1

Mar

GAU. Great as you!

I przyszła pora na wiosnę! Cieszę się ogromnie, że to właśnie ta marka oficjalnie zapoczątkuje nowy sezon u Harel. Będzie to sezon zmian. Dlaczego? Już od jakiegoś czasu dojrzewała we mnie decyzja, by jeszcze bardziej skupić się na zrównoważonej modzie. Zbyt dobrze siebie znam, by z dnia na dzień postanowić o porzuceniu sieciówek raz na zawsze. Ostatnie lata jednak utwierdziły mnie w przekonaniu, że coś jest mocno nie tak i że na mojej opinii polega zbyt wiele osób, żebym mogła przymykać oko na te czy owe poczynania. Sporo na ten temat przegadałam z Grażyną i Łukaszem Woźniakami, twórcami marki GAU. Zaczęło się od standardowego maila, potem spotkaliśmy się na moment w Gdyni, gdzie mieszkają i tworzą. Moment przedłużył się do paru godzin, a rozmowa trwa do dziś. O czym? O odpowiedzialności, uczciwości i przyzwoitości. W modzie to wciąż słowa niewygodne. Albo może po prostu nieopłacalne. A jednak GAU robi swoje, nie oglądając się na innych.

Na ich stronie internetowej znajdziemy listę wartości, którymi się kierują. Wśród nich m.in. zachęta do ubierania się zdrowo. Skoro jemy zdrowo i tak bardzo przy tym uważamy, dlaczego na skórę mamy narzucać coś, czego pochodzenia nie jesteśmy w stanie do końca stwierdzić? Ubrania GAU szyte są z certyfikowanej bawełny ekologicznej (certyfikat GOTS oraz Oeko-Tex Standard 100) dzianej w polskiej przędzalni. Powstają w Polsce w niedużych pracowniach krawieckich. „Mając wpływ i kontrolę nad wszystkimi etapami produkcji, mamy pewność, że ubranie, które do Ciebie trafia nie spowodowało niczyjego cierpienia” – możemy przeczytać na stronie.

Nie udają, że są totalnie „zero waste”, choć dążą do takiej sytuacji. Kolekcje odszywają w niedużych ilościach, a materiał kroją tak, by minimalizować straty. Zakupy pakowane są w kartonowe pudełko oraz podlegający stuprocentowemu recyklingowi foliopak, który można wykorzystać, jako worek na odpady. Dodatkowo wspierają osoby potrzebujące. Prowadząc markę od 2013 roku zdążyliśmy nauczyć się, że „zawsze coś zostaje” – mogą to być nie do końca udane odszycia lub małe skazy materiału na ubraniach, których nigdy nie wyrzucamy. Wspieramy polskie fundacje osób niepełnosprawnych czy też domy samotnej matki, przekazując im nieodpłatnie tę właśnie odzież, ponieważ wierzymy, że dobro wraca a biznes nie zawsze oznacza tylko zysk. 

A jak jest z najważniejszym, czyli samym ubraniem? To bardzo dobrze zaprojektowane proste rzeczy, uniwersalne i dalekie od chwilowych trendów. Bazowe koszulki z długim i krótkim rękawem, topy na ramiączkach, a w najnowszej kolekcji również sukienki i spódnice. Większość modeli powstaje w dwóch rozmiarach. Sama przekonałam się, że mają na tyle swobodny krój, by dawać radę na różnych sylwetkach. Nie znajdziemy tu rzeczy bardzo dopasowanych, a jeśli w ogóle, twórcy zostawiają nam spore pole manewru, stosując na przykład wiązania kopertowe. Wiosnę witają słonecznym odcieniem musztardy, kremową wanilią, słodkim różem i szlachetnych szmaragdem. I czernią, wiadomo, ona w kwestii ubrań bazowych nigdy nie zawodzi.

A skąd nazwa? GAU jest skrótem od angielskiego „great as you”. Wiemy, że czasem lubisz być elegancka i uwodzicielska, by w chwilę później stać się zwariowaną i pełną życia kobietą. Bez względu na to, jaka jesteś dziś, jedno nigdy się nie zmienia: zawsze, absolutnie zawsze jesteś wspaniała – podkreślają Grażyna i Łukasz. A ja bym chciała, żeby mi to ostatnie zdanie napisali na ścianie sypialni.

Zdjęcia: Daria Szczygieł

3 myśli nt. „GAU. Great as you!

Dodaj komentarz
  1. Karolina

    Cudownie, że o tym piszesz! Trzeba o tym mówić, trzeba koniecznie! Żeby ludzie zaczęli myśleć o tym, ile tak naprawdę kosztuje bluza z grubej bawełny za 20 zł. Ja kupuję świadomie od dwóch lat. Tak się złożyło, że wskutek nieszczęśliwych okoliczności straciłam całą (!!) moją garderobę. I pomyślałam: Tym razem chcę inaczej. I sukcesywnie wprowadzam to w życie. Nie będę mydlić oczu, że moda etyczna wychodzi taniej, bo nie wychodzi. Choć jestem przekonana, że wychodzi taniej, niż się powszechnie uważa, bo wielokrotne kupowanie tego samego t-shirtu albo jeansów, które w błyskawiczny sposób się rozciągają, też trochę kosztuje, nie tylko w złotówkach, ale i w moim czasie i stresie, że znowu kupiłam szajs. Ja w tej chwili myślę o moich zakupach ubraniowych zupełnie nie w kategoriach konsumpcji, a raczej wsparcia i współodpowiedzialności za społeczeństwo, w którym żyję. Bo kupując w ten sposób, daję pracę, umożliwiam komuś spełnianie marzenia o własnym biznesie, dokładam się do rodzimej gospodarki i oczywiście pokazuję wielki palec koncernom, które myślą, że będą bezkarnie wyzyskiwać bezbronnych w nieskończoność. Wiele organizacji charytatywnych prosi nas o złotówkę dziennie, bo to niby tak mało. Akurat nie uważam, żeby to była mała suma, ale tak, gdybyśmy odkładali złotówkę dziennie na etyczne ubrania, moglibyśmy naprawdę zdziałać dużo. Zmienić świat. I oczywiście nadal wyglądać pięknie :)

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Niedawno pewna mądra osoba powiedziała, że wystarczy, żeby co druga nasza decyzja była etyczna. I to już dużo zmienia. Współczuję utraty garderoby, ale trochę też zazdroszczę możliwości zbudowania jej świadomie od początku.
      Marki działające etycznie to przyszłość, nawet jeśli standardowe sieciówki nigdy nie znikną. Ale nawet tutaj widać maleńkie zmiany. Czy to tylko „green washing”, czy faktyczne działanie, nie mnie oceniać. Dobrze, że robią cokolwiek. Natomiast, podobnie jak Ty, coraz częściej wybieram lokalnie. Satysfakcja nieporównanie większa.

      Odpowiedz
       

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *