11

Lis

Le Songe. Piece of Me.

Listopadowe postanowienie: od dziś będzie tu bardzo relaksująco. Nastrój postaram się utrzymać aż do końca roku. No, może z małą przerwą na jakieś ekscytujące i niekoniecznie bezstresowe podsumowanie. Ale może jednak dam sobie spokój? Ponieważ dziś przyłapałam się na pracy w dzień wolny (przed chwilą się zorientowałam, że wszystko mogło poczekać…), postanowiłam przynajmniej Wam przynieść spowolnienie i oddech. A czy można spowolnić w czymś lepiej niż w piżamie i pokrewnych? Wszelkie siły, brońcie przed tzw. „ciuchami po domu”. Było, minęło, teraz będzie już tylko pięknie. Jak dobrze się składa, że miałam w zanadrzu najnowszą kolekcję od Le Songe, polskiej marki z sektoru tzw. „home/lounge wear”. Co ciekawe, zowie się ta kolekcja „Piece of Me”. W chwilach nadmiernego działania chyba właśnie o tytułowym kawałku siebie potrafimy totalnie zapomnieć. I robimy to doskonale.

Rzecz powstała w 2016 roku. I gdzieniegdzie o niej wspominałam, ale na tym blogu ma swój debiut. Jaki był zamysł? Przemycenie trendów do strefy komfortu. Czyli odwrotność tego, czym klasyczne „ciuchy po domu” zwykły być. Tu mamy sytuację, w której wyjście po bułki w piżamie nie będzie stanowić obciachu, bo mało kto się zorientuje, że to piżama. Kompletujemy górę z dżinsami i mamy śliczną koszulę. Dół z t-shirtem, ładne trampki i już lecą za nami fotografowie mody ulicznej. Nawet apetyczne i bynajmniej nie skromne koszule nocne przy odpowiednim zastosowaniu mogą służyć za sukienkę.

„Mniej znaczy więcej” – mówi Natalia Orłowska, założycielka Le Songe, tłumacząc, że każdy element dopracowuje właśnie tak, byśmy mogły korzystać z niego nie tylko podczas snu czy leniwego oglądania seriali. Ulubiony trend? Moda odpowiedzialna. Dlatego wszystkie kolekcje powstają w warszawskiej szwalni, a materiały są starannie wyselekcjonowane. Poszanowanie pracowników? Jasna sprawa. Producenci tkanin? Jeśli się da, polscy. Jeśli nie (a dobrze wiemy, że nie zawsze to możliwe) – zagraniczni. Co najważniejsze, sprawdzeni, więc nie ma przypadków czy błędów.

„Piece of Me” to przede wszystkim elegancja: atłasowej czy koronkowej czerni, wykonywanego na zamówienie monogramu, kontrastujących białych lamówek czy wreszcie zwierzęcego, cętkowanego deseniu. Do wyboru komplety piżam lub poszczególne ich części, szlafroki mniej lub bardziej prześwitujące (seksi!!!), koszulki na ramiączkach, a nawet kombinezon. Nie chcę namawiać do nadmiernej konsumpcji (chodzi mi oczywiście o dobra materialne), ale idzie czas, w którym tego i owego trzeba będzie czymś obdarować. Sugeruję delikatnie, by przemyśleć sprawę. Ja bym się ucieszyła.

Fot. Julia Katarzyna Mikrut
Modelka: Berenika Sobieraj / Rebel Models
Włosy i makijaż: Alicja Lewandowska
Stylizacja: Natalia Orłowska, Karina Sulich

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *