Archiwa tagu: harel w mediach

23

wrz

Harel w druku!

Dziś w telegraficznym skrócie. Jeśli ktoś chciałby poczytać Harel poza blogiem, w tym tygodniu ma szansę. Od poniedziałku można kupić tygodnik Wprost z dodatkiem dla kobiet, którego redakcja poprosiła mnie o wybór (oczywiście subiektywny ;)) trendów na jesień. Dostałam całe dwie strony miejsca (nie licząc reklamy serwisu wpadka.pl :)))). Choć wydawało się, że to dużo, i tak wszystko się nie zmieściło. Internet jest pod tym względem bezkonkurencyjny. Ale czytać na pachnącym drukiem papierze to ogromna przyjemność, bez względu na ilość dopuszczonych znaków :).


21

wrz

Blogerki bez cenzury

Harel w druku! Uwierzycie w to? Ja wciąż tak do końca nie wierzę… :). Oto, co się stało. Fashion Magazine zaprosił do współpracy blogerki. Banana pisze o Łukaszu Jemiole, a ja – o Ani Kuczyńskiej (stali Czytelnicy na pewno się nie zdziwili). Dokładniej rzecz ujmując, piszemy o ich jesiennych kolekcjach. Bez cenzury, a może raczej bez żadnej ingerencji ze strony redakcji ani kogokolwiek innego. Tak jak lubimy, po swojemu. Czy mogłam się nie zgodzić na taką współpracę? Jesienny numer magazynu ukazał się w zeszłym tygodniu.


13

wrz

W Elle!!!

Harel w Elle – no coś podobnego! Pamiętam, jak mniej więcej rok temu pochwaliłam się, że fragmenty tego bloga będą w Elle. Zostałam laureatką konkursu organizowanego przez ich wydawcę, a nagrodą miała być publikacja w wybranym magazynie oraz wizyta w redakcji. Wybór magazynu był oczywisty, redakcję odwiedziłam (było super!), natomiast moje wszystkie maile z pytaniem o publikację do dziś pozostały bez odpowiedzi. Do tej pory nie wiem, dlaczego tak się stało. Byłam tylko zła na siebie, że tak szybko zaczęłam się chwalić. I było mi głupio, choć to raczej organizatorom konkursu powinno być. Mogliby chociaż coś ściemnić. Że moje teksty nie odpowiadają redakcji albo że źle zrozumiałam regulamin. No cóż, miałam nauczkę na przyszłość. Nie rozgadywać przed faktem.
I nagle dostaję e-mail z pytaniem, czy nie zechciałabym wystąpić w artykule o ulubionych blogerkach Elle. Choć nie jestem stałą czytelniczką polskiej edycji, ten tytuł to jest coś! Ten tytuł to jeden z dwóch największych filarów wśród magazynów mody. Potoczyło się błyskawicznie. Jednak mimo profesjonalnego rozegrania sprawy przez przemiłych wysłanników redakcji (których serdecznie pozdrawiam i którym gorąco dziękuję!), postanowiłam milczeć. Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. Nie wierzyłam, gdy Maja Kasprzyk rejestrowała moje odpowiedzi na dyktafonie. Ani wtedy, gdy Robert Ceranowicz robił mi zdjęcia, odgadując, w którą stronę pójdą chmury za oknem, by wstrzelić się w najlepsze światło. Ani wtedy, gdy dostałam zdjęcia i tekst do autoryzacji. Ani wtedy, gdy forsowałam „beżowy” zamiast „camelowego”. Nawet najbliżsi przyjaciele nie mieli pojęcia, co się święci. Siedziałam cicho.
A potem wyjechałam na wakacje i właśnie wtedy magazyn się ukazał. I pisaliście do mnie tak miłe wiadomości, drodzy Czytelnicy (cierpliwości, na wszystkie odpowiem, potrzebuję tylko trochę czasu). A ja wciąż nie mogłam uwierzyć, bo wciąż nie miałam w rękach tego magicznego zadrukowanego papieru…
Teraz wróciłam i uwierzyłam. Choć wciąż jest to dla mnie surrealistyczne.
Dziękuję Wam, drodzy Czytelnicy. Bez Was nie byłoby tego sukcesu!

A, i inspiracje czerpię z prasy, owszem, ale zagranicznej :).





fot. Robert Ceranowicz

P.S. Odpowiadając na pytania o strój: kapelusz (widoczny w magazynie) pochodzi z kolekcji H&M Fashion Against Aids, koszula z H&M „widmo” Trend, sandałki to Topshop, a dżinsy Uniqlo.

20

lis

Harel w Dzienniku!

Kilka dni temu zgłosiła się do mnie redaktorka Dziennika, pani Anna Szkot, która była właśnie w trakcie pisania tekstu o Scottcie Schumanie (mam nadzieję, że dobrze odmieniłam jego imię ;-)), autorze „The Sartorialist”. Poprosiła mnie o wypowiedź na jego temat. Jako że jestem wierną fanką tegoż, odpowiedziałam z przyjemnością. W dzisiejszym Dzienniku można znaleźć artykuł, a w nim kilka słów od Harel! Autorce przy tej okazji serdecznie dziękuję!


fot. Harel

Jest mi bardzo miło, że w jednej z największych polskich gazet mój blog został określony jako najpopularniejszy blog o modzie w Polsce. Wprawdzie moim zdaniem na pierwszym miejscu zawsze będzie Banana, ale tak czy inaczej, bardzo to przyjemne dla ego ;-).





A poniżej cała moja wypowiedź na temat The Sartorialist. Materiał ekskluzywny – nie znajdzie się go w Dzienniku ;-))).

Myślę, że Scott Schuman wyznaczył bardzo silny trend w blogowaniu. Zanim stworzył „The Sartorialist” można było wprawdzie znaleźć kilka stron z tzw. modą uliczną (np. z Tokio), ale nigdy nie był to tak spersonalizowany obraz rzeczywistości. Autor nie tyle dokumentuje styl ulicy, co zatrzymuje obrazy, które jemu samemu się podobają. Nie można więc traktować tego bloga jako dosłownego odzwierciedlenia stylu ulicznego. Zresztą sam Scott Schuman wielokrotnie podkreślał tę różnicę.
Dla mnie jednak najcenniejszą rzeczą w tym blogu jest właśnie ta dokumentacja stylu, bo nawet jeśli cały świat się tak nie ubiera, to jednak jest to jakiś ślad, który może dać pojęcie o naszej modzie kolejnym pokoleniom.
I dla mnie, jako osoby zafascynowanej modą i stylem, stanowi niewyczerpane źródło inspiracji.
Nie mam pojęcia, czy blogi o modzie wyprą magazyny o modzie, ale jako autorka takiego bloga mogę powiedzieć, że blogi są traktowane coraz bardziej poważnie. Sama przestałam kupować polskie magazyny o modzie, znacznie bardziej wolę poszperać w internecie. Zresztą nowinki o modzie, które przedstawiają gazety, zazwyczaj można znaleźć nawet kilka miesięcy wcześniej w sieci. Na pewno internet jest szybszy, więc komu zależy, by być na bieżąco, wybierze internet.