Archiwa tagu: Anna Pitchouguina

22

cze

PITCHOUGUINA ss16

Anna Pitchouguina jest mistrzynią poruszania nostalgicznych strun naszej duszy. Raz przypomni dzieciństwo, innym razem wyciągnie stare zdjęcia z albumu, a wszystko poda w delikatnej, dziewczęcej otoczce, pozornie spokojnej, ale pod spodem buzującej emocjami co najmniej jak u Nabokova. Dbałość o zachowanie spójności przekłada się nawet na wybór modelki, jej fryzury i makijażu. Każda kolejna sesja zdjęciowa Pitchouguiny jest zbiorem niezwykle przyjemnych doznań, nawet jeśli w tle nie ma nic poza ciepłą szarością.

PITCHOUGUINA SS16 (2)

Czytaj dalej

31

sty

Pitchouguina część kolejna

Jesienno zimowych zaległości ciąg dalszy. Nie mogłam sobie odmówić napisania o tej kolekcji. Po prostu nie mogłam. Po pierwsze Anna Pitchouguina należy do tych projektantów, których rozwój śledzę z zapartym tchem. Po drugie dziewczęcość i eteryczność projektów urzekły mnie od pierwszego wejrzenia niemal rok temu. Tak, rok temu, bo Pitchouguina to marka działająca zgodnie ze światowym kalendarzem pokazowym, że tak się wyrażę. I to nie od dziś. Z jednej strony to powinno być oczywiste. Z drugiej niestety wciąż nie jest, ale o tym może przy innej okazji. Anna Pitchouguina co pół roku raczy publiczność nową historią. Potrafi wydobyć piękno nawet z najbardziej banalnych tematów. Bo ile można ogrywać swego rodzaju naiwność, lekkość i sentymentalność bez popadania zarówno w przesadę jak i znudzenie? Ona nie ma z tym najmniejszego problemu.

PitchouguinaAW15-5-620x883

Czytaj dalej

8

sty

Kraina Czarów

Anna Pitchougina w którymś momencie kariery posiadła magiczną moc. Trudno stwierdzić, czy nastąpiło to podczas studiów w łódzkiej ASP, czy może w Nowym Jorku podczas praktyk u Dereka Lama. Mógł się do tego przyczynić Christopher Kane, u którego praktykowała z kolei w Londynie. A może po prostu z tym się urodziła. Bez względu na odpowiedź, fakty są takie, że co pół roku przenosi nas w inne miejsce i w inny czas. Klimaty retro, pastelowe wspomnienia z dzieciństwa, zimowe krajobrazy i kwiaty w pełni lata. Być może na moje odczytanie najświeższej kolekcji Pitchouguiny wpłynął rysunek Johna Tenniela przedstawiający scenę z „Alicji w Krainie Czarów”, wiszący nad wysłużonym pecetem, na którym piszę wszystkie swoje teksty (swoją drogą muszę Wam go kiedyś pokazać, bo to niemal antyk – mam świadków). Z drugiej strony myślę, że nawet bez ten graficznej podpowiedzi doszłabym do tego samego wniosku. Otóż wiosna według Anny Pitchouguiny to kompletna garderoba współczesnej Alicji.

Mamy główne filary: błękitną rozkloszowaną sukienkę i biały fartuszek, a także szereg drobniejszych kolumn (marszczenia, podkreślona talia, dziewczęce kolory). Szafa stoi stabilnie i kusi zawartością. A dziś budzi tęsknotę za wiosną, która w końcu nadejdzie, choć jeszcze nie teraz. Tu kończy się John Tenniel, a zaczyna dwudziesty pierwszy wiek. Fakturalne tkaniny, trójwymiarowe aplikacje, przykrótkie topy odsłaniające brzuch, dyskretne transparentności. Prążkl na wiele sposobów, tłoczone kropeczki, charakterystyczne, choć nienarzucające się zdobienia. Trochę połysku, odrobina strojności, której żadnej dziewczynce nie należy odmawiać, lekkość, radość i mimo wszystko skromność w jednym. Czy kwiaty naszyte na spódnice i bluzki to stokrotki? Jeśli tak, to brawa za wykorzystanie już mocno wyeksploatowanego symbolu niewinności. I to w sposób tak subtelny i bezpretensjonalny.

Radość ogromna widzieć kolejną udaną kolekcję projektantki. Rozdarcie między domem w Polsce a studiem w Londynie najwyraźniej dobrze jej robi.

min_small-40

min_small-39

min_croppe-pink

min_small-37

min_nina-dress-closeup

min_small-1

min_small-3

min_small-7

min_small-8

min_small-24

min_small-28

min_small-171

min_small-191

min_small-50

min_small-56

min_small-66

Fot. Emma Pilkington
Stylizacja: Marina de Magalhaes
Modelka: Paulina Paprocka

26

gru

Pitchouguina wiosenna

Trendy jej nie obchodzą. Nie znaczy to jednak, że tkwi w jednym miejscu i zamyka oczy na wszystko, co nowe. Wręcz przeciwnie. Tworzy kolekcje tak charakterystyczne, że niejeden projektant mógłby jej pozazdrościć konsekwencji. Idzie do przodu, zachowując to, dzięki czemu ją rozpoznajemy. Taką umiejętność posiadają najwięksi. Aż trudno uwierzyć, że o Annie Pitchouguinie w Polsce jest tak cicho.

Jej projekty zawsze pozostają dziewczęce. Dziewczęcość ma jednak wiele stron i o ile ta retro – sentymentalna nieco się wyczerpała, tak ta na wpół kobieca wychodzi na prowadzenie. Druga połowa pozostaje w dzieciństwie: pastelowe kolory, nienachalne marszczenia, bufki, szczypanki, falbany. Groszki, rzędy guziczków, wymarzona „sukienka baletnicy” i lureksowy połysk. Do tego wszystkiego forma oszczędna, dorosła, chciałoby się rzec. Jestem pod wrażeniem palety kolorystycznej. Mało kto w naszym kraju decyduje się na włączenie do kolekcji aż tylu barw. Nie wiem, czy ta zachowawczość wynika z samej idei projektu, czy z oszczędności. Może trochę ze strachu, że i tak sprzeda się tylko czarne i szare (w ostateczności miętowe, jeśli akurat blogerki mówią, że jest modne).

Do tego kunszt wykonania. Przyjrzyjcie się, jak zmyślnie zostały wykorzystane oblekane guziki. To już nie jest tylko zapięcie – to sedno konstrukcji. Do tego przeźroczystość w granicach przyzwoitości, wycięcia i pęknięcia tam, gdzie się ich nie spodziewamy. Projektantka świetnie zagrała długością. Mini, midi i maxi, wędrujące rękawy (lub ich brak), formy rozkloszowane i trapezowe o proporcjach niebanalnych. Niby dzieje się dużo, ale jednak w ramach konkretnego stylu, co daje niezwykle spójny i fascynujący obraz. Jeśli istnieje coś takiego jak „efekt wow”, to właśnie mnie dopadł.

Anna Pitchouguina 2014 (2)

Anna Pitchouguina 2014 (4)

Anna Pitchouguina 2014 (3)

Anna Pitchouguina 2014 (5)

Anna Pitchouguina 2014 (6)

Anna Pitchouguina 2014 (7)

Anna Pitchouguina 2014 (8)

Anna Pitchouguina 2014 (9)

Anna Pitchouguina 2014 (10)

Anna Pitchouguina 2014 (11)

Anna Pitchouguina 2014 (12)

Anna Pitchouguina 2014 (13)

Anna Pitchouguina 2014 (14)

Anna Pitchouguina 2014 (15)

Anna Pitchouguina 2014 (16)

Anna Pitchouguina 2014

Fot. Simone Lezzi

19

wrz

Anna Pitchouguina

Anna Pitchougina lubi być nostalgiczna. Najwyraźniej. Gdy pisałam tu o niej po raz pierwszy, było to chwilę po łódzkim pokazie kolekcji m.in. w nadruki obramowanych zdjęć (zresztą… dla przypomnienia link). Mogłabym spokojnie pisać teraz o propozycjach na lato 2014, które już można znaleźć na stronie, ale nie mogę sobie odpuścić przyjemności pokazania Wam tego, co na poniższych zdjęciach. Bo to jest majstersztyk w najznakomitszym znaczeniu tego słowa. Majstersztyk ów zawiódł projektantkę do finałowej dziesiątki konkursu T-FORCE International Fashion Awards w Chinach. Żałuję, że nie wygrała (bo mogła, spokojnie), ale zakwalifikowanie się tak wysoko stanowi sukces tak czy inaczej.

Co tym razem? Znów zabawa fakturami. Ciężkie wełny obok delikatnej łączki, zabawne kolorowe futrzaki w parze z oszczędnymi, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie (a jestem z nim ogromnie ostrożna) minimalistycznymi krojami. Przyjemny dla oka miszmasz utrzymany w ciepłej i przytulnej tonacji. Z Pitchouguiną nie taka jesień straszna, jak ją malują.

pitchouguina (4)

pitchouguina (7)

tumblr_moym2gTR8Z1r94mbco1_1280

pitchouguina (5)

tumblr_mqablnHF8S1r94mbco1_1280

pitchouguina (6)

pitchouguina

pitchouguina (2)

Zdjęcia: Pitchouguina

8

maj

Łódź!

Nareszcie udało mi się przyjechać na tydzień mody do Łodzi. W sumie mój tydzień będzie trwał całe dwa dni, ale kto by się czepiał szczegółów. Cieszę się niezmiernie i kto spodziewa się jakiejkolwiek krytyki, będzie musiał poczekać, aż minie mój bezgraniczny zachwyt. Wyobraźcie sobie, że uwielbiacie coś robić i nadarza się okazja, by robić to non stop przez cały weekend – bez wyrzutów sumienia, ba, nawet bez możliwości oderwania się! Nic nie rozprasza, nic nie przeszkadza. No dobrze, może czasami odrobinkę rozprasza pusty żołądek. A ponieważ nie chcę nic przegapić, czasem delitkanie cierpię (gdy wczoraj wróciłam do hotelu po ostatnim pokazie, nawet McDonald’s był zamknięty – może i dobrze… ;)). Zresztą a propos jedzenia, gdy ktoś przed halą Expo, gdzie odbywa się główna impreza, spytał mnie, na czym byłam, odpowiedziałam: „Na makaronie z łososiem”, nie orientując się, że pytanie dotyczyło pokazów :))).

Specjalnie na okazję wyjazdu do Łodzi dostałam w prezencie pokrowiec na laptopa Metka by Traczka (Grazie!!!). Na zewnątrz kolorowy denim, a w środku… Prada ;).

A mój kochany Ultra Żurnal objął patronat nad tym genialnym wydarzeniem, przemycając w krótkim zdaniu swą całą filozofię.

Wspomniana wyżej hala Expo widziana z pierwszego rzędu (tralala!):

Z szóstego rzędu (słyszałam, że szóstka jest nową jedynką…):

I z podłogi… To był męczący dzień ;).

A zaraz obok hali pokazów znajduje się Showroom, który trzeba odwiedzić obowiązkowo. Więc kto w Łodzi, niech się śpieszy, bo dziś chyba ostatni dzień. Poniżej Mysikrólik Martyny Czerwińskiej w wydaniu ogólnie znajomym oraz całkiem nowym w postaci świeżutkiej i mile zaskakującej kolekcji.

Pitchouguina:

Nowa porcja znajomych fartuszków Cookie :

Butik Full Of Style na żywo!

Pokaz jesiennej kolekcji Michała Szulca. Na razie zdjęcia mojego autorstwa. Jak to wspólnie stwierdziłyśmy z Wintydż: impresjonistyczne… znaczy… rozmazane… No dobra, po prostu nieudane :))). Liczę jednak gorąco na dostęp do dobrej jakości materiałów prasowych, które będę mogła tu Wam wkrótce przedstawić. A teraz z niecierpliwością czekam na kolejne zwiastuny jesieni. Tylko błagam, niech nie przekładają się na pogodę, bo nie zabrałam odpowiednich „outfitów” ;))).

Fot. Harel