Archiwa tagu: jesień/zima ’14/15

20

sty

Nunc

Czy mamy w Polsce markę obuwniczą z prawdziwego zdarzenia? Wymykającą się schematom, perfekcyjnie wykonywaną, dyktującą własne warunki? Świetna wiadomość. Mamy. I choć istnieje od 2007 roku, przybyła do nas dopiero niedawno. Dlaczego? Być może wszystko tłumaczy nazwa, która wzięła się z łacińskiego „hic et nunc”, czyli „tu i teraz”. Projektantka butów i twórczyni marki lubi być właśnie tu i teraz. Dopóki większość jej działań miała miejsce we Francji, nie widziała potrzeby przeprowadzania Nunc do Polski (choć dzięki trzymającym rękę na pulsie stylistkom co pewien czas można było spotkać buty Nunc na łamach magazynów o modzie). Jakiś czas temu taka potrzeba się urodziła i marka na dobre zagościła na naszym rynku.

Z Dominiką spotkałam się w listopadzie, przy okazji mojej wizyty w Krakowie. W kameralnym biurze w industrialnej przestrzeni na Rakowickiej spędziłyśmy dobre dwie godziny, rozmawiając oczywiście o butach – choć nie tylko tych, które nas otaczały. A otoczenie było niezwykłe (na poniższych zdjęciach tylko drobna część tego, co widziałam). Opowiadała o pierwszej parze, którą uszyła z futra znalezionego w domu mamy. O studiach w Paryżu i ciężkiej pracy z nimi związanej. O asystowaniu w domach mody z prawdziwego zdarzenia (Louis Vuitton, Trussardi, Hugo Boss). I wreszcie o decyzji, by zrealizować własną wizję artystyczną.

Od ośmiu lat tworzy buty, które sama chciałaby nosić. To podstawa każdej kolekcji. Zresztą podczas naszego spotkania miała na nogach sznurowane trzewiki własnego projektu ze skóry wytłaczanej w kwiaty. Głównym surowcem są skóry. Starannie wyselekcjonowane, sprowadzane z Włoch, o intrygujących barwach i deseniach. Jesienna kolekcja bazuje na motywach etnicznych, choć ujętych w formy dalekie od jakiegokolwiek folkloru. Zygzaki, wzory zwierzęce, elementy długiego futra – to wszystko nadaje butom dzikości. Z kolei miękka skóra czy komfortowe wkładki dają gwarancję wygody, nawet przy sporej wysokości obcasa. Za rogiem czai się lato, z pewnością zobaczycie je tu niedługo. Choć inspiracje przyszły z innych stron, daje się zauważyć kontynuację myśli przewodniej (ale o tym innym razem). Eklektyczną mieszankę kultur, powracającą dzikość (a może po prostu prawdziwą, nieskrępowaną kobiecość?) i wynikającą z tych dwóch oryginalność. Co istotne, buty Nunc są produkowane w Polsce przez wykwalifikowanych i doświadczonych rzemieślników.

Nunc znalazły swoje miejsce także podczas Paryskiego Tygodnia Mody. Specjalne egzemplarze powstały na potrzeby pokazu Gosi Baczyńskiej na wiosnę i lato 2015. Współgrały z kolekcją perfekcyjnie. To dowód na to, że dwa silne charaktery, dwie tak różne artystki, potrafią odnaleźć wspólną drogę.Tego typu współprace na świecie to stały element codzienności. Przyjemnie obserwować, jak dobre praktyki przychodzą też do nas. Oby na dłużej niż jeden sezon.

Wracając do aktualnego sezonu, jedna para zrobiła na mnie szczególne wrażenie. To buty stylizowane na sportowe, na grubej płaskiej (i mięciutkiej) podeszwie, zapinane na rzepy, z futrzanym pióropuszem na pięcie (na ostatnim zdjęciu). Okazuje się, że powstały jako zabawny dodatek i mogły wcale nie wejść do kolekcji. Całe szczęście, że się w niej znalazły. Może to i żart, ale jakże udany. I najwyższej jakości. Poproszę takich jak najwięcej.

1

2

6

3

4

5

Zdjęcia: Piotr Stokłosa

9

sty

Zima nad morzem

Ta kolekcja osiągnęła już ceny minus pięćdziesiąt procent, ale to przecież nie powód, by o niej nie napisać. Już od kilku sezonów jeśli któraś z moich znajomych poszukuje płaszcza, odsyłam ją do Arytonu. W rezultacie jestem otoczona dziełami Patrycji Cierockiej (dyrektor kreatywnej) oraz innych zdolnych projektantów, których nazwiska stanowią wprawdzie tajemnicę poliszynela, ale nawet tę formę tajemnicy wolę uszanować (innymi słowy, kto wie, ten wie). Pokaz jesiennych projektów marki odbył się w maju w Łodzi. Towarzyszyła mu wystawa zdjęć autorstwa Magdy Wunsche i Agnieszki Samsel (od paru lat związanymi z Arytonem). Mniej skupionych na samym ubraniu, a bardziej oddających nastrój, ideę i surowość kolekcji. Gdy spojrzymy na nie, potem obejrzymy kilkadziesiąt sylwetek na wybiegu, a na końcu udamy się do sklepu, możemy mieć wrażenie, że do czynienia mamy nie z jedną, a z trzema różnymi markami. Do tej pory nie jestem w stanie jednoznacznie określić, czy to wada, czy zaleta Arytonu.

Poniżej odsłona, która zachwyca najbardziej. Niedopowiedziana i dynamiczna. Nowoczesna. Na światowym poziomie. Wybieg uraczył nas wielością tematów. Były i płaszcze (to zawsze), i futra, graficzne cętki (bohaterki rekordowej liczby polskich okładek i sesji wg mnie), metaliczny turkus (trencz nieprzypadkowo nawiązywał do brytyjskiego dziedzictwa, choć może odniesienie do Burbery Prorsum było zbyt dosłowne). Kimonowe rękawy, niebanalne grafiki, ramoneski, a nawet biurowe kostiumy – wszystko konsekwentnie wynikało po kolei jedno z drugiego, czyniąc to wydarzenie jednym z ważniejszych minionego sezonu (wszystkie sylwetki można obejrzeć u Marka Makowskiego).

Gdy jednak przychodzi do zakupów, trzeba wyjątkowo dobrze wiedzieć, czego się chce, by nie zniechęcić się już na początku drogi. Sklep internetowy nie budzi zastrzeżeń. Jest przejrzysty, intuicyjny, jakiś czas temu wprowadzono też usługę szycia na miarę. Czas oczekiwania na indywidualnie uszyty produkt jest zaskakująco niski: czternaście dni. Świetnym pomysłem jest włączenie linii wybiegowej do sklepu internetowego. Choć modele powstają w niedużej liczbie egzemplarzy (niektóre tylko w jednej sztuce), to właśnie one mają największe szanse przyciągnąć nowe, świadome modowych nowinek klientki.

Za to butiki stacjonarne… Zdaję sobie sprawę, że na niedużej powierzchni trudno upchnąć wszystkie możliwe produkty. Pomiędzy istnymi hitami czai się sporo takich, które nie powinny się wydarzyć. Rozumiem, że może być to ukłon w stronę klientek, które zaopatrują się w sklepie od dwudziestu pięciu lat i zawsze nosiły dany fason żakietu czy bluzki, więc dlaczego nagle miałby zniknąć? Mam jednak wrażenie, że równowaga między narzucaniem mody a reakcją na potrzeby odbiorcy jest tu zbyt często zaburzana. Zarówno poniższa sesja wizerunkowa, jak i propozycje z wybiegu stanowią dowód na to, że Aryton trzyma rękę na pulsie. Gdy skupimy się tylko na asortymencie dowolnie wybranego butiku, można odnieść dokładnie odwrotne wrażenie. Wiadomo, łatwo mi oceniać z perspektywy potencjalnej klientki, która ma w nosie całą stronę biznesową, bo chce znaleźć płaszcz na zimę, nic więcej. Ale szkoda by było zmarnować tak fantastyczny potencjał.

ARYTON_FW 3

ARYTON_FW 5

ARYTON_FW 9

ARYTON_FW 2

ARYTON_FW 6

ARYTON_FW 4

ARYTON_FW 1

ARYTON_FW 10

ARYTON_FW 7

ARYTON_FW 8

Zdjęcia: Magda Wunsche i Agnieszka Samsel
Stylizacja: Marta Kalinowska
Modelka: Luna / Model Plus
Makijaż i włosy : Rafał Żurek / Metaluna
Asystentka stylisty: Maria Lekszycka
Asystent fotografa: Maciej Łomnicki / Daylight Studio

7

sty

Lava

Fascynacja uniformami to cecha, którą dumnie dzielę z Anią Kuczyńską. Od wczesnego dzieciństwa wpatrywałam się urzeczona w fartuchy lekarskie, habity zakonnic czy kombinezony pracowników stacji benzynowych. Do dziś pozostał zachwyt nad odzieżą wojskową, która – choć u innych budzi wachlarz emocji – nieczęsto stanowi dla mnie podstawę garderoby (zwłaszcza zimą), a ponadto pozostaje niezniszczalna przez długie lata. Co cechuje wszelkiego rodzaju mundurki? Doskonałe wykonanie i odporność na działanie czasu. Skoro mamy coś nosić na co dzień, musi być świetnej jakości. I choć w projektach Ani Kuczyńskiej możemy przebierać do woli i codziennie nosić inny, zachowują wszystkie wspomniane cechy.

Lava to propozycja na jesień (minioną) i zimę (trwającą). Czarna, gorąca i niebezpieczna. Przewrotnie łączy w sobie zmysłowość gwiazdy filmowej i skromność kobiety amiszów. Zresztą nie pierwszy raz Ania sięga po inspiracje do tej społeczności. Bezpieczna długość do pół łydki, bufiaste rękawy, małe kołnierzyki, proste, acz misterne konstrukcje ubrań. Na drugim biegunie seksowne mini i nieskrępowane przeźroczystości. Dwie skrajne osobowości przenikają się i dopełniają. Jeśli sukienka za kolano, to mocno pęknięty dekolt. Jeśli zabudowana pod szyję, to  odsłaniająca uda. Ten sam model występuje w wersji z miękkiej dziewiczej wełny oraz tiulu pokrytego gwiazdkami. Jeśli mnie pamięć nie myli, to pierwszy raz w historii marki, gdy projektantka używa regularnego deseniu. Do tej pory symbole były albo poukrywane w przeskalowanych grafikach (autorstwa Karola Śliwki), albo pojawiały się tylko na dodatkach (linia biżuterii we współpracy z marką Yes czy porcelanowe talerze Kristoff). Nie dziwi, że Ania sięga po gwiazdę – regularność kształtu, geometria, symbolika – to wszystko zgrywa się z jej estetyką, aczkolwiek Lava serwuję ją na sposób mocno amerykański.

Lava. Kolekcja kontrastów. Bardziej dosłownych niż kiedykolwiek. Zamaszyste spódnice i sukienki stają obok krojów iście męskich – garniturowych (chciałoby się napisać „garniturujących”) spodni i marynarek. Surowa symetria obok asymetrii (często w ramach jednego elementu – proste zapięcie pod kołnierzykiem zakryte jest dodatkową połą materiału). Formy znamienne dla lat siedemdziesiątych ożywają w odsłonie a.d. 2015. Sute marszczenia obok idealnie zaprasowanych powierzchni. Detali i smaczków jest mnóstwo. Wystarczy zatrzymać się w obrębie ramion i rękawów – a to dopiero początek. Na ile sposobów można ugryźć główkę rękawa, jak różnie poskładać wełnianą tkaninę. Kołnierze i kołnierzyki – ostre, łagodne, jak origami i wycinanki w jednym. Rzędy guzików przywodzące na myśl sutannę (a jakże). Brakuje tylko białych czepców rodem z Felliniego, by tej uroczej perwersji stało się zadość.

Jedyną ozdobę (oprócz gwiazd i pasków przecinających tiulowe powierzchnie) i na pokazie, i w sesji wizerunkowej stanowiły czarne sznurkowe bransoletki, przetykane regularnymi węzełkami, a zakończone krzyżem. Umiejscowienie ich na przegubach modelek byłoby banalne. Spoczęły więc wokół kostek, udając element butów. Patent do powtórzenia w życiu codziennym, bowiem stanowią one część kolekcji i chwilę po pokazie trafiły do sprzedaży. Podobnie małe wieczorowe torebki i wielkie gumki do włosów (niesłusznie zwane przez niektórych frotkami) wykonane z tej samej wełnianej tkaniny. Na potrzeby Lavy powstała bielizna zaprojektowana przez Zuzę Kuczyńską (zbieżność nazwisk przypadkowa), twórczynię marki Le Petit Trou. Figi L’Amour Fou nawiązujące krojem do lat osiemdziesiątych (wysokie wycięcia jakich nie powstydziłaby się Pamela Anderson w „Słonecznym patrolu”).

Kolorystyka podyktowana jest tytułem kolekcji (albo odwrotnie). Czerń we wszystkich możliwych odmianach, nieco szarości plus granatowe (rozgwieżdżone) niebo. Projektantka opanowała do perfekcji sztukę interpretacji czarnego koloru. Nie spotkałam nikogo, kto by narzekał na monotonię kolekcji albo brak ostrzejszych akcentów. Ania dyktuje swoje warunki, reszta potulnie słucha. Kto jak kto, ale ona od dawna może sobie na to pozwolić.

30_1cassimiravirgin-woolbohemian-black

30_2-lava-wool-bohemian-black

30_3-maxi-mystery-wool-couture-black

30_4mini-babettevirgin-woolbohemian-black

30_5prive-and-philippa-woolbohemian-black

30_6-mystery-and-maxime-woolcouture-black

30_7prive-and-black-tulip-virgin-woolcouture-black

30_8mini-prive-virgin-woolcouture-black

30_9babette-virgin-woolcouture-black

30_10-georgia-and-falaisecottonaperitif-grey

30_11-black-caviarwhite-place-cottonaperitif-grey

30_12-parisvirginwoolbohemian-black

30_13-red-caviarblack-tulipwoolcoutureblack

30_14-martineblack-tulipwoolcoutureblack

30_15-mini-vavawoolcouture-black

30_16-mini-mysteryfrench-tullecouture-blue

30_17-georgia-and-falaise-midiwoolfrench-tullecouture-black

30_18-mini-mysterywoolcouture-black

30_19-champagnefalaise-longfrenchtullewoolcouture-black

30_20-martinefalaisewoolcouture-black

30_21-lou-louwoolfrench-tullecouture-black

30_22-maxi-mysteryfrench-tullecouture-blue

Zdjęcia: aniakuczynska.com

 

 

12

gru

Femi Pleasure

Tej marki długo nie doceniałam. Kojarzyła mi się ze stylem uniwersyteckim (albo raczej „kampusowym” – bo to uniwersytet oglądany przez szkiełko w kolorach amerykańskiej flagi). Wygodne dresy z napisami i charakterystycznym emblematem plus duch surferski lub snowboardowy – w zależności od pory roku. Nie ubierając w zbędne ozdobniki – nic nadzwyczajnego. Polski odpowiednik Quicksilvera czy Abercrombie & Fitch.Tym bardziej nużący, że od lat można podobne fasony znaleźć z młodzieżowych sieciówkach (nie porównuję jakości, tylko wartości wizualne – tzw. pierwszy rzut oka). I zapewne wciąż bym tu o marce nie napisała, gdyby nie przypadek. Otóż w całkiem publicznym miejscu na przeciążonym kurtkami wieszaku (nad moją wysłużoną wojskową parką) zawisło coś pięknego. Granatowa puchowa kurtka ozdobiona wzorem w kwiaty wiśni i ptaki. Nie wiem, do kogo należała, ale, ryzykując swoje dobre imię, postanowiłam zajrzeć pod spód i odszukać metkę. Zanim mi się udało, zachwyciła miękkość materiału, lekkość wypełnienia i różowa podszewka. Nie wspominając o wykonaniu. Femi Pleasure – taki napis ukazał się moim ciekawskim oczom. Wow. Jak to człowiek musi wydawać z wydawaniem sądów „na zawsze”…

Wciąż nieufna, postanowiłam wybadać, czy to jednorazowy strzał, czy część większej zmiany. Zajrzałam na stronę i przepadłam. Nie dość, że sesja wizerunkowa (sfotografowana przez Roberta Ceranowicza) przenosi w świat absolutnie bajkowy, to jeszcze kolekcja jesienno zimowa jest tak piękna, spójna i niebanalna, że chwilowo braknie mi słów. Przy niezmiennym operowaniu estetyką sportowo – kampusową, Anita i Kamila Nawarkiewicz (założycielki i właścicielki) otwierają się na nowe, zdecydowanie bardziej autorskie rozwiązania. Skończył się banał, a zaczęła prawdziwa moda. Wiem, że moda modzie nierówna, ale co innego konfekcja niewyrywająca się poza bezpieczne ramy, a co innego przemyślana wizja i własna reinterpretacja tego, co już dobrze znane.

Najbardziej cieszą oko oczywiście desenie. Fasony pozostają standardowe. Zresztą trudno, żeby nadmiernie bawić się formą przy zachowaniu sportowej funkcjonalności. Sznytu nadają detale. Od skórzanych naszywek w kształcie serca z wytłoczoną nazwą marki (dyskretne, lecz zauważalne) po drewniane guziki przeszywane różową nitką. Siostry nie zapominają o dodatkach, a także bieliźnie termicznej – i to nie byle jakiej, bo w motyw obecny na kurtkach. Czapki, opaski, plecaki i plecaki konsekwentnie odpowiadają charakterowi głównych elementów kolekcji. Jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. Zresztą zobaczcie sami.

femi pleasure

femi pleasure (3)

femi pleasure (4)

femi pleasure (5)

femi pleasure (2)

femi pleasure (7)

femi pleasure (8)

femi pleasure (11)

femi pleasure (13)

femi pleasure (14)

femi pleasure (15)

femi pleasure (16)

femi pleasure (17)

femi pleasure (18)

femi pleasure (19)

femi pleasure (20)

Fot. Robert Ceranowicz
Modelka: Zuzanna Zmihrowska
Stylizacja: Anita Nawarkiewicz i Kamila Nawarkiewicz
Obróbka zdjęć: Piotr Karpinski
Produkcja: Anita Nawarkiewicz i Kamila Nawarkiewicz

10

gru

Lunaby

To było styczniowe popołudnie. Spotkałyśmy się we trójkę w mokotowskiej pracowni Metka by Traczka: ja, Ania i Joasia. Pogaduchy, plotki, odrobina zimowego marudzenia. Style Digger chciała opowiedzieć nam o swoim najnowszym pomyśle. Ja z kolei miałam ochotę ponarzekać, że przez cały ranek łaziłam po sklepach w poszukiwaniu zwyczajnej piżamy. Bezowocnie. Albo szmaty, które już w sklepie nie wzbudzają zaufania (więc co by było po pierwszym praniu?), albo stroje tak infantylne, że nawet ja – pokątna wielbicielka kiczu – czułam się znokautowana. I właśnie wtedy przyszła mi do głowy myśl: że też jeszcze nikt nie wpadł na to, żeby produkować proste i piękne piżamy „made in Poland”. Musiała zadziałać telepatia, bo właśnie w tej sprawie Asia nas w ten ciemny dzień zebrała.

Pomysł był w fazie papierowej, rozpoczynały się poszukiwania odpowiednich tkanin (ba, najpierw poukrywanych przed światem fabryk czy hurtowni tekstylnych – ludzie z branży, wiecie, o czym mówię – puszczam tu oczko), szkicowanie idealnej formy, zbieranie doświadczeń własnych i cudzych. Parę tygodni później powstały pierwsze wzory, a we wrzesniu tego roku ruszyła pierwsza stricte piżamowa polska marka, Lunaby, którą tworzy Joanna Glogaza wraz z mamą.

Modeli piżam jest kilka. Późnym latem przeważały bawełniane wersje z krótkimi nogawkami, utrzymane w kwiatowo owocowej kolorystyce. Potem przyszedł czas na fasony klasyczne w błękicie i bieli oraz te bardziej bieliźniane, wykonane z włoskiej mieszanki jedwabiu i bawełny. A w listopadzie pojawiła się kolekcja świąteczna, uszyta z bawełnianej flaneli. Ciepłe, przytulne i zdobione niebanalnymi nadrukami.

Naszym celem było zrobienie wygodnych, klasycznych, ciepłych modeli, które sprawdzą się i teraz, i za rok, i za pięć, no i mogą posłużyć za bezpieczny prezent świąteczny. Życie jest za krótkie na brzydkie piżamy – stąd dbałość o detale, jak złote guziki czy eleganckie lamówki. Chciałyśmy stworzyć piżamę, w której można zrelaksować się wieczorem przy kubku herbaty, ale i bez wstydu otworzyć listonoszowi, czy odpowiedzieć na poranne maile bez poczucia niepozbierania” – mówi Joanna. Zimowej edycji piżam towarzyszy sesja wizerunkowa autorstwa Anity Suchockiej w klimatycznych wnętrzach pensjonatu w Polnej Zdrój (więcej na temat miejsca u Style Digger). Kupuję całość bez cienia narzekania. Moje styczniowe marzenie się spełniło.

A jeśli chcielibyście kupić sobie piżamę w sklepie internetowym Lunaby, mam dla Was zniżkę 15% na hasło HAREL – od dziś do końca świąt, czyli do 26. grudnia. Marka pojawi się też w najbliższy weekend na HUSH Warsaw, nie omieszkam odwiedzić.

lunaby (7)

lunaby

lunaby (2)

lunaby (3)

lunaby (4)

lunaby (5)

lunaby (6)  lunaby (8)

lunaby (9)

lunaby (10)

Fot. Anita Suchocka

8

gru

Bling

Poprawiania grudniowych humorów ciąg dalszy. Dziś w roli głównej Bling, czyli zimowa kolekcja marki Dream Nation. Znajome fasony w nowej odsłonie. Wyjście dla całości stanowi diament. Oszlifowany, mieniący się wszystkimi kolorami tęczy, dosłowny, ale też kreskówkowy, czasem kiczowaty, a czasem jak z hiphopowego teledysku. Bez względu na odmianę, każdy nadrukowany jest na kanwę organicznej bawełny. Tej, która się „nie psuje”, nie przekręca, nie zużywa szybciej niż powinna. Prawdopodobnie już to pisałam (albo przynajmniej mówiłam niektórym z Was), ale sezon po sezonie Luiza Jacob tymi nadrukami otwiera oczy niedowiarkom (cytując klasyka). Bo to nie jest ekologia ani zgrzebna, ani minimalistyczna. To jest szaleństwo w najczystszej postaci. Pigułka szczęścia i radość wstrzyknięte w organiczne włókna. Plus dopracowane szczegóły, takie jak ściągacze stworzone specjalnie na potrzeby kolekcji (nie jest to wcale oczywiste).

Obok żartobliwego luksusu istotne miejsce zajmuje relaks. Słowem „zrelaksowana” można by określić całą diamentową linię Dream Nation. Miękkość i luz podkreśla też nadruk pikowanego aksamitu, żywcem zdjętego z najwygodniejszej na świecie kanapy, której nie powstydziłaby się współczesna Maria Antonina. A tym, których całość przerasta interpretacyjnie (czytaj: kolory i wzory powodują mętlik w głowie), projektantka proponuje niewielkich gabarytów dodatki: czapki, opaski albo nerki. A od wczoraj także linię Dream Nation Minimal – rzecz spokojniejszą, opartą na jednolitych powierzchniach, na szczęście daleką od pojęcia „basic”.

dream nation bling (4)

dream nation bling

darker-sleeves-600x900

dream nation bling

dream nation bling (5)

dream nation bling (6)

dream nation bling (7)

dream nation bling (8)

dream nation bling (9)

longsleeve-600x900

dream nation bling (2)

dream nation bling (3)

Fot. Daniel Jaroszek
Stylizacja: Sara Milczarek
Scenografia: Natalia / Kacper Mleczak
Modele:Ewelina Dzida, Stanley Ayọmo (D’IVISION)
Makijaż: Polcia Dzwigała
Włosy: Gor Duryan
Studio: Daylight