Archiwa tagu: jedwab

13

Gru

Ora Studio

Pamiętacie film „Lost in Translation” i zabawną sytuację z panią do towarzystwa, która zamiast „R” wymawiała „L”? Rzecz nie wzięła się znikąd i w Japonii bardzo często te spółgłoski funkcjonują wymiennie (z naciskiem na R). Mogła się o tym przekonać Ola Ożarowska-Szczygielska, która w Japonii studiowała techniki tkackie i pracowała z jedwabiem. Nabyte umiejętności postanowiła przekuć w markę, a nazwa przyszła z łatwością. Bo jak mówili na nią w miejscu tymczasowego zamieszkania? Ora. No właśnie. Ora Studio, choć założone już w Polsce, wzięło się z Japonii, zdecydowanie. Ola już tam wpadła na pomysł projektowania apaszek. Jedwab okazał się jedynym słusznym surowcem.

Czytaj dalej

24

Lut

W kręgu żarłoków, czyli jak powstaje jedwab

Wyobrażacie sobie taką pracę, w której przez miesiąc jecie bez przerwy i powiększacie się kilka tysięcy razy? A wszystko w imię wytworzenia jednego z najbardziej szlachetnych surowców świata? Oto, co musi wykonać przeciętny jedwabnik, by dać się przerobić na cieniutką nić. Chyba że uda mu się przepoczwarzyć w motyla i uciec z fabryki. Brutalne? A to dopiero początek.

web-framework-108957_1280

Czytaj dalej

26

Lis

Hello, Benjamin

Taki tytuł sprawia, że wszystko jest jasne. Nie trzeba być kinomanem, by ten cytat wywołał dreszcze. Matowy ciemny głos Anne Bancroft odzianej w czerń lub lamparcie cętki, nieporadny Dustin Hoffman przy hotelowej recepcji, gorące lato zwieńczające intensywny okres studiów. Podpowiadać dalej? Film Mike’a Nicholsa to tylko pretekst dla kolekcji osadzonej zdecydowanie w czasach obecnych. Kreacje kobiet Benjamina Braddocka stanowią tu punkt wyjścia: kolory, faktury, delikatnie taliowane sylwetki. Co ciekawe, ten sam krój płaszcza poprzez użycie wełny różnej barwy czy struktury dopasowuje się zarówno do bohaterki neurotycznej, jak i jej wrzaskliwej, choć zdecydowanie sympatyczniejszej córki. A przede wszystkim do nas, całkiem współczesnych klientek.

Diana Jankiewicz ma ich całkiem sporo. Przychodzą raz i powracają, bo wiedzą, że znajdą sprawdzony fason w nowej odsłonie. Młoda projektantka się nie rozdrabnia. Dopracowuje wykrój do perfekcji, a potem korzysta z niego znacznie dłużej niż kilka miesięcy. Jesień to same trójki. Trzy formy w trzech kolorach plus trzy pary rękawiczek (na ten moment już tylko jedna). Płaszcz jest powtórką sprzed roku, gdy okazał się bestsellerem. Powraca w wersji beżowej – miękkiej i łagodnej, czarnej – przecinanej drobnymi ukośnymi prążkami oraz zielonej – szorstkiej i surowej. Ta ostatnia wełna to szkocki Harris tweed – tkanina, której każda belka otrzymuje stempel jakości na podstawie aktu parlamentarnego określającego dokładny sposób jej wykonania. Podobno to jedyny taki proceder na całym świecie.

Pod płaszczami zostaje miejsce na sukienki. Ich koszulowy, lecz bliski ciału krój świetnie obrazuje, która idea jest Dianie najbliższa. I choć słowa „ponadczasowa klasyka” zostały przez ostatnie lata wyświechtane do granic możliwości przez wszelkiego rodzaju publikacje o modzie czy stylu (niepotrzebne skreślić), w jej przypadku nadal się broni. Może dlatego, że określa dokładnie to, czym ma być. Jedwabna krepa w kolorze głębokiej czerni lub ciemnej butelkowej zieleni zaskakuje delikatnością, tak mocno kontrastującą ze zdecydowaną formą płaszczy. I znów pojawia się sprawdzony patent – zamiast kołnierzyka mamy plisę na karczku. Guziki z masy perłowej dyskretnie przywołują estetykę lat sześćdziesiątych. Sukienki powstają na zamówienie, realizacja zajmuje około tygodnia.

Nieźle, jak na ciuch od projektanta. Ale trudno się dziwić. Diana Jankiewicz ukończyła projektowanie mody w Instituto Marangoni, odbyła staż, a potem pracowała u Richarda Nicolla w Londynie. W jego pracowni poznała zawrotne tempo działania i profesjonalizm przez wielkie P. Nicoll z kolei terminował u… Marca Jacobsa. Aby koło się zamknęło, brakuje pana Jacobsa krojącego jedwab w ursynowskiej pracowni projektantki.

f9825281c9

Untitled-1

61a47ac1b7

17a75963de

148d871212

4cea221b48

53eb263013

4ff45228da

Fot. Aleksandra Pavoni i Grzegorz Hospod
Makijaż: Magdalena Wińska
Włosy: Emilia Skubisz
Produkcja: Diana Jankiewicz

8

Kwi

Time to Escape

Już sam tytuł kolekcji działa na wyobraźnię. Kto nie chciałby się oderwać od tego, co właśnie robi, ręka w górę. Wakacji nigdy dość, po prostu. I pisze to osoba zadowolona ze swojej pracy, ba, nawet bardzo zadowolona. Już sama myśl o wakacjach stanowi pewnego rodzaju ucieczkę. Taką bezpieczną, bez nieprzyjemnych konsekwencji, dającą energię do działania. Planowanie, przygotowania, poszukiwanie nieznanych miejsc, pomysłów, inspiracji, potem kompletowanie garderoby (choć i tak chodzi się przez tydzień w tym samym i nie poświęca temu żadnej myśli), a wreszcie upragniony cel.

Kolekcje Bereniki Czarnoty bez względu na sezon zawsze niosą w sobie taki wycieczkowy (ucieczkowy?) klimat. Na wszelkie możliwe sposoby projektantka odmienia mięsiste dzianinowe sploty i egzotyczne desenie. Tym razem skupiła się na kontrastach. Zarówno formy, faktury, jak i kolorów czy wzorów. Opisując swoje najnowsze dzieło, sama przywołuje Driesa van Notena, który według niej opanował grę kontrastów do perfekcji. Pozornie niepasujące do siebie tkaniny zestawione razem tworzą spójną całość. Surowe nici połączone są z nylonową taśmą, ażury z gęstym splotem, a delikatny jedwab z impregnowaną bawełną. Nieobcy jest projektantce recykling, tym razem część swetrów została wykonana z bawełnianej przędzy uzyskanej ze starych t-shirtów. Ideę recyklingu niesie w sobie także biżuteria Tsumi (tworzona przez Iwonę Domańską), która chyba już na dobre połączyła się z marką Bereniki.

„Time to Escape” to również nowy etap w historii marki. Kilka dni temu wreszcie ruszył sklep internetowy z prawdziwego zdarzenia. Przyznam, że czekałam na ten moment od kilku lat.

IMG_4256

IMG_4040

IMG_3723

IMG_3025

IMG_3086

IMG_3317

IMG_3331

IMG_2963

IMG_3129

IMG_3185

IMG_3269

IMG_3457

IMG_3975

Fot. Agata Mendziuk
Modelka: Kinga Trojan / D’Vision
Miejsce: Studio Cukry
Bizuteria: TSUMI