Na miarę naszych czasów.

Temat transparentności w modzie w ostatnich dniach zdominował nawet te miejsca w sieci, po których nigdy byśmy się tego nie spodziewali. Padają pytania o jej definicję, a także o zasadność i wagę lokalnej produkcji. Sama wypowiedziałam się już wystarczająco, więc aby nie powtarzać wątku, odsyłam Państwa tutaj. Pół żartem, pół serio mówi się o sieciówkach, które, choć raczej krytykowane niż hołubione, wydają się ostatnio bardziej transparentne od tzw. marek niezależnych. Żartu raczej nie podchwycę, nie da się go jednak zupełnie zignorować. O ile bowiem niewielkie marki nie podlegają praktycznie żadnej kontroli, o tyle koncerny odzieżowe muszą spełniać coraz więcej bardzo konkretnych wymagań, by wciąż istnieć (albo przetrwać – niepotrzebne skreślić).

Całkiem niedawno, przy okazji Fashion Revolution Week, dość uważnie obserwowałam reakcje potencjalnych (a czasem byłych) klientów sieciówek na najnowsze wieści ze świata zrównoważonej produkcji. I z jednej strony zgadzam się z opiniami, że chwalenie marki za działania, które powinny być od lat oczywiste, jest absurdalne. Z drugiej jednak błędne koło mody nie miałoby szans zaistnieć, gdyby nie ci, którzy tak dziarsko ją konsumują. W czasach powszechnego dostępu do informacji miejsce na ściemę gwałtownie się zmniejszyło. Bez względu na to, czy mówimy o tradycyjnym zadawaniu pytań, czy o tzw. „call out culture” (swoją drogą, interesujące użycie słowa „kultura”…), marki muszą reagować, a zwyczajowe zamiatanie pod dywan, przerzucanie całej odpowiedzialności na konsumenta czy wymijająca odpowiedź tracą rację bytu. Ja sama, jako konsument, na tyle siebie znam, by wiedzieć, że nie przestanę z mody korzystać. Owszem, działam coraz bardziej świadomie, a impulsywnych wyborów dokonuję w drobnym procencie. Tu z pomocą przychodzi aplikacja Good on You, którą dawno temu poleciła mi jedna z Czytelniczek (lecz znów, gdy zaczyna się przecena w Bimba y Lola, appka w magiczny sposób przestaje działać…). Możemy w niej prześwietlić daną markę pod kątem transparentności, choć wciąż pozostaje pytanie, czym rzeczona transparentność jest tak naprawdę. 

I tu wchodzi do akcji Sustainable Apparel Coalition (SAC). To grupa ponad 250 wiodących producentów odzieży, obuwia i tekstyliów, marek, detalistów, dostawców, usługodawców, stowarzyszeń handlowych, organizacji non-profit, organizacji pozarządowych i instytucji akademickich działających na rzecz sprawiedliwości społecznej całego globalnego łańcucha wartości i ograniczenia wpływu produktów na środowisko. Już w 2011 roku stworzyła  tzw. Higg Index, pakiet narzędzi pozwalających na dokładne badanie i ocenianie działań firmy lub produktu pod kątem zrównoważonego rozwoju. W 2019 pakiet wyodrębniono jako osobną spółkę i tak powstało Higg Co, oferujące tzw. Brand & Retail Module (BRM), czyli wspólną, ujednoliconą metodę pomiaru poszczególnych aspektów działalności marek, pozwalającą na precyzyjne porównanie wyników wspomnianych działań. Innymi słowy, pozwala dosyć dokładnie kontrolować, czy marka tylko komunikuje zrównoważony rozwój, czy jednak go wdraża. 

Co nam po narzędziu, skoro sami nie mamy z niego jak korzystać? Owszem, my nie, ale sklepy, w których się zaopatrujemy, już tak. I właśnie dziś współpracę z SAC i Higg Co ogłosiło Zalando. Cel? Wprowadzenie obowiązkowej oceny zrównoważonego rozwoju dla marek prowadzących sprzedaż poprzez platformę firmy. 

Jako wiodąca europejska platforma modowa i lifestyle’owa, chcemy podnieść poprzeczkę i jako pierwsi wskazać naszym partnerom kierunek, w jakim powinni podążać, aby stawić czoła najważniejszym dziś problemom – zmianom klimatycznym, eksploatacji zasobów i łamaniu praw pracowników. W ramach naszej strategii zrównoważonego rozwoju do.MORE, wprowadziliśmy obowiązkowe oceny dotyczące aspektów etycznych i zrównoważonego rozwoju dla naszych marek partnerskich. Higg BRM pomoże nam osiągnąć cel polegający na ciągłym podnoszeniu standardów etycznych i do 2023 roku współpracować tylko z partnerami, którzy się z nimi zgadzają – mówi Kate Heiny, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w Zalando. Higg BRM ustanowi globalny standard dla marek modowych i sprzedawców, aby oceniać poziom zrównoważonego rozwoju i mówić o nim – dodaje. Po raz pierwszy będziemy mieć porównywalne dane dla poszczególnych marek, aby zidentyfikować obszary wymagające poprawy i wspólnie pracować nad rozwiązaniami. SAC jako niezależna organizacja o globalnej strukturze jest w stanie wprowadzić tę niezbędną zmianę w branży mody.

Czy narzędzie jest doskonałe? Z pewnością nie i być może nigdy nie będzie. Jeśli jednak pozwala choćby skontrolować marki pod kątem łańcucha dostaw i wyeliminować te, które w tej kwestii pozostają wątpliwe, to już jest dużo. Tak, jesteśmy coraz bardziej sceptyczni wobec praktycznie każdej takiej wiadomości. Ale według mnie nie trzeba od razu skakać z radości, warto się przyglądać i najzwyczajniej w świecie analizować, dokąd współczesna moda zmierza. A czasy są bardzo ciekawe. 

4 Comments

  • Olivia Kijo
    Posted 28 maja 2020 20:31 0Likes

    Przeczytałam ostatnio komentarz dotyczący aktualnych wydarzeń w środowisku mody w Polsce, że kupując w sieciówkach online wszyscy są traktowani równo i każdy dostaje zakupy zapakowane tak samo. Strasznie mnie zasmucił wydźwięk tej wiadomości, wydaje mi się, że ludzie znów chętniej będą robić zakupy u gigantów niż u małych marek.

    • harel
      Posted 29 maja 2020 11:56 0Likes

      A to jest jeszcze inny, ciekawy aspekt. Bo o ile paczki dla mediów od lat są przygotowywane ze szczególną starannością (niektórzy nazywają je nawet mini łapówkami, ale ja bym nie przesadzała – o ile oczywiście nie mówimy o drogeryjnym szamponie zapakowanym w torebkę Louis Vuitton – prawdziwa historia!), o tyle po wejściu do akcji mediów społecznościowych wszyscy widzimy te piękne opakowania, więc jako klienci spodziewamy się tego samego. I na przykład Net-a-Porter faktycznie traktuje każdego tak samo i wysyła w ślicznym pudełku, podobnie z Zalando – tu akurat foliopak z recyklingu. Marki, które decydują się na szczególne traktowanie np. influencerów, powinny zdawać sobie sprawę, że takim różnicowaniem mogą sobie tylko zaszkodzić.
      A teraz, gdy społeczeństwo jest wkurzone ogólnie, bo sytuacja mało sprzyja dobrym humorom, tego typu praktyki mocno zniechęcają, delikatnie mówiąc.
      Zakupy u gigantów chyba wciąż są górą, tak to już jest. Natomiast też mnie smuci kryzys zaufania, z którym przyszło się teraz mierzyć nawet tym markom, które nie mają sobie nic do zarzucenia. Obawiam się, że teraz jeszcze trudniej będzie się na ten blog dostać, chcę polecać bowiem tylko naprawdę sprawdzone firmy. Czy będę musiała się zamienic w Sherlocka Holmesa? Oby nie. Ale być może będę musiała stworzyć swoje własne narzędzie, na podobieństwo tego opisywanego w tekście…

    • beata
      Posted 2 czerwca 2020 10:27 0Likes

      Zakupy u gigantów rzeczywiście mają jedną, niezaprzeczalną zaletę: różnorodność. Jeśli chcę kupić proste jeansy, to w sieciówce mam szerszą rozmiarówkę, różne długości, mogę wybrać kolor ciemniejszy lub jaśniejszy. W małych markach rzadko kiedy ten wybór jest, albo ubrania są one size. Miałam kiedyś postanowienie, że chcę ubierać się wyłącznie w małych, etycznych markach, ale niestety rzeczywistość była dla mnie brutalna. Nie mając szczupłej sylwetki po prostu nie jestem w stanie skompletować szafy w moim stylu w polskich brandach.

      No i fakt, że mimo wszystko współpraca sieciówek z influencerami jest nieco bardziej transparentna. To tylko moje obserwacje, ale mam wrażenie, że influencerzy częściej oznaczają przy współpracy sieciówkę, a przy polskich markach piszą np. zdawkowe „dziękuję”, nie wspominając nawet, że dostali ubrania w prezencie. Mnie to odrzuca od marki.

  • Anna Nitowska
    Posted 29 maja 2020 10:57 0Likes

    Zasmucające jest to, że wygląda na to (bazując na Pani komentarzu), że małe marki inaczej traktują influencerów, którym wysyłają swoje produkty, a zwykłych klientów. Mimo, że sama próbuję ostatnio kupować u polskich,małych marek to jednak coraz częściej jestem niestety zawiedziona pewnymi praktykami, których jednak nie ma u gigantów(np. duże różnice w cenie na poskich i międzynarodowych werskach stron, brak możliwości zakupu na adres poski, jeśli jestem za granicą, etc). Rozumiem, że małe marki muszą sobie radzić, ale takie praktyki nie wydają mi się do końca etyczne.

Leave a Reply

I accept the Privacy Policy

Najlepsze wiadomości ze świata mody

Nie wysyłam spamu