Archiwa tagu: Joanna Hawrot

31

sie

Shodo

Od paru dobrych lat podziwiam, jak zgrabnie Joanna Hawrot żongluje japońskimi tematami. Motywem stałym jest kimono, dostosowane do zachodnich potrzeb, uproszczone i znacznie łatwiejsze w zakładaniu niż oryginalne. Zresztą Zachód upraszcza nawet samą terminologię, określając mianem kimona również yukaty i haori (a także festiwalowe szmatki w azteckie wzory oraz swetry z szerokimi rękawami). Nic w tym złego, dopóki nie trafi się na osobę zorientowaną. Ostatnio sama popełniłam takie faux pas, postanowiłam się więc raz a dobrze nauczyć, co jest czym – a i tak zdarza mi się pomylić. Czymkolwiek nie byłyby najnowsze projekty Joanny Hawrot, z pewnością jest na czym oko zawiesić. Tym razem projektantka sięga po temat kaligrafii i – zatrudniając do pomocy japońską artystkę, Biho Asai – przenosi ręcznie malowane znaki na kolorowe tkaniny.

7

Czytaj dalej

25

wrz

Kimono, które tańczy

Muzyka i choreografia to dwie nieodłączne składowe dobrego pokazu mody. Składowe, na które nie zwracamy pozornie uwagi, skupiając się na meritum, a które mogą tyle samo uratować, co zepsuć. Znane są przypadki poślednich projektantów, którzy ratują kolekcję hitami z list przebojów (swoją drogą od lat ciekawi mnie, czy odprowadzają tantiemy, ale to już temat dla dziennikarza śledczego) albo zapierającą dech w piersiach oprawą. Widownia podryguje w ich rytm, miłe skojarzenia przychodzą same i już brak pomysłu tak nie razi. Bywają też świetne kolekcje przytłoczone muzyką jak z koszmaru, piskami spoza gamy przyswajalnych dźwięków, powodującymi nie tylko zamknięcie uszu, ale też – niekontrolowanie – oczu. Podobnie z przekombinowanym układem ruchu (lub bezruchu). Zdarzają się, rzecz jasna, mistrzowie gatunku, choćby Karl Lagerfeld, któremu niestraszne zatrudnienie orkiestry symfonicznej. Mój ulubiony to casus z roku 2010, gdy do współpracy zaprosił młodego dyrygenta i aranżera, Thomasa Roussela, który na tę okoliczność przygotował symfoniczne wersje przebojów Bjork: „Isobel” i „Bachelorette” oraz „Bittersweet Symphony” The Verve zebrane pod wspólnym tytułem „Jardin d’Eden”. Czy orkiestra Société des Nouveaux-Concerts rozpraszała publiczność? Wręcz przeciwnie. Perfekcyjnie oddawała rozmach wydarzenia, podkreślając to, co najważniejsze. Wciąż się dziwiłam, że żaden z polskich projektantów nie zdecydował się na podobny ruch. Dobre profesjonalne orkiestry w Warszawie mamy trzy, w Polsce jeszcze więcej. (to, że elastyczność im nieobca, niech potwierdzi przykład płyty Mitch & Mitch ze Zbigniewem Wodeckim z towarzyszeniem Polskiej Orkiestry Radiowej czy współpracy Radzimira Dębskiego z NOSPR-em). I nagle przyszła wiadomość z Krakowa. Joanna Hawrot i Lutosławski Orchestra Moderna zapraszają na koncert muzyki japońskiej połączony z pokazem autorskich kimon. W punkt!

12

Czytaj dalej

15

lip

Ready to wear Polish Brands?

Oto, co każda osoba wspierająca polską modę chciałaby usłyszeć. Jesteśmy gotowi wyruszyć na podbój rynków zachodnich. Oczywiście atak nie będzie zmasowany, to raczej wieloletnia strategia, natomiast machina już ruszyła i nie da się jej zatrzymać. Wszystko dzięki dwóm kobietom, dla których nie ma rzeczy niemożliwych. Anna Pięta i Magda Korcz właśnie rozszerzyły nazwę HUSH Warsaw o przymiotnik International. A co za tym idzie, wdrożyły cały szereg nowych działań. Projekt zaplanowany jest na lata 2015 – 2018. Dziś oficjalnie wystartował, wprowadzony poranną konferencją prasową udziałem założycielek HUSH, Wiceminister Spraw Zagranicznych Katarzyny Kacperczyk, Wiceminister Gospodarki Ilony Antoniszyn-Klik, Zastępcy Dyrektora  Biura Funduszy Europejskich i Rozwoju Gospodarczego Urzędu m.st. Warszawy Grzegorza Wolffa, Kirstin Deutelmoser (dyrektor targów GDS) oraz projektantki Joanny Hawrot.

11749850_10206047350456027_1650736910_n

Czytaj dalej

5

cze

Space

Tego u Joanny Hawrot jeszcze nie było. Od kolorów i wzorów może się zakręcić w głowie. Prążki, hawajskie kwiaty, przeskalowane róże, wyraziste grafiki, błysk, mat… Baza jest na szczęście znajoma. Kimono zinterpretowane na nowo i dostosowane do naszych czasów. Największe wrażenie robi wzór do złudzenia przypominający suminagashi – papier zdobiony charakterystyczną techniką wywodzącą się, a jakże, z Azji (nie będę jednak zajmować stanowiska w sporze, czy powstał w Japonii, czy w Chinach). W Europie jego odpowiednikiem jest papier marmurkowy, najpopularniejszy we Włoszech (wg mojego skromnego podróżniczego doświadczenia). Ostatnie tak sugestywne nawiązanie widziałam u Driesa van Notena w jesiennej kolekcji z 2008 roku.

Projektantka pragnęła stworzyć taką kolekcję, w której jednocześnie każdy z elementów stanowić będzie skończoną całość, lecz pozostanie także integralny z resztą. Tu potrzebne są siła i odwaga, zwłaszcza w celu zrealizowania drugiego założenia. Ale udaje się, co widać poniżej. Można też to sobie wyobrazić w innych konfiguracjach. Space (tytuł projektu) ma „odzwierciedlać przestrzeń otwartą na inspiracje, pełną twórczej swobody”. To tłumaczy sporą różnorodność na przestrzeni jednego sezonu i trochę też zamyka mi usta. Bo w pierwszej chwili nie d końca mogłam się odnaleźć w tym pozornym chaosie.

Oprócz silnych kobiecych sylwetek pojawiło się kilka męskich, zdecydowanie spokojniejszych, choć nie do końca ugrzecznionych. Odrobina tu dandysa, odrobina chłopaka na wskroś współczesnego. Czyli zabieg łączenia starego z nowym, który u Joanny Hawrot sprawdza się zawsze. Uwaga, panowie, to dopiero zapowiedź większej całości.

Joanna Hawrot Space (6)

Joanna Hawrot Space (5)

Joanna Hawrot Space (4)

Joanna Hawrot Space (13)

Joanna Hawrot Space

Joanna Hawrot Space (2)

Joanna Hawrot Space (3)    Joanna Hawrot Space (7) Joanna Hawrot Space (8)

Joanna Hawrot Space (9)

Joanna Hawrot Space (10)

Joanna Hawrot Space (11)

Joanna Hawrot Space (12)

10341777_671352809568337_5238702976526761871_n

10349066_671352826235002_667278132599283135_n

10354779_671352736235011_6399731417682476033_n

10367713_671352822901669_8930169641850956494_n

10373527_671352639568354_3822932083215622771_n

10412015_671352916234993_1538598161568190731_n

Fot. Krzysiek Hawrot
Projekt graficzny: Agnieszka Stopyra
Modele: Maria, Michał / Fashion Color Models Agency
Makijaż, włosy: Joanna Wolff
Projektantka: Joanna Hawrot
Asystent projektantki: Agnieszka Ludwikowska

4

maj

Joanna Hawrot – Hiroko

Joanna Hawrot już dawno nam wyemigrowała na Daleki Wschód. Choć tworzy w Polsce, myślami zdaje się szybować daleko, daleko stąd. Krakowska projektantka fascynuje się sztuką, a modę traktuje jako jej nieodzowny element. Stąd śmiałe formy, nierzadko zmierzające w stronę raczej haute couture niż prêt-à-porter. Jednak te misterne konstrukcje wyrwane z wydają się dość proste do ujarzmienia na co dzień. To jest właśnie największy sukces. Z powodzeniem przenieść coś ambitnego na płaszczyznę zwykłego życia.

Najnowsza kolekcja Hiroko garściami czerpie z kultury orientu. Kobieta wcielona zostaje w rolę miejskiej wojowniczki. Trochę tu zadziornych bohaterek filmów Tarantino, a trochę awanturniczych kobiet od Anga Lee. Regularna geometria miesza się tu zkrojami asymetrycznymi, wełny z jedwabiem, faktury gładkie z tłoczonymi. Ciężkie kimona kontrastują z prowokacyjnymi ażurami, a poszczególne moduły aż się proszą, by nosić je warstwowo. Kolorystyka pozostaje oszczędna. Czernie i szarości gdzieniegdzie poprzeplatane zostały srebrną lamą i połyskującym burgundowym żakardem.

Ciekawostkę i dodatkowy akcent optymistyczny stanowi autorska linia obuwia stworzona specjalnie jako uzupełnienie Hiroko przy współpracy z MYS Fashion Group. Co jakiś czas pojawia się dyskusja na temat nieumiejętnie dobieranych butów do polskich kolekcji. To jest kierunek, który warto rozważyć. Bo najwyraźniej się da – jak widać poniżej.

Joanna Hawrot Hiroko

Joanna Hawrot Hiroko

Joanna Hawrot Hiroko

Joanna Hawrot Hiroko

Joanna Hawrot Hiroko

Joanna Hawrot Hiroko

Joanna Hawrot Hiroko

Joanna Hawrot Hiroko

Joanna Hawrot Hiroko

Joanna Hawrot Hiroko

Joanna Hawrot Hiroko

Joanna Hawrot Hiroko

Joanna Hawrot Hiroko

Fot. Krzysiek Hawrot
Asystent fotografa: Daniel Szczepaniak
Modelka: Beti Sopczynska
Makijaż: Oskar Bachon
Fryzury: Wojtek Kasprzak
Stylizacja: Joanna Hawrot
Buty: MYS Shoes

30

paź

Łódź. Część druga.

Obiecany ciąg dalszy.
Ponieważ dziś ostatni dzień nie tylko pokazów, lecz także otwarcia Showroomu, jeszcze trochę argumentów za odwiedzeniem tego miejsca.

Bookoff – księgarnia marzenie. W asortymencie znajdują się wszystkie książki, które śnią mi się po nocach, w tym wielka cegła drobiazgowo dokumentująca twórczość Miucci Prady. Kto nie zdąży wpaść, nic straconego. Bookoff posiada sklep internetowy.

 

 


Fot. Harel

 

Dla wielbicieli mody posiadających psy to pozycja obowiązkowa: Dogs in Vogue. Na poniższych stronach Phillip oraz jego właściciel, niejaki Alfred Hitchcock ;)).

 


Fot. Styledigger

 

A skoro już o psach i modzie mowa… Oto stali bywalcy Łódzkiego Tygodnia Mody, Marcellous L. Jones z Men’s Fashion Insider i piękna Fadira (tak prezentowali się podczas czwartkowego pokazu Teresy Kopias).

 


Fot. Pola Management

 

Tymczasem w Showroomie…

Monika Wyłoga – nawet nie próbuję sobie wyobrazić, ile czasu zajmuje autorce wykonanie jednej takiej torebki. Efekt zachwycający. Uwaga, sesja na stronie mrozi krew w żyłach (przynajmniej moich ;)).

 

 

Gutowski Ewert – na pokazie być nie mogłam, na szczęście trafiłam chyba jeszcze lepiej. Ubrania do dotknięcia, dokładnego obejrzenia i przymierzenia. Mam przeczucie, że dziś coś tam kupię.

 

 

Manitic – krótkie serie, sporo pojedynczych egzemplarzy, wszystko ogromnie pozytywne. Zresztą ta dobra energia jest głównym założeniem młodziutkiej marki. Mam tylko jedno zastrzeżenie: ceny. Odrobinę za wysokie. Ale jestem pewna, że znajdą się osoby, którym nie będzie to przeszkadzać, a satysfakcja z posiadania unikatowego ciucha pokona wszystko :).

 

 

 

 

Neogotik to dzieło Pauliny i Piotra Połozów. Inspirowane wszelkimi możliwymi gałęziami rockowej subkultury. Uwaga, kurtki z ćwiekami są niewiarygodnie ciężkie! Ale jak było w latach osiemdziesiątych? Dokładnie tak samo :).

 

 

 

 

Joanna Hawrot – ponieważ od wielu lat jestem zafascynowana formą kimona, najświeższa kolekcja projektantki trafiła w moje serce niczym strzała Kupidyna. Niestety mój aparat fotograficzny nie był w stanie znieść ogromnej porcji czerni i odmówił posłuszeństwa. Zgodził się jedynie na uwiecznienie pierzastego detalu.

 

 

Katsu – najbardziej zwariowane torebki świata. Gdy ujrzałam poniższą, przypomniał mi się cytat: „Nawet świnka potrafi wejść na drzewo, kiedy jest chwalona”. Kojarzycie, skąd to, drodzy Czytelnicy, czy w czasach Polonii Jeden nie było Was jeszcze na świecie? ;)

 

 

Nie wiem, czy ktokolwiek chce mnie tu oglądać. Nagonka na lansujące się podczas Tygodnia Mody blogerki trwa (czasem słusznie, czasem niesłusznie) i pokazywanie własnej osoby na blogu zdaje się być gorsze od samobója w decydującej minucie meczu. Ale ponieważ pannie Styledigger udało się idealnie oddać mój latami wypracowywany zabałaganiony look, nie mogę się powstrzymać :).

 


Fot. Styledigger

 

Na zaostrzenie apetytu mały podgląd wczorajszych pokazów. Poniżej kolekcje Moniki Ptaszek (wpasowałam się z tą kratą na granatowym tle!), Zuo Corp (chyba lubią Miuccię Pradę ;)), Łukasza Jemioła (nie było mi dane dostać się na salę nawet wejściem dla mediów – w sumie można tylko pogratulować projektantowi zasłużonej popularności) oraz Joanny Klimas – według mnie największego hitu wczorajszego dnia.
A teraz uciekam, by wziąć udział w finalnym odcinku maratonu. Do zobaczenia na trasie!

 

 

 

 


Fot. Łukasz Szeląg