Archiwa tagu: bawełna

11

kwi

Hello Japan!

Staram się utrzymać emocje na wodzy i nie rozpłynąć z zachwytu w pierwszym zdaniu. Ale to trudne. Już pisałam, że dziewczyny z LOUS posiadają magiczną moc odgadywania moich pragnień. Znów to udowadniają, a ja teraz muszę sklecić coś, co nie będzie pieśnią pochwalną (z blogerskim JA w roli głównej), tylko opisem kolekcji, z którego będziecie mogli, drodzy Czytelnicy, wyciągnąć coś więcej. Po bazowym przerywniku między sezonami powracają rzeczy charakterystyczne. Kierunek? Japonia (jeden z moich ulubionych… no dobra, dobra, już się nie wtrącam). Ale nie ta ozdobna, tradycyjna, rękodzielnicza, tylko awangardowa. Ok, awangardowa była w latach osiemdziesiątych, gdy kolekcje Japończyków sięgały konceptem co najmniej trzydzieści lat do przodu. Albo były tak uniwersalne, że żadna dekada ich z mody nie wygoni (bo wciąż się nie udało). Oglądam takie na przykład zdjęcia z pokazów Comme des Garcons (wiem, banalny przykład) z początków lat osiemdziesiątych (dziękujmy siłom wszelkim za Pinteresta) i w ogóle mi to nie pasuje do wygodnego stereotypu, jaki do siebie przyjęłam dawno temu na wszelki wypadek. Bo one są wciąż aktualne. I wciąż na swój przewrotny sposób piękne.

I taką Japonię mamy u Lous. Niezwykle prostą, ponadczasową, może też trochę umowną. Bo czasem to nazwy produktów przywołują ją bardziej niż sam fason (np. bluzka Sakura czy sukienka Sayuri). Ale jest też kimono, są spodnie i bluzki nawiązujące do stroju samuraja, szerokie kimonowe rękawy, dekolt V (tak znamienny dla Lous od samego początku). Kolorystyką nas projektantki nie rozpieszczają, choć akurat w tym wypadku nie mogło się lepiej ułożyć. Bo co lepiej podkreśli oryginalną formę ubrania, jeśli nie spokojny i nienarzucający się kolor? Czerń, granat, szarość i biel. Oto gama, która zawsze się sprawdzi (i zajmuje osiemdziesiąt procent mojej szafy). Za to w dzianinach różnorodność. Od klasycznych dżersejów po caro i pikę (to ten splot, który spopularyzowała marka Lacoste, kojarzący się głównie z koszulkami polo). Świetnie grają też detale. Zaszewki, kanty, delikatne wykończenia. Niby nic, ale to właśnie one podwyższają komfort noszenia. A ten jest wysoki, możecie mi zaufać.

lous hello japan (7)

lous hello japan (8)

lous hello japan (9)

lous hello japan (10)

lous hello japan (11)

lous hello japan (12)

lous hello japan

lous hello japan (2)

lous hello japan (3)

lous hello japan (4)

lous hello japan (5)

lous hello japan (6)

Fotograf: Małgorzata Turczyńska
Modelka: Magda Gołdanowska
Make up: Magia Gontarczuk
Scenografia: Tymon Nogalski
Biżuteria: Emilia Kohut

8

kwi

Time to Escape

Już sam tytuł kolekcji działa na wyobraźnię. Kto nie chciałby się oderwać od tego, co właśnie robi, ręka w górę. Wakacji nigdy dość, po prostu. I pisze to osoba zadowolona ze swojej pracy, ba, nawet bardzo zadowolona. Już sama myśl o wakacjach stanowi pewnego rodzaju ucieczkę. Taką bezpieczną, bez nieprzyjemnych konsekwencji, dającą energię do działania. Planowanie, przygotowania, poszukiwanie nieznanych miejsc, pomysłów, inspiracji, potem kompletowanie garderoby (choć i tak chodzi się przez tydzień w tym samym i nie poświęca temu żadnej myśli), a wreszcie upragniony cel.

Kolekcje Bereniki Czarnoty bez względu na sezon zawsze niosą w sobie taki wycieczkowy (ucieczkowy?) klimat. Na wszelkie możliwe sposoby projektantka odmienia mięsiste dzianinowe sploty i egzotyczne desenie. Tym razem skupiła się na kontrastach. Zarówno formy, faktury, jak i kolorów czy wzorów. Opisując swoje najnowsze dzieło, sama przywołuje Driesa van Notena, który według niej opanował grę kontrastów do perfekcji. Pozornie niepasujące do siebie tkaniny zestawione razem tworzą spójną całość. Surowe nici połączone są z nylonową taśmą, ażury z gęstym splotem, a delikatny jedwab z impregnowaną bawełną. Nieobcy jest projektantce recykling, tym razem część swetrów została wykonana z bawełnianej przędzy uzyskanej ze starych t-shirtów. Ideę recyklingu niesie w sobie także biżuteria Tsumi (tworzona przez Iwonę Domańską), która chyba już na dobre połączyła się z marką Bereniki.

„Time to Escape” to również nowy etap w historii marki. Kilka dni temu wreszcie ruszył sklep internetowy z prawdziwego zdarzenia. Przyznam, że czekałam na ten moment od kilku lat.

IMG_4256

IMG_4040

IMG_3723

IMG_3025

IMG_3086

IMG_3317

IMG_3331

IMG_2963

IMG_3129

IMG_3185

IMG_3269

IMG_3457

IMG_3975

Fot. Agata Mendziuk
Modelka: Kinga Trojan / D’Vision
Miejsce: Studio Cukry
Bizuteria: TSUMI

1

kwi

Od zmierzchu do świtu

Albo odwrotnie. W sumie może być też dwadzieścia cztery godziny na dobę (przetestowałam i polecam – a kto mnie wtedy widział na Barce, niech przemówi teraz lub zamilknie na wieki). Pozornie daleko im do uniwersalności – bo kto o zdrowych zmysłach zdecyduje się na wieczorową kreację z bawełnianej dzianiny? Okazuje się, że to pytanie jest bezzasadne. Takich osób (całkowicie przytomnych i świadomych) pojawia się coraz więcej. Można pójść w pewien banał i ogłosić, że wygoda przede wszystkim. Ale w tym wypadku wygoda łączy się z pięknem. I to od samego początku.

Mowa o Bynamesakke, która zachwyca mnie nieustająco, od pierwszych momentów istnienia. Nie będę opisywać po raz kolejny idei projektantki czy zalet bawełny supima (nowym Czytelnikom polecam wizytę w archiwum). Parę miesięcy temu pisałam o tym, że marka nie ulega trendom ani nie aspiruje do wielkiej mody.

Najnowsza kampania świetnie moje słowa oddaje. Pojawia się nowe słowo, którego w kontekście blogów nie znoszę, ale w kontekście ubrań jestem w stanie zaakceptować: „lifestyle”. Cóż ten „lifestyle” w sobie niesie? „Bynamesakke odzwierciedla filozofię prostoty, umiaru i niczym nieskrępowanego komfortu życia wypełnionego radością. W dobie ciągłych zmian, prędkości przepływu informacji, nasze kolekcje są opozycją do powierzchowności ulotnych trendów.” Nie wiem, jak Wy, ale ja to kupuję. Może dlatego, że marka nigdy przenigdy niczego nie udaje?

LookBook bynamesakke 2014 (1)

LookBook bynamesakke 2014 (5)

LookBook bynamesakke 2014 (7)

LookBook bynamesakke 2014 (8)

LookBook bynamesakke 2014 (9)

LookBook bynamesakke 2014 (16)

LookBook bynamesakke 2014 (17)

LookBook bynamesakke 2014 (18)

LookBook bynamesakke 2014 (21)

LookBook bynamesakke 2014 (26)

Zdjęcia: Bynamesakke

17

cze

Bynamesakke – odsłona letnia

Kiedyś Bynamesakke opierało się na kilku bazowych modelach w różnych opcjach kolorystycznych. To była główna idea i przez długi czas twórczyni marki, Izabela Keyes, mocno się jej trzymała. Stopniowo asortyment się powiększał, a liczba pomysłów wzrastała. Obecnie to już całkiem nieźle rozwinięte kolekcje, zbudowane tak, by nie tylko spełniać podstawowe potrzeby naszej garderoby, ale też w przyjemny sposób ją urozmaicać. Już zimą pojawiły się nieregularnie farbowane bawełny w barwach przygaszonych (bordo, zgniła zieleń, granat), ale dopiero ich letnia odsłona zapiera dech w piersiach. Intensywnych odcieni błękitu nie oddadzą żadne zdjęcia. Powłóczyste sukienki, dresowe komplety (niekoniecznie do noszenia w komplecie), miękko układające się obszerne t-shirty zasiliły stacjonarne oraz wirtualne sklepowe wieszaki. Po raz pierwszy pojawiły się akcesoria: skórzane torby (na razie dostępne tylko w warszawskim butiku w Złotych Tarasach), a także skórzane i kauczukowe paski, którymi można ozdabiać dowolnie wybrany ciuch. Nowością jest mieszanka wiskozy i bawełny, z której uszyta została tzw. „Batman Dress”  (na trzecim zdjęciu od góry) – luźna szmizjerka sprawdzająca się także jako koszula. Podstawą jednak wciąż pozostaje bawełna Supima – niezwykle trwała i odporna na zmechacenia.

P.S. Przy okazji polecam Wam konkurs organizowany przez markę. Idea świetna, nagroda też niczego sobie. Szczegóły tutaj.

bynamesakke

bynamesakke (2)

bynamesakke (3)

bynamesakke (4)

bynamesakke (5)

bynamesakke lookbook

bynamesakke lookbook

bynamesakke lookbook (2)

bynamesakke lookbook (3)

bynamesakke lookbook (4)

Zdjęcia: Bynamesakke

16

kwi

Bynamesakke wychodzi z sieci ;)

Sukces! Bo to już jest sukces, bez względu na to, czy butik będą odwiedzać tłumy, czy kilka osób dziennie. Polska marka Bynamesakke, słynąca z niebanalnego podejścia do bazowych ubrań, w ostatni czwartek otworzyła sklep stacjonarny w warszawskich Złotych Tarasach. Wnętrze jest skromne, podobnie jak projekty Izabeli Keyes. Spostrzegawczych czeka jednak niezwykła niespodzianka: papierowy sufit. O co chodzi? Trzeba zajrzeć do środka, by to zobaczyć.
Sama jestem posiadaczką trzech rzeczy tej marki. Granatowa bawełniana sukienka towarzyszyła mi praktycznie przez całe zeszłe lato, szary żakiet z gotowanej wełny – całą zimę, a czarne legginsy – bez względu na porę roku :). O tej pierwszej przypomniałam sobie, oglądając wiosenną kolekcję dostępną w sklepie. Fason pozostał, lecz zmienił się kolor. I chyba będę musiała… Choć obiecywałam sobie, żeby za dużo nie kupować… Te rzeczy kuszą swoją uniwersalnością. Bo nie kupuje się ich na sezon czy dwa, tylko na znacznie dłużej (choć trzeba lubić nosić „cały czas to samo” – ja lubię). Co do bawełny, którą tak zachwalają wszelkie materiały prasowe, jest rzeczywiście niesamowita. Zachowuje miękkość i daje wrażenie nowości nawet po roku (na tyle ją sprawdziłam na razie) i naprawdę się nie mechaci.
I choć w zaproszeniu odnośnie lokalizacji widniało „naprzeciwko sklepu Zara”, jestem przekonana, że niedługo będzie się mówić „naprzeciwko Bynamesakke” ;))).

 

 

 

 

Poniżej sprawczyni tego miłego zamieszania, Izabela Keyes (po lewej) oraz Wiola Kołakowska (zgadnijcie, po której stronie? Taaaak! Po prawej! ;))).

 

 

Zdjęcia: Bynamesakke

18

lis

Wełna i kaszmir

Bynamesakke poszerza horyzonty. Do tej pory ta polska marka proponowała nam szereg bazowych (choć nie tylko) ubrań wykonanych z miękkiej i gęstej bawełny. Sezon jesienny otworzyła nowościami z gotowanej wełny i kaszmiru. Robi się też coraz bardziej interesująco, jeśli chodzi o fasony. Pojawiły się luźne kardigany i żakiety w uniwersalnym rozmiarze, a także asymetryczne sukienki i tuniki – w wersji wełnianej i tradycyjnej bawełnianej. Znów rozbrajają detale: kieszonki, kontrastujące szwy czy zaskakujące wycięcia. Ze względu na użyte tkaniny te rzeczy są dość drogie (zresztą Bynamesakke nigdy nie zaliczało się do najtańszych – co może się podobać lub nie – myślę, że nie ma sensu o tym dyskutować kolejny raz :)), lecz mimo to posiadają wciąż powiększające się grono fanów. Muszę przyznać, że też do niego należę ;).
Tutaj można znaleźć adresy sklepów, gdzie jest dostępna kolekcja.

Zdjęcia: Bynamesakke