Archiwa tagu: jesień/zima ’18/19

17

Wrz

Berenika Czarnota. 09.

Zaczęłam poszukiwania, ale nie mogę znaleźć. Sweter z samochodem, który jakąś dekadę temu obiegł internet za sprawą prawdopodobnie Ivana Rodica, szerzej znanego jako Face Hunter, był pierwszym projektem Bereniki Czarnoty, jaki zarejestrowałam. Od kilkunastu minut szukam jego zdjęcia w sieci, niesiona nadzieją idącą ze słów: „internet nie zapomina”. Niestety, w tym przypadku chyba ma dziurę w pamięci (oby nie okazało się, że ten piękny sweter pożarły mole!). Uroczy samochodzik przepadł, ale pierwsze wrażenie wciąż pozostało niezatarte. Dlatego zawsze tak czekam na kolejną kolekcję projektantki, która na drutach wyrobiła drogę wielu podobnym markom w Polsce. Oglądałam jej pokazy w Łodzi, marząc o własnym swetrze albo chociaż szaliku. Marzenia dawno spełnione, choć teraz obudzone na nowo, a to za sprawą dziewiątej kolekcji, która właśnie pojawiła się w sprzedaży.

Czytaj dalej

8

Wrz

ROUE. EST by S jesień/zima ’18/19.

Zawsze jest podobnie. Przychodzę z nastawieniem, że o swojej sylwetce wiem wszystko i o upodobaniach również. A wychodzę w czymś, co totalnie przełamuje moją strefę komfortu i w dodatku czuję się bardziej komfortowo niż w tradycyjnym komplecie dżinsy plus t-shirt. A to ołówkowa spódnica, a to sukienka z patkami pod biustem (czyli według wszelkich reguł powinna leżeć tragicznie, a robi ze mnie Sofię Loren), a to pudełkowy żakiet… Wcześniej ona biega wokół mnie i z energią godną pozazdroszczenia opowiada zarówno o konstrukcjach, jak i o sposobach noszenia. O tak, jej rzeczy zawsze da się nosić w różnych opcjach, więc jedna koszula potrafi zastąpić nawet trzy lub cztery. Kołnierzyk na zewnątrz lub do środka, pasek w talii albo przewiązany wokół szlufki jako ozdobna kokarda. Rękawy podwijamy lub zostawiamy – wtedy możemy dostrzec detale: na przykład tiulową lamówkę. EST by S przewija się regularnie w historii tego bloga. Bo marka Gosi Sobiczewskiej zachwyciła mnie od pierwszej kolekcji. Na tyle często wpisywałam ją w edytorze, by nigdy porządnie się nie zastanowić nad jej etymologią. Ot, dobrze brzmiąca, choć wymagająca nieco fonetycznej gimnastyki. Jesień 2018 stała się pretekstem do uchylenia rąbka tajemnicy i podzielenia się historią powstania tego i owego. 

Czytaj dalej

5

Wrz

H&M Studio jesień 2018

Kto nigdy nic nie kupił w H&M, niech pierwszy rzuci kamieniem. Nie słyszę huku. No właśnie, co najwyżej ze dwa trzy małe kamyczki. Za każdym razem, gdy piszę tu o sieciówce tej czy owej, pojawiają się głosy zdziwienia, a nawet oburzenia. Że zamiast edukować w temacie świadomej konsumpcji, ja podsuwam najbardziej grzeszne kąski, w dodatku niewiadomego pochodzenia. Powiem Wam, że ciężko jest oddzielić modę od całej reszty, ale pewne przypadki uważam za uzasadnione. Na przykład owoce pracy zespołów projektowych, czy to z okazji tytułowej dzisiejszej kolekcji, czy na przykład warszawskich dokonań projektantów Reserved. Albo różnorakich współprac marki & Other Stories. I tak dalej. Podejrzewam, że gdybym weszła głębiej w struktury większości dużych marek, które tu opisuję, zabrakłoby mi treści na blog. Brutalne? To jest niekończąca się historia, w której należy zacząć od siebie. Myślicie, że ja kupuję te wszystkie rzeczy, które tu opisuję? Zawsze mi się przypomina rola magazynów mody sprzed dekady czy więcej. Nie były wówczas katalogami zakupowymi, tylko raczej zbiorem inspiracji na dany sezon. I bardzo chcę, by ten blog wciąż coś takiego przypominał. Dawał wybór i pomysły, a nie jedyne słuszne rozwiązanie. Kolekcję Studio 2018 wrzucam tu z własnej woli, nikt tego nie sponsoruje, nikt mi nic nie dał i nie kazał dawać nic w zamian (w sumie dla Czytelników nie jest to nic nowego, ale może ktoś nowy tu trafi, to niech wie). Poszłam, obejrzałam, spodobało mi się. Tym bardziej, że te projekty idealnie pasują do moich ostatnich obserwacji o silnym powrocie vintage. I nie mam na myśli słodkich rock’n’rollowych stylizacji z obowiązkową szafą grającą w tle. To zjawisko dużo szersze, które badam mocno i o którym wkrótce napiszę więcej. Przypadkiem się składa, że lata pięćdziesiąte są tu na tapecie. Choć przewrotnie i z dużym męskim akcentem. Gotowi na wycieczkę?

Czytaj dalej

27

Sie

Tova. Jesień 2018.

Dziś będzie cisza i spokój. Jakiś czas temu pisałam o tej marce, potem miałam wrażenie, że nie za bardzo wie, w którą stronę podążać, więc milcząco czekałam na rozwój sytuacji. No i jest. Jesień. Łagodna, konsekwentna, dojrzała. Jakaś! Przypomina mi trochę ukochane skandynawskie historie, ale ponieważ znam ją nie od dziś, wiem, że to historie bardzo polskie. TOVA, szanowni Państwo. Stworzyła ją jedna wspaniała osoba, a pomagają różne dobre dusze i efekt jest wspaniały. Od lat obecna w butikach na terenie całej Polski, dobrze znana w sieci, w samej stolicy oczywiście przesłonięta przez Zarę – tego się niestety nie uniknie. A niesłusznie, bo oferuje sporo rzeczy baaardzo na czasie, w nieporównywalnej jakości. Sama od paru lat posiadam pewną sukienkę kopertową, wspominam ją tu co pewien czas, bo nie do zdarcia jest i zapewne jeszcze przez długie lata to się utrzyma. Ale wracając do sezonu obecnego…

Czytaj dalej

2

Sie

Fenomen Butrym

Jak ona to robi? Wciąż wpada na pomysły, które przecież mógłby mieć bez problemu ktokolwiek inny. Sięga do przeszłości, jak wielu innych projektantów, ale to, co wybiera, by wyciągnąć na światło dzienne w połączeniu z intuicją spraw nowoczesnych, przynosi jej same sukcesy. Nominowana do tegorocznej nagrody LVHM, jednej z najbardziej prestiżowych i ważnych w branży mody, kolekcja za kolekcją udowadnia, że nigdy nie spocznie na laurach. Mogłaby – wzorem tych, których z szacunku dla ciszy nie wymienię – hurtowo produkować swoje bestsellery i bardzo dobrze sobie z tego żyć. Ale nie, ona wciąż ma głowę pełną pomysłów i wciąż serwuje wariacje na znane tematy. Satysfakcji jest z tego tyle samo, co z odkrywania nieskończonych opcji dwudziestego czwartego kaprysu Paganiniego, umieszczanego przez kolejnych kompozytorów w swoich dziełach. Albo – bardziej popularnie – w odkrywaniu oryginałów sampli u Beyonce czy Rihanny.  Oryginał bywa fenomenalny, ale czasem nudny. I docenia się go dopiero w nowej odsłonie.

Czytaj dalej

18

Lut

Maciej Zień. Under Pressure. Jesień/zima 2018

Czy siadając w piątkowy wieczór przed dużym ekranem spodziewałam się takiej dawki przemocy? Ba, przemocy jakiejkolwiek? Siedzimy sobie ze znajomymi na widowni zaaranżowanego na potrzeby pokazu kina, gasną światła i zaczyna się przykra niespodzianka. Pojawia się BMW (zapewne leciwa „trójka, choć głowy nie dam), wysiadają zeń panowie, których parę lat temu określilibyśmy mianem „dresiarzy”. Miny mają groźne, jacyś tacy nakręceni i nieprzyjemni. Po długiej wymianie spojrzeń otwierają bagażnik i wyciągają z niego brutalnie skrępowaną Katarzynę Warnke. Kobieta ma zaklejone usta, a na sobie – a jakże – skąpą sukienkę na ramiączkach. Jest przerażona. Zaczyna się zabawa ofiarą, nie przebierając w słowach, po prostu ohydna. Przerzucanie jej z rąk do rąk, obściskiwanie, w końcu zerwanie ubrania. Pojawiają się elementy choreografii w ułamku procenta przypominające taniec. Nabieram powietrze, bo może zaraz przyjdzie rozwiązanie i choć trochę usprawiedliwi to, co zaserwował nam projektant po niemal dwóch godzinach oczekiwania, więc będę mogła odetchnąć z ulgą. Wszyscy zaczną tańczyć, jak w tym wywrotowym filmie von Triera z Bjork. Ale nie. Nic z tego. Warnke udaje się uciec. Panowie jeszcze chwilę ją gonią, po czym zawracają, jakby czegoś się przestraszyli. Zaczyna się pokaz. O co chodziło? Do tej pory nie mam pojęcia. Najdziwniejsze jest to, że krótki metraż poprzedził całkiem ciekawą, choć, jak na Macieja Zienia, spokojną i wyważoną kolekcję. Zaszkodził jej na tyle, że dopiero oglądając zdjęcia następnego dnia, byłam w stanie stwierdzić, że była absolutnie w porządku.

1_MACIEJ_ZIEN-160218_lowres_fotFilipOkopny-FashionImages

Czytaj dalej