Chylak. Po raz dwunasty.

Czy wiecie, że torebki Chylak doczekały się własnej grupy na Facebooku? Znalazłam się tam swego czasu, gdy przygotowywałam tekst o polskich it-bags i, szczerze mówiąc, miałam nawet przez moment ochotę wrzucić swoją torebkę, by nieźle na niej zarobić. Ok, żartuję, nie pozbyłabym się jej za żadne skarby. Ale znajcie rozmiar sukcesu marki. Dziewczyny na grupie dają sobie cynk o kolejnych dostawach, odsprzedają sobie dawno nieprodukowane egzemplarze, dzielą doświadczeniami, zachwytem, czasem też rozczarowaniami. To dopiero społeczność! I to powstała zupełnie bez udziału marki. W każdym razie bez celowego.

Gdy Zofia Chylak zaczęła projektować torby, mimo wysokich cen, wróżyłam jej sukces (dowód w moim tekście z sprzed sześciu lat). Każda nowa kolekcja Chylak to zawsze szał. Obserwuję sobie spokojnie moment, w którym pojawia się ogłoszenie o dostawie na Instagramie, a następnie włączam stoper i odliczam sekundy, kiedy to wszystko zniknie. A znika w tempie rekordowym.

Chylak to nie jest po prostu „młoda polska marka”. To marka, niepotrzebne są przymiotniki, która osiągnęła niezaprzeczalny sukces. Obecna na świecie, głównie dzięki współpracy z Net-a-Porter, ale też świetnie dobieranym influencerkom czy gwiazdom, które niosą dobrą nowinę dalej. Nie będę tu rzucać nazwiskami, bo sama mam lekką alergię na moc argumentów, że ta oto celebrytka założyła to a to. Co jeszcze przypieczętowuje sukces? Smętny temat: podróbki. Ale na tym zdaniu go zakończę, do tej pory w sieci znajduję miejsca, które posiłkują się nawet zdjęciami ze sklepu projektantki. Bez komentarza. Co ciekawe, silne inspiracje Chylak coraz częściej pojawiają się w sieciówkach (prym wiedzie &Other Stories, z całą moją do marki sympatią). Co zrobić? Być krok przed wszystkimi, jedyne wyjście. Z drugiej strony można stwierdzić, że wszystko już było i przecież te formy nie są niczym nowatorskim. No pewnie, taka uwaga będzie dotyczyć ogromnej większości projektów w modzie w ogóle. Ale najczęściej nie chodzi o samą formę, a o cały ich zbiór, wykorzystane surowce, okucia, no i sposób prezentacji. Bo jedno to stwierdzić, że dana rzecz już była. Ale drugie – docenić konsekwentnie budowane kolekcje, charakterystyczną kolorystykę czy tłoczenia, które też przecież „są u wszystkich”, ale z jakiegoś powodu to właśnie w tym przypadku zatrzymują wzrok na dłużej.

Dwunasta (!) kolekcja Zofii Chylak to połączenie znajomych i wciąż pożądanych modeli (które równie szybko co zwykle znikają ze sklepu) oraz nowości, w tym owalnych form pudełkowych, łączących w sobie estetykę retro z nowoczesną funkcjonalnością. Zaokrąglają się też klapki torebek trapezowych i pojawiają nowe kolory: oliwka i brązowy pyton. Całość została zebrana w przepięknych, spokojnych ujęciach autorstwa Stanisława Bonieckiego. Człowiek patrzy na ten zamglony krajobraz i jakoś przestaje obawiać jesieni…

Zdjęcia: Stanisław Boniecki
Stylizacja: Rebecca Dennett
Casting: Ania Jóźwiak
Makijaż: Grace Ahn
Fryzura: Nero
Modelka: Luisana Gonzalez

3 Komentarze

  • beata
    Posted 29 września 2020 10:37 0Likes

    bardzo wiele polskich marek ma takie grupy 🙂 Risk, Tyszert, Miszkomaszko, Garczyńska, Kokoworld, The Odderside. Wszystkie powstałe oddolnie, bez udziału marek. to swoją drogą świetny sposób na kupowanie ubrań polskich projektantów z drugiej ręki, trochę taniej 🙂

  • Monika
    Posted 30 września 2020 19:35 0Likes

    Myślałam, że znałam i nosiłam Chylak „zanim to było modne”, ale patrząc na archiwum bloga – byli szybsi :)!

    Mam już ich kilka… ale wraz z każdą nową kolekcją nowy model zawsze trafia do koszyka. Szczęśliwie nie zawsze finalizuję transakcję, bo teraz miałabym co najmniej 20 jej torebek!?

    Daje też szansę innym polskim markom (Atomy, Molehill), ale Chylak to chyba najlepszą jakość i funkcjonalność.

Pozostaw swoją odpowiedź

Najlepsze wiadomości ze świata mody

Nie wysyłam spamu