18

Mar

Słowiańskie boginie w rybim oku

Histeryczki w spazmach, bezgłowe kobiece torsy, kury domowe, neo-sufrażystki, a pośród bohaterek Alina Szapocznikow, Claude Cahun czy Louise Bourgeois. Zatem musi być ciężko i skomplikowanie, prawda? Bo i tematy nie najlżejsze. A jednak nie. Co kolekcja, to bardziej codzienna – nie znaczy jednak, że banalna. Acephala pojawiła się tu na początku swojej kariery – jeszcze w czasach Tygodnia Mody w Łodzi, podczas którego Monika Kędziora i Bartek Korzeniowski, mimo że debiutujący, zaprezentowali jedną z najlepszych kolekcji sezonu w ogóle. Nie obawiali się iść pod prąd, nierzadko wybierając rozwiązania trudniejsze i niepopularne. Choć do kolejnych kolekcji miałam nastawienie różne (przeważało entuzjastyczne, chyba tylko Femme Maison z jesieni 2016 entuzjazm nieco ostudziło), niezmiennie podziwiałam konsekwencję działań i bardzo pracowite dążenie do celu. Udało się? Udało. Podczas niedawnej prezentacji „Slavic Goddesses” na wiosnę 2019, w pracowni przylegającej do butiku ciekawscy mogli obejrzeć także propozycje na nadchodzącą jesień, które właśnie wróciły z showroomu More Dash w Paryżu. Z kolei wspomniana wiosna była gotowa już wczesną jesienią zeszłego roku, by zaprezentować się podczas targów Tranoi Femme. Acephala respektuje biznesowy kalendarz mody, bo – w zdecydowanej polskiej mniejszości – chce działać światowo, nawet na niewielką skalę.

Tym razem na warsztat projektanci wzięli polskie stroje ludowe. Niedosłownie, bo już zapożyczone z malarskich interpretacji Zofii Stryjeńskiej i Pauliny Ołowskiej, a dodatkowo uproszczone i oddane na nowo graficzną kreską Marii Antoniny Kopytko. A dodatkowo przepuszczone przez filtr naszej współczesności, kultury i nowego spojrzenia na słowiańskość. Bez obaw, nie będzie tu stylu, który wychodzi nam już bokiem (a poza ten nawias nie wyjdą słowa „wschód” czy „żelazna…” wiecie co). Pięćdziesiąt cztery modele ubrań, kolejno kłaniają się w stronę pasiastych spódnic, fartuszków, spodni z lampasami, falban czy odświętnych białych bluzek. I na tym koniec, reszta przychodzi z przyszłości. Bo paski pokryte są przeciwdeszczową warstwą folii, koronka to żadne kwiaty, a transparentna siatka, natomiast różowy flausz został pokryty… korkiem. Monika i Bartek nie od dziś słyną z wyszukiwania niestandardowych materiałów, które zaskakująco dobrze sprawują się w codzienności. Bo te wszystkie technologiczne nowinki zostały pomyślane tak, by nie przeszkadzać w noszeniu, a tylko je ulepszać.

Sesja wizerunkowa to jak zawsze zaskoczenie. Współczesne boginki oglądamy przez soczewkę rybiego oka, ich sylwetki są zniekształcone, a same ubrania scalają się z otoczeniem, tworząc niepokojące, dynamiczne obrazy. Charakter „techno-słowiański” – jak określają projektanci, czyli połączenie dzikiej natury z ulicą, baśni z pędzącą rzeczywistością. Jest tu wciąż trochę dekoracji, jak rzeźbiarskie wręcz rękawy sukienek, falbaniaste mankiety bluz i koszul czy zygzakowatych połączeń dzianinowych kolorów. Ale głównie mamy do czynienia z prostotą, chyba w aż takim stopniu dotąd u Acephali niespotykaną. Równowaga – takie słowo przyszło mi właśnie do głowy. Bardzo je lubię i bardzo tu dziś pasuje.

Jedna myśl nt. „Słowiańskie boginie w rybim oku

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *