Archiwa tagu: blogi

3

lis

Love Style Life

Pamiętacie, co robiliście w 2006 roku? Ja mnóstwo rzeczy. Na przykład uczyłam się francuskiego, ale od lekcji, które odbywały się na drugim końcu Brukseli, wolałam francuskie magazyny o modzie i raczkujące blogi. Skutecznie łudziłam się, że czytając kompletnie niezrozumiałe teksty, w magiczny sposób zacznę mówić pięknymi, okrągłymi zdaniami. I to na tematy, które naprawdę mnie interesują. W rezultacie jedyne, co potrafiłam wypowiedzieć w związku z modą, to własny numer buta i prośba o inny rozmiar sukienki. Zainspirowana Géraldine Dormoy i blogiem „Café Mode” (który istnieje do dziś!) próbowałam tworzyć własne teksty (po polsku, rzecz jasna, tu nigdy mi nie brakowało słów) pod pseudonimem Harel. Nigdy jednak nie ujrzały światła dziennego, na pierwszą publiczną odsłonę bloga zdecydowałam się dopiero pod koniec 2006. Tymczasem dzięki Géraldine któregoś dnia trafiam na blog ilustratorki, Garance Doré. To był wymarzony adres dla osoby, której francuski nigdy nie wyszedł poza poziom początkujący. Króciutkie teksty, proste zdania i urocze obrazki, które pozwalały szybciej złapać kontekst. Wszystko w lekkim i żartobliwym klimacie. Gdy pojawiły się pierwsze zdjęcia, byłam zachwycona. Garance fotografowała paryskie dziewczyny, niby zwyczajne i naturalne, ale właśnie dzięki temu fascynujące. To ona odpowiada za pierwszy folder na moim komputerze, w którym zapisywałam wszystkie inspirujące zdjęcia mody ulicznej. A potem pojawiła się sama Garance, z burzą ciemnych loków, nosząca się raczej po męsku, podkreślająca kobiecość czerwoną szminką. Drugi folder być musiał. Nie zliczę, ile rzeczy kupiłam, by choć odrobinę zbliżyć się do jej perfekcyjnego (tak wówczas myślałam, ale miałam tylko dwadzieścia siedem lat) stylu. Lata mijały, a jej blog pozostawał wciąż autentyczny, wciąż zabawny i pełen interesujących treści. Rozkręcała się technicznie, fotografie nie dość, że osiągały mistrzowski poziom, to jeszcze trzymały charakterystyczny styl. Jedno spojrzenie i wiadomo, kto jest autorem. Właśnie ukazała się jej pierwsza książka. W błyskawicznym tempie przetłumaczona na polski. I przyznam się Wam, że dawno nie czekałam na przesyłkę z takim wytęsknieniem.

Dore_Love-Style-Life_lamanie_12.indd

Czytaj dalej

27

sty

Trop Rouge

Pamiętacie czasy, w których niemal codziennie trafiało się na nowy fantastyczny blog? Czasem lokalny, czasem skandynawski, czasem zza oceanu… Z wypiekami na twarzy czekało się na kolejny wpis albo stylizację. I jedne, i drugie były niezmiennie inspirujące. Tak jakby świat był nieco inny, nieopanowany przez sieciówki i chwilowe mody. Żadnych miętowych spódnic z Zary, absurdalnych platform Jeffreya Campbella czy kosmicznych nadruków. Na starym komputerze wciąż jeszcze mam katalogi pełne zdjęć z ulubionych blogów. Te zdjęcia przeglądałam regularnie dla najzwyklejszej w świecie przyjemności.

Dawno się tak nie cieszyłam z internetowego odkrycia. Kilka dni temu przypadkiem trafiłam na blog Trop Rouge prowadzony przez Christinę Caradonę. Nie znałam go wcześniej, umknął w dość nudnym natłoku innych blogów, na które szkoda mi już czasu.

Christina jest fenomenalna. Nawet jeśli zdarza jej się kupować w popularnych sklepach, potrafi te ciuchy tak zestawić, że nic nie wygląda banalnie. Kwestia co jest modne, a co nie, zdaje się u niej nie istnieć. Ubrania nosi z nonszalancją godną pozazdroszczenia. Po raz pierwszy od dawna czuję się zainspirowana. Chciałabym mieć tak wyrazisty styl jak ona. Chyba nadszedł czas porzucić ciuchowe lenistwo i do bogatej zawartości własnej szafy podejść z zapomnianą dawno fantazją. Czuję, że to nie jest słomiany zapał. Czyż ona nie jest fantastyczna?

Trop Rouge

Trop Rouge

Trop Rouge

Trop Rouge

Trop Rouge

Trop Rouge

Trop Rouge

Zdjęcia: Trop Rouge (dzięki uprzejmości autorki bloga).

27

lis

Do poczytania

W natłoku blogów zawierających niemalże same zdjęcia oraz krótkie opisy (często nie zachowujące podstawowych zasad ortografii czy interpunkcji, nie wspominając nawet o ciężkiej do przetrawienia stylistyce), z dziką przyjemnością odkrywam takie, w których to tekst (dobry tekst) gra główną rolę. I dziś właśnie chciałabym się skupić na adresach kilku blogów, które uwielbiam przede wszystkim czytać (choć do oglądania też bywa sporo). Traktują przede wszystkim o modzie (wyjątkiem jest blog Jagi, otwarty na znacznie szerszą przestrzeń), przedstawiają najróżniejsze punkty widzenia. Od profesjonalnego po hobbystyczny. Żaden z nich nie jest lepszy lub gorszy. Co zaskakujące, wśród autorów po raz pierwszy chyba mamy tyle samo kobiet, co mężczyzn! Kolejność adresów przypadkowa ;).

Alicja Kowalska – blog wyjątkowy, gdyż prowadzony przez profesjonalistkę, która, mimo młodego wieku, w świecie polskiej mody jest weteranką (dzięki niej istnieje chociażby kwartalnik Viva! Moda, który za jej rządów stanowił najlepsze źródło zdjęć ze światowych pokazów w przystępnej jak na polskie warunki cenie). Obecnie pracuje na stanowisku szefowej działu mody w magazynie Elle. Poczytamy o pokazach, wydarzeniach oraz inspiracjach z różnych stron świata. Podoba mi się podejście autorki do tematu. Bezpretensjonalnie, fachowo i z dystansem – co zdarza się niestety coraz rzadziej. Podsunęłabym parę tekstów osobom, którym woda sodowa do głowy uderzyła znacznie za wcześnie niż powinna i uważają się za guru mody po roku prowadzenia bloga ze sobą w roli głównej (nie mam na myśli nikogo konkretnego, więc proszę darować sobie zgadywanie ;)). Skromność autorki w połączeniu z jej doświadczeniem i osiągnięciami powala na kolana.

Jaga Design – jeśli chcecie wirtualnie odwiedzić piękne wnętrza, a przy okazji poznać niszowe marki odzieżowe czy pooglądać inspirujące sesje zdjęciowe, to blog dla Was. Jaga ma niezwykłą zdolność wyszukiwania wszystkiego, co ładne (co zresztą głosi blogowy podtytuł). Nigdy jednak nie zostawia obrazka bez komentarza, co bardzo jej się chwali. Całość powoduje, że chciałoby się zabrać autorkę na kawę, bez końca przeglądać stosy kolorowych magazynów i gadać, gadać, gadać… :).

Milles of fashion – autorka pisze dużo, ale nigdy nudno. Odkrywa marki polskie i zagraniczne, zawsze zaznaczając swój punkt widzenia. Lubię ją czytać, bo potrafi rzucić nowe światło na rzeczy, które wydają mi się oczywiste.

Efekty uboczne – jeśli uważacie, że Harel promuje polskich projektantów, zajrzyjcie lepiej do Kelly. Nie wiem, jak ona to robi, ale zanim ja trafię na cokolwiek, u niej jest to już wyczerpująco opisane (tak było chociażby z marką Wearso). Coraz częściej mam ochotę po prostu Was do niej odsyłać, bo równie często jestem przekonana, że lepiej od niej bym różnych tematów nie ujęła. Na szczęście internet nie ma ograniczeń, więc jest w nim miejsce dla nas dwóch ;))).

Fashion Blog – Fashion Magazine nie należy do moich ulubionych, ale ich blog prowadzony przez Bartosza Tobiasza Kujawę wręcz przeciwnie. Zawiera niesamowicie rozbudowane i solidne recenzje wszystkich najważniejszych wydarzeń modowych, mających miejsce w Polsce (głównie w Warszawce Warszawie). Wyobrażam sobie, że niektóre na dzień dobry zamykają mu drzwi. A może nie? Może wreszcie krytyka mody zapewni sobie w tym kraju rację bytu? Trzymam kciuki.

Fecodrobe – pewien pan, z którym łączy mnie uwielbienie dla marki COS oraz dostrzegania potencjału w pozornie zwyczajnych ubraniach. I jeszcze zakupów oraz wyszukiwania skarbów w ciucholandach (sukienka Diane von Furstenberg za 4 zł! Niestety, miał ją komu podarować ;))). Świetnie czyta się teksty faceta, który lubi (i potrafi) dobrze się ubrać.

Szarmant – nigdy nie ukrywałam, na modzie męskiej znam się mniej więcej tak samo jak na motoryzacji. Z jednej strony moda to przecież moda, nie jest zarezerwowana wyłącznie dla kobiet, z drugiej jednak, ponieważ dane mi było urodzić się kobietą, skupiam się właśnie na tym jej aspekcie. Coraz częściej jednak zdaję sobie sprawę, że mam braki, które muszę uzupełnić, jeśli chcę brnąć w to dalej. I u Szarmanta mogę je nadrabiać bez wysiłku.

Piotr Fiedler – autor w słowach nie przebiera, ale gdy go czytam, nie zawsze, lecz czasem z przerażeniem odnajduję stwierdzenia, których nigdy nie miałabym odwagi wypowiedzieć, choć pojawiły się w moich myślach. Choć tematyka jest rozległa, traktuje także modzie lub raczej wydarzeniach, które moda prowokuje. Dla ludzi o mocnych nerwach, a w każdym razie nie dla hipokrytów (choć może parę ciosów by się im przydało).

Miłej lektury, drodzy Państwo!