Archiwa tagu: inspiracje

18

lut

Gdybym tylko…

Dziś będzie o wieku. Nie konkretnym, zaszufladkowanym czy podporządkowanym czemuś, co zwiemy pokoleniami. Odnoszę wrażenie, że bez względu na to, ile mamy lat, zawsze znajdziemy coś, czym z zaskakującą łatwością się ograniczymy. Nie zliczę, ile razy ostatnio usłyszałam od fantastycznych osób, którym naprawdę niczego nie brakuje, że: „nie wypada mi w tym chodzić”, „gdybym była młodsza/chudsza/wyższa”, „nie będę mierzyć, bo się załamię” i tak dalej. Sama się czasem łapię w taką pułapkę, zwłaszcza że czasy dwudziestoletnie minęły bezpowrotnie, a i trzydziestoletnie za jakiś czas będą wspomnieniem. Ale zamiast się pogrążać, przypominam sobie swoją babcię, dla której jedynym ograniczeniem były umiejętności zaprzyjaźnionej krawcowej. Do końca życia ubierała się z fantazją nie mniejszą niż Anna Piaggi (przy czym makijaż zachowywała raczej stonowany). Najbardziej na świecie lubiła broszki w kształcie owadów, najchętniej pająków, a jej kolekcja butów niejedną wielbicielkę mody przyprawiłaby o palpitacje serca. Nawet gdy nie czuła się najlepiej, codziennie z niegasnącą pasją komponowała nowy strój. Zwykły spacer z psem był wystarczającym pretekstem, by wyjąć z szafy kolorowe sztuczne futerko albo kraciasty płaszcz. Nigdy od niej nie usłyszałam, że źle się w czymś czuje albo że w jej wieku czegoś nie wypada. Nie obawiała się wyglądać zabawnie, broniła się autentycznością i naturalnością. W jej przypadku naprawdę szata była na drugim miejscu. TUSH Czytaj dalej

3

lut

Asian Arena

Rzadko tu piszę o sieciówkach, ale w najbliższym czasie zrobię kilka wyjątków. Powody są banalne: jeśli coś mnie zachwyci, nie potrafię tego przemilczeć. A dawno już tak często nie zbierałam szczęki z podłogi, że tak się okrutnie wyrażę. Może światło słoneczne tak na mnie wpływa i pełna jestem zaskakującego entuzjazmu? Wczoraj dotarły do mnie materiały zdjęciowe nowej współpracy Rity Ory z Adidasem. Bum! Szczęka znów opadła, a wąż w kieszeni zasyczał okrutnie. Kto choć trochę mnie zna, ten wie, że mam świra na punkcie japońskiej estetyki. Z maniakalnym uwielbieniem kolekcjonuję oryginalny papier Origami, który składam zwykle w żurawie albo lampiony, poluję też na jedwabne kimona vintage. Wciąż odkrywam tajniki japońskich strojów, symbolikę deseni i kolorów, z fascynacją obserwuję, jak historyczna Japonia przeplata się ze współczesną modą. I nagle taki strzał.

rita-ora-adidas-asian-arena-pack-01

Czytaj dalej

15

gru

Bez psów wstęp wzbroniony

Taki napis przywitał mnie przed berlińskim placem zabaw dla… psów. Nie było tam nic szczególnego, prócz podwójnej porządnie zamykanej furtki. Poza tym piach, błoto i kilka ławek dla właścicieli, którzy w razie zmęczenia się szybciej niż pupil mogą sobie spocząć i poczekać, aż tenże się porządnie wybiega. Jeśli ktoś zagląda tylko tutaj, może nie wiedzieć, ale wystarczy raz odwiedzić mój Instagram, by zorientować się, że jestem totalną, niepoprawną i patologiczną wręcz miłośniczką psów (zwłaszcza jednego, tego, u którego mieszkam). Co ma pies do mody? A choćby tyle, że na okładce Vogue pojawił się jakieś sto lat wcześniej niż blogerka. Więcej powiązań znajdziecie tutaj (tablica jest wciąż aktualizowana), a ja przechodzę do meritum. Na swojej drodze spotykam sporo ludzi podobnych sobie, zakochanych po uszy w kudłatych stworach. I przez kilka ostatnich lat zdążyłam się już zorientować, że tak nie doceni psich motywów w modzie, jak oni. W tym roku więc postanowiłam poświęcić tylko jeden, jedyny wpis pomysłom na prezenty. Drodzy psiarze, to dla Was. Oraz dla Waszych przyjaciół, którzy nie wiedzą, co kupić Wam na Gwiazdkę.

horror horror piesek

Czytaj dalej

12

lip

Dzisiaj moje, jutro Twoje

Dziś temat lekki. Dosłownie i w przenośni. Kilka miesięcy temu ruszyła polska wersja platformy Vinted. To strona dla wszystkich, którzy chcą nadać swoim ciuchom drugie życie. Idea polega głównie na wymianie (czymś, co uparcie zwie się w naszym kraju „swap”), choć nie wyklucza sprzedaży i kupowania. Historia strony zaczyna się od… przeprowadzki. Jej pomysłodawczyni, Litwinka Milda Mitkutė przeprowadzała się z Kowna do Wilna. Nie chciała zabierać ze sobą wszystkich rzeczy, ale nie chciała ich również wyrzucać. Poprosiła więc swojego znajomego programistę o stworzenie prostej strony, na której będzie mogła zaprezentować je znajomym. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Milda nie tylko pozbyła się wszystkich rzeczy, ale zapoczątkowała nowy trend wśród przyjaciół, którzy chcieli mieć identyczną możliwość. Dla zaspokojenia coraz większych potrzeb powstało Vinted. Błyskawicznie zyskało na Litwie ogromną popularność, a przez kolejny przypadek trafiło do Niemiec. Potem poszerzyło swoje terytorium o Francję. Czechy, Polskę, a ostatnio także Stany Zjednoczone.

Obecnie na stronie znajduje się ponad trzysta tysięcy rzeczy. Nie zgubimy się pośród nich dzięki sprytnemu grupowaniu i tagowaniu. Korzystanie ze strony jest przyjazne użytkownikowi. Jeśli posiada się konto na Facebooku, nie trzeba się nawet zapisywać. Co ciekawe, Vinted nie pobiera opłat prowizyjnych. Spytajcie mnie, jakim cudem im się to opłaca – i tak nie odpowiem, bo nie wiem. Sama idea świadomej konsumpcji człowieka nie nakarmi, choć z pewnością może nieźle podbudować.

Fenomenem Vinted jest skupianie ogromnej społeczności, która kontaktuje się ze sobą w ramach jednej platformy. Nieodzowną część stanowi forum, które wciąż się rozwija i coraz częściej zbacza z głównych tematów. Co istotne, trzyma poziom i najwyraźniej nie zachęca tym internetowych hejterów. Tylko lepiej, czyż nie?

vinted