Archiwa tagu: harel w terenie

19

mar

Kyosk

To miejsce absolutnie wyjątkowe. W samym centrum Warszawy, a jednocześnie z dala od zgiełku głównych ulic. Ukryte na samym początku Koszykowej pod numerem jeden. Kyosk działa od września i mniej więcej od tego momentu przyciąga mój wzrok – zawsze zza szyby samochodu. Przyszła pora to zmienić i przy okazji dnia otwartego postanowiłam sklep odwiedzić. Zachwyt może się wydać przesadzony, bo żadne zdjęcie nie odda prawdziwych wrażeń, ale z ręką na sercu – nie ma w Warszawie ani takiego drugiego, ani nawet podobnego. To unikat na skalę ogólnopolską.

kyosk6

Czytaj dalej

27

lut

Organic Concept Store

Spełnienie marzeń. Dwie marki, które uwielbiam, w jednym miejscu. Połączyły je wspólne cele, podobne filozofie, miłość do natury i nieustanne dbanie o najwyższą jakość. Kosmetyki i ciuchy – lepiej być nie może. Mowa o Phenome i Bynamesakke. Poznały się w centrum Warszawy, przez jakiś czas mieszkały obok siebie, aż wreszcie postanowiły znajomość przypieczętować wspólną przestrzenią w warszawskiej Galerii Mokotów.

Organic Concept Store

Czytaj dalej

5

maj

Phenome

Człowiek chodzi po tym swoim kawałku planety, pewien, że wie sporo, aż tu nagle się okazuje, że od dłuższego czasu mija miejsce fenomenalne. Ale się nim nie interesuje, bo przecież zjadł wszystkie rozumy. I gdyby rzeczywiście było fenomenalne, to przecież by je znał. Zaczynam dziś od błędnego koła, mam nadzieję, że się nie pogubiliście. Piszę o sobie. O marce Phenome coś tam słyszałam, sklep stacjonarny mijałam setki razy, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić, co w trawie piszczy. Błąd został naprawiony. Góra przyszła do Mahometa, że tak się górnolotnie wyrażę.

phenome_face1

Mimo pozorów, które niesie nazwa własna, Phenome to marka polska. Tu odbywa się cały proces – od nowego pomysłu po namacalny efekt końcowy. Tu powstaje strona wizualna (muszę przyznać, że wpuściła mnie w maliny – tak „zagranicznie” wygląda). Od maleńkiego pudełka po wystrój sklepów. I wreszcie – to tu narodziła się idea otwarcia firmy, która będzie oferować kosmetyki tak bardzo naturalne, jak tylko to jest możliwe.

phenome3

Zwracamy coraz większą uwagę nie tylko na pochodzenie produktów, ale też warunki, w jakich zostały stworzone. To się zrobiło modne, w duchu liczę, że nawet jeśli moda minie, zostaną nam dobre przyzwyczajenia. Chcemy wiedzieć. Tu mamy podane wszystko, filmowo ujmując, czarno jak na białym. Stosowane do produkcji surowce pochodzą w większości z certyfikowanych upraw organicznych, nie ma mowy o roślinach modyfikowanych genetycznie, użyciu sztucznych nawozów, pestycydów ani innych świństw, których nazwy niewiele mi mówią (fungicydy?). W samych kosmetykach nie ma parabenów, konserwantów, sztucznych barwników i substancji zapachowych. Dziewięćdziesiąt osiem procent składników to czyste wyciągi botaniczne, wody roślinne, olejki, ekstrakty, drobiny roślin (płatków, łodyg, liści, owoców czy pestek). Z kolei zapach uzyskiwany jest tylko i wyłącznie dzięki olejkom eterycznym. Nie będę Was zanudzać wyliczaniem oczywistych zalet czy konkretnych ingrediencji. Znajdziecie je na każdym opakowaniu. Co ciekawe, wymieniane są tam też składniki, których w produkcie nie użyto (np. te pochodzenia zwierzęcego).

phenome_eko4

Kolejna sprawa to opakowania. Są projektowane z myślą o ponownym przetworzeniu i wykorzystaniu, papierowe w osiemdziesięciu procentach pochodzą z makulatury. a butelki z przetworzonego wtórnie tworzywa (Post Consumer Recycling). Szkło i aluminium stworzone wprawdzie od zera, ale nadają się do recyklingu.

phenome_eko2

Sklepy marki przypominają miniaturowe salony spa. Jestem pewna, że kilka miękkich foteli świetnie by się wpasowało w relaksujący wystrój (tylko zapewne wtedy klientki traciłyby poczucie czasu, jeszcze bardziej niż do tej pory). Przestronna ekspozycja, możliwość testowania – specjalnie w tym celu powstało stanowisko z wodą bieżącą zwane barem testowym (oryginalnie „testing barem”, ale znacie mój stosunek do angielskich określeń…). Możemy też zasięgnąć profesjonalnej porady u ekspedientki. I na pewno nie spotkamy się z lekko obrażonym: „To w czym mogę pomóc?”, które skieruje nas prosto do wyjścia (dzielę się doświadczeniami, to wszystko). Jeśli nie będziemy pewni zakupu, możemy poprosić o próbki (i tu też nikt się na nas nie obrazi).

phenome5

phenome1

Produkty Phenome podzielone są na kilka linii: dla twarzy, dla włosów, dla ciała, dla mamy i dziecka, dla mężczyzny i na słońce. Każda z linii zawiera kilka serii (np. przeciwzmarszczkową, oczyszczającą czy nawilżającą). Każda seria przypisany ma główny składnik (np. cukier trzcinowy, migdał lub zieloną herbatę). Warto zarezerwować sobie trochę czasu, żeby poznać choć odrobinę tego, co na nas czeka. Ja po całkiem długiej wizycie zorientowałam się, że to dopiero ułamek gigantycznego tematu, do którego z pewnością będę wracać.

phenome2

phenome_eko1

Ulubione? Lista wciąż rośnie. Ale to, co mogę polecić z ręką na sercu, to genialny peeling cukrowy, olejek nawilżający do twarzy i maseczka przeciwzmarszczkowa (tak, tak, Harel się sypie powoli). Tę ostatnią wypróbowałam po przetańczonej nocy i może nie wyglądałam jak nowo narodzona, ale z pewnością nieco lepiej niż zazwyczaj.

A teraz wątek wkurzający. Ceny. Wysokie. Dlaczego? Tłumaczę to sobie tak: za świadomość i pewność czasem trzeba zapłacić. Całkiem podobnie jak w przypadku ciuchów. Jeśli coś jest wyprodukowane w Polsce, automatycznie będzie droższe niż taśmowe sieciówkowe made in China chociażby. Albo jedzenia. Kto by nie chciał jeść pomidora o smaku pomidora bez dodatku ołowiu czy tej dziwnej dziury po wstrzykiwaniu licho wie czego? Nie mówię Wam, że to jedyny słuszny wybór i od dziś macie chodzić tylko do Phenome. Daleka jestem od tego. Ale jeśli coś jest dobre, chcę się tym z Wami podzielić.

phenome4

phenome_face2

Zainteresowani tematem listę sklepów znajdą tutaj. A ja zapraszam na stronę internetową, gdzie od dziś do środy na hasło „Harel” wszyscy chętni do pozbycia się nieco kasy otrzymają dwudziestoprocentową zniżkę.

seria migdalowa

seria dla mamy i dziecka

seria cukrowa

milky almond

Zdjęcia: Harel i Phenome

 

2

gru

Krótki spacer

Dziś proponuję krótki spacer. Odległość między miejscami jest niewielka, a dzielące je „okoliczności przyrody” o każdej porze roku zachwycające (nawet dziś). Nie obiecuję, że spacer zajmie niewiele czasu. W magiczny sposób czas ucieka zarówno w pierwszej, jak i w drugiej lokalizacji.

Warszawa. Okolice Placu Trzech Krzyży. Kierujemy się na ulicę Frascati 3 m.8, przy której mieści się pracownia Justyny Chrabelskiej. Od kilku miesięcy już oficjalnie można tam przyjść na zakupy. Bez wcześniejszego umawiania się, w godzinach od 8 rano do 19. Wprawdzie trzeba pokonać złego smoka w postaci domofonu, lecz niczym osobista trenerka powiadam Wam: dacie radę!

Wewnątrz czekają na nas produkty najnowsze, ale też kolekcje archiwalne, często w specjalnych (i bardzo przyjemnych) cenach. Gdy gotowy ciuch nie będzie pasował, możemy liczyć na sprawne dopasowanie, a także uszycie na miarę. Mnie najbardziej zainteresowały akcesoria, które żyją swoim własnym, niepodzielonym na sezony życiem. Torby i torebki ze skóry lub denimu, pikowane, falbaniaste, w różnych rozmiarach, a także szereg dodatków dla dzieci (to nowość, choć Justyna Chrabelska od lat tworzy miniaturowe wersje ubrań ze swoich regularnych kolekcji – zaczęła, zanim zrobiło się to modne). Atmosfera pracowni relaksuje i łatwo stracić poczucie czasu. Ubrania to jedno, ale rozmowa z projektantką – to dopiero przyjemność.

JUSTYNA CHRABELSKA SHOWROOM (4)

JUSTYNA CHRABELSKA SHOWROOM (7)

JUSTYNA CHRABELSKA SHOWROOM (5)

JUSTYNA CHRABELSKA SHOWROOM (9)

Poniżej fragment kolekcji jesiennej. Pisałam o niej tutaj.

chrabelska showroom33

JUSTYNA CHRABELSKA SHOWROOM (10)

Od Frascati dzieli nas nieduża odległość do pracowni Pola & Frank na Rozbrat 44a lok 118. Przechodzimy w dół rozległymi schodami Parku Marszałka Śmigłego Rydza. Bywalcom warszawskim wystarczy, gdy napiszę, że to jedna z dróg do Syreniego Śpiewu albo Na Lato. Na pierwszym piętrze w niewielkiej przestrzeni odnajdziemy ubrania i dodatki dla osób dosłownie w każdym wieku.

Zaczęło się od rzeczy dość prostych, aktualnie Pola & Frank ubierze nas od stóp do głów. Brakuje tylko ubrań dla mężczyzn, choć kto wie, co za moment zaproponują nam projektantki… Cieszy obecność charakterystycznego motywu charta nawiązującego do jednego z najbardziej sympatycznych logo w polskiej branży odzieżowej. W aktualnym sezonie pojawiły się też krople deszczu, a na deser jedno i drugie połączone w uroczy obrazek.

Detale przełamują sportowy klimat dzianinowych ubrań – zwłaszcza w wydaniu kobiecym. Nawet zwykła bluza z kapturem otrzymała tu i ówdzie delikatne marszczenia, a sukienka o linii A – nieoczywiste pęknięcia przy dekolcie. Celowo nie pokazuję tu rzeczy z szarego melanżowego dżerseju. Choć je uwielbiam, warto wyjrzeć ciut dalej i dostrzec potencjał w innych wersjach. Marka proponuje coraz większa liczba okryć wierzchnich. Na tyle prostych i nienarzucających się, że nie zrobią z dzieci „starych malutkich”, nawet przy ogromnych staraniach. Zresztą z nas też nie.

IMG_3715

IMG_3616

IMG_3634

IMG_3660

IMG_3710

Poniżej najświeższe propozycje marki. Wciąż doszywane, znikają z wieszaków jak świeże bułeczki. Byłam naocznym świadkiem. Nie raz!

POLA FRANK

POLA FRANK (2)

POLA FRANK (4)

POLA FRANK (7)

POLA FRANK (8)

POLA FRANK (10)

POLA FRANK (12)

POLA FRANK (13)  POLA FRANK (15)

POLA FRANK (14)

Untitled-1

Untitled-2

Untitled-3

Untitled-4

Untitled-7

Fot. Harel, materiały prasowe

29

lip

U Magdy Hasiak

Niedawno wpadłam w odwiedziny do Magdy Hasiak. A przynajmniej takie miałam wrażenie, gdy przyszłam do nowej siedziby butkiu Full Of Style, który organizował spotkanie z projektantką oraz prezentację jej przedjesiennej kolekcji – na razie tylko dla oczu wtajemniczonych. Nawet dobrze się składa, bo będę miała pretekst, żeby napisać o czymś nieco innym. Full of Style – podkreślam do znudzenia – pierwszy sklep internetowy w Polsce na światowym poziomie już wkrótce otworzy swe podwoje w świecie całkowicie realnym. Owszem, istnieje już showroom (jakiś czas temu przeniósł się na ulicę Frascati), ale niedługo będziemy mogli przyjść do prawdziwego sklepu. W warszawskich Złotych Tarasach już trwa adaptacja nowego miejsca, ogromnie jestem ciekawa, jak to będzie wyglądać. Wieści optymistyczne. Nawet jeśli nie przepadamy za tzw. galeriami handlowymi, jeśli polska moda do nich wchodzi (a wchodzi i najwyraźniej będzie to robić konsekwentnie), warto to zauważyć. Zwłaszcza że tu już nie ma otoczki, która potrafi doprowadzić zwykłego śmiertelnika do szału i od której coraz częściej biorę wolne (ale to temat na inny tekst). Wracając do samego spotkania, otoczki na całe szczęście zabrakło i było świetnie, co zresztą widać poniżej.

hasiak01

hasiak09

hasiak12

hasiak15

hasiak21

hasiak22

hasiak23

hasiak27

Fot. SINIOR, meble Reset.

9

gru

Off Fashion Kielce

Mogłabym tu napisać, że przez ostatni tydzień dochodziłam do siebie po konkursie Off Fashion w Kielcach i obejrzeniu w jeden wieczór stu konkursowych kolekcji. Ale po co udawać? Wyszło jak wyszło, najważniejsze, że wreszcie mam czas o tym wszystkim napisać. Jak było? Tu też nie mam zamiaru udawać. Oficjalnie słychać było opinie, że poziom w tym roku był najwyższy od lat. Nie jestem w stanie tego stwierdzić, bo w Kielcach byłam po raz pierwszy. Ale jeśli to prawda, to jestem nieco przerażona. Nie zrozumcie mnie źle, kilka kolekcji było naprawdę świetnych (o ile da się ocenić jakąkolwiek kolekcję na podstawie czterech sylwetek), ale większość… No cóż… Albo nie rozumiem mody, albo czegoś nie wiem, albo mam spaczony gust (tylko błagam, bez łacińskich sentencji na temat gustu, bo zwariuję).


Może od początku. Razem z Mr Vintage i Macaroni Tomato zostałam zaproszona do jury blogerów. Podczas półfinałów nie mieliśmy prawa głosu. Dopiero spośród dwudziestu finałowych kolekcji wybranych przez jury profesjonalistów (w składzie: Mariusz Brzozowski, Marcin Paprocki, Mariusz Przybylski, Michał Zaczyński, Wojciech Grzybała, prof. Barbara Hanuszkiewicz, Dorota Wróblewska, Katarzyna Zawadzka i Dorota Williams) mieliśmy wskazać tę jedną, którą uhonorujemy blogerskim wyróżnieniem (swoją drogą absolutnie się nie spodziewałam, że będziemy aż tak zgodni co do wyboru, ale o tym za moment).


Bez prawa głosu, ale z prawem wyboru – tak sobie pomyślałam, zasiadając do jurorskiego stołu w piątek, chwilę przed maratonem. Sto kolekcji – wydawałoby się, że wyłonienie dwudziestu najlepszych nie będzie problemem. Dla jury właściwego na szczęście nie było. Ja wypisałam sobie zaledwie cztery i musiałam korzystać z „listy rezerwowej”, żeby uzbierać nawet nie dziesiątkę, a ósemkę. Tematem przewodnim był zodiak. Ponieważ nie znoszę dosłownych inspiracji, ponad połowa propozycji od razu wyleciała. Dosłownych, banalnych, przewidywalnych. Choć z jednej strony staram się nie polegać na zdaniu innych, z drugiej ucieszyłam się, że mój wybór pokrył się z wyborem zawodowców. Doskonale zdaję sobie sprawę, że wykonanie każdej, nawet niezbyt udanej kolekcji wiąże się z ogromem pracy i energii. Niestety (albo i „stety”) liczy się efekt końcowy. Jeśli wciąż nie jest zadowalający, może warto zająć się czymś innym? Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś prosi mnie o opinię, to moim obowiązkiem jest bycie szczerą i – jeśli zachodzi taka potrzeba – brutalną. Nie potrafię zaniżać swoich wymagań w zależności od poziomu tego, co widzę. A niestety (nie odnoszę się tu już tylko do Off Fashion) czasem inaczej się nie da. Dlatego tym bardziej podziwiam nasze jury (choć być może oni mają całkiem odmienne od mojego zdanie).


O wszystkich zwycięzcach można przeczytać tutaj. Ja chcę się skupić na naszej blogerskiej faworytce, Anecie Zielińskiej. Od samego początku te projekty odstawały od reszty. Śmiałam się już po rozdaniu nagród, że na próżno szukać tu zodiaku (może się mylę, kto zauważył, niech zabierze głos), ale kompletnie zapomniałam o tym aspekcie wyboru. Co widziałam? Świetnie skrojone ciuchy. Interesujące materiały. Niebanalną formę. No i – co ogromnie ważne – swobodnie poruszające się modelki. One nie były skrępowane ani przez chwilę. Te ubrania żyły swoim życiem, tańczyły wokół sylwetek, a jednocześnie były z nimi w tajemniczy sposób połączone. Nie narzucały się, ale zwracały na siebie uwagę. Ech, szkoda, że nie mogliście tego zobaczyć na żywo… Żałuję, że mam tylko jedno zdjęcie i to tylko dwóch z czterech propozycji. Myślę jednak, że lada moment pojawi się w sieci więcej. Na pewno dam Wam o tym znać.


O samej projektantce będzie tu jeszcze sporo. W swoim czasie. Obiecuję!


Aneta Zielinska


Poniżej kilka ujęć poprzedniej kolekcji projektantki pod tytułem „Nina”.


Aneta Zielinska


Aneta Zielinska


Aneta Zielinska