2

Paź

Co nas kręci, a co… nie?

Jest taki krótki dowcip, mówiący o tym, dlaczego Anglik na bezludnej wyspie zbudował dwa kluby. Otóż jeden jest jego ulubionym, natomiast w drugim jego noga nigdy nie postanie. Żart klubowy być w może w naszym kraju bez takowej tradycji brzmi nieco abstrakcyjnie, ale gdy przeniesiemy go na grunt sklepowy, może okazać się całkiem zasadny. Zapytałam Was kilka tygodni temu na Instagramie o marki, które nigdy Was rozczarowały oraz te, które nie spełniły oczekiwań. Wyniki, choć byłam pewna, że będą przewidywalne, okazały się nawet dla mnie zaskakujące. Dlaczego? Bo na dwóch pierwszych miejscach zarówno w jednej, jak i w drugiej kategorii znalazły się… te same firmy! Jakim cudem? Czy chodzi o to, że są najbardziej popularne, więc przynoszą tyle zachwytów, co rozczarowań? A może ich jakość jest nierówna? A może nasze wymagania skrajne? Sprawdzimy.

Instagramowej ankiety (w której wzięło udział ponad 2400 osób) nie traktuję jako stuprocentowo wiarygodnych badań społecznych. Nie mam ku temu kompetencji i – w przeciwieństwie do co poniektórych – nie będę udawać, że jest inaczej. Na pewno jednak daje ona pojęcie o tym, co doceniamy, a czego staramy się unikać, zarówno wśród marek polskich, jak i zagranicznych. Pokazała mi też, że szukamy jakości, a na bylejakość (z nielicznymi wyjątkami) się nie godzimy. Ale także, że czasem spodziewamy się niemożliwego za bardzo niską cenę. Co mnie odrobinę zaniepokoiło to to, że w razie niezadowolenia z zakupów tylko 32% ankietowanych daje znać marce, że coś było nie tak. Czyli raczej nie składamy reklamacji, raczej nam się nie chce formułować informacji zwrotnej. Po prostu więcej do sklepu nie wracamy. Niemal połowie z Was (43%) zdarza się nigdy nie założyć kupionej rzeczy. Na szczęście rzadko kiedy wrzucacie je potem do pojemników na używaną odzież (bo wiecie, że rzadko kiedy trafia stamtąd do potrzebujących, prawda?). Drugi obieg wśród znajomych lub korzystanie z komisów czy punktów sprzedaży typu Bazar Miejski to coraz częstsze rozwiązanie. Choć tu i tak będę podkreślać, że warto by było się zastanowić w chwili zakupu, czy na pewno danej rzeczy potrzebujemy. Ale wiadomo, jak jest.

Do meritum. Najczęściej powtarzające się marki, które nigdy Was nie zawiodły to COS, Ania Kuczyńska, Monika Kamińska, Tova, Elementy, Acne Studios, GAU, Birkenstock, Vagabond, Rilke, Madelle. Na szczycie listy znalazły się RISK made in Warsaw i… Zara. Tak, to ostatnie naprawdę lubicie i chwalicie. Natomiast lista największych rozczarowań również zaczyna się od RISKa i Zary. Te rozczarowania zresztą były chętniej rozwijane. Że słaba jakość. Że fatalne odszycie. Że ceny z kosmosu. Dziwne, prawda? Zanim rozwinę temat, szybciutko jeszcze pozostałe marki, które najczęściej się powtarzały w zestawieniu. Isabel Marant, Toteme, Massimo Dutti – za zbyt wysokie ceny i niezadowalającą jakość. Oraz brak informacji o konieczności prania chemicznego (zapewne chodzi o zakupy online). L37 dostało się za współpracę z Biedronką i kampanie wizerunkowe może i świetne, ale wg Was za bardzo odstające od estetyki marki. Elementom – za niejasną rozmiarówkę. The Odder Side – za słabą jakość swetrów. Często więc nie chodzi o całokształt, ale konkretny problem, który – zapewne gdybyśmy częściej zgłaszali – marka miałaby większe szanse naprawić. O ile oczywiście zależy jej na dobrych relacjach z klientami. Skrajne podejście macie też do Bałaganu. Akurat ja jestem zachwycona każdą parą butów i każdą torebką, jaką tam kupiłam. Sporo z Was jednak ma złe doświadczenia z butami, a konkretniej z ich szybkim zużyciem. Za to obsługę klienta chwalicie bardzo. Z kolei Chylak najbardziej Was denerwuje nie towarem, lecz jego brakiem, ciągłymi listami oczekujących i nieudanymi polowaniami na wymarzony egzemplarz. Było kilka narzekań na egzemplarze bez podszewki (to już raczej przeszłość) i skórę zmieniającą kolor. Wpadki mogą się zdarzyć każdej marce, ważne, czy wyciąga z nich lekcję.

Wracając do Zary i RISKa, skrajne opinie wynikają zapewne z faktu, że są to dwa nadzwyczajnie popularne sklepy. Gdy czasem do tego drugiego zaglądam, zawsze widzę tłum dziewczyn przebierających gorączkowo w nowościach na wieszakach. Przymierzalnie zawsze są zajęte, zawsze też stoi do nich kolejka. Podobnie zresztą jak do kasy. Bo kupujecie tam bardzo chętnie i wręcz hurtowo. Sama mam z RISKiem skrajne przypadki. Marynarka z szarej dresówki kupiona lata temu, służyła długo i doskonale. Koszula, którą kiedyś od nich dostałam, była tak źle uszyta, że wystarczył jeden ruch, by spruć cały szew, a materiał miał dziwny zapach (czy dałam marce znać? Ha! Oczywiście że nie. Nie chciało mi się…). Po kilku latach zaczęłam nosić kilka ich rzeczy i złego słowa nie mogę powiedzieć. Pranie? Nic nie szkodzi. Szwy na miejscu, nitki się trzymają, materiały przyjemne w dotyku i w zapachu. Ceny? Polska produkcja kosztuje. Sama marka też kosztuje. Bo, nie oszukujmy się, mieć coś z metką RISK to jest coś. Może też dlatego stawiamy marce wyższe oczekiwania? A przecież zdarzają się tu i ówdzie gorsze egzemplarze. Nie powinno to mieć nigdzie i u nikogo miejsca, ale ma. Co innego, gdy sięgamy po sweter z akrylu i spodziewamy się, że będzie nas grzał. Ale co innego, gdy ze szwalni przyjdzie porcja gorzej odszytych t-shirtów i prowadzący sklep po prostu tego nie zauważy (wierzcie mi, jest to możliwe). Dlatego nasze zdanie jest tak ważne. I dlatego marki powinny nas słuchać (o ile chce nam się mówić, sama przed chwilą przyznałam, że nie zawsze).

Na koniec dobra wiadomość. Aż 88% ankietowanych kupuje polskie marki, a 87% jest zadowolonych z ich jakości. Podejrzewam, że gdybym na początku prowadzenia tego bloga (czyli w roku 2006) zadała to pytanie, może z 10% z Was mogłoby tak odpowiedzieć. Więc nie jest źle, ale zawsze może być lepiej. Dziękuję za uwagę.

P.S. Jeśli chcielibyście się podzielić swoimi doświadczeniami tutaj, zapraszam serdecznie! Tylko konkrety proszę, bez linczowania! Wierzę w Was, ale zdarzają się wyjątki – i do nich te słowa kieruję.

 

42 myśli nt. „Co nas kręci, a co… nie?

Dodaj komentarz
  1. Ola

    Ja na polskiej marce zawiodłam się tylko raz- była to Natalia Siebula i najgorszy kontakt ze sprzedającym jaki miałam kiedykolwiek! Nieodpisywanie na maile tygodniami, brak numeru telefonu, zwrotu gotówki za odesłany towar przyszło mi domagać się pare tygodni. Marka robi piękne rzeczy, ale ja już na pewno się nie odważę na zakup. Żeby nie było tylko negatywnie- Elementy, Kulta, Bałagan, COS zawsze wspaniałe!

    Odpowiedz
     
    1. Basia

      Muszę przyznać, że zdarzyło mi się dokładnie to samo dwukrotnie. Sukienki zostały wysłane po kilku ponagleniach ponad dwa tygodnie od złożenia zamówienia, a dodatkowo jedną miała tłusta plamę… Przy praniu udało jej się pozbyć, więc już nic Natalii nawet nie pisałam. Mimo tych wpadek nadal u niej kupuję, jakość się obroniła

      Odpowiedz
       
    2. Dziewczyna ze złocistą torebką

      A ja wzrost przeciwnie, potrzebowałam sukienki na już i nie mogłam przyjechać stacjonarnie do sklepu wiec odezwałam się na instagramie i podałam swoje wymiary z prośba o pomoc. W 2 dni sukienka była u mnie ;) jestem zachwycona obsługa i zamawiam właśnie kolejna kreacje
      /Magdalena

      Odpowiedz
       
    3. Paulina

      Miałam bardzo podobną sytuację z Natalią Siebułą. Mam od niej dwie sukienki, jestem z nich zadowolona. Jakiś czas temu zamówiłam sukienkę i zwróciłam, nie leżała dobrze, zdarza się. Na początku projektantka od razu mi odpisała, zaproponowała uszycie sukienki na miarę, jednak zdecydowałam się ją zwrócić. Po upływie 14 dni od otrzymania zwrotu pieniędzy nie było, nie dostałam odpowiedzi na maile, projektantka odezwała się dopiero po komentarzu na IG, że przeprasza, ale ma właśnie sesję i nie zdążyła zwrócić pieniędzy. Komentarz oczywiście wykasowała. I chociaż jej sukienki nadal mi się podobają, to po takich doświadczeniach raczej już nic u niej nie kupię.

      Odpowiedz
       
  2. Mart

    A w temacie: gros ubrań kupuje z drugiej czy nawet dalszej ręki, nówki najczęściej mężowi i dzieciom. Marki, ktore mnie nie rozczarowały, to te z lat 80 i 90 😉 wiele ubrań przetrwało u mnie od tamtych czasów. A dzisiaj: dla dzieci marki skandynawskie (mam taki lumpeks z ubraniami z Północy, uwaga w Lublinie), bielizna panache, rajstopy veneziana i calzedonia,zwłaszcza ich najrubsze, pieknie modelujace.Plus/minus leginsy push up calzedonia. Sa drogie i warte efektu, ktory daja, za to bardzo szybko sie mechacą. Podobnie z rzeczami h&m premium, czasem b. d, czasem mocno przeciętne. Na minus dziecięce ubranka z zary. I na koniec wstyd powiedzieć, ale nie mam chyba nic z metka made in Poland. W 80 %noszę sukienki, raczej dopasowane, a budżet mam nieduży i koło się zamyka…

    Odpowiedz
     
  3. olga

    Z Bałaganu mam portfel za mnóstwo pieniędzy, który rozwalił się po dwóch miesiącach. Elementy szyja jedynie na małe dziewczynki i nastolatki. Maja piękne rzeczy, ale doprowadzają mnie do depresji. Przy większym biuście nie podchodź, zaoferują szycie na miarę za podwójna cenę. Za to gau i cos to miłość. Nigdy się nie zawiodłam!

    Odpowiedz
     
    1. Olga

      Ja natomiast uważam że Elementy maja dużo za duża rozmiarowke . Zazwyczaj mam u nich xs a uwierz nie jestem bardzo szczupła. Co najbardziej mnie u nich wkurza to promowanie swoich ubrań tylko na super szczupłych dziewczynach! Mimo wszystko bardzo lubię to marke:) COS lubię niestety ten sam problem – xs jest za duża w większości wypadków! Myślę że nie łatwo sprostać oczekiwaniom wszystkich klientów ..wiadomo sa gusta i gusciki.

      Odpowiedz
       
    2. Alex

      Ważę 84 kilogramy przy 171 cm wzrostu, mam 106 cm w biuście i 112 w biodrach. Uwielbiam Elementy. Ich M-ka na mnie pasuje. Trzeba mierzyć.

      Odpowiedz
       
  4. Iza

    Mnie zawiódł Bynamesakke. Bluzki o pięknych kolorach, ale co z tego skoro po praniu szwy biegną przez pępek:/ Trzymają się spodnie i marynarka, ale reszta…Szkoda słów.

    Odpowiedz
     
  5. Anka

    Mnie rozczarowała Kopi. Mimo cudowania i dbania o kolczyki wszystkie zczerniały , tak samo zreszta jak naszyjnik. Nic nie dało polerowanie i trzymanie w osobnych pojemniczkach. Niestety nie dałam znać marce, ale tez już więcej nie wróciłam.

    Odpowiedz
     
    1. Nika

      Cześć Aniu, ja bym się mimo wszystko skontaktowała z marką. Może doradzą jakiś nowy patent na wyczyszczenie, a jeżeli nie działają różne pasty polerskie i tego typu szmery bajery – bo pewnie i takie stosowałaś – to może sami by spróbowali wyczyścić biżuterię?

      Odpowiedz
       
    2. Natasza

      Mam identyczne doświadczenia z kolczykami od Kopi – napisałam o tym marce, w odpowiedzi dostałam maila, że biżuteria ma prawo ciemnieć..

      Odpowiedz
       
  6. Dominika

    Tak, COS mnie abslutnie NIGDY nie zawiódł! wspaniala jakość. Jedyna rzezc która mi sie zepsula, to przez moja mnieuwagę- mole zezarły mi sweter- to chyba swiadczy o jakości wełny i moim niepozbieraniu;) Rozczarowąła mnie Zosia Chylak, ten słynny mały worek- skóra sie przebarwiła na zielono i przetarła…

    Odpowiedz
     
  7. Marta

    Z tych, co nigdy nie zawodzą – COS na pierwszym miejscu, a niestety z polskimi markami mam mieszane odczucia – Elementy mają świetną jakość, sukienki kupione u nich trzymają się świetnie, ale wszystko jest na mnie lekko za duże, wyglądam jak dziewczynka w ubraniach starszej siostry ;) Sukienka kupiona kilka lat temu u Natalii Siebuły mimo jej zapewnień, że jest z wiskozy, na moje dość wprawne oko niestety wygląda na poliester (brak metki o składzie materiału) – trzyma się bardzo dobrze, ale nosi już nie tak rewelacyjnie. I największe rozczarowanie – marka A2 (na szczęście już nieistniejąca) – bluza przyszła zmechacona i niechlujnie odszyta, po lekkim pociągnięciu wystającej nitki pojawiła się dziura, sukienka ze śle przyszytymi zatrzaskami, wszędzie luźne nitki i szlufki do paska na linii bioder. Podobał mi się krój, więc niedoróbki poprawiłam sama, ale niesmak pozostał duży :/

    Odpowiedz
     
    1. Luiza

      Też mam zastrzeżenia co do materiału w sukience od Natalii Siebuły. Mam czerwoną sukienkę, która miała być mieszanką wiskozy z bawełną, a dla mnie zachowuje się jak poliester. Wiskoza super oddycha, a ja w tej sukience na weselu płynęłam. Kiedyś w Warszawie chodziłam po hurtowniach z tkaninami, szukałam jedwabiu. Panie sprzedające bardzo na mnie dziwnie patrzyły, że przecież o co mi chodzi te tkaniny poliestrowe są super i wszyscy projektanci np. Bohoboco u nich kupują.

      Odpowiedz
       
  8. Agata

    Bluza od Justyny Chrabelskiej, po 1,5 roku, wielu praniach i ciaglym noszeniu wyglada wciaz tak samo, czyli idealnie! Elementy, czuje sie w ich ubraniach luksusowo, rowniez w plaszczu z malym defektem kupionym na wyprzedazy magazynu. Wspaniala jakosc, po prostu piekne. Od lat kocham COSa i niektore rzeczy mam od lat, ale trafily mi sie takie, ktore sie po dosc krotkim czasie zniszczyly. Zaczelam sie tez przygladac bardziej jskosci materialow i jak na cene to nie sa jakies super materialy. Za to styl, wyczucie trendow i ponadczasowy minimalizm zawsze na propsie!

    Odpowiedz
     
  9. e

    Mam duże opory przed wydawaniem dużych sum na odzież, bo to wciąż produkowanie nadmiarów. Sieciówki tylko w nagłych potrzebach. Na ogół po prostu robię zakupy po lumpeksach, choć super bazy lumpeksowej nie mam. Skusiłam się na Opery z Balaganu, bo dla mnie ich buty są pod kątem estetyki doskonałe. Jestem między rozmiarami, zamówiłam w dół, zgodnie z radą na stronie. I to nie był chyba dobry pomysł. Są piękne, najcudniejsze, wspaniałe, jednocześnie bardzo dla moich stóp nieodpowiednie. Pewnie to rozmiar. Niby jest po kilku sezonach noszenia luz, bo trochę klapią, ale – nie wiem jak to możliwe – nie mogę swobodnie ułożyć stopy i potrafi mnie złapać coś jakby skurcz. Może kiedyś spróbuję z jakąś torebką, ale jesienne botki kocham z daleka. Elementy – trencz zamówiony dość dawno dobrze się trzyma, ma fajny, prosty krój bez wydziwiania. Płaszcz zamawiany w przedsprzedaży przyszedł do mnie z niedoszytą kieszonką z przodu. Spoko, uzupełniłam szew. Po 1 zimie, mimo traktowania z miłością, szew na podszewce nad rozporkiem z tyłu puścił. Zrobiło mi się przykro, bo to mój największy odzieżowy wydatek w życiu. No ale cóż, tutaj już czas na krawcową. Nic nie reklamowałam, gdyż średnio mam na to czas, nie mam firm na miejscu, ewentualne odsyłanie itp. po prostu mnie zniechęca. Pewnie kolejną rzecz z małej marki polskiej, zamiast z lumpeksu, kupię nieprędko i na pewno nie z obleganej przedsprzedaży. Obie marki są estetycznie doskonałe. Ale pisząc ten mój głupi komentarz upewniłam się tylko, że to chyba nie mój świat jednak. Dla osób zasobniejszych to na pewno rewelacyjna alternatywa dla sieciówek z półki premium i fajnie, że lokalna.

    Odpowiedz
     
    1. Marchef

      Balagan ma kiepskie buty. Mierzylam iles par i zarne nie byly wygodne juz w sklepie. Opery podobnie: 38 bylo za male, a 39 juz mi spadaly ze stopy. Letnie sandaly bardzo sztywne, twarde, stopa bardzo nienaturalnie sie uklada. Moim zdaniem nie warte zakupu.

      Odpowiedz
       
      1. Luiza

        Mam dokładnie takie same odczucia. To chyba kwestia kopyta, wszystkie ich buty są niewygodne. Do tego też jeden rozmiar za duży drugi za mały.

        Odpowiedz
         
    2. Dominika

      Wcale nie glupi Twój komentarz. Jesteś klientem i dlaczego masz nie wyrazic krytycznego zdania? Mnie tez bardzo estetycznie wspomniane firmy odpowiadaja. Codo butów z BAlaganu, dokladnie ten sam problem, jestem pomiedzy ICH rozmiarami- cos mi sie wydaje ze chyba rozmiarowke maja na bakier. tak wiec kilka razy do butow podchodzialm ale nic neikuoilam. Ma byc idealnie, inaczej szkoda kasy. Ja tez w lumpeksach kupuje, najlepsze swetry (poza statrymi kaszmirami z COSa) mam wlasnie z second handów, no i rzeczy dla synka tez :)

      Odpowiedz
       
  10. Marchef

    Zaczne od zachwytow. Lubie Riska i nigdy nie mialam z nim problemu, ale wiem, ze sa klientki, ktore maja ciagle przeboje. The Odder Side mnie nie zawiodl, ale swetry sa slabe – ostatnio powiedzialam to pani w butiku. Nie wydam czterech stow na akryl. Za to koszulka od nich trzyma sie swietnie juz 3,5 roku! Pulpa, wroclawska marka, mam cudowna bluzke z lnu, nosi sie swietnie, wygodna. I o dziwo w tym gronie musze umiescic tez bawelniana sukienke Sugarfree, ktora swietnie trzyma sie juz ponad dwa lata. Ale to moja jedyna rzecz z tej marki, reszta to poliester i trzymam sie z daleka. Bluza Lillow – nie jest to jakas wyszukana marka, nie podbiją swiata mody, ale mam ich bluzę trzy lata i nadal wygląda jak nowa. Z butow: ubostwiam Vagabondy, Birkenstocki i Tomsy. Na trampki adidasa tez nie moge narzekac.

    To teraz festiwal zazalen :D Elementy: rozmiarowka na nie wiem kogo. Mam od nich tylko czapke, w zadnej sukience moj biust sie nie miesci. Tova: piekne kroje, ale rzadzi poliester. Cos sie zmienia w tym kierunku z tego co widze, ale no bez jaj. 500zl za sukienke z szyfonu poliestrowego, ktory w hurcie kosztuje 4 zl za metr? Szanujmy sie. Monika Kaminska: nie rozumiem zachwytow nad balerinami. Mnie obtarly do krwi. Pod jednym ze zdjec na instagramie marki napisalam, ze sa piekne, niestety dla mnie niewygodne. Komentarz szybko zniknal i juz wiem, skad ta fala samych zachwytow :) za to welniany golf nosi mi sie swietnie (przy czym zastanawiam sie, czy to jej projekt, czy kupuje gotowe modele z hurtowni we Wloszech).

    Oraz trochę rozumiem rozdwojenie jaźni przy Risku. Teraz wypuscili w kolekcji swetry. Opisane jako wełniane. Gdzie welny jest w nich po 35% :) to w sumie najgorsza praktyka. Juz nie o jakosc chodzi, ale o robienie klienta w balona. W tym samym swetrze jest 35% poliemidu, wiec idac tym tokiem myslenia, moglby sie rownie dobrze nazywac „poliamidowy sweter”. No ale to malo sexy marketingowo.

    Odpowiedz
     
    1. Katarzyna

      Ojej, a myślałam, że tylko mnie te baleriny wydają się niewygodne…. Noszę je bardzo rzadko i wmawiam sobie, że są świetne. A tak chyba nie jest :/

      Odpowiedz
       
      1. Marchef

        Zdecydowanie tak nie jest, ja pisałam jeszcze w tej sprawie do butiku Kamińskiej i w wiadomości prywatnej na IG i też długi czas myślałam, że to moja wina, bo jedyna odpowiedź, jaką dostałam, to że nie mogą nic zaradzić. A pytałam, czy np. po użyciu sprayu do rozciągania butów skóra trochę zmięknie. Bo to nie jest miękka, przyjemna skóra. Rozumiem, że to po to, żeby but trzymał formę, ale można o tym uprzedzić. Gdyby nie fakt, że wyszłam w nich na godzinę na dwór, to bym je zwracała w te pędy.

        A kasowanie komentarzy jest dla mnie w każdym przypadku słabe. Nie był obraźliwy, a gdybym napisała bezpodstawny hejt, to świadczyłoby to bardziej o mnie, niż o marce. Ale zwykłe napisanie, że „dla mnie niewygodne” wyleciało do kosza :) anyway, na wielu grupach sprzedażowych dziewczyny odsprzedają te baleriny. I często piszą, nie zawsze niestety wprost, że skóra zbyt sztywna. W tym przypadku feedback dla marki niewiele zmienia.

        Odpowiedz
         
        1. Luiza

          Rany, dla mnie te buty też są mega niewygodne. Bardzo mi się podobały i liczyłam że zamsz zmięknie. Niestety nawet spray z Saphira ich nie zmiękczył.

          Odpowiedz
           
    2. Dominika

      oj tak, ja mam love-hate relationship z Riskiem, z obecnej kolekcji jesiennej zachwyciły mnie głownie karkonoskie zdjecia:) a jak zobaczyłam opis swetrów to sie tylko zasmiałam. Mnie nei mieli szans nabic w butelke takim „wełnaninym’ swetrem bo jestem maniakiem czytania metek:) ale niefajna praktyka. I ten poliamid ktory ma łagodzic gryzienie wełny, serio:)))?. Co do The odder side to zawsze mi sie wszystsko podoba na zdjeciach, ma od nich sukienke z sprzed roku, wzbudza zachwyty, amm tez marynarkę lnano-bawęłnianą z letniej kolekcji, ktora mi sie swietnie nosi. Ale mój główny zarzut to te letnie fasony na jesien -zimę- wielkie dekolty na plecach moze i sa seksowne ale w zimie to chyba tylko do klubu założe (a tam juz razdko chodzę) a na egzotyczne plaże to mogą je sobie włascicielki firmy same je zabrać, bo ja jak sie szarpne na ich sukienke z wiskozy to na bilet na szeszele nie starczy;) no i ten sam zarzut do swetrów- czasem maj afajny czesciowo z alpaki, ale czesciej to akryl za ciezkie pieniądze. Niestety. Pulpa kusi, ale wole przymierzyc, czyli do Wrocławia czas jechac:)

      Odpowiedz
       
  11. Marta

    Ja przypadkiem odkryłam True Color by Ann w centrum. Potem czytałam u Ciebie tez coś o koszuli – dzięki :) To pierwsza moja polska marka, bo zawsze wolałam jednak „zachodnie”. Zaczelam od wełnianego bombera – szok, to mój najlepszy zakup ever. 3 tygodnie temu kupiłam już zimowy plaszcz. naprawdę jakość zachwyca …o obsłudze nie wspominając. Pozytywny szok.

    Odpowiedz
     
    1. Karolina

      W pełni się zgadzam co do True color :) wspaniała jakość i przecudowna obsługa. Po raz pierwszy kontakt z marką miałam robiąc zakupy online, wraz z paczką przyszedł spersonalizowany list na pięknym papierze, z podziekowaniem za zakupy i dokladnym opisem jak dbać o zakupione rzeczy. Bomberkę chciałam wymienić na większą i Pani Ania specjalnie dla mnie przyjechała poza godzinami otwarcia showroomu abym mogła dokonać wymiany. Gorąco polecam :)

      Odpowiedz
       
  12. Katarzyna

    Uwielbiam polskie marki. Od dawna wielu z nich kibicuję i daję szansę. Ale rozczarowań jest sporo. Na przykład ostatnia historia. Biustonosz z Le Petite Trou. Odpruły się ewidentnie źle wszyte ramiączka. Wybrałam się do sklepu z prośbą o naprawę ale usłyszałam ze model jest „stary” (kupiłam go 2 lata temu) i już nie ma wymiany. Kiedy poprosiłam o naprawę, także odpłatnie, usłyszałam że nie ma takiej możliwości i żebym sama sobie przyszyła. Dodam, że od lat kupuje tą bieliznę a pierwsze modele kupowania targach HUSH .. No ale może nie jestem celebrytką ….
    Torebki Chylak bardzo lubię ale lista oczekujących i walka, żeby zakupić torebkę jest dla mnie nie do zaakceptowania. Mam rzucić pracę nagle bo dostałam wiadomość, że torebek na chwilę pojawiła się w sprzedaży? 15 minut później już jej nie ma..to mam rzucić reanimację pacjenta żeby kupić torebkę? Absurd..
    Natomiast nigdy nie zawiodłam się na Ani Kuczyńskiej.. jej idealne spodnie, torebki.. a „serce torby”, którego już nie ma w sprzedaży jest ciagle jak nowe..
    Mogę tak długo pisać ale chyba wystarczy na dziś..
    Ps .COS kocham zawsze :)

    Odpowiedz
     
    1. Dominika

      taaaa, le petite trou sobie kiedys obejrzalam na zywo i juz wiedziałam ze to raczej badziew za ciezkie pieniądze. To ja juz wole Rilke, jak mi sie figi popruly to firma od razu przysłała druga pare i bez zadnych prósb o zdjecia wady. Co do Chylak, to ja mam dwie z kapsułowej kolkecji, jedna ok tzryma sie ale rzadko uzywana, drugi worek to porazka, zzeileniala przetarta skóra. Serio, jest wiele lepszych polskich torebkowych marek, owszem, moze nie noszonych przed redaktorki mody w Paryzu, ale sorry, jak place tyle to chce jakości a nie lansu. (tu polecam La Boba i Mako).

      Odpowiedz
       
  13. Agnieszka

    Ja bym chętnie dawała znać markom, ale część z nich nie ma do tego narzędzi. Często nie wiadomo do kogo pisać, jak pisać itp. Bo coś może być reklamacją albo drobną uwagą czy sugestią. Na to drugie mam wrażenie ludzie reagują niekiedy lekceważacym prychnięciem, oburzeniem, chęcią udowodnienia, że przecież ja się nie znam lub potraktowaniem jak wariatki (wszystkich sytuacji doświadczyłam stąd zastanawiam się czy jest sens do nich pisać, jeśli zatrzymuję ubrania ale mam małą uwagę). Natomiast przy reklamacjach to jest różnie. Mnie bardzo rozczarowała sukienka Lous, ewidentnie bezmyślnie uszyta (Jak większość rzeczy marki), o której zwrot musiałam trochę powalczyć. No i niestety rozczarowuje mnie większość polskich młodych marek za: szycie z dresówki, kiepskie wykończenia, niechlujne pseudo-retro i ten nieszczęsny rozmiar uniwersalny (takich modeli już nie kupuję). No i piżama z Lunaby zmechaciła mi się po jednym praniu co zszokowało mnie, że mając takiego bzika na punkcie jakości Joanna wypuściła coś takiego, niestety to było przed jej postem o reklamacjach, więc się nie odezwałam długo myśląc, że to moja wina ;) Dla porównania moje ukochane &otherstories ma świetny formularz zwrotu, prosty i jasny ale pozwala firmie zapoznać się z najczęstszymi problemami (a do nich też często zwracam rzeczy).

    Odpowiedz
     
    1. Joanna

      Hej Agnieszka! Napisz do nas koniecznie, zaradzimy. Niestety czasem tak się dzieje – nawet kiedy używamy jakiegoś materiału od lat, od czasu do czasu trafi się felerna seria. Pozdrowienia! Joanna

      Odpowiedz
       
      1. Agnieszka

        Dzięki Joanno za odpowiedź. Na przyszłość będę zgłaszać ewentualne usterki. Miałam problem tylko z tym jednym już dość starym modelem, ale napiszę.

        Odpowiedz
         
  14. Klaudia

    W ankiecie udziału nie wzięłam, ale akurat jestem przykładem zupełnie innej postawy. Daję marce feedback, zgłaszam reklamacje – chociażby dlatego, że nie zgadzam się na wydawanie pieniędzy na cos, co zaraz będzie nie do założenia. Nauczyły mnie tego chyba szmateksy. Tak czesto kupuję rzeczy z drugiej ręki (to jakies 70% mojej szafy), że jak juz wydam więcej kasy na coś nowego, chcę, żeby mi poslużyło przez dłuższą chwilę. wszystkim polecam taką postawę. Bo to własnie dzięki niej marki zczynaja dbac o jakość.

    Odpowiedz
     
  15. Ola

    Świetny temat!
    Jeśli chodzi o moje zachwyty – zdecydowanie COS, Uniqlo i &other stories – rzeczy, które mam od dawna, trzymają się super. Do tego bardzo lubię Zofię Chylak, nie miałam żadnych problemów z torebkami, chociaż nie obchodziłam się z nimi delikatnie :) Poza tym dobrze radzą sobie ciuchy z Rouje (szczególnie dżinsy). I bardzo polecam Molehill – nie dość, że piękna i wszyscy o nią pytają, to do tego od lat nic jej nie jest!
    Co do rozczarowań – A2: sukienka XS była olbrzymia!

    Odpowiedz
     
  16. Katarzyna

    Do puli polskich zachwytów ja zaliczam zdecydowanie worek Chylak – dostałam go w prezencie, więc aspekt „polowania” mnie ominął. A sam worek bardzo intensywnie użytkuję od roku, naprawdę go nie oszczędzam, tylko „szuram” z nim praktycznie każdego dnia i trzyma się świetnie. W jesiennym płaszczu z Elementów też czuję się zawsze wyjątkowo i zbieram mnóstwo komplementów. Oprócz tego bardzo polecam markę bieliźnianą Rilke – ładne wzornictwo, bogata rozmiarówka i uczciwe ceny. Mam też stanik z Le petit trou, który kosztował dwa razy tyle co z Rilke a niestety ramiączko było do naprawy po paru założeniach, no i rozmiarówkę też słabą mają. Szkoda, bo bielizna przepiękna. Mogę też polecić markę Umiar w kwestii biżuterii, która mimo że jest zaledwie „pozłacana” to jest świetnej jakości, nic się nie ściera, wykonana z dbałością o detal. Ach i jeszcze Sote, też piękne rzeczy! Myślę już nad kolejnym pierścionkiem od nich na Boże Narodzenie. :D

    Odpowiedz
     
  17. Katarzyna

    Na pierwszy ogień- zachwyty. COS- każda rzecz nosi sie świetnie, latami. I płaszcze z Hugo Bossa- doskonale skrojone, z dobrych materiałów, warte swojej ceny, jeden mam już z siedem lat- wygląda jak kupiony wczoraj. Trencz Burberry, jak ktoś się zastanawia czy warto, czy to tylko marketing- warto. Ja swój mam już osiem lat, w tym roku pierwszy raz był w pralni, noszę go na spacery z psami, do pracy, da sie go złożyć w małą kostkę i upchnąć do walizki, wygląda na to, że posłuży mi najmarniej kolejne osiem, chyba mnie w nim pochowają ;). A z polskich marek: Kas Kryst- rewelacyjne, czarne sukienki. Świetny kontakt z projektantką, można daną rzecz przerobić pod siebie, albo zamówić w innej długości. Powstrzymuje się przed wchodzeniem na stronę bo kupiłabym wszystkie sukienki ( z resztą inne rzeczy też sie dobrze noszą). Kulta, bo zawsze znajdę coś dla siebie, jakość jest bardzo dobra, podobnie jak kontakt z projektantką. Ubrania dają przestrzeń dla ciała, są idealne do codziennego, bezproblemowego noszenia. Solar, widziałam gdzieś opinie, że drogo w stosunku do jakości materiałów ale ja zawsze jestem w stanie znaleźć tam dobrej jakości, odpowiadający mi fasonem sweter czy dzianinową sukienkę o naprawdę dobrym składzie, ze 100% wełny albo z satysfakcjonującej mnie mieszanki z wełną, no i kolory też mają znaczenie. A co do RISK-a. Właśnie po raz pierwszy się rozczarowałam. Mam od nich kilka rzeczy, na przykład świetną, letnią sukienkę z mieszanki lnu czy dzianinowe bluzki. Wszystko dobrze znosi pranie i służy mi już jakiś czas. Obsługa w sklepie w Warszawie jest bardzo pomocna i profesjonalna a z zakupami przez internet też nie miałam nigdy problemów. Ale wczoraj odebrałam osobiście kupiony na przedsprzedaży płaszcz, obejrzałam dokładnie w domu i niestety wróci do nich. Ma dwie zalety, jest mega ciepły i ma naprawdę ładny kolor. Ale nie ma podszewki, boję się, że założony na wełniany sweter będzie o niego tarł i obie rzeczy się zmechacą, dodatkowo jej brak powoduje, że nie układa sie najlepiej. Mam świadomość, że moje płaszczowe wymagania, przez wymienione wcześniej marki są mocno zawyżone ale mam wrażenie, że konstruktor i szwalnia po prostu nie poradziły sobie z typem tkaniny. Tzw ciężkie krawiectwo jednak rządzi się innymi prawami. No i mam jeszcze jedno rozczarowanie, na szczęście było to rozczarowanie połowiczne ;) – bluza/koszula od Ani Kuczyńskiej. Pruła się jak szalona, co chwilę musiałam podszywać obrębienie czy ratować szwy. Ale była bardzo ładna, wygodna więc zakładam, że to był tylko mały wypadek przy pracy. Żałuję, że nigdy tego marce nie zgłosiłam. Więcej jakichś spektakularnych wpadek nie pamiętam, rzadko je miewam bo jestem klientką rozważną i bardzo wierną, jak ktoś mi podpasuje to nie szukam u innych tylko kupuję w tym samym sklepie/marce latami. I naprawdę muszą coś bardzo sknocić, żeby mnie zniechęcić.

    Odpowiedz
     
  18. Ola

    A do moich rozczarowań dorzucę jeszcze swetry z The Odder Side – dużo hałasu o nic. Na zdjęciach wyglądają świetnie, marketing też mają pierwsza klasa, ale noszą się słabiutko, oj słabiutko…
    Natomiast jeśli chodzi o zachwyty – torebka Marcie od Chloé. Biłam się z myślami czy warto wydawać taką fortunę na małą torebkę, ale zdecydowanie warto. Pięknie wykonana i na pewno posłuży mi wiele, wiele lat!

    Odpowiedz
     
  19. Joanna

    Zachwyty:
    – torebki od Chylak, mam kilka – wszystkie genialnie się noszą.
    – Torebka Marcie od Chloe – miłość od pierwszego wejrzenia i noszenia, nie słabnie;)
    – Mandel – torebki świetnej jakości i w bardzo ciekawym design, ta podróżna z przegródkami na wszelkie dokumenty, pieniądze, komórkę – na wyjazdy naprawdę niezastąpiona, a jeszcze ten wzór jaszczura na skórze, przyciąga oko.
    – Elementy – ich koszule i bluzki, czasem co prawda nawet XS jest ciut za duże ale poza tym same zachwyty nad tkaninami, odszyte z lyocellu czy cupro sa cudowne.
    – Aga Barańska – sukienki boho, ach! Zobaczyłam kiedyś na instagramie u Ciebie Harel i odpłynęłam, mam już dwie a kolejna zamówiona, absolutnie cudowne. Drogie ale tkaniny to jedwab i bawełna no i te cudowne wstawki!
    – MAKO – super botki, to już drugi sezon a noszone prawie codziennie, skóra tłoczona na wzór krokodyla zachowuje się bez zarzutu.
    – PARIS&Hendzel – cudowne kapelusze. Mam wełniany w którym chodzę drugi sezon, kupiłam tez wtym roku letni – z wełny – początkowo nie dowierzałam że wełna może się tak świetnie nosić w lecie. Super. Tą markę odkryłam tez dzięki Tobie Harel ;)
    – COS – mimo, iż większość rzeczy mi nie odpowiada (ubrania over-size i takie trapezowe namioty) to mam kilka rzeczy które noszą się super od lat – swetry z merynosa, czapki i szaliki z kaszmiru, bluzki z lyocelu. Żałuję, że większość asortymentu jest taka totalnie oversizowa i często dla mnie zbyt przekombinowana.
    – Polo Ralph Lauren – koszule, absolutnie genialnie odszyte, porządna bawełna, szwy nakładane (nie jakiś tam tani overlook) kryjące nawet na lewej stronie koszuli. Noszę od lat.

    Rozczarowania.
    – Polska marka butów BADURA. Zdjęcia super, po otworzeniu pudełka – botki wyglądające tak licho i tak słabo jakościowo, ze aż żal ściska. Odesłane tego samego dnia.
    – Swetry z Theodderside – na zdjęciach super, w noszeniu już zdecydowanie nie. Kupiłam dwa w ubiegłym sezonie i już więcej niestety nie kupię, bardzo słabo się noszą. W tym sezonie mają wiele swetrów z akrylem (!), ceny jednak sugerowałyby lepszy skład.
    – sieciówki typu ZARA, już tam nie zaglądam, za często się nacięłam.

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *