Płaszcz przeciwdeszczowy Muji.

Zaczęło się… Spoglądam w różne aplikacje pogodowe, mając nadzieję, że choć jedna pokaże coś innego niż chmura z sążnistym deszczem pod sobą. Cóż, pozostaje się przyzwyczaić, bo jak to mawia mój mąż: „Nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani motocykliści”. A ja ubrana jestem doskonale i to od kilku lat. Choć płaszcze przeciwdeszczowe wszelkiej maści kuszą (na Zalando mam ich zapisanych ponad dziesięć), ja pozostaję wierna temu jednemu, który kupiłam w Muji dawno temu. Miałam mu obciąć nieco rękawy, a początkowo zrobić z niego kurtkę (bo można, o czym za chwilę), ale w końcu został w stanie nienaruszonym.

To czarny klasyk na plastikowe napy z odpinanym kapturem, na tyle zmyślny, by mieścił się do pokrowca w rozmiarze niewiele większym od formatu A5. Rozmiary ma trzy, natomiast dzięki zaznaczonym liniom na rękawach oraz na dole, możemy dowolnie przycinać długości (jest to doskonale pokazane w poniższym filmie). A zatem, jeśli uwielbiamy fasony obszerne, sięgamy po L i docinamy do swoich potrzeb. A jeśli marzy nam się kurtka, możemy skrócić płaszcz o kilkadziesiąt centymetrów bez obaw, że się pomylimy. Czy się gniecie? Gniecie, zwłaszcza w pokrowcu. Ale za to można go zabrać wszędzie ze sobą i nie będzie zabierał zbyt wiele miejsca. No i nie jest parasolką, o której wciąż się zapomina.

Jeśli jesteście w trakcie poszukiwań płaszcza przeciwdeszczowego, rozważcie tę prostą opcję. On naprawdę będzie służyć długie lata. I owszem, nie jest modelem Huntera z plisowanym tyłem i obszernymi kieszeniami (kieszeni nie ma w ogóle, co jest jego jedyną wadą), ale za to kosztuje w granicach rozsądnej normy, a jakość ma solidną.

Pozostaw swoją odpowiedź

Najlepsze wiadomości ze świata mody

Nie wysyłam spamu