16

Sty

John & Mary

„John and Mary” w pierwszej kolejności będzie się kojarzyć z filmem z Dustinem Hoffmanem i Mią Farrow z 1969 roku. Siłą rzeczy. W drugiej, już mniej oczywistej, z ponad dziesięciominutowym kawałkiem z płyty Jaco Pastoriusa „Word of Mouth”. Tak się składa, że to jeden z moich ukochanych albumów, po brzegi wypełniony gościnnymi występami tak cudownych muzyków jak Herbie Hancock, Michael Brecker, Wayne Shorter, Peter Erskine, Don Alias czy Toots Thielemans. Prawie „Weather Report” – powiedzą wtajemniczeni. Ale to już dyskusja na inną okazję, zapraszam wszystkich fanów pana Zawinula i spółki do rozmów w kuluarach. Może dlatego na widok rzeczy nowej polskiej marki John & Mary od razu coś miłego zagrało w sercu (i w uszach – posłuchajcie koniecznie tego szaleństwa!). Choć nie jestem wyrywna w kwestii zamszu, natychmiast przekonały mnie kolory. Zwłaszcza przepiękny lila czy głęboka pomidorowa czerwień. Pal sześć, że niepraktyczne. Ile można trzymać się czarnych toreb? No dobrze, wiemy wszyscy, że można i to długo. Ale czasem warto wyjrzeć poza przyzwyczajenia. Zwłaszcza gdy znajduje się takie przyjemności.

Okazuje się, że założyciele marki nie musieli daleko szukać, by wymyślić nazwę. John & Mary to po prostu Jan Dybowski i Maria Olszewska. Co tworzą? Ładne skórzane rzeczy, które sami chcieliby mieć. On ukończył Wydział Architektury i Urbanistyki na Politechnice Warszawskiej, ona Wydział Radia i Telewizji na Uniwersytecie Śląskim. Te przepiękne kolorowe zamsze sprowadzają z Włoch, a wszystkie projekty zlecają polskim wykonawcom. W ofercie na razie znajdują się torby w dwóch rozmiarach oraz portfele. Mniejsze torebki mieszczą format A5 i mają wzmocniony od środka pasek, zatem nic się nie rozciąga. Duże torby to jeden kawałek podwójnej warstwy polskiej skóry licowej. Ten sam surowiec jest wykorzystywany do produkcji siodeł, zatem możecie sobie wyobrazić jego trwałość i wytrzymałość na działanie czasu. Oraz wszelkich warunków atmosferycznych, nawet tych najgorszych, zimowych, chlapiących i marznących przy gruncie.

Nie byłoby jednak sensu robić sesji w tych naszych zimowych ciemnościach, co bardzo mnie cieszy, bo pocztówek z Lizbony nigdy dość. Zostawiam Was z przepięknymi zdjęciami, pełnymi światła i dobrej energii, która teraz potrzebna jest nam szczególnie.

Proste, świetnie wykonane, pojemne, a w dodatku w modnych kolorach. Czego więcej człowiek może wymagać od torby? Do ulubionych!

Fot. Maria Olszewska

3 myśli nt. „John & Mary

Dodaj komentarz
  1. Matryna

    Ta pierwsza, czerwona torebka przemówiła do mnie od pierwszego wejrzenia. Wygląda niesamowicie pięknie i bardzo bym chciała mieć taką w swojej garderobie. Chyba byśmy się polubiły.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *