Archiwa tagu: Instylio

4

gru

Nigdy nie mów nigdy

Czy ja się kiedyś nauczę, żeby nie nadużywać słowa „nigdy”? Zwłaszcza w kwestii własnego ubioru? To raczej przesądzone. Nie nauczę się. Gdy widziałam je w towarzystwie szeroko pojętego dresu, wydawały się jeszcze zrozumiałe. Ale gdy zaczęły się pojawiać wraz z ubraniami codziennymi, a nawet w pewnym sensie eleganckimi, radar mojego tak zwanego gustu szalał. Nie zrozumcie mnie źle, sama nosiłam i noszę buty sportowe niemal do wszystkiego, ale pod jednym warunkiem: że nie wyróżniają się kolorystycznie. No dobrze, jest jeszcze drugi warunek: że bardziej przypominają sportowe niż są nimi w rzeczywistości. Czyli Nike Cortez (te same, które nosił Forest Gump) – tak. Ale już powracające jak bumerang „Airmaxy” – brońcie wszelkie siły możliwe. Ujmując jak najprościej, przemawiały do mnie sprawdzone klasyki. Niekoniecznie pod egidą znanej marki, choć na takie się zwykle decydowałam, pamiętając niejedno mało przyjemne doświadczenie (aczkolwiek z popularnymi markami też bywałam czasem na bakier, gdy okazywało się, że surowiec z metki nie do końca jest surowcem użytym w rzeczywistości albo gdy po jednym dniu noszenia pękała podeszwa – ale to temat na inny tekst).

Nie prowadzę badań, więc nie mogę stwierdzić, kto kolorowe szaleństwo zapoczątkował. Gdy kilka lat temu kolorowe adidasy nosili nieliczni, przypomniały mi się czasy podstawówki i podróby z blaszaków pod Pałacem Kultury (jak na oryginały miały podejrzanie niskie ceny). Pojawiło się słowo „sneakers” – do tej pory powoduje u mnie wysypkę. Ale rozumiem, że w czasach, gdy nawet telewizyjne wiadomości mogą zawierać „lokowanie produktu”, używanie terminu „adidasy” będzie stanowić kryptoreklamę. Mimo to zaryzykuję.

Zawsze się uśmiecham, gdy widzę osobę w takich butach (gdy wygląda groźnie, uśmiecham się wewnętrznie). Bo one autentycznie poprawiają humor. Nie dalej jak wczoraj jechałam z kumplem tramwajem i zagapiliśmy się na tę samą dziewczynę, która neonowymi podeszwami rozjaśniała całą ulicę. Zbieram zdjęcia na Pintereście, staram się podpatrywać tych, którzy w kwestii adidasów swoje już osiągnęli. Swego czasu świetne rady, jak to ugryźć, spisała Milena z Milles of fashion. Oczywiście wtedy twierdziłam, że poradnik nigdy mi się nie przyda.

A więc nigdy. Chyba czas wykreślić to słowo, bo oto marzy mi się obuwie szalone, niepasujące do niczego, co mam w szafie, a tym samym nadające tejże szafie nowy sens. Już nawet nie będę pisać o wygodzie, bo to się rozumie samo przez się.

Poniżej kilka egzemplarzy, które do mnie mówią, choć uparcie staram się nie słuchać (przecież nie kupię was wszystkich, drogie maleństwa!). Można je nabyć w internetowym sklepie Instylio (postarajcie się nie zwracać uwagi na motto rymujące „fashion” z „passion”). Jeśli macie ochotę, możecie wziąć udział w organizowanym przez sklep konkursie. Zasady proste, nagrody przyjemne, do stracenia co najwyżej kilka minut. A jeśli nie macie ochoty, to może podzielicie się własnym poglądem na te dziwaczne, acz urocze twory?

in stylio (7)

in stylio

in stylio (2)

in stylio (3)

in stylio (4)

in stylio (5)

in stylio (6)

Zdjęcia: Instylio.pl