Archiwa tagu: H&M

18

paź

& Other Stories w Polsce!

To już oficjalne! W listopadzie czeka nas otwarcie pierwszego sklepu & Other Stories w Polsce. Jego lokalizacja zaskakuje, bo znana z wysmakowanych wyborów architektonicznych marka zdecydowała się na… warszawską Galerię Mokotów. Ale kto by chciał narzekać, gdy wreszcie spełnia się marzenie? Dla tych, którzy przegapili moje zachwyty i fantazje, teksty z zeszłego roku oraz sprzed lat trzech, w których & Other Stories zajmuje istotne miejsce. A co mogę napisać dziś? Wciąż uważam, że to jeden z najlepszych przykładów poprowadzenia marki odzieżowej na świecie.

paris-atelier-other-stories-aw16-16

Czytaj dalej

10

paź

H&M x Kenzo

Marka dla mnie kultowa. I to znacznie dłużej niż w ostatnich latach, obejmujących hurtową produkcję bluz z haftowanym tygrysem czy przystępniejszych cenowo zegarków z tegoż wizerunkiem. Kenzo to moje ukochane perfumy. Kenzo to bajecznie kolorowe paryskie butiki dekadę temu. Kenzo to zdjęcia wycinane z francuskiego Elle w latach dziewięćdziesiątych. Kenzo to mój strój w sesji dla In Style (tak, tak, pozowałam Zuzie Krajewskiej i Bartkowi Wieczorkowi, ale było to dawno i utwierdziło mnie w przekonaniu, że wolę pisanie niż zalotne spoglądanie w obiektyw). I wreszcie Kenzo to pierwszy wpis (czy raczej pierwszy znak życia) na tym blogu. Czy mogę więc zareagować jakkolwiek inaczej niż entuzjastycznie na wieści, że oto Kenzo nawiązuje króciutką, lecz jakże owocną współpracę z H&M? Nawet jeśli pierwsze zdjęcia zapowiadające kolekcję nie były zbyt zachęcające i raczej odstraszały tygrysimi obcisłymi kompletami czy sztucznym cukierkowo różowym kożuszkiem, gdzieś w sercu tliła się nadzieja, że to nie może być wszystko. Okazuje się, że owszem, to był mało przekonujący początek, lecz ciąg dalszy narysował się w znacznie bardziej pozytywnych barwach.

6106_lb_104_srgb_72dpi

Czytaj dalej

3

lip

Harel po berlińsku cz. 2

Gdy mi źle, jadę do Berlina. Gdy mi dobrze – to samo. Nie ma momentu, w którym nie chciałabym tam być, a gdy już jestem, czuję szczęście w najczystszej postaci. Tak się zazwyczaj składa, że jestem tam w okolicach tygodnia mody lub różnych imprez z modą związanych. Ale nie uczestniczę, raczej odpoczywam od tematu, dawkując go sobie w bezpiecznych ilościach. Potem składam obietnicę, że następnym razem uda mi się połączyć jedno z drugim. Ale zbyt mało czasu, zbyt wiele planów. Wizja spędzenia choć pół godziny na pokazie na starcie przegrywa z degustacją tajskich burgerów lub zakupami japońskiego papieru. Na wieść o wyjeździe moi drodzy znajomi zasypują mnie kolejnymi adresami, których nie wypada nie znać. Przez parę lat z miejsc, które sama uwielbiam oraz tych polecanych, złożyłam całkiem rozległą mapę. Więc gdy kolejna osoba wybierająca się do Berlina zgłasza się do mnie z szeregiem pytań, co, gdzie i kiedy, zawsze wiem, co jej odpowiedzieć. Pomysł na ten tekst dość długo we mnie kiełkował. Bo jednak blog o modzie, a ja tu chcę poruszyć tematy dość dalekie. Z drugiej strony będę pisać o mieście, które nigdy z mody nie wychodzi. I może to wystarczy. Od czasu, gdy pisałam tu o nim ostatnio, sporo się zmieniło. Pora na drugą część cyklu. Możecie być pewni, że nie ostatnią. Gotowi?

KARL MARX ALLEE (2)

Czytaj dalej

12

lut

H&M Studio wiosna 2016

H&M Studio to specjalna kolekcja prezentowana co pół roku podczas tygodnia mody w Paryżu. Czasem w formie spektakularnego pokazu, a czasem w kameralnym gronie. To też kolejny dowód na coraz większy bałagan i zacieranie granic między modą przystępną a niedostępną, wysoką a masową. Jeszcze niedawno sieciówki kopiowały zjawiska z wybiegów, obecnie coraz częściej same się na wybieg wdzierają. Dochodzi przecież do tego, że, dajmy na to, nowe pomysły Phoebe Philo (która według najświeższych wieści po pokazie na jesień zimę ’16/17 opuszcza Celine) kupimy w byle centrum handlowym, zanim dotrą do projektanckiego butiku w odpowiednim dla siebie czasie. Czyżby taki H&M miał ochotę role odwrócić? Ale znów zbaczam z tematu, dywagacje na temat kondycji i prędkości mody zostawię na inną okazję. Miało być o wiosennej odsłonie Studio. I zapewne co wierniejsi Czytelnicy zdziwią się, że tego typu marka się tu pojawia. Ale, jak pisałam parę dni temu, jeśli coś mnie poruszy, nie potrafię udawać, że nie istnieje. Już po pierwszym obejrzanym zdjęciu wiedziałam, że miejsce u Harel musi się znaleźć.

8105_102_sRGB_300

Czytaj dalej

5

lis

Uniqlo i Lemaire

Jest Rousteing, jest impreza. Dziś do sklepów H&M na całym świecie trafiła najdroższa podobno kolekcja powstała we współpracy z projektantem domu mody Balmain, znanym m.in. z uzależnienia od mediów społecznościowych i przyjaźni z siostrami Kardashian (nie ujmuję mu zasług w modzie, choć wciąż nie mogę odżałować pana Decarnina – bez niego Olivier nie miałby szans być tu gdzie teraz). Przyznam, że nawet przez dwie sekundy miałam w wirtualnym koszyku pewien płaszcz (tak, ja z kolei jestem uzależniona od płaszczy), ale nim zdążyłam dokonać zakupu, ktoś mi go, za przeproszeniem, wirtualnie podpieprzył. Nic to, nawet nie byłam zdziwiona. Nie dziwi też reakcja tłumu, o której dziś huczy spora część internetu. Czy kiedykolwiek było inaczej? This is Sparta! Przedsprzedaż dwa dni wcześniej różniła się niewiele. I to też nic dziwnego. Ostatni raz w tym czymś uczestniczyłam dwa lata temu, gdy na tapecie była niejaka Marant. Zostałam wepchnięta przez jakąś oszalałą kobietę wprost na wieszak z (kolejny raz) wymarzonym płaszczem. Chwyciłam mocno i udałam się do kasy, przemykając obok rozszarpującej się zwierzyny nad pudełkami butów z frędzlami. Walcz albo giń! Osoby odpowiedzialne za imprezę rozkładają ręce. Nawet najdoskonalsza lista zaproszonych nie zagwarantuje kulturalnego zachowania wobec wieszaków z odpowiednio okrojonymi z cen i jakości ciuchami z metką. Tym bardziej że jakość tym razem podobno była porównywalna z oryginalną. Nieważne. Sęk w tym, by w tych ubraniach pokazać się miesiąc przed premierą. Potem nie będzie sensu, jeszcze nas posądzą o czynne uczestnictwo w tym szaleństwie, a to przecież poniżej ludzkiej godności. Więc ruszają do boju managerowie gwiazd i blogerek, portale gotowe „wypromować” kolekcję (najchętniej na własnych naczelnych). Są kłótnie i szantaże, są łzy i rozczarowanie. A i tak wygrała Kendall Jenner, bo w marynarce wysadzanej sztucznymi perłami wystąpiła już w maju. I co? I pstro. Tymczasem miesiąc temu w całkiem innym nastroju odbyła się premiera kolekcji innego znanego projektanta dla innej sieciówki. Jedyną częścią wspólną dwóch wydarzeń jest idea współpracy. Cała reszta to niebo a ziemia.

Lemaire x Uniqlo (7)

Czytaj dalej

8

kwi

Siedem marek odzieżowych, których potrzebujemy w Polsce

To już standard. Jeśli zwracam uwagę na czyjś ciuch, zazwyczaj okazuje się, że nie można go kupić w Polsce. To taki radar, którego nie potrafię wyłączyć. Bo to, co dzieje się u nas, mam uporządkowane i pogrupowane w głowie na wszelkie sposoby. Potrafię w kilka sekund bezbłędnie określić pochodzenie danej rzeczy – nie tylko markę, ale bardzo często sezon. Ot, skutek uboczny przyglądania się twórczości projektantów i koncernów. Posiadanie czegoś, co nie od razu będzie w naszym zasięgu, w czasach globalizacji mody urosło do rangi nowego snobizmu. Najbliższe źródło świeżych i nieobecnych na naszym rynku marek mamy w Berlinie. Im dalej na Zachód, tym lepiej, choć i Południe ma nam coś do zaoferowania, ale o tym za chwilę.

Czytaj dalej