Miesięczne archiwum: Październik 2018

15

Paź

SAY Makeup. Zrób to sama!

„Każda dziewczyna jest swoją własną wizażystką” – tymi słowami zaczyna się moje spotkanie z nową polską marką SAY Makeup, która w swojej ofercie ma… pędzle do makijażu. Ja i makijaż? No właśnie, ogólnie wiadomo, że nie jestem specjalistką. A jednak to właśnie na mnie padło w kwestii testowania owych. Dlaczego? Bo powstały dokładnie dla takich osób jak ja. Czyli tych, które się malują i którym coś dzwoni, nie do końca jednak rozpoznają, z której strony. Od momentu, w którym próg mojego mieszkania przekroczyło dwanaście czerwono granatowych pudełek z wiadomą zawartością, co nieco się zmieniło i już nie można mnie zaskoczyć. Nauczyłam się pędzli, drodzy Państwo! Co więcej, nauczyłam się z nich korzystać i chyba całkiem nieźle mi to wychodzi. Spoglądam na niedawne zdjęcia, które ten i owy mi wykonał, widzę podkreśloną kość policzkową, naturalnie rozłożony róż czy całkiem wprawnie podmalowane oko (choć na tyle delikatnie, by dawało złudzenie braku makijażu). Główna refleksja: jak ja mogłam bez nich żyć? Ale do rzeczy.

Czytaj dalej

11

Paź

VANITAS 18/19

Pamiętacie Vanity Nap? Wspominałam o marce kiedyś przy okazji specjalnych kolekcji sklepu Cloudmine. I wiecie co? Żałuję, że wówczas nie poświęciłam jej więcej czasu. Nie ma w internecie sprawiedliwości, zawsze komuś się dostanie mniej niż zasługuje. Całe szczęście, marka niezrażona moim lakonicznym podejściem, podesłała ostatnio zdjęcia najnowszej kolekcji. Już nie piżam czy szlafroków, ale ubrań codziennych. Momentami z tym piżamowym sznytem, tak lubianym prawdopodobnie od chwili pojawienia się na wybiegu Celine (lub wielu wielu wcześniejszych, o Coco Chanel nie wspominając), ale też zupełnie nowym, solidniejszym, obudowującym sylwetkę niebanalnie skrojonym płaszczem czy szerokimi spodniami z zakładkami w talii. Marka jako jedna z nielicznych w Polsce stawia na bardzo modny, choć trudny sztruks. Z wyboru tego wychodzi obronną ręką. Z każdego innego zresztą też. Oto Vanitas – pierwsza kolekcja Vanity Nap do noszenia oficjalnie poza domem.

Czytaj dalej

10

Paź

Elementy. Kolorowe Kształty.

Widzę je dokładnie. Powstają z długiej beli materiału, rozwiniętej tylko w swojej niewielkiej części na stole krojczym w pracowni na warszawskiej Pradze. Materiał ma kolor zielony, nieoczywisty, zbliżony do szmaragdu, ale złamany morskim odcieniem. Ten kolor powstał na specjalne zamówienie marki, by zagrać jedną z głównych ról w jesiennej kolekcji. Nawet jeśli gdzieś znajdziemy podobne, mała szansa, by którykolwiek z nich był identyczny. Jest i złamany róż, nieco malinowy, jak perfekcyjna szminka, której nie widać na ustach, a daje efekt. I rudość jesiennych liści. Zostaną odpowiednio zszyte i trafią na wieszaki w swoim czasie. Czas właśnie nadszedł, a przez cały akapit mam na myśli… Elementy.

Czytaj dalej

9

Paź

Ania Kuczyńska. Libera.

Już się wydawało, że walka o wolność kobiet to temat, który będziemy przerabiać co najwyżej na lekcjach historii. Tymczasem przykra niespodzianka: sama nie wierzę, że w tym uczestniczę. Co więcej, nie wierzę, że w roku 2018 poruszam na blogu o modzie taki temat. Za każdym razem, gdy dzieje się coś nieprawdopodobnego, identyfikuję się z kobietą ze słynnego zdjęcia, trzymającą przed sobą transparent: „I don’t believe I still have to protest this fucking shit”. Kobieta jest już starsza i pewnie niejedno w życiu widziała. Może i nie wierzy, ale też się nie zgadza. Dla mnie to jedyne podejście. Nie da się pozostawać obojętnym, nie zawsze jednak trzeba krzyczeć, jak się okazuje. O swoich nastrojach Ania Kuczyńska subtelnie daje znać tytułem najnowszej kolekcji. Libera, czyli Wolna, zadedykowana została inspirującym kobietom, pełnym charyzmy i manifestującym poglądy przez strój i wygląd. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że „to tylko moda”. Nie będę teraz obliczać od kiedy z jej pomocą mogliśmy wyrażać to, co czujemy, nierzadko bardziej dosadnie niż za pomocą słów. W przypadku Ani Kuczyńskiej jest tylko jedno tytułowe słowo. Obecnie najważniejsze. Cała reszta, jeszcze bardziej przesycona kobiecością niż zwykle, zaznacza siłę i bezkompromisowość.

Czytaj dalej

8

Paź

ŁYKO – len przez cały rok

Choć kalendarzowe lato skończyło się i nie wróci, nie odmówię sobie tego ostatniego promienia naprawdę ciepłego słońca albo, jak kto woli, wyjątkowo udanej wycieczki last minute. Przyglądam się bowiem tej marce juz długo i naprawdę pora, by się tu pojawiła, nawet z letnią jeszcze kolekcją. Tym bardziej, pora roku to w przypadku ŁYKO rzecz symboliczna. Len nosimy przez cały rok, co najwyżej nieco go ocieplamy z tej czy drugiej strony. Łyko. No właśnie. Do niedawna pościel i szlafroki. Ale teraz coraz szersza oferta ubrań na co dzień. Zawsze obecna na najpiękniejszych warszawskich targach mody i designu, zawsze zachwyca spokojem i kolorem. I tym lnem wspaniałym, który wreszcie po latach wygnania powraca do polskiej mody – może nie z hukiem, ale przyjemnym dla ucha przytupem.

Czytaj dalej

2

Paź

PTNS PROJEKT

Pan Tu Nie Stał to jedna z moich ulubionych polskich marek. Wszystko jest w niej jak trzeba, łącznie z nazwą, może nie najkrótszą, ale za to nawiązującą do genialnej sceny w kultowym filmie Barei (jednym z wielu zresztą) pt. „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”. Po raz pierwszy pisałam o niej w 2010 roku, przy okazji tekstu o tzw. „concept stores”. PTNS stworzyła bowiem jedno z pierwszych tego typu miejsc w Polsce (nie licząc dokonań Roberta Serka, o którym zresztą w archiwalnym tekście również wspominam). Początkowo posiłkowała się również asortymentem gościnnym, obecnie jest zbiorem najlepszych autorskich pomysłów – kupimy zarówno torbę „na sprawunki”, jak i „plan podboju dzisiejszego dnia”. Mało kto pamięta, ale wszystko zaczęło się od bloga. Co więcej, rówieśnika Harel, bo założonego w tym samym, 2006 roku. Początkowo Justyna Burzyńska i Maciek Lebiedowicz pokazywali na nim sentymentalny zbiór przedmiotów z minionych dekad. Wspólna fascynacja polskim wzornictwem sprawiła, że na tym nie poprzestali. „Chcieliśmy mieć sklep, taki jak mieszkanie wyjęte rodem z lat 70-tych – z meblościanką i dywanem tureckim, z domową atmosferą. Wszystko odbywało się bardzo stopniowo, poprzez prowadzenie bloga, pierwsze produkcje koszulek w domu, drukowane w garażu, aż do założenia sklepu internetowego i produkcji zlecanej profesjonalnym wykonawcom. Początkowo w asortymencie PTNS były wyłącznie t-shirty z nadrukami, później poszerzyliśmy ofertę o inne głupie głupoty i durne durnoty” – mówią założyciele marki. Głupie głupoty i durne durnoty w tym sezonie rozrastają się szczególnie. Od wczoraj w ofercie PTNS znajduje się seria PTNS PROJEKT. To jesienno-zimowa propozycja odzieży, akcesoriów i dodatków do użytku domowego w trzech częściach. Pierwsza powstała we współpracy z Muzeum Sztuki w Łodzi, kolejna skupia się na modułowości elementów kolekcji, zaś trzecia czerpie z projektowania użytkowego. Każda z nich pełni funkcję edukacyjną, dekoracyjną oraz funkcjonalną. Całość obiektywem objęła i zatrzymała na zawsze Sonia Szóstak.

Czytaj dalej