29

Sie

Veclaim. Pięć razy sukces.

Veclaim – marka odzieżowa stworzona przez Jessicę Mercedes, choć na wciąż początku drogi, już zalicza swoje mniejsze i większe sukcesy. Nominowana w kategorii Marka Roku w plebiscycie Elle Style Awards, pojawiająca się w sesjach zdjęciowych nawet w Vogue, budząca uczucie bezwarunkowej miłości u szeregów użytkowniczek Instagrama. Stan na dziś? Ponad czterdzieści dwa tysiące obserwujących, śmiałe i przyjemne dla oka sesje zdjęciowe, a przede wszystkim ręka wciąż na pulsie kapryśnej mody. Dlaczego to właśnie Veclaim odnosi sukces i czy aby na pewno jedynym powodem jest sama Jessica?

  1. Autentyczność. Gdy rozmawiamy podczas premiery letniej kolekcji Veclaim, Jessica podkreśla, że każdą rzecz przetestowała na sobie. I że są to takie fasony, jakie sama chciałaby nosić. Nie chodzi tu o odkrywanie całkiem nowych ścieżek czy przebrzmiałą przecież awangardę. Raczej o poczucie się dobrze w swojej skórze. Ja jej wierzę. Zwłaszcza gdy patrzę na ciętą ze skosu spódnicę Amber, sukienkę Valentinę z przyjaznym sylwetce marszczeniem w talii czy Aurę – sukienkę na ramiączkach, której długość można regulować za pomocą wszytych w boki troczków. Wiadomo, żadna marka nie zaspokoi naszych potrzeb w stu procentach, ale tu – dzięki życiowemu podejściu do sprawy – szanse są wysokie.
  2. Spójność. Oczywiste? Niekoniecznie. Mam świetne rozeznanie w polskich markach i co najczęściej mi przeszkadza, to właśnie zbyt duży wybór, zbyt duża paleta kolorów i wzory, które nijak się do siebie nawzajem mają. Nawet jeśli nie chcemy nosić ich razem, określenie „kolekcja” zobowiązuje. A przynajmniej powinno. W Veclaim każdy model jest konsekwentną odpowiedzią na poprzedni. Podejrzewam, że jesienne nowości też będą współgrać zarówno ze sobą, jak i z tym, co w asortymencie już było. To jest sprytna rzecz, podpatruję choćby u marek skandynawskich (Ganni) czy francuskich (Rouje): przyzwyczajasz klientkę do modelu i nie zabierasz go jej wraz z nową porą roku, tylko serwujesz w nowej odsłonie.
  3. Rozmiarówka. Kolejny ból polskiej mody. Bo czy opłaca się stopniować wykrój i odszywać zbyt wiele egzemplarzy, skoro przeważająca liczba klientek mieści się w S? A Jessica tłumaczy, że marzyło jej się, żeby Veclaim mogła nosić także jej mama, nie tylko drobne nastolatki. Dzięki czemu większość modeli występuje aż w pięciu rozmiarach. Zawsze powtarzam: wąską rozmiarówką sami sobie zamykamy drzwi do sukcesu. Naprawdę wolę, by marka miała mniej modeli, ale za to brała pod uwagę naszą różnorodność. Chyba że bazuje na krojach oversize – wtedy wybaczam jak najbardziej.
  4. Cena. To temat trudny i dyskusyjny. Bo rzeczy Veclaim nie są najtańsze. Gdy swego czasu napisałam, że zachowują rozsądne ceny, zrobiła się niezła awantura. A czy rozsądne to znaczy niskie? No właśnie. Bo czy w przypadku tej marki kupujemy po prostu ciuch czy jednak sięgamy po coś więcej? I absolutnie nie chodzi mi teraz o kupony, które Jessica słusznie od swojej sławy odcina. To wizerunek na wysokim poziomie, piękne sesje zdjęciowe, starannie dobierane materiały, polska produkcja. Wiem, polska produkcja nie jest wolna od etycznych niedomówień. Łatwiej jednak ją skontrolować. A małe marki, jak Veclaim, nie mogą sobie pozwolić na wpadki, więc dbają o każdy etap powstawania kolekcji.
  5. Dostępność. Czasy mamy wspaniałe, bo internet dociera tam, gdzie większość butików nigdy się nie otworzy. I nie musi. Co więcej, najczęściej wcale nie planuje. Gałąź sklepów, które działają tylko w sieci, jest już tak długa, że za moment odłamie się i stworzy nowe drzewo z autonomicznymi korzeniami. Jedyna niedogodność? Brak możliwości zmierzenia. I świadomość, że przesyłka musi swoją drogę pokonać. Będę się jednak upierać, że lepiej, by emisja spalin odbywała się na krótkim lokalnym odcinku niż morzach i oceanach.

Pięć punktów, niby prostych, ale gdyby przeanalizować ofertę polskich marek, okazałoby się, że mało która je po kolei spełnia. Zbyt często skupiamy się na tym nieszczęsnym „budowaniu strategii”, „storytellingu” czy innych określeniach, które miewają sens, o ile bierze się za nie osoba kompetentna. W innej sytuacji pozostają pustymi frazesami i człowiek zaczyna się zastanawiać, ile razy jeszcze przeczyta, że coś jest dla „niezależnej, pewnej siebie kobiety, która nie boi się być sobą”. Jessica Mercedes i jej zespół stworzyli coś więcej niż tylko kolejną wydmuszkę aspirującą do miana marki odzieżowej. Wszystkim, którzy już zacierają ręce, by krytykować, polecam wziąć głęboki oddech i skorzystać z doświadczenia konkurencji, by wyciągnąć z tych działań coś dla siebie. Tak ładnie Wam wszystko rozpisałam, że nic, tylko brać się do roboty.

Fot. Marcin Gąska
Modelka: Nikola Stajszczak
Stylizacja: Ewelina Gralak

6 myśli nt. „Veclaim. Pięć razy sukces.

Dodaj komentarz
  1. z

    Wszystko pięknie, już miałam się rzucić wspierać wspaniałą młodą polską markę… Szkoda, że calutka kolekcja od a do z jest uszyta z wiskozy, co jest ewidentnym cięciem kosztów ze strony Veclaim i szczerze mówiąc nie wiem, czy w tym kontekście ceny są rozsądne. Wolałabym zapłacić więcej za szlachetniejsze materiały.

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Wiskoza jeszcze nie jest najgorsza. Owszem, super, gdyby była jedwabiem, ale zawsze sobie nawet tłumaczę, że w którymś momencie zawsze coś będzie nie tak. Jedwab zazwyczaj lepiej prać chemicznie – a wiadomo, jak to działa na środowisko. Z kolei bawełna nie miałaby szans tak się lekko układać. Więc w przypadku Veclaim ten wybór rozumiem. Nie będę jakoś mega stawać w obronie wiskozy, na pewno lepiej szyć z niej niż z poliestru. W Rouje wcale nie jest lepiej (co stwierdziłam ze zdziwieniem, bo marka zaczynała od jedwabiu), a ceny jeszcze wyższe.

      Odpowiedz
       
  2. Karola

    Niby wszystko fajnie, ale ja w estetyce dostrzegam baaardzo dużą inspirację realisation par. Nie tylko w krojach, ale sposób prowadzenia social mediów i klimat zdjęć łudząco podobny…

    Odpowiedz
     
    1. Oliwia B

      A to ciekawe, rzeczywiście podobnie się prezentują… Wiadomo, inspirować się można, ale kiedy to jeszcze inspiracja a kiedy już kradzież czyjegoś pomysłu, stylu bycia.

      Odpowiedz
       
      1. harel Autor wpisu

        Myślę, że tu mamy do czynienia nawet nie tyle z inspiracją, co podobną estetyką. Tak jak pisałam przed chwilą, sporo marek ją wykorzystuje. Analogowe zdjęcia, lekko wyblakłe kolory itd. Ciekawa jestem, co będzie dalej, bo ten trend też w końcu przejdzie.

        Odpowiedz
         
    2. harel Autor wpisu

      Realistation otworzyło drzwi bardzo wielu markom. Mnie jakoś to nie razi aż tak bardzo, bo jednak każda ma swoją wizję, choć owszem, podobną. Bo to podobna estetyka, bardzo dziewczęca i seksowna jednocześnie, z delikatnym nawiązaniem do krojów z minionych dekad. Dopóki fasony nie są skopiowane jeden do jednego, nie mam z tym problemu.

      Odpowiedz
       

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *