Archiwa tagu: Fashion Philosophy Fashion Week Poland

4

lut

I’m not then

Świdrujący uszy modulujący głos Gaby Kulki w monologu „Not I” Samuela Becketta, zwolniona choreografia modelek, zawężona do minimum paleta barw i niewygodne uczucie, które pogłębiało się z każdą kolejną sylwetką pojawiającą się na wybiegu. Nenukko. Nigdy nie zostawia nas obojętnych, choć łódzki pokaz należał raczej do denerwujących, nie odprężających. Gdzieś w tym wszystkim przepadły same ubrania, w przeciwieństwie do sezonów poprzednich, gdy to właśnie one budowały napięcie. Może dlatego, że tym razem ich forma uspokoiła się, złagodziła, wręcz zobojętniała. Kapelusze Hat Hat (stworzone specjalnie na potrzeby pokazu) opadające na oczy modelek dodatkowo odwracały uwagę od projektów marki, narzucając skojarzenie z młodziutką bohaterką filmu „Kochanek” Jeana-Jacquesa Annauda (swoją drogą, jeśli go nie widzieliście, to gorąco polecam – choć stroje dziewczyny schodzą w historii na drugi plan – dosłownie i w przenośni – warto im się przyjrzeć, a potem odkryć na nowo projektantów słusznie okrzykiwanych minimalistami). A potem wróciłam do tych ubrań w całkiem innych okolicznościach. W zaciszu warszawskiego showroomu przesuwałam wieszak za wieszakiem i dziwiłam się, jak to się mogło stać, że tyle fantastycznych szczegółów umknęło mi podczas pokazu.

„I’m not then” to projekty na wiosnę i lato 2015 stworzone przez Nenukko. Śmiało mogę stwierdzić, że składają się w najbardziej dojrzałą kolekcję w historii marki. Pełną sprawdzonych schematów, a jednocześnie sięgającą wysoko po całkiem nowe. Czystość, transparentność, ale też sporo ukrytych detali. Drobne paseczki na spodniach, plisy sukienki (skojarzenie z pracami Miyake to w tym momencie komplement), kudłaty sweter, celowe zagniecenia, wiązania, warstwy, cięcia… Tradycyjnie przeważają czernie, biele i szarości, nie zabrakło jednak miejsca dla granatów, błękitów i beżów, choć pod tym względem lookbook nieco rozczarowuje, bo nie widać w nim niektórych istotnych momentów. Mimo to prostota kolekcji świetnie oddaje przesłanie projektantek. Zmęczenie kulturą masową, płytkością więzi międzyludzkich, pogonią za niepowtarzalnością. Nie chciałabym nadużywać słowa „normcore”, bo mnie w końcu zatłuczecie, ale nie można odmówić „I’m not then” pewnych podobieństw, chociażby w reakcji na otaczającą rzeczywistość. To pewna niezgoda, cichy bunt, sprzeczna opinia. Mocnym (choć na pierwszy rzut oka niewidocznym) akcentem jest niemal całkowite odejście od sztucznych materiałów. Przewagę bawełny i lnu odbieram jako kolejną deklarację Nenukko, chęć odcięcia się, zmiany i odkrywania nowych ścieżek.

I w końcu jest spokój. Prostota, ale nie nuda. Oddech. Swoboda. Nieskrępowanie. Podsumowując, wszystkie nasze marzenia na lato zamknięte w jednej kolekcji. Kto by przypuszczał?

bluzkaMINTU_spodniePASSO_przod

bluzkaAMEL_szortyIVY_przod

bluzkaBOSE_szortuIVE_narzutaMALTA_przod

bluzkaBOSE_szortuIVE_narzutaMALTA_ty+é

bluzkaFANA_spodniePASSOgray_przod

bluzkaGEMMA_spodniePASSO_przod

bluzkaHAZEL_spodniePASSO_przod

bluzkaHAZEL_spodniePASSO_tyl

bluzkaMINTU_koszulaKAMA_spodnieDUBLIN_przod

spodniePASSO_koszulaLIMMI_przod

tunikaIRIS_spodniePASSO_przod

sukienkaPINA_przod

sukienkaTEYNA_przod

tunikaNOOBI_szortyIVY_przod

Poniżej wybrane sylwetki z łódzkiego pokazu. Nie wszystkie znalazły miejsce w lookbooku, poza tym chciałam Wam pokazać kapelusze, bo piękne. Teraz seans filmowy obowiązkowy.

NENUKKO WIOSNA 15

NENUKKO WIOSNA 15a

Zdjęcia: Nenukko

30

paź

Proszę wyjść

Dałam Łódzkiemu Tygodniowi Mody kolejną szansę. Została zmarnowana. Po jego zakończeniu ogarnęło mnie współczucie. Ogromne. Dla wszystkich po kolei. Projektantów, widzów, redaktorów (tej garstki, która jakimś cudem się pojawiła), fotografów, modelek, obsługi, wystawców, a wreszcie dla mnie samej. Czuję, że powinnam to napisać. Z drugiej strony szkoda mi osób, które ten tekst niesłusznie skrzywdzi. Bo czy to ich wina, że brali udział w tej a nie innej imprezie? Czy mieli alternatywę?

Od poniedziałku ciągle odpowiadam na pytanie: Jak było w Łodzi? I odpowiedź jest jedna: Beznadziejnie. Pomijam aspekt towarzyski, bo ze znajomymi równie dobrze mogę się spotkać u siebie w domu, bez narażania się na tyle negatywnych bodźców. Miło było poznać nowych ludzi, z którymi znamy się tylko z sieci, ale nie o tym dzisiaj.

Rozwinięcie mojej odpowiedzi może stanowić kilka historii, które spotkały albo mnie, albo ludzi z najbliższego otoczenia, a także ogólne wrażenia osoby, która na imprezie była po raz ósmy, pełna nadziei, że tym razem będzie lepiej. Jak najkrócej i jak najkonkretniej. Bez zbędnego rozpisywania się.

1. Z pustego pierwszego rzędu przegania się mnie do tyłu ze słowami: „media siedzą w drugim”. Gdybym się przesiadła, pięć minut później zagoniono by mnie z powrotem do pierwszego. Nie mam o sobie wygórowanego mniemania, ale niech pokażą mi dziesięć osób z tam obecnych, które piszą tyle o polskiej modzie co ja (o poziomie tekstów nawet nie wspominam).

2. To samo robi się z członkami rady programowej FPFWP, żeby na ich miejscu mógł spocząć organizator imprezy. W rezultacie wychodzą i nie oglądają pokazu. Gdyby nie przypadkowe spotkanie z osobami decyzyjnymi, które zareagowały błyskawicznie, prawdopodobnie wszyscy byśmy wyjechali.

3. Gdy robię wywiad z projektantem w strefie projektanta, podchodzi do mnie obsługa i informuje, że nie wolno mi tu przebywać. Zero wyjaśnień. Proszę wyjść. Dodam, że nigdzie się nie włamałam, posiadałam odpowiedni identyfikator. Ale ponieważ moja twarz mało komu coś mówi…

4. Wszelkie próby pobrania materiałów zdjęciowych z serwera kończą się porażką. Do dziś się to nie zmieniło. Gdyby nie projektanci, nie dysponowałabym żadnymi zdjęciami.

5. Nie wiem, kto ma ostateczny wpływ na dobór projektantów i marek biorących udział w imprezie. To była najgorsza edycja pod względem poziomu i estetyki. Jeśli rzeczywiście zostały wybrane najlepsze kolekcje ze wszystkich zgłoszonych, to chyba żyję w równoległym świecie.

6. Podobnie nie wiem, kto miał wpływ na dobór modelek. Drogie dziewczyny, jeśli to czytacie, nie bierzcie do siebie tej uwagi. Istnieje szereg uroczych kobiet, które nie powinny być modelkami i koniec. Sama mam problem z chodzeniem w szpilkach, ale gdybym miała to robić zawodowo, raczej bym się przyłożyła. Nie jest Waszą winą, że FPFWP zdecydował się na wynajęcie tej a nie innej agencji.

7. Czy na którymkolwiek ze światowych tygodni mody, do których łódzki tak mocno aspiruje, znajduje się osobne wejście dla mediów zagranicznych? Rozumiem, że zapewniają tyle publikacji i rozgłosu, że warto ich dopieszczać na każdym kroku. Jeśli tak, ten punkt skreślamy. Absencja mediów polskich dojmująca.

8. Nagroda Macademian Girl Designer Award. Przede wszystkim: piękny gest, doceniam. Ale miałby sens poprzedzony nagrodami od Elle, VuMaga czy samego Fashion Philosophy. To impreza międzynarodowa, z szeregiem sponsorów i partnerów. Dlaczego jedyną nagrodę dla projektantów funduje blogerka? Czy w naszym kraju jest aż tak źle? Pomijam fakt, że została wręczona przed obejrzeniem wszystkich pokazów. Kilkanaście godzin później i sprawa prezentowałaby się znacznie lepiej.

To nie są drobne potknięcia. To poważne błędy. Przyjechałam tam z własnej woli, do pracy, za którą również z własnej woli nic nie dostaję. Utrudniano mi działanie wielokrotnie. Już mam szczerze dosyć pisania, że wszystko rozumiem, że pomyłki są wpisane w ludzką naturę itd. Ta impreza sama się pogrąża. Wizerunkowo i organizacyjnie. To nie znaczy, że nie widzę plusów. Ale, jak mawiał klasyk, Ryszard Ochódzki, „rozchodzi się o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów„. Dziś było o minusach. Plusy dzierży resztka dobrych projektantów, którzy pozostali na pokładzie tonącego okrętu. I o nich w najbliższym czasie. Dziękuję za uwagę.

27

paź

Sold!

Michał Szulc postanowił się sprzedać. Ogłosił to mocno i konkretnie, choć niewerbalnie. Że coś się szykuje, dało się odczuć już kilka miesięcy temu, gdy jesienno zimową kolekcję Fire podzielił na dwie części. Pierwszą zaprezentował w Warszawie, drugą – podczas Łódzkiego Tygodnia Mody. Choć łączył je tytuł, każdy z rozbudowanych modułów przemawiał po swojemu, posługując się krojami, gamą kolorystyczną, a nawet przeznaczeniem danych elementów. Obecnie dystans zwiększył się na tyle, że druga kolekcja otrzymała miano całkiem nowej marki – SOLD. Co więcej, chwilę po sobotnim pokazie ruszył sklep internetowy. Natychmiast skojarzyło to mi się z działaniami marek zagranicznych (np. Burberry Prorsum), których ubrania od kilku sezonów można kupić online już kilka minut po premierze na wybiegu. Pełen profesjonalizm i niski ukłon w stronę wygłodniałych klientów. Żadnego czekania. Widzisz, klikasz, kupujesz i masz. Wprawdzie pojawiła się tylko część kolekcji (na moje oko mniej więcej połowa), ale to i tak spore osiągnięcie, jak na tempo, do którego przywykliśmy w polskiej branży.

Michal Szulc Sold (1)

Czytaj dalej

24

paź

Dlaczego pojechałam do Łodzi?

Agnieszka Maciejak, Berenika Czarnota, Agata Wojtkiewicz, Bohoboco, Zuo Corp., Łucja Wojtala, Joanna Klimas, Anna Poniewierska, Maldoror, Anna Pitchouguina, Ania Kuczyńska czy wreszcie MMC Studio. Z pewnością nie wymieniłam wszystkich, bo pisałam posługując się swoją złudną pamięcią. O co chodzi? To projektanci i marki, które mogliśmy oglądać podczas Łódzkiego Tygodnia Mody (w dłuższym skrócie Fashion Philosophy Fashion Week Poland). W większości przypadków niejednokrotnie. Z niektórymi z nich miałam do czynienia po raz pierwszy na żywo wlasnie tu, w Łodzi. W najbliższych dniach nie zobaczymy ani jednej. Tak, dobrze czytacie, także MMC (choć jeszcze we wrześniu słynna informacja prasowa zapowiadała ich obecność – zaraz obok stylistki współpracującej z „Calvinem i Kleinem” – pisownia oryginalna, ale to już pewnie wiecie). Niektórzy z projektantów otwarcie mówią, że pokazy na tej imprezie w żaden sposób im się nie opłacają. Inni zrezygnowali na rzecz warszawskiego blichtru. Jeszcze inni kompletnie się zaszyli i żadne pokazy im niepotrzebne. Kto w takim razie został? I czemu to wciąż gigantyczne przedsięwzięcie służy? I wreszcie: co ja tu robię? W dużej tajemnicy Wam powiem, że mogłam być teraz w hotelu przy słonecznej plaży i oddychać powietrzem o znacznie wyższej temperaturze – i to też w związku z blogiem. Wybrałam Łódź. Czy jestem masochistką?

Przyjechałam tu dla projektantów. Tych, którzy jeszcze zostali, choć imprezę porównuje się ostatnimi czasy do tonącego okrętu. A mnie naprawdę nie obchodzi, co się dzieje za kulisami. Piszę o polskiej modzie, przedstawiam Wam ją najlepiej jak potrafię. I wciąż mam nadzieję, że w kontekście Łodzi będzie co przedstawiać. Z niecierpliwoscią czekam na tych, którzy za każdym razem trzymali wysoki albo najwyższy poziom. Na Michała Szulca z całkiem nową marką Sold (pamiętam, gdy startował z linią Sale). Na Nenukko i przekaz poza schematem mody. Na Kas Kryst, której kolekcje sezon po sezonie nabierają dojrzałości. Na Olę Bajer i pierwszy jej pokaz w Alei Projektantów (Magda Floryszczyk zagościła tam wczoraj – i słusznie). Łukasza Jemioła, za którym wielbicielki przyjadą zapewne z całej Polski, choć to „tylko” linia Basic. I na Dawida Tomaszewskiego, który za każdym razem (przynajmniej do tej pory) dawał dość boleśnie odczuć, co to znaczy dla polskiego projektanta mieć możliwość pracy za granicą (to się potocznie nazywa „ukłucie zazdrości”). Liczę też na nowe marki, choć kilkuletnie obserwacje dowodzą, że te znikają równie szybko, jak się pojawiają. Czasem to duża szkoda. Ale też dowód, jak bardzo potrzeba myślenia perspektywicznego. Jeden udany sezon nie czyni mistrza. Nawet jeśli był wybitny.  Wiem, samą myślą nie uszyje się kolekcji – ale to temat na inny tekst.

Optymizm zelżał na widok Showroomu. Nie mam pojęcia, na jakiej zasadzie dobierani są wystawcy, ale z roku na rok jest coraz gorzej. Nawet jeśli pośród listy przebojów polskich hurtowni tekstylnych pojawiają się perły, potrzeba sporo energii, by je wyłowić. Pomieszanie z poplątaniem. Zresztą być może wlasnie ta przestrzeń najlepiej oddaje to, co według mnie stanowi największy problem imprezy.  Przedstawię go przewrotnie, w kilku pytaniach. Kto jest głównym odbiorcą FPFWP? Jakie są jej cele? Dlaczego tak mało tu polskich dziennikarzy, coraz mniej zainteresowanych wydarzeniem redakcji? Czy kilka jednorazowych wzmianek w mediach zagranicznych ma większą moc niż regularna obecność w mediach polskich? Polska moda, którą tu widać, to zlepek tak przeróżnych płaszczyzn, poziomów i kontekstów, że nie sposób jej nakreślić nawet prostym szkicem. Ba, prosty jest najtrudniejszy, zwłaszcza w tej mnogości znaczeń.

Hurtownie koronek obok młodych zdolnych. Flauszowe płaszcze gotowe do sprzedaży w każdej lokalizacji obok biżuterii dla dzikich mieszkańców lasu. Nieśmiertelna szara dresówka plus wypłukane błękity monopolizowane swego czasu przez Roberta Kupisza. Na wybiegu jak do tej pory plastik, przeterminowane trendy i wątpliwego uroku powrót do lat dziewięćdziesiątych i pierwotnej euforii wywołanej transformacją. Kilka, dosłownie kilka zjawisk dających nadzieję. Nie przekreślam i staram się nie oceniać pochopnie, dopiero jeden dzień za mną, a na warunki do pracy narzekać nie mogę (nawet jakiś mesjasz zamienił wino w wodę, dzięki czemu odbiór pokazów pozostaje niezakłócony – taki hermetyczny żart). Ale też nie ma sensu udawać, że wszystko jest piękne i bez skazy. Mimo pozorów jestem pełna sympatii do tego wydarzenia. Czasem wygodniej by było pomilczeć, ale właśnie ta sympatia mi na to nie pozwala. Czy biernie obserwowalibyście, jak Wasz dobry kumpel się potyka? Otóż to. Ciąg dalszy nastąpi.

P.S. Jeśli jakimś cudem przegapiliście tekst o FPFWP z PR-owego punktu widzenia, zapraszam do Fashion PR Girl – obowiązkowo. Nikt tego lepiej nie ujął.

19

maj

MMC i dar przekonywania

Albo MMC lubią swoje klientki, albo swoje własne pomysły. A może i jedno, i drugie. Efekt jest taki, że już od jakiegoś czasu na wybiegu z nowościami przeplatają się powtórzenia. Elementy sprawdzone, popularne, charakterystyczne. Rozwiązania, które każdemu podpowiedzą: „Tak, jesteśmy z MMC”. Jako jedni z nielicznych projektantów Ilona Majer i Rafał Michalak potrafią nie tylko odtwarzać trendy, ale przede wszystkim je narzucać. Przynajmniej w naszym niedużym środowisku ludzi zainteresowanych. Jeśli porwiemy się na wyświechtane i łatwe: „To już było”, możemy użyć sformułowania tylko w odniesieniu do poprzednich kolekcji. Autoplagiat? Jeszcze nie, ale gdy oglądałam najświeższe propozycje, odniosłam wrażenie, że istnieje takie ryzyko w niedalekiej przyszłości. Chyba że MMC wyrwą się własnym ramom i zaczną tworzyć coś zaskakującego.

To nie jest proste. Publiczność domaga się bezpiecznych konkretów. Klientki prawdopodobnie nie lubią zaskoczeń. Estetyka marki świetnie się sprawdza w polskich (i nie tylko) realiach, jest rozpoznawalna i na poziomie, z którym nie sposób dyskutować. Podziw to odczucie, które towarzyszy podczas oglądania kolejnych kolekcji zawsze. Ale… Spoglądam na największych. Bo MMC w tym zacnym gronie od dawna zasiadają. Porównuję nie tyle samo dzieło, co element niespodzianki, chęć zmiany. Warsztat, technika, realizowanie własnych wizji – nie ma o czym mówić, trzysta procent normy. Jednak aż się prosi, żeby wyskoczyli z czymś… nowym. Tak, to dobre słowo. Nieco odświeżenia wniosła kolekcja przedjesienna, o której tu nie pisałam (ale mam ochotę nieco zburzyć chronologię i jeszcze to zrobić w niedalekiej przyszłości). Ozdobna, żakardowa, wycinankowa. Misterne kwiatowe wycięcia powracają na chwilę i teraz, co daje wrażenie, jakby ostatnie słowo podczas poprzedniego pokazu nie padło i projektanci mieli ochotę jeszcze trochę pobawić się konwencją. Może właśnie o to chodzi. Nie ma wyraźnej tablicy z napisem „koniec”, zawsze poprzedni sezon zahacza o następny. Stało się to przewidywalne, co według mnie dla marki nie jest najlepsze. Aczkolwiek kompletnie nie przeszkadza mi czerpać radości z tego, co widzę. Tylko boję się, że w pewnym momencie zrobi się po prostu nudno.

Nowością, której nie sposób nie zauważyć, jest współpraca z marką Badura. Na potrzeby drugiej już kolekcji powstały modele butów, które w sezonie mają trafić do regularnej sprzedaży. To ten typ obuwia, który zdecydowanie bardziej przypada do gustu kobietom niż mężczyznom, czyli – jak sama określam – „takie brzydkie, że aż ładne”. Nietuzinkowe, zaburzające proporcje, ale też hipnotyzujące. Bardzo jasny błękit, złoto i biel ujęte zostały w formy perfekcyjnie wpisujące się w wizję MMC. I za to gigantyczny plus. Mam tylko nadzieję, że egzemplarze sprzedażowe nie będą miały wytłoczonego logo Badura, które zamiast zachęcać, skutecznie zniechęca (naprawdę, sprawdziłam nie tylko na sobie).

Z zapartym tchem obserwuję, jak marki zagraniczne potrafią drażnić się z odbiorcą. W pozytywnym sensie. Najbardziej spektakularnie uczyniła to Phoebe Philo, mącąc swoją dotychczas oszczędną wizję mody szalonymi pociągnięciami pędzla i gamą kolorystyczną żywcem wyciągniętą z zestawów klocków Lego. Nie jestem w stanie określić, jak to wpłynęło na wyniki sprzedaży, ale, jak widać, trend jest wszechobecny. To Celine dyktuje klientkom, co będą nosić, nie odwrotnie. Nie namawiam projektantów MMC do stworzenia pięćdziesięciu sylwetek w łączkę Liberty, ale marzy mi się niespodzianka. Podejrzewam, że nie tylko mnie. Tym bardziej, że (podobnie jak Philo) posiadają oni ogromny dar przekonywania.

A tymczasem zapraszam do obejrzenia tego, co marka zaserwowała w Łodzi na odległą na szczęście jesień.

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

scena z: MMC - pokaz kolekcji, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA

Fot. Kurnikowski/AKPA

15

maj

Sto procent Pjotra w Pjotrze

Jestem dumna. Napisałam o Pjotrze jako pierwsza, o czym przypomina mi przy każdej okazji. Jako jedna z pierwszych nosiłam też jego wielofunkcyjną bluzkę. To był mój hit roku 2011, eksploatowany aż to totalnego zużycia. Czekałam na więcej, ale nie spodziewałam się, że będzie to aż tyle. W międzyczasie Piotr Górski (bo tak się Pjotr nazywa naprawdę) wygrał pewien dość absurdalny jak dla mnie program pt. „Projektanci na start”. Z pewnością kojarzycie formułę, teraz coś równie żenującego leci co niedzielę bodajże w TVN. Na szczęście absurd minął wraz z ostatnim odcinkiem, a główna nagroda pozostała (i wcale absurdalna nie była). W pakiecie zawarty był pokaz w Alei Projektantów na Łódzkim Tygodniu Mody. Spore wyzwanie, ale Pjotr nie to, że podołał. On wziął je na klatę jak stuprocentowy zawodowiec. I przy tej okazji udowodnił, że zawodowcem po prostu jest.

Choć do tej pory sprzedawał dosłownie kilka modeli swoich projektów, dobrze wie, jak ten system działa. Bacznie obserwował i uczył się, co ujmuje klienta, a co kompletnie go nie przekonuje. Stworzył własną estetykę, rozpoznawalną na pierwszy rzut oka (nawet po wyjęciu poniższych ubrań z kontekstu samego Pjotra, uzyskanego poprzez nawiązanie do jego charakterystycznego wyglądu – czyli prościej ujmując, pozbyciu się blond peruk i obcisłych czarnych czapek). Owszem, nie wymyślił jej od podstaw, raczej skompletował szereg mniej lub bardziej dosłownych inspiracji, lecz w sposób, którego nie da się pomylić z żadnym innym.

Sprawdził na sobie, teraz wypuszcza w świat. Szereg flanelowych koszul oraz ich pochodnych, skórzane spodnie i kurtki (wykonane ze sztucznej skóry, ale zaskakująco miękkiej i bez chemicznego zapachu) w motocyklowym klimacie. Sporo warstw, podkreślone nogi i lekko zabałaganiony, grunge’owy klimat. Oraz praktyczne rozwiązania niewidoczne na pierwszy rzut oka (kieszenie, zapięcia, schowki – polecam przy okazji zajrzeć do worków – można tam sobie zorganizować przestrzeń lepiej niż w niejednej torbie!). Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości o co chodzi, całość ugruntowują niezatapialne „martensy”. Myślę, że organizatorzy powinni zaklepać miejsce dla Pjotra podczas kolejnej edycji. Choćby po to, by sprawdzić, ile Pjotra w Pjotrze będzie następnym razem.

P.S. Cały pokaz możecie obejrzeć tutaj.

ls_20140509_3557.jpg

ls_20140509_3599.jpg

ls_20140509_3606.jpg

ls_20140509_3627.jpg

ls_20140509_3635.jpg

ls_20140509_3647.jpg

ls_20140509_3657.jpg

ls_20140509_3670.jpg

ls_20140509_3682.jpg

 

ls_20140509_3713.jpg

Fot. Łukasz Szeląg