24

Wrz

Lee x Weekday. Made in Unity.

Orzeł wylądował. No, prawie. Jeśli wcześniej nie dotarła do Was ta wiadomość, to teraz ją tu oficjalnie potwierdzam: marka Weekday wchodzi do Polski. Pierwszy sklep otwiera się już pod koniec listopada w Krakowie. Zabawne, bo na tym blogu obecna jest równo od dziesięciu lat, jeszcze zanim wchłonęła ją grupa H&M. Wówczas była odnogą również niezależnej marki Cheap Monday (z którą z kolei w tym roku było dane nam się smętnie pożegnać). Teraz działa sobie i rozwija się pod skrzydłami giganta, na szczęście wciąż pozostaje w miarę oryginalna i nieprzewalona nadmiarem towaru. W zamian mamy co i rusz ciekawe projekty. A to ciekawe ujęcie uniseksu pod tytułem S/HE (też tu było), a to Weekly Prints – koszulki dostępne w sprzedaży tylko przez tydzień, śmiało komentujące wydarzenia polityczne czy kulturalne. Wreszcie współprace: m.in z marka Fila, Champion, a obecnie z Lee. I na tej ostatniej chciałabym się skupić, bo lada moment pojawi się w sprzedaży.

Made in Unity to kompozycja dwudziestu dwóch elementów męskich i damskich, inspirowanych zarówno zaskakująco modną odzieżą roboczą, jak i stutrzydziestoletnim archiwum marki Lee, do którego zespół projektantów Weekday otrzymał swobodny dostęp. Podróż w czasie odbywa się w pastelowych barwach, przeszywanych kontrastującą czarną nitką, zdobionych nadrukami przywodzącymi na myśl tatuaże oraz logo w formie naszywki.

Kluczowym patentem jest tu gra proporcjami. Rozmiar to naprawdę rzecz względna: nogawki rozszerzają się i ciągną po podłodze, podobnie z linią spódnic czy sukienek na szelkach. Aby utrzymać balans, często podkreślana jest talia. Czy to paskiem, czy cięciem na jej wysokości, jak w przypadku krótkich kurtek i koszulek. Jak to bywa z uniformami, są nadzwyczaj wygodne, wyposażone w szereg kieszeni i schowków, natomiast w przypadku tej kolekcji – powstały w zupełnie niepraktycznych kolorach. I bardzo dobrze.

Gdy patrzę na całość, widzę stroje sceniczne Lauryn Hill z czasów jej fantastycznej płyty „The Miseducation…”. A także spodnie „Lenary”, które ukochali sobie panowie jeszcze w czasach mojej podstawówki. Miały identyczne kontrastowe przeszycia i absurdalnie nisko położone tylne kieszenie. Na szczęście w Weekday znacznie lepiej to wygląda, bo tamten projekt był jednak mocno subkulturowy (bez obrazy). A tak swoją drogą, wiecie, że „Lenary” były polskim produktem? Zaprojektował je w 1993 roku Ryszard Lenar, do dziś wykładowca gimnastyki w warszawskiej Akademii Teatralnej (więcej ciekawostek znajdziecie w tekście „Dinozaury polskiego hip-hopu Bartka Chacińskiego). Podobno do dalszej produkcji zniechęcił go wysyp podróbek. Ech… Inne czasy.

Zdjęcia: materiały prasowe.

Jedna myśl nt. „Lee x Weekday. Made in Unity.

Dodaj komentarz
  1. Michalina

    Wszystko fajnie wygląda na modelkach, ale jakoś ciężko by mi było wpleść taki styl do moich codziennych stylizacji. Chociaż może kwestia czasu i przyzwyczajenia :D

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *