27

Paź

Łódź Young Fashion Award 2019. Metropolia, której nie ma.

29.10.2019

Proszę Państwa, robię to po raz drugi na tym blogu. Reakcja na tekst zdecydowanie mnie przerosła. Chciałabym dodać krótki wstęp, który – mam nadzieję – utnie niepotrzebne dyskusje, a także niepotrzebne emocje, jakie temu wszystkiemu towarzyszą.

Wbrew tytułowi publikacji na Gazeta.pl nikogo nie oskarżam. Jestem niezależną dziennikarką i blogerką, wyraziłam swoją opinię. Nie było moim celem urazić nikogo, a raczej naświetlić kilka problemów, jakie miałam z konkursem.

Nie kwestionuję profesjonalizmu jury ani organizatorów.

Nie sugerowałam też jakoby głosowanie odbyło się nieprawidłowo czy też aby przewodniczący kogokolwiek do czegokolwiek zmuszał. Jestem daleka od tego stwierdzenia. Proszę przeczytać mój tekst raz jeszcze, na spokojnie, przed wyciąganiem pochopnych wniosków czy tworzeniem atrakcyjnych medialnie tytułów. Szanuję decyzję jury, szanuję też i doceniam zwycięską pracę. Jednakże nie zgadzam się z tym wynikiem i nie chcę być z nim łączona. Bardzo proszę o niedoszukiwanie się sensacji tam, gdzie jej nie ma.

Łódź. 26 października 2019. Finał organizowanego po raz trzeci konkursu Łódź Young Fashion Award. Nagroda 30000€ ufundowana przez Miasto Łódź trafia do rąk holenderskiej projektantki, Marlou Breuls. Zarówno jako jurorka, jak i obserwatorka, mam z tym konkursem kilka problemów.

  • Przewodniczącym jury był Leslie Holden, dyrektor Mody i Projektowania oraz Studiów Magisterskich przy Instytucie Mody w Amsterdamie, a przy okazji profesor laureatki. Teoretycznie nie było tu samowoli, o pierwszym miejscu zadecydowało jury, w którym sama również zasiadałam (z werdyktem głęboko się nie zgadzam). Zresztą nie możemy przecież mówić o takich powiązaniach w kontekście przyznawania nagród, gdyż wówczas żaden student łódzkiej ASP nie powinien nigdy nic wygrać, jako podopieczny współorganizatora imprezy. Ale być może powinniśmy mówić o zasadności zasiadania w jury osób, które na co dzień uczą konkursowiczów (jest to częsty problem konkursów muzycznych)?
  • Z oficjalnego, udokumentowanego głosowania, w wyniku punktacji wyłonił się jeden wyraźny faworyt. Mimo przewagi punktowej nie wygrał, ponieważ przewodniczący jury zasugerował, jakoby kolekcja ta była płaska i jednowymiarowa. Z szacunku dla pracy tego konkursowicza nie będę ujawniać jego/jej nazwiska. Idąc tym tropem, kolekcję laureatki mogłabym określić mianem niekonsekwentnej i nierównej. Owszem, to bardzo ładnie, że przewodniczący tak walczył o swoją studentkę i nie ukrywał tego faktu. Nawet jeśli zakładał obiektywną i sprawiedliwą ocenę, jest to dla mnie wątpliwe etycznie.
  • Przepadło kryterium tematu przewodniego. Wiadomo, jest to pewien pretekst zachęcający projektantów do działania w tym czy innym kierunku. Ale skoro mieliśmy oceniać zgodność kolekcji z tematem (w tym roku „Metropolia”), dlaczego wygrała kolekcja niemająca z nim zbyt wiele wspólnego (w dużym skrócie, podwodny świat i wariacje na temat „Sponge Boba”)? Dyskusja jury została poprowadzona tak, by wątek metropolii odszedł w niebyt, przekonując większość (beze mnie) do oddania głosu na holenderską projektantkę.
  • Dlatego chciałabym się jasno odciąć od tego werdyktu (zachowując szacunek do zdolnej z pewnością projektantki, i składając jej gratulacje), nie mogę się pod nim podpisać i nie chcę być z nim w jakikolwiek sposób łączona. Konkursy to podobno zawsze zaskoczenie. Wolałabym jednak, żeby było czasem pozytywne. I nie jestem w tej opinii osamotniona.

Skupię się tu na kolekcjach, które sama wysoko oceniłam oraz tych, które budziły takie emocje, że pewne techniczne niedoróbki można było zrzucić na drugi plan. Przemówiły znacznie mocniej niż zwycięska (skądinąd całkiem zabawna, lecz poziomem sporo poniżej konkurencji – była jedną z najniżej przeze mnie ocenionych), zahaczając całkiem zgrabnie o ten nieszczęsny temat przewodni, traktując go jako pretekst, nie przeszkodę.

Toumazos Charalambous z Cypru zabrał nas na spacer po miejskich ulicach, sądząc po maskach – z niezbyt znośnym powietrzem. Sięgnął po naturalne materiały, jak len i bawełna, by podkreślić ich wagę w naszych czasach. Wybór uzasadnił także ich wielowiekową tradycją w różnych miejscach świata, co ma dla niego kluczowe znaczenie w docenianiu różnych kultur. Sporo tu nawiązań militarnych, od kolorów czy użytkowości począwszy, na odświeżonych i unowocześnionych fasonach skończywszy. Pomiędzy ceglaste czerwienie i połyskująca biel, a także krata w kilku odsłonach. Całość pomyślana logicznie, świetnie dopracowana i na wysokim poziomie – także w kwestii odszycia. W przypadku Charalambousa nie miałam żadnych. wątpliwości co do miejskich inspiracji.

Wanda Wollinsky z Niemiec wzięła na warsztat klasyczną męską garderobę, by postawić popularną, choć wciąż nierozwiązaną kwestię tożsamości płciowej. „No Skirts For Men” jest z jednej strony wariacją na temat uniformizacji znanej z „Roku 1984” Orwella, ale z drugiej przedstawia wspaniały kompromis między ubraniami męskimi i damskimi, wznosząc termin „uniseks” na inny, mniej popularny poziom. Gdy rozmawiałam z nią chwilę przed pokazem, śmiała się, że sama woli nosić męskie ciuchy. Chciała poigrać z konwencją, tworząc hybrydy spódnic i spodni, sukienek i kombinezonów. Do ciężkiej, szarej wełny dopasowała białe koszule i cieniutkie żakardy w deseń „kurzej łapki” (okazuje się, że w języku niemieckim istnieje identyczne określenie, w przeciwieństwie do angielskiego „psiego zęba”). Na deser białe golfy – ukłon w stronę białego kołnierzyka.

Adrian Krupa z Polski. Tą barwną w wielu znaczeniach słowa kolekcją podbił już niejedno jury (m.in. Fashion Designer Awards – główna nagroda; czy Off Fashion Kielce – drugie miejsce), a sądząc po sobotnim aplauzie, także serca publiczności. Projektanta obserwuję od początku jego konkursowej działalności. Nie ukrywam, że jest moim faworytem, nie tylko ze względu rozmach, z jakim potrafi tworzyć, ale też pracowitość i dbałość o każdy szczegół. Nie ma tu ściemy czy wydmuszki. Adrian tworzy pełne sylwetki, nie zapomina o butach czy akcesoriach. Potrafi godzinami dopracowywać poszczególne elementy i to widać. A całość, choć potrafi oszołomić, rozbita na części daje się zaadaptować w życiu codziennym. Kolekcja „Fun” jest przewrotnym komentarzem jednej z najpopularniejszych ludzkich słabości tych czasów: powierzchownej internetowej komunikacji. Zamiast słów i emocji, serduszka i kciuki. Zamiast werbalnej opinii, gwiazdki. Stąd znajome kształty wtopione w ubrania. Chyba najbardziej wymowne są tu dłonie. Patent w modzie znany nie od dziś, ale w przypadku Adriana ograny wyśmienicie. Rozwija się nam ten pan, aż miło patrzeć. Nagrody czy ich brak nie powinny mieć na dalszy rozwój większego wpływu. Talent i tak się obroni.

Annaiss Yucra Mancilla z Peru, choć nie do końca satysfakcjonowała pod względem odszycia kolekcji „Resistencia”, jeśli chodzi o siłę przekazu, była zdecydowanie najlepsza. Pod pastelowymi, ręcznie tkanymi i dzianymi materiałami skryła bolesną prawdę o życiu kobiet w Peru. Dochodzeniu podstawowych praw, wolności wyboru. Powstałym według tradycyjnego rzemiosła kratom i paskom towarzyszyły śmiałe hafty (m.in. damskich narządów płciowych czy zarysu macicy), a także autorski nadruk, będący efektem pracy z szablonem. Zresztą sam szablon wystąpił w roli metalowego, ręcznie ciętego naszyjnika. Choć pozornie słodki, żaden kolor nie był przypadkowy. Zieleń jest w Peru i Argentynie znamienna dla grupy walczącej o prawo do aborcji. Fiolet symbolizuje południowoamerykański ruch feministyczny Ni Una Menos. Swój styl Annaiss określa mianem Art-ivismu, czyli połączenia aktywizmu ze sztuką. Realizuje go w wybitnie udany sposób.

Poziom prac konkursu? Z nielicznymi wyjątkami, które musiały przejść preselekcję zapewne dzięki udanym zdjęciom, nie samym projektom, wyśmienita. Młodzi projektanci udowodnili, że za pośrednictwem mody potrafią się wypowiedzieć na sporo aktualnych tematów. Przyjemność, mieć do czynienia z tyloma talentami jednego dnia. Nawet jeśli nagrody nie zgarnia najlepszy.

 

10 myśli nt. „Łódź Young Fashion Award 2019. Metropolia, której nie ma.

Dodaj komentarz
  1. kuba

    Cały pokaz Annaiss (oprawa dźwiękowa szczególnie), meeeega klimat!

    A co do wyniku… Adrian Krupa wydawał się najlepszy, jednak zakładaliśmy, ze już nie wypada żeby wygrywał… 😂

    Ale w obliczu tego. Cieeekawe.

    Odpowiedz
     
  2. Janek Sławiński

    Po przeczytaniu wpisu mam wrażenie, że ulewa się z Pani jakaś gorycz… Zwycięska kolekcja była na równie wysokim poziomie co kolekcja Pana Krupy, który typowany był przez wielu do zwycięstwa. Oglądając wszystkie kolekcje, że konkurs był stworzony właściwie pod jednego uczestnika, który nie wygrał. Tak to już bywa z konkursami. Warto zauważyć, że Pani Marlou Breuls ubierała już nie raz osoby dużego formatu, chociażby Björk. Jej kolekcja była przemyślana, dopracowana i wielowymiarowa. Patrzenie na kolekcję przez pryzmat tematu konkursu, od wielu lat nie ma większego sensu. Poza tym KTOŚ dokonuje selekcji wstępnej, także nie powinno być zarzutów co do zgodności z narzuconym tematem. Uważam, że ASP w Łodzi chcąc organizować taki konkurs, powinno rozsądniej dobierać jurorów. Tym bardziej powinny być to osoby spoza środowiska akademickiego.

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Goryczy nie ma, zapewniam.
      Nie kwestionuję talentu zwyciężczyni czy poziomu samej kolekcji. Był tam pomysł, poziom, dobra realizacja. Nie upieram się też, że koniecznie Adrian Krupa musiał być zwycięzcą, choć był jednym z moich największych faworytów. Odnoszę wrażenie, że największym poszkodowanym – gdyby trzymać się wyznaczonych kategorii – był Toumazos Charalambous.
      Zgadzam się co do patrzenia przez pryzmat tematu przewodniego. On ma być pretekstem, nie wyznacznikiem czy sztywną ramą. Jednak jury miało ocenić m.in. zgodność z tematem. I w tym tkwi problem. Najpierw jest to istotne kryterium, a podczas tego samego spotkania gdzieś się gubi.
      Problem obecności nauczycieli uczestników na konkursach muzycznych najczęściej rozwiązuje się najczęściej tak, że odbiera im się prawo oceny tych kandydatów. Przewodniczący jury nikogo nie zmusił przecież do oddania głosu, natomiast fakt ponownego głosowania uważam za dyskusyjny.
      Na pewno nie ma sytuacji idealnych. Jako niezależna blogerka i dziennikarka pozwalam sobie na wyrażenie szczerej, niezależnej opinii.

      Odpowiedz
       
  3. Marek

    Gdybyście byli takimi znawcami to wiedzielibyście, że Krupa już dawno kopiuje Marlou. Najbardziej widać to w jego poprzedniej kolekcji. Zakryte sylwetki z kapeluszami. Ona już dawno to pokazała. Może nie było to po jego myśli, że ta projektantka pokaże się w jego środowisku i jeszcze z nim wygra a to chyba oczywiste.

    Odpowiedz
     
    1. harel Autor wpisu

      Jestem tu tylko ja, za resztę nie zabieram głosu. Gdybyśmy się tak zaczęli bawić po nitce do kłębka, okazałoby się, że gdzieś na końcu mamy Viktora i Rolfa, a może i kogoś jeszcze wcześniej. Więc ostrożna bym była z wydawaniem opinii, że ktoś kogoś skopiował. Na dobrą sprawę w każdej kolekcji każdego projektanta można doszukać się większych lub mniejszych inspiracji przeszłością. Problem zaczyna się wtedy, gdy stają się zbyt dosłowne. Ale to już inny temat.

      Odpowiedz
       
  4. Andrzej

    Całkowicie zgadzam się z oceną przedstawioną w powyższym artykule. Mnie najbardziej żal było właśnie pracy Toumazos Charalambous, kolekcji pięknie poprowadzonej, zaprogramowanej w przemyślany sposób w każdym szczególe. To był nowoczesny i efektowny obraz męskiego ubioru. Adrian Krupa też dał popis konsekwentnej myśli twórczej, chociaż ten sam ciężar gatunkowy wszystkich kreatywnych wystrzałów męczył percepcję, co osłabiało całość dzieła.

    Odpowiedz
     
  5. Mr X

    I mamy powtórkę z rozrywki, w 2017 przepadł Stefan Kartchev w tym Adrian Krupa. Konkurs z niebotyczną nagrodą 30 tysiecy euro i równie wysokimi aspiracjami, w którym transparentność głosowania powinna być bezdyskusyjna a zaproszeni członkowie jury świadomi roli i decyzji jakie podejmują. Chyba, że traktujemy to wszystko na luzie, na wszystko jedno, byle szybciej do domu albo na imprezę. Ograł całe to wesołe towarzystwo jeden sprytny gentleman pomagając zdobyć nagrodę swojej studentce, której kolekcja była poprawna ale jak dla mnie 6, 7 miejsce w całym zestawie. Choć szczerze, kiedy ją zobaczyłem pomyślałem , że się na ten podwodny świat nabierzecie i jak widać się nie pomyliłem.
    Dla mnie 3 najlepsze kolekcje wieczoru to Annaiss Yucra Mancilla, Adrian Krupa i Toumazos Charalambous i to między nimi powinna się rozegrać walka o nagrodę.

    Odpowiedz
     

Pozostaw odpowiedź harel Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *