Archiwa tagu: Agata Wojtkiewicz

25

kwi

Elektrociepłownia

Robocze kombinezony, pikowane waciaki, praktyczne przednie kieszenie i – prócz kilku wyjątków – kolorystyka, jak to się w mojej rodzinie określa, „niebrudząca” – czyli szarości, grafity i denimowe granaty. Tak się dzieje, gdy dochodzi do inspiracji elektrociepłownią. Były już testy Rorschacha, była zaśniedziała miedź, pora na klimaty robotnicze. „Inspiruje mnie otoczenie” – te słowa w wydaniu projektantów budzą zwykle moje wątpliwości. Łatwo powiedzieć (w sumie sama często tak mówię). Ale w przypadku Agaty Wojtkiewicz mam stuprocentową pewność, że tak właśnie jest.

Kolekcja EC na przyszłą jesień (i jeszcze bardziej – na szczęście – odległą zimę) nawiązuje do klimatów łódzkiej elektrociepłowni EC1. Był to pierwszy tego typu obiekt w historii Łodzi, uruchomiony został w 1907 roku. Warto sobie pooglądać zarówno fasadę, jak i wnętrze – natychmiast zrozumie się zachwyt projektantki. Kolekcja jest jednak tylko luźną interpretacją, co pozwala jej żyć własnym życiem i nie wymaga od potencjalnych klientek znajomości źródeł natchnienia. Praktyczne industrialne rozwiązania przeplatają się z tym, do czego Agata Wojtkiewicz zdążyła nas przyzwyczaić – trikami stuprocentowo podkreślającymi kobiecość. Lekka długa sukienka sprowadzona jest na ziemię dużą „roboczą” kieszenią na piersi. Zgrzebne pikowania paradoksalnie stanowią ozdobę zmysłowej ołówkowej spódnicy, a praktyczne ocieplenie nadaje zimowego sensu płaszczom, żakietom i sukienkom. Pojawia się też srebrzysty materiał przypominający folię paroizolacyjną.

Ponieważ całkiem niedawno pisałam o wiośnie w wydaniu projektantki, jestem w stanie zauważyć bardzo delikatne (ale jednak) nawiązania. Choćby pęknięcia. Tym razem zastosowane przy okazji wielkich szarych swetrów. Ściągacze zdają się buntować i oddzielać od reszty, rozpoczynając niezależny żywot. Ożywczym dla całej kolekcji okazał się mocny róż (niestety nie zostały udostępnione wszystkie zdjęcia, ale poniżej wklejam link do pełnej galerii). Dodał nieco optymizmu tej dość ciemnej wizji.

Wszystkie sylwetki do obejrzenia tutaj.

agata wojtkiewicz

agata wojtkiewicz (2)

agata wojtkiewicz (7)

agata wojtkiewicz (3)

agata wojtkiewicz (6)

agata wojtkiewicz (5)

agata wojtkiewicz (4)

Fot. Przemek Stoppa

16

kwi

Nieubłagany czas

Najnowsza kolekcja Agaty Wojtkiewicz, EON (którą oglądałam już dawno, ale dopiero teraz nadeszła odpowiednia na nią pora – jak widać za oknem) została zainspirowana wpływem czasu na materię. Rzecz pierwotnie nieskazitelna zyskuje rysy, pęknięcia, szlachetne podniszczenia. Wychodzimy od idealnej bieli, która z czasem gniecie się i pęka. Miedziane elementy najwyraźniej otarły się o nią, pozostawiając nieregularny odcisk grynszpanowej (trudne słowo, pożyczyłam z notki prasowej) patyny. Grają zróżnicowane faktury, połyskujące i matowe, grube i cienkie. Po raz pierwszy u Wojtkiewicz wystąpił dżins – oczywiście na potrzeby kolekcji odpowiednio potraktowany. Całość wyraźnie dzieli się na dwie części: dzienną i wieczorową. W jednej i drugiej dominują pęknięcia i niedopowiedzenia. Celowo niewykończone brzegi, elementy jakby wyszarpane (a tak naprawdę osadzone na tiulowej siatce w cielistym kolorze).

Ta kolekcja to reakcja na tak szybko zmieniające się tendencje, na upływający czas. Jest odpowiedzią na zjawisko fast fashion. Oczywiście osadzona jest mocno w tendencjach, lecz również oparta na ponadczasowych proporcjach, sylwetkach i materiałach” – mówi sama projektantka. Przyznaję, że to interesująca interpretacja szybkiej mody. Obserwujemy stopniowo zużywające się surowce, zamiast niemal od razu je wyrzucać.

Jeszcze jednym ukłonem w stronę nieubłaganego czasu było zaproszenie do współpracy marki bro.Kat, która na potrzeby kolekcji przygotowała autorską biżuterię stworzoną z węgla wykańczanego złotem. Ten akcent sprawił, że zaliczam kolekcję EON do najbardziej przemyślanych na przestrzeni ostatnich lat. Brawo!

agata wojtkiewicz

agata wojtkiewicz (2)

agata wojtkiewicz (3)

agata wojtkiewicz (4)

agata wojtkiewicz (5)

agata wojtkiewicz (6)

agata wojtkiewicz (7)

agata wojtkiewicz (8)

agata wojtkiewicz (9)

agata wojtkiewicz (10)

Fot. Szamot Lyzab

23

cze

Pokaż mi Mostrami!

Nareszcie! To było pierwsze słowo, jakie wypowiedziałam, zaglądając po raz pierwszy na platformę Mostrami.pl. Stali Czytelnicy znają moje podejście do okrzykiwania tego i owego polskim odpowiednikiem tamtego i siamtego, ale… Mostrami.pl śmiało może pretendować do tytułu naszego polskiego Net-a-porter. I cienia złośliwości w moich słowach nie ma.
Nareszcie mamy sklep internetowy na światowym poziomie. To nie tak, że nie mieliśmy takich wcześniej. Nie udawajmy, że ten jest pierwszy. Tu jednak wszystko zostało doprowadzone do perfekcji. Od grafiki poprzez kontakt z klientem. Poziom wizualny przestaje dziwić, gdy w domyślnych napisach końcowych pada nazwisko Andrzeja Pągowskiego. „Mostra mi” oznacza po włosku „pokaż mi”. Końcówka „pl” jest nieodłączna i niezwykle istotna. Oto pokazujemy światu polską modę. Wszystko, co aktualnie się w niej dzieje, wszystko, na czym warto skupić uwagę.
Nareszcie dostępne dla szerszej klienteli stały się aktualne kolekcje Ani Kuczyńskiej czy Justyny Chrabelskiej. To, co widzimy na wybiegu, możemy kupić niemal od razu. Plamy Rorschacha od Agaty Wojtkiewicz, western w wydaniu Roberta Kupisza, bajońsko drogie (i absolutnie boskie) projekty Łukasza Jemioła, lecz także przyjazne portfelom Mozcau czy Est by Es.
I wreszcie… Nareszcie ubrania podane są nie tylko na zdjęciach produktowych, lecz także w stylizacjach, dających wytchnienie naszej wyobraźni. Jeśli czerpać, to od najlepszych – tak podsumuję porównanie z pierwszych zdań dzisiejszego tekstu. Drogi świecie, szykuj się, polska moda nadchodzi!!!

 

 

Kurtka dżinsowa: Łukasz Jemioł, t-shirt z nadrukiem: Agata Wojtkiewicz, gnieciony sweter: Robert Kupisz, neonowa torba: Ania Kuczyńska, warstwowa bluzka: Justyna Chrabelska, przeźroczysty t-shirt: Est by Es. Zdjęcia: Mostrami.pl

31

paź

Łódź. Część trzecia.

Intensywny weekend się kończy, ale to dopiero początek mojego pisania o polskich kolekcjach na nadchodzącą (tak, nadchodzącą, za wiele miesięcy, lecz nadchodzącą…) wiosnę. Żal wyjeżdżać, szybko spodobał mi się usystematyzowany tryb dnia. Pokaz, przerwa, pokaz, przerwa, jedzenie, gadanie, showroom, pokaz, przerwa itd…
Choć miałam wrażenie, że dokładnie obejrzałam wszystko, co się dało, zaskoczyła mnie dziś skórzana biżuteria Piotra Czachora. Jak mogłam jej wcześniej nie zauważyć? Od razu rozpoznałam kolory – widać, że projektant nie marnuje nawet odrobiny surowców, z których tworzy :). Choć refleks miałam spóźniony, od wczoraj jestem szczęśliwą posiadaczką zielonej plecionej bransoletki.

Znam pewną bardzo wygodną kanapę w podobny wzór. Tych butów szkoda by mi było do noszenia. Postawiłabym je na półce obok innych pięknych rzeczy.

Tak wyglądał Showroom…

A tak fragment Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej zarezerwowany na tydzień mody.


Fot. Harel

Ulubione z wczoraj: Blessus, Agata Wojtkiewicz i Natalia Jaroszewska. Wkrótce więcej!


fot. Łukasz Szeląg

Koniec części trzeciej, ostatniej :(.


Fot. fashionweek.pl