Archiwa tagu: jesień/zima ’17/18

22

sty

Future Past Perfect

Zabawa angielskimi czasami czy zgrabny manifest? Natasha Dziewit nigdy nie podaje gotowych rozwiązań na tacy. Woli zadać pytanie, dać pretekst do dyskusji, wyrwać obserwatora z wygodnej pozycji. Tym razem na tapecie wiek. A może po prostu kobieta, której nikt o wiek nie pyta, bo nie ma to znaczenia? Nieważne, czy nieletnia, czy dojrzała, a może całkiem stara. Każdy moment ma swoje plusy i minusy. W każdym miło jest się dobrze ubrać.

Natasha Dziewit FW1718

Czytaj dalej

11

sty

Zimowa opowieść

Gdyby tylko zima mogła wyglądać tak, jak na najpiękniejszych obrazkach: pocztówkach ze Skandynawii, japońskich rycinach czy wreszcie nieco kiczowatych, lecz jakże słodkich ilustracjach okołoświątecznych… Nie ma szans. A przynajmniej nie cały czas. Dlatego takie historie, jak poniższa, jednocześnie zachwycają i denerwują. Gdy już zdołamy uruchomić wyobraźnię, jesteśmy w stanie przenieść choć odrobinę tych cudów do własnego życia. Skojarzenie mam jedno, może nieco przykurzone (rówieśnicy będą wiedzieli, o czym mówię). Katalogi Jackpot i Cottonfield z lat dziewięćdziesiątych i ich niezwykłe oddziaływanie na rzeczywistość. Jak się człowiek odpowiednio długo wpatrywał w zdjęcia obłędnych plenerów, równie obłędnych rustykalnych wnętrz i uśmiechów doskonałych duńskich modeli, siłą rzecz potrafił uwierzyć, że choć w jednym procencie może z nimi dzielić to szczęście. A już na pewno, gdy pójdzie do sklepu i kupi spódnicę w kwiatki czy mięsisty wełniany sweter. Na mnie podobnie działają opowieści Femi Stories. Najchętniej wydrukowałabym je sobie, oprawiła w twardą okładkę i oglądała w chwilach zwątpienia w pory roku i meteorologię. Odziana w tą czy ową bluzę, wiadomo.

Femi Stories FW17/18

Czytaj dalej

4

sty

Philo New York

To była druga kandydatka do metamorfozy roku. Trafiając bowiem na różowy sztruksowy komplet, byłam przekonana, że mam do czynienia z całkiem nową marką. Tymczasem Philo New York istnieje od 2014 roku, z tym że dopiero teraz jej estetyka się porządnie skrystalizowała. Wszechobecny „millenial pink” na dobre zwinął się ze słodkich falban czy przykrótkich sukienek na rzecz wyrazistych, nowoczesnych linii. Na miejscu łatwych dzianin pojawiły się nieco bardziej wymagające surowce, rozkładając wachlarz struktur, kolorów i nieskończonych możliwości. Sztruks wiążemy na kokardę, wełnę ozdobnie stębnujemy, bufiastą koszulową bawełnę zamykamy szerokim mankietem, a w dżinsach w stylu vintage przeszywamy kant. Drobiazgi, które składają się na charakter, do tej pory nie do końca określony. Zima 2017 wniosła Philo New York na nowy poziom: poziom petardy.

PHILO WINTER 18 (28)

Czytaj dalej

2

sty

Metamorfoza roku: Loft37

Sukces potrafi rozleniwić. Bo gdy już go osiągniemy, czasem kusi, by poprzestać na odcinaniu kuponów z wygodnej pozycji leżącej na laurach. Tymczasem wokół wszystko bezustannie się zmienia i nawet najlepsi nie powinni tracić czujności. Był taki moment w historii Loft37, który markę nieco przystopował. Bo w końcu sześć dobrze prosperujących butików, świetnie rozwinięty sklep internetowy i – najważniejsze – grono wiernych klientek, to spełnienie marzeń niejednego projektanta. Nie uważam, by rozwój był zawsze konieczny. Ale w przypadku kategorii obuwniczej, zwłaszcza aspirującej, musi mieć miejsce. Zaczęło się od rewolucyjnej na naszym rynku możliwości butów personalizowanych. Świeżość, zaskoczenie, pokuszenie. Zaprojektować własną wersję danego modelu, w dodatku bez konieczności wychodzenia z domu – wówczas sensacja. Obecnie wszyscy chyba jesteśmy dość znudzeni wszelkimi nowinkami, tęsknie spoglądając w stronę starego dobrego rzemiosła. Bo czy w czasach, w których można sobie buty wydrukować, da się nas jeszcze czymkolwiek zaskoczyć? Miałam wrażenie, że Loft37 znalazł się na rozstaju dróg i pozostawał tam zdecydowanie za długo, wahając się między rzeczoną personalizacją, odpowiadaniem na zaczepki wielkiej mody, a przy okazji jeszcze starając się zachować swój lekko cukierkowy, przyjemnie naiwny styl. Przyglądałam się wiosenno letniej kolekcji i zastanawiałam, do kogo jest skierowana. Zabawne zające zdobiące obcasy kontrastowały z botkami na cienkiej szpilce, a balerinki w ciapki nijak się miały do „dorosłych” kozaków. Loft37 w każdej swojej odsłonie poprawiał humor, coś się jednak nasyciło i zmiana stała się niezbędna. Efekt? Kolekcja „Stand Out” zaprezentowana na wyrazistych zdjęciach Gosi Turczyńskiej. Pierwszy zwiastun metamorfozy, która według mnie była jednym z najlepszych zdarzeń minionego roku.

Loft37 Stand Out

Czytaj dalej

29

gru

Czarne chmury

Nie da jej się ani poruszyć, ani przestawić. Zajmuje stałe miejsce, godnie i spokojnie. Wokół może dziać się wszystko, a ona będzie tworzyć zawsze i tylko w zgodzie ze sobą. Ania Kuczyńska – projektantka poza wszelką konkurencją. Popularność w szerszym gronie zyskała dzięki reinterpretacji tradycyjnej chińskiej torby na zakupy. Przepastny Shanghai wciąż stanowi obiekt pożądania zarówno wśród gimnazjalistek, jak i całkiem dorosłych kobiet, zresztą po co wprowadzam tu płeć – panowie noszą go równie chętnie. Ciągnie się za nią określenie „ozdobny minimalizm”, ukute lata temu, zanim minimalizm wyzuto z podstawowego znaczenia, poszerzając je nieznośnie, a samo słowo nadużywając w każdym możliwym aspekcie. Ciągnie jednak niebezzasadnie, bo w jej przypadku wciąż ma rację bytu. Nieustająco zafascynowana włoską estetyką, prezentuje kolekcję „Le Nuvole” czyli „Chmury”. Czarne, bo wokół dość ponuro (a ona nigdy nie udaje), przetykane niedużymi różowymi obłokami, gdzieniegdzie ukazujące gwiazdy w postaci charakternych akcesoriów. Oto mapa nieba według Ani Kuczyńskiej.

ania kuczynska clouds

Czytaj dalej

5

gru

Berenika Czarnota Season 08

Dzianina. Wdzięczny materiał, za pomocą którego można przekazać niemalże wszystko. Odpowiednie umiejętności i osiągnie się nie tylko pożądaną formę. Wybieramy kolor, ścieg, fakturę, grubość włóczki, moc splotu. Jak na płótnie wyczarowujemy najróżniejsze wzory i motywy. Dlaczego więc tak często onieśmiela? Pytanie całkiem niepotrzebne w przypadku Bereniki Czarnoty. Ona i dziewiarstwo to związek doskonały. Jeśli ma ochotę, tworzy falbany. Innym razem sięga po plemienne motywy. Napisy? Proszę bardzo. Paski? We wszystkich kolorach tęczy. Afrykańskie maski, retro samochody, zmysłowe ażury, ogrzewające ścisłe sploty – mogłabym wymieniać długo. Sporo u niej było, a wciąż potrafi wyczarować coś całkiem nowego. Jesień i zimę przewrotnie fotografuje na gorącej izraelskiej pustyni i w sprytny sposób podrzuca tematy do refleksji.

BERENIKA CZARNOTA SEASON 08 (14)

Czytaj dalej