Archiwa tagu: Ania Kuczyńska

9

Paź

Ania Kuczyńska. Libera.

Już się wydawało, że walka o wolność kobiet to temat, który będziemy przerabiać co najwyżej na lekcjach historii. Tymczasem przykra niespodzianka: sama nie wierzę, że w tym uczestniczę. Co więcej, nie wierzę, że w roku 2018 poruszam na blogu o modzie taki temat. Za każdym razem, gdy dzieje się coś nieprawdopodobnego, identyfikuję się z kobietą ze słynnego zdjęcia, trzymającą przed sobą transparent: „I don’t believe I still have to protest this fucking shit”. Kobieta jest już starsza i pewnie niejedno w życiu widziała. Może i nie wierzy, ale też się nie zgadza. Dla mnie to jedyne podejście. Nie da się pozostawać obojętnym, nie zawsze jednak trzeba krzyczeć, jak się okazuje. O swoich nastrojach Ania Kuczyńska subtelnie daje znać tytułem najnowszej kolekcji. Libera, czyli Wolna, zadedykowana została inspirującym kobietom, pełnym charyzmy i manifestującym poglądy przez strój i wygląd. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że „to tylko moda”. Nie będę teraz obliczać od kiedy z jej pomocą mogliśmy wyrażać to, co czujemy, nierzadko bardziej dosadnie niż za pomocą słów. W przypadku Ani Kuczyńskiej jest tylko jedno tytułowe słowo. Obecnie najważniejsze. Cała reszta, jeszcze bardziej przesycona kobiecością niż zwykle, zaznacza siłę i bezkompromisowość.

Czytaj dalej

18

Cze

Ania Kuczyńska. Ammare. Wiosna lato ’18.

Wcale nie tak często pretekst inspiracji ma rację bytu. A to się dopisuje historię po stworzeniu kolekcji, grubo przepłacając tajemniczym autorom, a to wisielczym sznurem uwiązuje do „ponadczasowego paryskiego szyku” czy „wielkiego powrotu kobiecości” (albo, o zgrozo, jedno i drugie). Bywa, że ciężko złapać dystans do własnej pracy – wtedy ma się ochotę pozostawić ubrania bez komentarza, niech bronią się same. Ale wtedy nie dość, że tego nie zrobią, to ktoś może je narazić na ciężką krzywdę, puszczając wodze fantazji na łamach jakiegoś portalu o lepszym życiu i botoksie. Wybaczcie uszczypliwość, ale jestem ostatnio oszołomiona, a czasem nawet znokautowana przepaścią między ubraniami, a ich opisami. Zdarzają się jednak wyjątki, można by stwierdzić, że straszliwie uparte. Bo ile można o tych Włoszech? Ania Kuczyńska może, co sezon, choćby do końca świata i będzie to miało sens. Kraj ten jest jej bliski nadzwyczajnie, organicznie wręcz – to naturalne jak oddychanie czy… jedzenie makaronu.

Czytaj dalej

12

Kwi

Harel x Stary Browar: Gorączka sobotniej nocy

Filmy pozostają jedną z moich największych modowych inspiracji. Od dzieciństwa przyglądam się strojom na ekranach: czarno białego telewizora, przez kinowy ekran po wyświetlacz komórki. Do dziesiątego roku życia miałam obcykane wszystkie dziewczyny Bonda, każdy kostium z „Footloose”, a nawet piżamy Misia Uszatka czy kreacje Miss Piggy. Działały na wyobraźnię teledyski, musicale i kreskówki. Wszędzie widziałam modę. Do tej pory nic nie umknie mojej uwadze, nawet podczas szalonego pościgu, w którym ciuchy naprawdę nie są zbyt istotne. W scenach namiętności potrafię się skupić na tym, czy sukienkę ściąga się przez głowę czy dołem. A gdy kolejny James Bond ratuje kolejną niewiastę, ja marzę o jej torebce Chloe i białej szmizjerce. Zdecydowanie jestem tą osobą, dla której kostiumograf tak się męczy. Doceniam, podziwiam i korzystam. Na tyle mocno, że gdy Stary Browar odezwał się do mnie z ponowną propozycją współpracy, wiedziałam, że będę kontynuować tematy filmowe. Pierwsza odsłona jest współczesną wersją jednej z moich ukochanych produkcji (tu muszę przyznać, że mam ich tyle, że bigamia to słowo zbyt słabe): „Saturday Night Fever” z Johnem Travoltą w roztańczonej roli głównej.

stb_plakat_atrium_50_70_kwiecien¦ü_2018

Czytaj dalej

29

Gru

Czarne chmury

Nie da jej się ani poruszyć, ani przestawić. Zajmuje stałe miejsce, godnie i spokojnie. Wokół może dziać się wszystko, a ona będzie tworzyć zawsze i tylko w zgodzie ze sobą. Ania Kuczyńska – projektantka poza wszelką konkurencją. Popularność w szerszym gronie zyskała dzięki reinterpretacji tradycyjnej chińskiej torby na zakupy. Przepastny Shanghai wciąż stanowi obiekt pożądania zarówno wśród gimnazjalistek, jak i całkiem dorosłych kobiet, zresztą po co wprowadzam tu płeć – panowie noszą go równie chętnie. Ciągnie się za nią określenie „ozdobny minimalizm”, ukute lata temu, zanim minimalizm wyzuto z podstawowego znaczenia, poszerzając je nieznośnie, a samo słowo nadużywając w każdym możliwym aspekcie. Ciągnie jednak niebezzasadnie, bo w jej przypadku wciąż ma rację bytu. Nieustająco zafascynowana włoską estetyką, prezentuje kolekcję „Le Nuvole” czyli „Chmury”. Czarne, bo wokół dość ponuro (a ona nigdy nie udaje), przetykane niedużymi różowymi obłokami, gdzieniegdzie ukazujące gwiazdy w postaci charakternych akcesoriów. Oto mapa nieba według Ani Kuczyńskiej.

ania kuczynska clouds

Czytaj dalej

4

Cze

A Tisket, a Tasket

Gdybym miała wybrać jedną, jedyną rzecz, którą polecam kupić w obecnym sezonie wiosenno letnim, byłby to koszyk. Bez dwóch zdań. Zdecydowanie. Tylko i wyłącznie. Przez długi czas niedoceniany, rokrocznie wycierający sklepowe podłogi podczas przecen, odkładany do piwnicy i na strych, odżywający przez tydzień w roku na plaży lub ewentualnie podczas bazarowych zakupów, choć tu raczej obstawiam średnią wieku siedemdziesiąt pięć (z całym szacunkiem zarówno do wieku, jak i stylu osób wiernym koszykom przez całe życie, nie tylko parę miesięcy w roku 2017), przeżywa renesans zaskakujący swoim natężeniem.

koszyki harel

Czytaj dalej

24

Mar

Black Celebration 1986

Znów na czarno i znów w pigułce. Albo kapsułce. Wraz z nadejściem wiosny Ania Kuczyńska serwuje zainspirowane nurtem Nowej Fali ubrania, „radykalnie czarne i magnetyczne”. Nie trzeba być ani dinozaurem, ani nawet szczególnym fanem muzyki, by skojarzyć pewne fakty (przynajmniej taką mam nadzieję). „Black Celebration” jest bowiem jednym z najbardziej znanych albumów grupy Depeche Mode, wydanym właśnie w 1986 roku i od owego roku prawdopodobnie masowo piratowanym na kasety magnetofonowe. Pamiętam starszych kolegów z podstawówki ubranych na czarno od stóp do głów, zostawiających ślad swoich fascynacji w postaci napisów na ścianach i murach. Jedna z koleżanek była szczególnie przejęta, bo jedyny sprej, który udało jej się kupić, miał kolor wrzosowy. W całej dzielnicy pojawiły się więc „depesze” w lżejszym wydaniu i – pechowo dla niej – dalekie od anonimowych. Karę w postaci odebrania na miesiąc skórzanej kurtki przyjęła godnie. „Black Celebration” dla Ani Kuczyńskiej to dopiero punkt wyjścia. Obok zespołu na liście inspirujących osób umieszcza Andrzeja Wajdę, Romana Polańskiego, Krzysztofa Komedę, Tadeusza Łomnickiego i Barbarę Kwiatkowską – Lass. Podróżujemy więc od lat osiemdziesiątych zarówno w przód jak i wstecz, przekładając czarno białe zdjęcia, porównując style, momenty i zwyczaje.

BLACK CELEBRATION 1986 (14)

Czytaj dalej