Archiwa tagu: Eveline Hall

26

Kwi

Tatuum Selected

Zmiany, zmiany, zmiany. Nowe logo, zaprojektowane od zera wnętrza kolejnych sklepów, pozyskiwanie nowych projektantów i coraz szersze spojrzenie na świat. Tatuum dotknęło już nie rozdwojenie, a roztrojenie jaźni, czego objawami są dwie dodatkowe linie: Unique, graficzna, powstała we współpracy z Robertem Kutą oraz Selected – najspokojniejsza i najbardziej wyważona w niemal dwudziestoletniej historii firmy. Zazwyczaj linie premium są znacznie bardziej odważne, momentami nawet eksperymentalne, odnoszą się do konkretnych trendów, zawsze gotowe wystąpić na wybiegu. Jako najdoskonalszy przykład niezmiennie będę podawać Topshop Unique, który na stałe zagościł w kalendarzu londyńskiego tygodnia mody. Goni go i całkiem nieźle sobie radzi H&M Studio. Ptaszki ćwierkają, że żaden paryski dom mody nie pokusił się tej zimy o taki rozmach, jak szwedzka sieciówka. Nasz rodzimy Reserved wyodrębnił jakiś czas temu kolekcję Concept Limited, zawsze graficzną, wyrazistą i zadziorną. Przyszła pora na Tatuum. I cieszy ogromnie, że projektanci sięgnęli do tego, z czego w pierwszych latach istnienia firma słynęła.

TATUUM SELECTED

Czytaj dalej

18

Lut

Gdybym tylko…

Dziś będzie o wieku. Nie konkretnym, zaszufladkowanym czy podporządkowanym czemuś, co zwiemy pokoleniami. Odnoszę wrażenie, że bez względu na to, ile mamy lat, zawsze znajdziemy coś, czym z zaskakującą łatwością się ograniczymy. Nie zliczę, ile razy ostatnio usłyszałam od fantastycznych osób, którym naprawdę niczego nie brakuje, że: „nie wypada mi w tym chodzić”, „gdybym była młodsza/chudsza/wyższa”, „nie będę mierzyć, bo się załamię” i tak dalej. Sama się czasem łapię w taką pułapkę, zwłaszcza że czasy dwudziestoletnie minęły bezpowrotnie, a i trzydziestoletnie za jakiś czas będą wspomnieniem. Ale zamiast się pogrążać, przypominam sobie swoją babcię, dla której jedynym ograniczeniem były umiejętności zaprzyjaźnionej krawcowej. Do końca życia ubierała się z fantazją nie mniejszą niż Anna Piaggi (przy czym makijaż zachowywała raczej stonowany). Najbardziej na świecie lubiła broszki w kształcie owadów, najchętniej pająków, a jej kolekcja butów niejedną wielbicielkę mody przyprawiłaby o palpitacje serca. Nawet gdy nie czuła się najlepiej, codziennie z niegasnącą pasją komponowała nowy strój. Zwykły spacer z psem był wystarczającym pretekstem, by wyjąć z szafy kolorowe sztuczne futerko albo kraciasty płaszcz. Nigdy od niej nie usłyszałam, że źle się w czymś czuje albo że w jej wieku czegoś nie wypada. Nie obawiała się wyglądać zabawnie, broniła się autentycznością i naturalnością. W jej przypadku naprawdę szata była na drugim miejscu. TUSH Czytaj dalej