Archiwa tagu: Anna Poniewierska

18

maj

Altro

Siedemnasty maja. Siedemnaście elementów. Jedna nowa linia. Dwanaście możliwości stylizacji. Oto Altro w liczbach. Cóż to jednak takiego? Całkiem nowy pomysł marki Patrizia Aryton. Mini kolekcja stworzona, by wyjść naprzeciw nieco młodszej niż statystyczna klientce, a przy okazji nauczyć ją sprytnego komponowania zestawów w ramach niewielkiej garderoby. Wczoraj Altro miała oficjalną premierę w sklepach stacjonarnych, a dziś pojawi się w tym internetowym. Nazwa zaczerpnięta została z języka włoskiego i oznacza coś innego, drugiego. Pasuje idealnie, przełamany jest tu bowiem nie tylko konserwatywny styl, z którego Patrizia Aryton słynie, ale też przyjemnie obniżona półka cenowa. Najdroższa rzecz, płaszcz dyplomatka, kosztuje 599 zł, najtańsza – szorty – 229 zł. Jest zdecydowanie bardziej na luzie, niezobowiązująco i nowocześnie.

ALTRO (2)

Czytaj dalej

19

maj

Lou Saints

Myślałam niedawno o Annie Poniewierskiej. Pisałam tu o niej kilkakrotnie, ostatnio przy okazji premiery filmu „Before the show” o Tomaszu Ossolińskim. A więc na tyle dawno, by się stęsknić. I nagle przychodzi zaproszenie, a w zaproszeniu figuruje jej nazwisko. Tym razem w połączeniu z Lou Saints, siostrzaną marką Lilou. Specjalnie nie sprawdzałam, co mnie czeka, postanowiłam mieć niespodziankę. Dziś rano okazało się, że to był dobry pomysł. Dzięki niemu mogłam się zetknąć w sposób totalny z prawdziwą modą.

Lou Saints (4)

Czytaj dalej

10

cze

Before the show

Pamiętacie ostatni pokaz Tomasza Ossolińskiego? Jeśli tak, to znaczy, że albo byliście zaproszeni, albo oszukujecie. Zdjęć z pokazu nie można było znaleźć nigdzie. Żadnej rejestracji filmowej również. Obowiązywał bezwzględny zakaz fotografowania. Jak się okazało niedawno, to ukrycie przed mediami nie wynikało ani z przewrotności, ani z potrzeby buntu (z pragnienia zachowania prywatności z pewnością nie, bo choć wg krążących wokół informacji, zaproszeni zostali tylko współpracownicy, najbliżsi przyjaciele i klienci projektanta, jeśli zamykają się w trzycyfrowej liczbie, to żadna z tego prywatność). W owym czasie powstawał dokument Judyty Fibiger: „Tomasz Ossoliński. Before the show”. Miałam okazję go niedawno obejrzeć, tym razem grono naprawdę było kameralne. Wśród widzów sam projektant, żywo reagujący na sporą część momentów filmu, co nie pozostanie obojętne na ten tekst, choć może powinno. Powstał obraz, który wzbudził u mnie zainteresowanie znacznie większe niż sam pokaz i zaspokoił ciekawość, która rosła nieprzerwanie od momentu, w którym o minionym pokazie się dowiedziałam.

Wyobraźcie sobie, że możecie towarzyszyć projektantowi w jego pracy. Od spotkań z klientami, doglądania sklepu po (przede wszystkim) przygotowywanie najnowszej kolekcji. Swego czasu marzyłam, żeby spędzić dzień z Miuccią Pradą w jej pracowni. W pewnym sensie dzieło Fibiger moje marzenie spełnia. Obserwujemy proces twórczy. Ale żadnych górnolotnych czy efekciarskich rozwiązań, jak to natchnienie przychodzi z księżyca, a namaszczony artysta szkicuje w romantycznej scenerii. Zero udawania, żadnej ściemy. Obserwujemy najnormalniejszy na świecie cykl pracy. Tworzenie konstrukcji, wykroju, nanoszenie poprawek, wybór materiałów, spotkania z przedstawicielami poszczególnych profesji, pierwsze przymiarki, starcia, sinusoidę stresu… Jest zadanie do wykonania na czas. Czas płynie, człowiek ma swoją wytrzymałość, kreacja artystyczna to jedno, a realizacja – zupełnie inna i często pomijana sprawa. Przyjrzeć się temu od środka to sposobność niecodzienna. Właśnie pociągnięcia tego wątku brakowało mi w opisywanym niedawno filmie Yves Saint Laurent. Zdaję sobie sprawę, że mamy do czynienia z dwoma kompletnie odmiennymi gatunkami filmowymi i ciężko je ze sobą porównywać. Ale jeśli głównym bohaterem jest projektant, to wręcz obowiązek twórców zaprezentować przebieg jego pracy.

I tak się złożyło, że to właśnie „Before the show” oglądałam z zapartym tchem, nie mogąc się doczekać, co będzie dalej. To właśnie on mnie porwał. Całkowicie. Nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów, bo czeka widzów kilka fantastycznych niespodzianek (odnalezienie pewnych zdjęć w opuszczonym biurze zakładów odzieżowych na przykład albo sceny z Anną Poniewierską – nic więcej nie napiszę). Podziwiam otwarcie projektanta i ludzi wokół. Wyobrażam sobie, że nie jest łatwo wpuścić ekipę filmową do swojej codzienności i pozostać takim naturalnym, zwyczajnym sobą. Tu się udało wszystkim bez wyjątku. Gdy oglądam ten dokument, mam wrażenie, że kamery wcale nie było, a główny bohater albo mówi bezpośrednio do mnie, albo znajduje się nieopodal, tak zapracowany i skupiony, że nawet mnie nie zauważa. Reżyserce udało się przemycić do jego świata nie tylko kamerę, ale też wszystkich widzów.

Dla osób siedzących w modzie to pozycja obowiązkowa. Dla tych niesiedzących, ale aspirujących, tym bardziej. Podejrzewam, że ci kompletnie niezainteresowani tematem też mogą się wciągnąć. Bo opowieść fascynuje nie tylko na poziomie mody. A ja zyskałam kolejne marzenie. Chciałabym takie filmy oglądać jako dodatek obowiązkowy do pokazów projektantów. Zawsze.

4

13

Ossolinski_BTS_1
31

37

14

45

Zdjęcia: Vue Movie

31

lip

Showroom Club

Niedawno w sieci w ramach starego dobrego Showroomu ruszył nowy projekt: Showroom Club. To miejsce, w którym będą się pojawiać kolekcje naszych najlepszych projektantów. Kruczek polega na tym, że tylko na tydzień. Pocieszenie? W specjalnych cenach. Może napisałabym o tym zjawisku znacznie później, gdyby nie okazało się, że aktualnie znajduje się w ofercie najnowsza kolekcja Anny Poniewierskiej. Wrażenia? Naprawdę muszę pisać? Kto mnie czyta już jakiś czas, od razu będzie wiedział, że jestem zachwycona.

Gnieciony jedwab, drobniutko plisowana wiskoza, cienkie wełny, sporo japońszczyzny przełamanej nowoczesnością (czyli standard w przypadku tej akurat projektantki). Wzory – jeśli już się pojawią – pozostają jak zwykle dyskretne i charakterne zarazem. I znów dzieje się to, o czym już kiedyś przy okazji Anny Poniewierskiej pisałam. Choć każda rzecz z osobna wydaje się być tworem całkowicie autonomicznym, gdy zbierzemy je razem do tzw. kupy, okazuje się, że mamy do czynienia z kompozycją przemyślaną na wszelkie możliwe sposoby. Dowód poniżej.

anna poniewierska 1

anna poniewierska 1 (2)

anna poniewierska 1 (3)  anna poniewierska 2

anna poniewierska 2 (2)

anna poniewierska 3

anna poniewierska 3 (2)

anna poniewierska 4

anna poniewierska 4 (2)

anna poniewierska 4 (3)

anna poniewierska 6

anna poniewierska 6 (2)

anna poniewierska 7 (2)

anna poniewierska 7

anna poniewierska 8

anna poniewierska 8 (2)

anna poniewierska 9

anna poniewierska 9 (2)

anna poniewierska

13

maj

Anna Poniewierska – lookbook

Ależ mi brakowało Anny Poniewierskiej w Łodzi! Po ostatnim pokazie podczas październikowej edycji całkiem naturalnym wydawało się, że temat doczeka się ciągu dalszego. No cóż, na razie musimy się zadowolić dziełami projektantki na nieco innym polu (w postaci absolutnie genialnych stylizacji, jak ta dla polskiego Harper’s Bazaar na przykład). Oraz lookbookiem, który w związku z wiosenną kolekcją powstał. Wszystko, co miałam do napisania na jej temat, już napisałam. Więc tylko dodam, że w tym świetle całość prezentuje się jeszcze lepiej niż na wybiegu. Mam nadzieję, że nieobecność w Łodzi nie oznacza zawieszenia projektanckiej działalności, a tylko chwilowe wytchnienie (którego my, widzowie, wcale nie potrzebujemy!).

Anna Poniewierska (4)

Anna Poniewierska (5)

Anna Poniewierska (6)

Anna Poniewierska (7)

Anna Poniewierska (9)

Anna Poniewierska (8)

Anna Poniewierska (10)

Anna Poniewierska (11)

Anna Poniewierska (12)

Anna Poniewierska (13)

Anna Poniewierska (14)

Anna Poniewierska

Anna Poniewierska (1)

Anna Poniewierska (2)

Anna Poniewierska (3)

Fot. Magdalena Kmiecik
Stylizacja: Monika Lewandowska
Makijaż i fryzury: Sylwia Rakowska
Modelka: Justyna M (Wave Models)