i o sposobach noszenia. O tak, jej rzeczy zawsze da się nosić w różnych opcjach, więc jedna koszula potrafi zastąpić nawet trzy lub cztery. Kołnierzyk na zewnątrz lub do środka, pasek w talii albo przewiązany wokół szlufki jako ozdobna kokarda. Rękawy podwijamy lub zostawiamy – wtedy możemy dostrzec detale: na przykład tiulową lamówkę. EST by S przewija się regularnie w historii tego bloga. Bo marka Gosi Sobiczewskiej zachwyciła mnie od pierwszej kolekcji. Na tyle często wpisywałam ją w edytorze, by nigdy porządnie się nie zastanowić nad jej etymologią. Ot, dobrze brzmiąca, choć wymagająca nieco fonetycznej gimnastyki. Jesień 2018 stała się pretekstem do uchylenia rąbka tajemnicy i podzielenia się historią powstania tego i owego. 

Czytaj dalej

7

Wrz

Chylak. Nieskórzana kolekcja.

Jeśli torba, to skórzana. Jeśli nie skórzana, to płócienna. Tak już mam i raczej zdania nie zmienię. Zwłaszcza że gdy już skórzaną rzecz kupuję, wiem, że posłuży mi długie lata, zatem robię to znacznie rzadziej. Zdarzają się zaczepne pytania, czy nosiłabym torbę ze skóry swojego psa (autentyk!), skoro tak wychwalam ten surowiec. Na tym przykładzie świetnie widać, jak bardzo czarno biało widzimy temat. Z jednej strony mnie to nie dziwi, bo nadprodukcja we wszelkich kręgach, zwłaszcza tych wykorzystujących zwierzęta, jest masakryczna. Z drugiej jednak zawsze polecam zacząć od siebie i nie naciskać innych zbytnio. A już na pewno nie argumentami o obdzieraniu i zszywaniu w zgrabną torebkę ich pupili. Proszę, zachowajmy poziom. Szanuję wybory innych i spodziewam się, że oni uszanują moje, nawet jeśli się z nimi nie zgadzają. Dlatego czasem było mi wręcz smutno, że nie mogę polecić żadnej sensownej polskiej marki, która miałaby równie piękne projekty, jak na przykład Zofia Chylak, ale jednak dostosowane do wegańskich potrzeb. To się zmienia na naszych oczach. Liczba marek powoli, ale rośnie (o czym też już wkrótce. Dziś weszła do sprzedaży pierwsza nieskórzana kolekcja toreb Chylak właśnie. I jest dobrze.

Czytaj dalej

5

Wrz

H&M Studio jesień 2018

Kto nigdy nic nie kupił w H&M, niech pierwszy rzuci kamieniem. Nie słyszę huku. No właśnie, co najwyżej ze dwa trzy małe kamyczki. Za każdym razem, gdy piszę tu o sieciówce tej czy owej, pojawiają się głosy zdziwienia, a nawet oburzenia. Że zamiast edukować w temacie świadomej konsumpcji, ja podsuwam najbardziej grzeszne kąski, w dodatku niewiadomego pochodzenia. Powiem Wam, że ciężko jest oddzielić modę od całej reszty, ale pewne przypadki uważam za uzasadnione. Na przykład owoce pracy zespołów projektowych, czy to z okazji tytułowej dzisiejszej kolekcji, czy na przykład warszawskich dokonań projektantów Reserved. Albo różnorakich współprac marki & Other Stories. I tak dalej. Podejrzewam, że gdybym weszła głębiej w struktury większości dużych marek, które tu opisuję, zabrakłoby mi treści na blog. Brutalne? To jest niekończąca się historia, w której należy zacząć od siebie. Myślicie, że ja kupuję te wszystkie rzeczy, które tu opisuję? Zawsze mi się przypomina rola magazynów mody sprzed dekady czy więcej. Nie były wówczas katalogami zakupowymi, tylko raczej zbiorem inspiracji na dany sezon. I bardzo chcę, by ten blog wciąż coś takiego przypominał. Dawał wybór i pomysły, a nie jedyne słuszne rozwiązanie. Kolekcję Studio 2018 wrzucam tu z własnej woli, nikt tego nie sponsoruje, nikt mi nic nie dał i nie kazał dawać nic w zamian (w sumie dla Czytelników nie jest to nic nowego, ale może ktoś nowy tu trafi, to niech wie). Poszłam, obejrzałam, spodobało mi się. Tym bardziej, że te projekty idealnie pasują do moich ostatnich obserwacji o silnym powrocie vintage. I nie mam na myśli słodkich rock’n’rollowych stylizacji z obowiązkową szafą grającą w tle. To zjawisko dużo szersze, które badam mocno i o którym wkrótce napiszę więcej. Przypadkiem się składa, że lata pięćdziesiąte są tu na tapecie. Choć przewrotnie i z dużym męskim akcentem. Gotowi na wycieczkę?

Czytaj dalej