Archiwa tagu: Agata Kalbarczyk

1

sie

LOUS Retrospective

Nie wiem, od której sukienki zacząć. Czy od tej różowo karmelowej widzianej na wieszaku w biurze nieistniejącego już sklepu z polskimi markami, TeskoBlog Store, czy może od tej, którą ostatnio zgubiłam podczas wakacyjnych wojaży. Nie pytajcie mnie, jak można zgubić sukienkę, stało się. W chwili mocniejszego porywu tęsknoty chciałam nawet modyfikować plany i jechać na poszukiwania, ale zbyt wiele miejsc pojawiło się na naszej wspólnej drodze, by pamiętać, w którym widziałam ją ostatnio. Sukienka nie byle jaka, bo jedna z najukochańszych, sprawdzona sezon po sezonie, a dzięki pomysłowości projektantki powielona i nabyta w całkiem nowym egzemplarzu i kolorze. Kto z nas nie żałował, że nie kupił czegoś podwójnie albo potrójnie? Najfajniejsze fasony mają to do siebie, że zazwyczaj znikają bezpowrotnie, nawet jeśli sprzedawały się bosko. Takie dżinsy na przykład, wyszukane, wymierzone, perfekcyjne – nic tylko w odpowiednim momencie wrócić po jeszcze. Figa. Nie ma. Bo w ciągu trzech lat (tyle zwykle mi zajmuje doprowadzenie dżinsów do stanu ostatecznego) trzeba było zmienić kolekcję, poza tym badania wykazały, że klientki kochają zmiany, itd., itd. Z drugiej strony gdy marka za wszelką cenę trzyma się danego stylu, zarzuca jej się stagnację, wygodnictwo i przepowiada rychły koniec. Dylematu nie rozwiążemy, natomiast ja bardzo doceniam, gdy raz wypracowany projekt nie przepada. Powtórka z rozrywki w przypadku LOUS nie jest niczym nowym, tym razem jednak ma wydźwięk wyjątkowy, bo podsumowuje pięć lat działalności marki, w niewielkiej kolekcji „Retrospective” łącząc wszystko, co do tej pory było najlepsze i najbardziej charakterystyczne.

LOUS Retrospective

Czytaj dalej

31

maj

ZUO CORP +

ZUO CORP. powraca! Część z Was powie, że przecież nigdzie się nie oddalili. A jednak po spektakularnym sukcesie kolekcji „Jungle Gardenia” z 2012 roku zapadła niepokojąca cisza. Napisałam wtedy, że Bartek Michalec „zrobił coś, czego wielu projektantów chyba się obawia. Skoczył na głęboką wodę, szerokim łukiem obszedł to, co w Polsce jest komercją„. I owszem. Zrobił i skoczył, nasza Gardenia pojawiała się w mediach papierowych i wirtualnych jeszcze przez parę dobrych lat, coraz słabszym echem przywołując ten ewenement. Niestety dobra moda zajmuje w Polsce miejsce marginalne. Brutalne, ale z samych gratulacji czy wypożyczeń do licznych sesji projektant nie wyżyje. Mogłabym się tu długo zastanawiać, czy ten skok nastąpił za wcześnie, czy może w niesprzyjających okolicznościach? To, co tak ogromnie cieszyło entuzjastów mody, sprowadziło markę do dość niewygodnej pozycji. I brzmiących gdzieś nad głowami pytań. Czy to nowy kierunek? Czy będzie kontynuacja? Czym zaskoczą nas tym razem? Jeśli istnieje coś takiego, jak aktywne milczenie, przez długi czas mieliśmy z nim do czynienia. Nie było na szczęście tożsame z brakiem działania.

13312660_1275818435769199_700596230974208780_n

Czytaj dalej

31

mar

Sirtet

Tetris. Nigdy jej nie zapomnę. Na szarym ekranie obracały się czarne figury, a w decydującej chwili bateria potrafiła znienacka i wbrew fizyce odmówić posłuszeństwa. Moja rodzina zaopatrzona była w dwie identyczne gry kupione podczas wakacji nad Wigrami na rosyjskim bazarze w Suwałkach (z tego samego źródła pochodził słynny wilk łapiący jajka do koszyczka oraz iście minimalistyczne wyścigi samochodowe). Żadna tam kontemplacja przyrody czy zachodów słońca nad jeziorem. Od rana do wieczora potrafiłyśmy z siostrą wpatrywać się w ekranik i ekscytować każdą kolejną coraz szybszą rundą. To był początek lat dziewięćdziesiątych. Gra powstała w 1984, a rok wcześniej urodził się… Michał Szulc. Przypadek? Nie sądzę. Tym bardziej, że wraz z wiosną i latem projektant sentymentalnie przenosi się w czasie i przekłada Tetris na… język mody. Tak, brzmi nieprawdopodobnie, a jednak udało się doskonale. Aby zbyt dosłownym nie być, za to przewrotnym jak najbardziej, Michał odwraca kolejność liter. Nie był pierwszy, „Sirtet” to również gra, bardzo podobna do oryginalnej, tytułem próbująca zapewne ominąć oskarżenia o plagiat. Nieważne. Co zabawne, sam projektant w informacji prasowej dał w nawiasie podpowiedź, jak czytać tytuł (czyt. wspak). Niestety, gdzie nie spojrzę, „sirtet” zyskało nowe znaczenie, jeden portal za drugim powtarza, że słowo to oznacza… „wspak”. Naprawdę! Ciekawe, w jakim języku. Ponieważ uwielbiam łamigłówki, jakie co sezon Szulc serwuje, z prawdziwą przyjemnością odkryłam prawdziwy sens. No nic, nie będę się pastwić nad pokoleniem „kopiuj – wklej”, chętniej powspominam pokolenie Tetris.

MICHAŁ SZULC SIRTET 3

Czytaj dalej