13

Lis

Kulik. Jesień/zima ’19/20

Czy dziś będzie bardziej o torebkach, czy bardziej o butach? Zastanawiam się i naprawdę nie wiem. Bo nowa kolekcja marki Kulik (o której na blogu dziś po raz pierwszy) to przede wszystkim torebki – idealne na jesienny, zagoniony czas. Nie sposób jednak nie wspomnieć o butach, które w niczym tym wspaniałym torebkom nie ustępują, a nierzadko stanowią idealne ich dopełnienie. W tym przypadku dopasowanie butów do torebki ma sens i z pewnością nie będzie żadnym faux pas.

Ewę i Sylwię Jeżewskie poznaję pewnego letniego dnia i pierwsze, co zauważam, to śliczne nieduże torebki, które noszą. W karmelowym kolorze, z charakterystycznymi złotymi „guzikami”, po których zresztą Kulik rozpoznamy najprędzej, bo towarzyszą wielu innym modelom. Wówczas rozmawiamy jednak przede wszystkim o drewniakach – bo właśnie tymi butami się zajmują. Siłą rzeczy przychodzą wspomnienia z dzieciństwa, drewniaki jako gorąco rekomendowane obuwie ortopedyczne (któż wtedy słyszał o Martensach…?), kłapiące niemożliwie i raczej brzydkie niż ładne, bez możliwości wybrania koloru czy wysokości obcasa. Gdy po naszej rozmowie zadałam Wam na Instagramie pytanie, kto nosił, kto nosi i kto lubi, zakres odpowiedzi był zadziwiający. Miłości tyle samo, co silnej antypatii, rzeczone wspomnienia z dzieciństwa raczej bez sentymentów, za to obecne doświadczenia pełne zachwytu i zdziwienia, że wciąż są to buty mało popularne. Czy ich popularność wzrośnie po jesienno zimowym (!) pokazie Jacquemusa, nie mam pojęcia. Na pewno jednak zostały dostrzeżone, a może z czasem po raz kolejny urosną do rangi trendu? Zobaczymy. Bez względu na modę, Kulik ma je w ofercie. Produkcja polska, drewno owocowe, a zdobienia – jeśli są – to najwyższej jakości. Zakładam swoją nową parę jeszcze tego samego dnia i orientuję się, że ostatni raz drewniaki nosiłam… trzydzieści trzy lata temu! Rudy zamsz na wygodnym obcasie to jednak zupełnie inna historia niż tamte dziwactwa.

Ale torebki. Bo o nich tu miało być przede wszystkim. Jesienią wkroczył krokodyl. I choć wydawałoby się, że już nam go wystarczy, jakimś cudem wraz z krótszymi dniami i mniej wakacyjną pogodą miłość do niego wróciła ze zdwojoną siłą. Formom już dobrze u marki znanym towarzyszą klasyki: prostokątny „shopper”, głębokie nieduże pudełko czy… stara dobra teczka. Choć ta ostatnia tylko wydaje się taka klasyczna, bo przy bliższym poznaniu zyskuje jeszcze bardziej. Model Office Love zmieści laptop (o wymiarach do 37x30cm), w przegródkach pomieści szereg dokumentów oraz spraw zupełnie niebiurowych, a gdy trzeba, da sobie odpiąć kieszeń, z której powstanie autonomiczna kopertówka. Mamy też nerkę – urocze maleństwo na regulowanym pasku, które powstało jako wariacja na temat kultowego „kulikowego” modelu Sugar Love. Dużo tej miłości w nazwach, ale co się dziwić? Zapotrzebowanie na polskie torebki rośnie – oto odpowiedź.

Zdjęcia: materiały prasowe

5 myśli nt. „Kulik. Jesień/zima ’19/20

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *