Miesięczne archiwum: Grudzień 2019

10

Gru

Sześć rzeczy, których NIE musisz mieć w szafie

To się chyba dobrze klika, bo co i rusz trafiam na artykuły pod podobnym tytułem. Z tym że chodzi w nich o to, że coś muszę. Pięć trendów, które muszę wprowadzić w życie tej jesieni. Dziesięć szminek, które muszę wypróbować w karnawale. Dwadzieścia kurtek zimowych, które muszę mieć, by poczuć się modnie. I tak dalej, i tak dalej. Gdy dziś po raz kolejny wyskoczyło, że coś muszę, postanowiłam odpowiedzieć. Wpadłam na taki tekst i, wierzcie lub nie, napisałam do na stojąco, przy blacie w kuchni, po prostu przyszedł do mnie, gdy dolewałam sobie kawy. Szczęście, że obok stał komputer. A zatem, drodzy Państwo, są rzeczy, których nie potrzebujemy i nie musimy. Jeśli chcemy, możemy. Ale o ile przyjemniej będzie nam bez nich…

Na zdjęciu autorka w samych potrzebnych rzeczach (spodnie i bluzka: Ania Kuczyńska, buty SEPT, torebka: Mandel, gumka do włosów na przegubie: Locum x Joli. Zdjęcie dzięki uprzejmości Showroom.pl (który nie ma nic wspólnego z tekstem, ale zorganizował niedawno miłe spotkanie, na którym zdjęcie zostało pstryknięte).

Czytaj dalej

9

Gru

Cloudmine. Tesori.

Chmurka nie przestaje zaskakiwać. Maleńki sklep internetowy wyrósł na poważną (choć wciąż kameralną) alternatywę dla gigantów (w tym sieciówek), nie porzucając dbałości o każdy szczegół czy wysmakowanej selekcji marek. Cloudmine właśnie otworzył swe internetowe podwoje w nowej odsłonie, a przy okazji uraczył nas specjalną na tę okoliczność kolekcją Tesori (czyli, z włoska „skarby”). I rzeczywiście, prawdziwa to skarbnica pomysłów na prezenty, grudniowe i nie tylko. A przy okazji dobre źródło wiedzy o tym, co u polskich marek słychać. Nie myślałam o tym wcześniej, ale przecież Harel i Cloudmine, praktycznie rówieśnicy, fantastycznie się uzupełniają. Z Marianną Grzywaczewską regularnie wymieniamy się swoimi odkryciami – dzięki naszemu dialogowi mają szansę zaistnieć zarówno w sprzedaży, jak i w świecie pisanym. Dziś mniej pisania, więcej oglądania. Ale jednak z ciekawą opowieścią.

Czytaj dalej

6

Gru

Kata Haratym. Wiosna/lato ’20

To, że do absolwentów krakowskiej SAPU mam szczególną słabość, nie jest żadną tajemnicą. W końcu od pięciu lat (o ile nie dłużej) oceniam tam prace dyplomantów, a potem z radością obserwuję ścieżki ich kariery. Kata Haratym jakoś mi umknęła, przyznaję niechętnie. Ale gdy przysłała zdjęcia najnowszej kolekcji, a Kraków pojawił się jako jeden z wątków życia projektantki, zastrzygłam uszami i przepadła. Tak, mamy tu idealne odzwierciedlenie klimatu z filmów Sofii Coppoli. Oraz swobodną inspirację kostiumami filmowymi autorstwa kolejno Nancy Steiner („Przekleństwa niewinności”), Mileny Canonero („Maria Antonina”) i Stacey Battat („Na pokuszenie”). Swoją drogą to niesamowite, że przy tak różnych kostiumy do filmów Coppoli projektowały trzy różne osoby. Z drugiej strony, idąc tą drogą, w kolejnym z przyjemnością zobaczyłabym prace Katy Haratym. Na razie możemy zobaczyć je na przepięknych zdjęciach autorstwa Pauliny Manterys. Tak, tak, lato kiedyś nadejdzie…

Czytaj dalej

4

Gru

Moye. Allure.

Miało być leniwie i słowa dotrzymuję. Dziś MOYE i spore zagęszczenie jedwabiu na metr kwadratowy. Przy okazji lenistwa serwuję odrobinę pomysłów prezentowych. Bo – czy tego chcemy, czy nie – temat będzie nam towarzyszył przez najbliższe trzy tygodnie. I tylko od nas zależy, czy będzie przyjemnie, czy wręcz przeciwnie. W przypadku poniższych historii możliwość jest tylko jedna. Na szczęście.

Czytaj dalej

1

Gru

Grudzień – start!

Grudzień – start! Prezenty? Siłą rzeczy też start. Ja akurat robić prezenty uwielbiam i przełączam mózg na tryb prezentowy już w połowie listopada (a znam takich, którzy o świętach myślą już w lipcu!). Co jednak z tymi, którzy przyjemności z poszukiwań nie mają, a kombinowanie co i dla kogo powoduje u nich wzrost kortyzolu? Odpowiedź jest prosta: najlepiej przy kasie poprosić o kartę upominkową, wbić na nią tyle, ile uważamy za słuszne, a potem podarować w ładnym pudełeczku temu czy owemu, przedłużając świąteczną radość. I tak się zaczyna moja przygoda we współpracy z TK Maxx – zaskakująca zarówno dla mnie, jak i pewnie dla Was. Bo stali Czytelnicy wiedzą, że przez długi czas do fanów sklepu nie należałam. Impulsów do zmiany było kilka. Przede wszystkim zaważył fantastycznie wyposażony dział dla zwierząt. Oraz sporo skandynawskich marek, które przy odrobinie wolnego czasu i szczęścia można między wieszakami odnaleźć. No i papier: karteczki, notesy, naklejki, a nawet origami. I jeszcze przyprawy z całego świata. I kosmetyki. Słowem, warto było dać drugą szansę.

Czytaj dalej