Archiwa tagu: H&M

5

Lis

Uniqlo i Lemaire

Jest Rousteing, jest impreza. Dziś do sklepów H&M na całym świecie trafiła najdroższa podobno kolekcja powstała we współpracy z projektantem domu mody Balmain, znanym m.in. z uzależnienia od mediów społecznościowych i przyjaźni z siostrami Kardashian (nie ujmuję mu zasług w modzie, choć wciąż nie mogę odżałować pana Decarnina – bez niego Olivier nie miałby szans być tu gdzie teraz). Przyznam, że nawet przez dwie sekundy miałam w wirtualnym koszyku pewien płaszcz (tak, ja z kolei jestem uzależniona od płaszczy), ale nim zdążyłam dokonać zakupu, ktoś mi go, za przeproszeniem, wirtualnie podpieprzył. Nic to, nawet nie byłam zdziwiona. Nie dziwi też reakcja tłumu, o której dziś huczy spora część internetu. Czy kiedykolwiek było inaczej? This is Sparta! Przedsprzedaż dwa dni wcześniej różniła się niewiele. I to też nic dziwnego. Ostatni raz w tym czymś uczestniczyłam dwa lata temu, gdy na tapecie była niejaka Marant. Zostałam wepchnięta przez jakąś oszalałą kobietę wprost na wieszak z (kolejny raz) wymarzonym płaszczem. Chwyciłam mocno i udałam się do kasy, przemykając obok rozszarpującej się zwierzyny nad pudełkami butów z frędzlami. Walcz albo giń! Osoby odpowiedzialne za imprezę rozkładają ręce. Nawet najdoskonalsza lista zaproszonych nie zagwarantuje kulturalnego zachowania wobec wieszaków z odpowiednio okrojonymi z cen i jakości ciuchami z metką. Tym bardziej że jakość tym razem podobno była porównywalna z oryginalną. Nieważne. Sęk w tym, by w tych ubraniach pokazać się miesiąc przed premierą. Potem nie będzie sensu, jeszcze nas posądzą o czynne uczestnictwo w tym szaleństwie, a to przecież poniżej ludzkiej godności. Więc ruszają do boju managerowie gwiazd i blogerek, portale gotowe „wypromować” kolekcję (najchętniej na własnych naczelnych). Są kłótnie i szantaże, są łzy i rozczarowanie. A i tak wygrała Kendall Jenner, bo w marynarce wysadzanej sztucznymi perłami wystąpiła już w maju. I co? I pstro. Tymczasem miesiąc temu w całkiem innym nastroju odbyła się premiera kolekcji innego znanego projektanta dla innej sieciówki. Jedyną częścią wspólną dwóch wydarzeń jest idea współpracy. Cała reszta to niebo a ziemia.

Lemaire x Uniqlo (7)

Czytaj dalej

8

Kwi

Siedem marek odzieżowych, których potrzebujemy w Polsce

To już standard. Jeśli zwracam uwagę na czyjś ciuch, zazwyczaj okazuje się, że nie można go kupić w Polsce. To taki radar, którego nie potrafię wyłączyć. Bo to, co dzieje się u nas, mam uporządkowane i pogrupowane w głowie na wszelkie sposoby. Potrafię w kilka sekund bezbłędnie określić pochodzenie danej rzeczy – nie tylko markę, ale bardzo często sezon. Ot, skutek uboczny przyglądania się twórczości projektantów i koncernów. Posiadanie czegoś, co nie od razu będzie w naszym zasięgu, w czasach globalizacji mody urosło do rangi nowego snobizmu. Najbliższe źródło świeżych i nieobecnych na naszym rynku marek mamy w Berlinie. Im dalej na Zachód, tym lepiej, choć i Południe ma nam coś do zaoferowania, ale o tym za chwilę.

Czytaj dalej

14

Lis

Wearrior!

6 listopada 2014. Od ciemnych godzin porannych pod sklepami H&M w całej naszej strefie czasowej ustawiają się długie kolejki, by punkt dziewiąta stanąć do walki o najnowsze dzieło Alexandra Wanga powstałe we współpracy z sieciówką (albo odwrotnie). Nieważne, że to jedna z najmniej udanych współprac, że ceny z kosmosu, a trzy czwarte już się znajduje na Allegro. Nie po to przez kilka miesięcy rzecz była utrzymywana w ścisłej tajemnicy, a potem odkrywana kawałek po kawałku na tysiąc różnych sposobów, by teraz przejść obok niej całkiem obojętnie. W tym samym czasie na Mokotowskiej w Warszawie trwa wypakowywanie najnowszych ubrań Wearso – prosto z polskiej szwalni. Gdy zawisną na wieszakach (tych realnych i tych wirtualnych), po Alexandrze nie będzie śladu. A powinno być odwrotnie.

Dlaczego piszę o tych dwóch kolekcjach? Choć teoretycznie różni je wszystko, w praktyce znajdziemy kilka cech wspólnych. Kolor przewodni, waleczny charakter, nieudawany i konsekwentny styl projektantów (nie wspominając o podobieństwie imion), mocny przekaz na fotografiach. Plus ta sama data premiery. Pierwsza krzyczała do nas z plakatów, gazet, internetu. Druga dyskretnie dała znać, że już jest. I choć to ta pierwsza sprzedała się natychmiast, druga przyciąga na dłużej. Spokojem, atmosferą i wewnętrzną siłą. Wearrior – to jej tytuł. I choć nawiązuje do wojownika (tradycyjnie już Ola Waś zabawiła się słowem: wear, warrior, wearrior, wear yourself, wearriorself), żadne narzędzie walki nie będzie potrzebne (tak, owszem, piję do rękawic bokserskich Wanga).

Twarzami i ciałami Wearrior zostały trzy różne kobiety. I choć dwie z nich są modelkami, ta trzecia robi największe wrażenie. To Dorota Roqueplo – kostiumografka. Jeśli jakimś cudem umknęło Wam to nazwisko, z pewnością świetnie znacie jej prace i nawet o tym nie wiecie. Ale nie o tym. To już kolejna sesja zdjęciowa marki, w której wiek czy sylwetka pozostają na drugim planie. W tych cynicznych czasach zabrzmi to banalnie, ale pierwsze miejsce zajmuje człowiek. Treść jest znacznie głębsza, bo to nie tylko kobieta – wojownik czy nawet wspomniana wewnętrzna siła. Człowiek, poszanowanie jego pracy i środowiska, w którym żyje. Bo Wearso wciąż korzysta z organicznych surowców i produkuje lokalnie. Zmiana dostawcy bawełny wyszła marce na dobre (choć nie spodziewałam się, że materiał może być lepszy niż do tej pory – a jednak), a ponadto oprócz tradycyjnej już dzianiny pojawia się drobna gęsta siatka – oczywiście w kolorze czarnym. Krojone są w te same formy, ale odmienne właściwości powodują, że powstają z nich kompletnie różne ubrania. Klasyczna bawełna jest plastyczna, można ją niemal rzeźbić w rękach. Siatka pozostaje ciężka, lejąca, ciągnie w dół, ale też świetnie opływa sylwetkę.

Już dawno Wearso nie zbliżyło się aż tak do ciała. Wprawdzie stałe klientki (w tym ja) zawsze finalnie wyjdą ze sklepu wyposażone w kolejny „worek”, ale te mocno dopasowane elementy z pewnością zachęcą do odwiedzin całkiem nową grupę. Sporo też fasonów bardzo pociętych, szytych z większej ilości modułów. Do tej pory projektantka unikała takich rozwiązań i nawet skomplikowaną sukienkę potrafiła złożyć z dwóch kawałków. Myślę, że już swoje udowodniła. I teraz może robić co chce i jak chce. Nikt jej tej siły nie odbierze.

P.S. Na koniec fantastyczna wiadomość. W sklepie internetowym Wearso mnóstwo rzeczy z poprzednich sezonów zostało przecenionych o połowę. Tak dobrze jeszcze nigdy nie było!

Wearso Organic Wearrior (3)

Wearso Organic Wearrior (4)

Wearso Organic Wearrior (5)

Wearso Organic Wearrior (6)

Wearso Organic Wearrior (7)

Wearso Organic Wearrior (8)

Wearso Organic Wearrior (9)

Wearso Organic Wearrior (10)

Wearso Organic Wearrior (11)

Wearso Organic Wearrior (12)

Wearso Organic Wearrior (13)

Wearso Organic Wearrior (15)

Wearso Organic Wearrior (14)

Wearso Organic Wearrior (16)

Wearso Organic Wearrior (17)

Wearso Organic Wearrior (18)

Wearso Organic Wearrior

Wearso Organic Wearrior (2)

Fot. Zuza Krajewska
Modelki: Dorota Roqueplo, Natalia Wątroba, Daria Drożdż
Makijaż: Marianna Yurkiewicz
Włosy: Kacper Rączkowski
Scenografia: Anna Szczęsny
Stylizacja: Ola Waś
Asystent: Max Zieliński
Postprodukcja: Paweł Derkacz
Biżuteria: bro.kat
Studio: Pin Up

1

Wrz

H&M Studio jesień 2014

To już trzecia wybiegowa kolekcja marki H&M pod szyldem Studio. Zaprezentowana minionej wiosny w Paryżu, pojawi się w wybranych sklepach na całym świecie już czwartego września (czyli w najbliższy czwartek). Tym razem Paryż mocno zobowiązał szwedzki dział projektów i jest szykownie do potęgi trzeciej. Oczywiście nonszalancja – słowo wytrych paryskiego stylu – także pozostaje na miejscu. Otulające okrycia wierzchnie, luksusowe piżamy, bieliźniane sukienki, sporo błyskotek (cekiny, lureks, lakierowana skóra), momentami na granicy dobrego smaku. Silny tu wpływ tych, którzy (albo raczej które) we Francji pokazują się na stałe. Ikony. Marant, Philo, Bruno, Waight Keller. Tym razem raczej klimat niż konkretne nawiązania. Zresztą a propos nawiązań, kilka miesięcy temu na łamach brytyjskiego magazynu Vogue Phoebe Philo przyznała, że jeśli sieciówki przestaną ją kopiować, będzie to realny powód do niepokoju. Więc jest dobrze.

Poniżej mocno paryska (oczywiście) i nonszalancka (a jakże) sesja wizerunkowa H&M Studio. W Polsce kolekcja pojawi się w trzech lokalizacjach: w Warszawie w sklepie na Marszałkowskiej, w Poznaniu w Starym Browarze oraz w Krakowie w Galerii Krakowskiej.

hm studio jesien 2014 (3)

hm studio jesien 2014 (4)

hm studio jesien 2014 (6)

hm studio jesien 2014 (8)

hm studio jesien 2014 (9)

hm studio jesien 2014 (10)

hm studio jesien 2014 (14)

hm studio jesien 2014 (15)

hm studio jesien 2014 (16)

hm studio jesien 2014

Zdjęcia: H&M

29

Paź

Isabel Marant pour H&M

Z moim blogowym spowolnieniem, które coraz bardziej uwielbiam, trudno wyskoczyć z czymś całkiem nowym. Zwłaszcza gdy chce się napisać na temat maglowany od paru miesięcy. A miałam nie poświęcać tu czasu sieciówkom… No cóż, zdarzają się wyjątki. O kolekcji Isabel Marant dla H&M chciałabym wspomnieć przede wszystkim dlatego, że stanowi kolejny stopień zaspokojenia moich marzeń. Spełniły się Marni, Maison Martin Margiela i Comme des Garcons. Isabel właśnie się spełnia, pozostał jeszcze Dries van Noten (i zapewne kilku innych, wymieniam potrzeby podstawowe).

Marant jest projektantką, którą obserwowałam na długo przed wybuchem jej nieokiełznanej popularności. Czasem można było znaleźć jej ubrania na francuskich blogach. Oglądałam je też dawno temu w Paryżu, gdy miały ceny przynajmniej dwa razy niższe. Jakość wykonania – bez zarzutu. Wzornictwo? Jak to u Marant. Przyjazne noszącym, w przyjemny sposób zahaczające o style etniczne. A potem się zaczęło… Gwiazdy w Marant, buty w stylu Marant, interpretacja Paryża, Teksasu, Los Angeles i Aspen według Marant… Sieciówki rzuciły się na jej pomysły jak wygłodniałe sępy, psy, hieny (niepotrzebne skreślić) i od lat kilku na wieszakach znajdujemy kopie w skali jeden do jednego. H&M też ma na koncie niejeden grzech, choć chyba Zary nie przebije.

„I thought this was a good opportunity to say: That belongs to me” – tak projektantka podsumowała decyzję o współpracy z sieciówką na ramach brytyjskiego Vogue’a. Całkiem sprytnie. Skoro machiny nie zatrzyma, sama w nią wskoczy. Zemsta może być słodka, choć nie na samej marce, a na klientach, którzy gotowi po raz kolejny stawiać namioty pod sklepami, żeby tylko dorwać ciuch sygnowany nazwiskiem Francuzki. Ale nie o tym. Bo przy każdej takiej współpracy można stworzyć tego typu notkę w ciemno. A że inspiracje, a że nawiązania, przekrój twórczości, limitowana produkcja, dyskusje nad jakością i czy to nie obraża regularnych klientów projektanta… I że skandal, że ludzie się rzucają, że wszystko będzie na Allegro za potrójną cenę. Chcecie? Przygotuję taki uniwersalny tekst, zostawimy tylko puste miejsce na kolejne nazwisko.

Szumu sporo, a tymczasem sama kolekcja, o której czasem się zapomina, do końca udana nie jest. Zabrakło mi esencji, a może po prostu miałam zupełnie inne oczekiwania. Miałam nadzieję na kilka starszych hitów, folkowe sukienki, więcej butów (choć nie dziwię się, że nie chciała ich udostępnić), biżuterii… Owszem, znajdzie się kilka mocnych punktów, takich „klasyków Marant” (czy w tym nawiasie muszę je wymieniać? Chyba wiecie, o które mi chodzi), ale przeważająca część daje średnie wrażenie. Ostatnio oglądałam ją na żywo. Jest nierówno, proszę Państwa. Wełniane płaszcze i marynarki – fenomenalne. Rzeczy z jedwabiu budzą więcej wątpliwości niż zachwytu. Na zdjęciach prezentują się bardzo dobrze. W rękach już gorzej. Dżinsy i skóra – znów jest ok. Desenie – choć niektóre zacytowane dosłownie z dawnych kolekcji – interesujące i przyciągające wzrok. Niektóre materiały rozczarowują – głównie pod względem gęstości. Są tak cienkie, że żadna bielizna nie pomoże. Inne dają nadzieję na wiele sezonów. Ceny wahają się od 59 zł za dziecięcą czapkę do 1299 zł za etniczny żakiet (widoczny poniżej). Kto spodziewał się Isabel Marant przeniesionej w stu procentach na produkcję masową, musi pochodzić chyba z innej planety (a więc żegnam się i wracam na Wenus). Wiadomo, że nie będzie idealnie. Każdy ma taką Marant, na jaką go stać. I tyle.

Isabel Marant pour H&M (22)

Isabel Marant pour H&M

Isabel Marant pour H&M (2)

Isabel Marant pour H&M (12)

Isabel Marant pour H&M (3)

Isabel Marant pour H&M (13)

Isabel Marant pour H&M (4)

Isabel Marant pour H&M (5)

Isabel Marant pour H&M (6)

Isabel Marant pour H&M (7)

Isabel Marant pour H&M (8)

Isabel Marant pour H&M (9)

Isabel Marant pour H&M (10)

Isabel Marant pour H&M (11)  Isabel Marant pour H&M (14)

Isabel Marant pour H&M (15)

Isabel Marant pour H&M (16)

Isabel Marant pour H&M (17)  Isabel Marant pour H&M (19)

Isabel Marant pour H&M (20)

Isabel Marant pour H&M (21)  Isabel Marant (3)

Isabel Marant (4)

Isabel Marant (5)

Isabel Marant (6)

Isabel Marant (7)

Isabel Marant (2)

Isabel Marant (8)

Isabel Marant (9)

Isabel Marant (10)

Isabel Marant (11)

Isabel Marant

Fot. Harel, lookbook H&M.

Kolekcja Isabel Marant pour H&M będzie dostępna 14 listopada w sklepach H&M w Warszawie na Marszałkowskiej oraz w Krakowie w Galerii Krakowskiej.