4

Paź

Femi Stories. Islandia i okolice.

Bliższe  i dalsze, bo nagle okazuje się, że w grę wchodzi również Alaska. Do tego przedstawiona na ręcznie narysowanej mapie, przeniesionej później na materiał. Skąd połączenie tak odległych krain? Oto wszystkie (albo prawie wszystkie) tematy, które znajdziemy w najnowszej kolekcji marki Femi Stories.

Anita i Kamila Nawarkiewicz, twórczynie marki Femi Stories, tym razem w poszukiwaniu inspiracji przemierzyły wciąż niewydeptane jeszcze ścieżki Islandii. Zachwycone surową naturą, niekończącymi się zachodami słońca i mnogością kolorów, stworzyły cztery kapsuły składające się na pełną jesienną kolekcję. Wracają w nich do przeszłości, przypominając kwiatowy nadruk (bestseller sprzed lat) czy sylwetkę jelonka, tak bardzo lubianą przez klientki. Nostalgicznie wspominają „Przystanek Alaska”, sięgając po azteckie wzory, flanelowe koszule czy kurtki zimowe z prawdziwego zdarzenia. Ale też nadrukowując wspomnianą wcześniej mapę Alaski na poszczególne elementy garderoby. Odważnie łączą różne desenie, ale choć kolorów mnóstwo, wszystko zamyka się w doskonale przemyślanej, jesiennej palecie.

Idealne do weekendowej walizki, radosne ubrania zostały uzupełnione w elementy gotowe do noszenia również poza przygodową stroną naszego życia. Na przykład pastelowy różowy płaszcz, czarna parka z kolorową podszewką czy gładka rozpinana bluza. Plus akcesoria, zawsze gotowe wnieść nieco życia w szary jesienny dzień. Czapka Femi to już standard, zawsze przyjemnie jest je spotykać zimą. W sumie niezła konkurencja dla coraz popularniejszych skandynawskich (absurdalnie drogich) odpowiedników.

Jedyna uwaga, jaką mam do marki? Poliester. O ile rozumiem jego zastosowanie w odzieży sportowej, o tyle już swetra czy płaszcza z poliestru (nawet najpiękniejszego na świecie) zaakceptować nie mogę. Nie w tych czasach. Marka sięga po dobre, nowoczesne materiały, choćby Lyocell (materiał wykonany z celulozy drzewnej z eukaliptusa) czy pochodzący w 100% z recyklingu terylen (z którego wykonane zostały polary). Kwestia zminimalizowania użycia poliestru dotyczy wielu marek, czasem ze zdziwieniem stwierdzam, że nawet te bardzo angażujące się w sprawy środowiska, wciąż nie mogą sobie z tym poradzić. Owszem, czasem staję w jego obronie, bo jego domieszka bywa zbawienna jeśli chodzi o trwałość czy pielęgnację ubrań. No i wspomniane ubrania sportowe czy specjalistyczne – z tym walczyć nie będę. Jednak na każdą poliestrową sytuację, z której jest wyjście, zwracam uwagę. Tym bardziej, że gdyby ten boski sweter we wzorki był wełniany, bez mrugnięcia okiem zdecydowałabym się spędzić w nim cały grudzień. 

Zdjęcia: materiały prasowe

7 myśli nt. „Femi Stories. Islandia i okolice.

Dodaj komentarz
  1. Gosia

    Niestety obecna jakość Femi pozostawia wiele do życzenia. Jeśli marka zdecydowała się na obniżenie jakości, to ceny również powinny być adekwatne. Pamietam początki marki – dlugozyjace, gatunkowe bluzy. Aktualnie – jakość typu LPP w cenie ubrań Roxy. A Femi w Biedronce w ogóle złamała moje serce… ;(

    Odpowiedz
     
  2. Asia

    Femi BYŁO super, niestety do czasu. Fatalna jakość (koszulki, sukienki, jak z sieciówek), słabe składy, ceny zupełnie nieadewatne. Było super, a teraz w butiku na wieszkach ciuchy jak w haemie, a w paczce plastiku ostatnio było więcej niż ubrań (foliowe WORY!). Słabe i smutne.

    Odpowiedz
     
    1. Dominika

      wlasnie, zauważylam u znajomej bluze z tegorocznje kolekcji na ktora sobie ostrzylam zeby- bluza po kilku miediacach uzywania cala byla bardzo zmechacona- juz mi milość przeszła

      Odpowiedz
       
  3. Marchef

    Zdjęcia piękne, klimatycznie, aż chce się coś mieć z tej kolekcji. I to tyle, bo Femi mocno obniżyło loty. Materiały słabe, cena nieadekwatna do jakości. A jak czytam „Sweter został wykonany z materiału o składzie 100% poliester. Jest bardzo ciepły i sprawdzi się zarówno jesienią jak i zimą.” to nie wiem, czy śmiać się, czy płakać :D

    Osobiście nie przeszkadza mi kolekcja z Biedronką, chociaż zawsze mnie zastanawia: jeśli klient idzie do Biedry bo przyciągnie go marka, to czemu miałby później w normalnym sklepie marki dać za koszulkę czy bluzę 2-3x więcej pieniędzy? Jaka stoi za tym argumentacja, skoro to – teoretycznie – ten sam produkt?

    Odpowiedz
     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *