Archiwa tagu: Deni Cler

25

cze

Deni Cler Milano

Z czym Wam się kojarzy Deni Cler? Zastanówcie się, tymczasem ja odpowiem. Nie interesowałam się tą marką za bardzo, a mijając czasem wystawę sklepu, miewałam wciąż tę samą refleksję: oby nigdy nie nadszedł czas, kiedy będę miała ochotę tak się ubierać. Wprawdzie ubrania robiły wrażenie świetnie uszytych, ale mocno zatrzymanych w czasie. Tak jakby lata dziewięćdziesiąte nigdy nie przeminęły, a klientki wciąż miały ochotę pakować się w te same modele. Oczywiście upraszczam. Zdaję sobie sprawę, że to nie do końca tak. Ale piszę o wrażeniu. I pewnej szufladce, w której, wydawałoby się, na zawsze Deni Cler umieściłam.

Tymczasem (czy, jak zwykł był rysować szanowny Papcio Chmiel w komiksowych dymkach: „Wtem!”) objawiła się rzeczona marka w nowej odsłonie. Takie chodziły plotki, że ma być inaczej, że młodziej, że bardziej światowo (czy dlatego nagle pojawił się trzeci człon w nazwie? Czy Mediolan był tam zawsze, tylko go nie dostrzegałam?). Za najnowszymi projektami stoi Katarzyna Szczotarska. Uśmiechnęłam ją, gdy zobaczyłam ją na koniec, bo skojarzenia z La Manią okazały się trafne (przedtem projektantka współpracowała z Joanną Przetakiewicz). Warto jednak zauważyć, że to tylko jeden z wielu punktów jej kariery. W latach dziewięćdziesiątych pracowała w Maison Martin Margiela. W roku 2001 zaczęła tworzyć pod własnym nazwiskiem. Stacjonowała w Londynie (gdzie przedtem studiowała w London College of Fashion), tworząc kolejne udane kolekcje. W 2003 roku zaprezentowała się podczas London Fashion Week. Przez pewien czas mówiło się o niej w Polsce, ale pamiętam to jak przez mgłę. Zdjęcia jej ówczesnych prac robiły na mnie spore wrażenie. I to zarówno w wersji damskiej, jak i męskiej.

Jak było z Deni Cler? Komercyjnie (w dobrym znaczeniu), perfekcyjnie i nieskomplikowanie. Obejrzeliśmy szereg doskonale skrojonych ubrań w dość odważnej kolorystyce, za to niemalże pozbawionych wzorów. Zamiast nich – zabawa różnego rodzaju fakturami. Żakardy, welury, plusze, tłoczenia symetryczne i motywy roślinne – ta różnorodność cieszyła oko. Fasony? W większości bardzo dobre, proporcjonalne, chciałoby się rzec nawet (coraz mniej lubię słowo) klasyczne. Nie zrozumiałam dosłownie kilku. Albo zrozumiałam, że to taka nić łącząca nowe ze starym, żeby nagle nie stracić wszystkich klientek. Być może marka nie może sobie pozwolić na takie zerwanie z przeszłością jak choćby Celine (zmiana projektanta, profilu marki, gruntowna przebudowa sklepów i usunięcie z pola widzenia wszystkich poprzednich kolekcji – tak z grubsza). Choć z drugiej strony i tak podjęła niezłe ryzyko. Zdecydowanie na plus.

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

fot. AKPA

Fot. AKPA