Archiwa tagu: Justyna Szczęsna

8

Wrz

ROUE. EST by S jesień/zima ’18/19.

Zawsze jest podobnie. Przychodzę z nastawieniem, że o swojej sylwetce wiem wszystko i o upodobaniach również. A wychodzę w czymś, co totalnie przełamuje moją strefę komfortu i w dodatku czuję się bardziej komfortowo niż w tradycyjnym komplecie dżinsy plus t-shirt. A to ołówkowa spódnica, a to sukienka z patkami pod biustem (czyli według wszelkich reguł powinna leżeć tragicznie, a robi ze mnie Sofię Loren), a to pudełkowy żakiet… Wcześniej ona biega wokół mnie i z energią godną pozazdroszczenia opowiada zarówno o konstrukcjach, jak i o sposobach noszenia. O tak, jej rzeczy zawsze da się nosić w różnych opcjach, więc jedna koszula potrafi zastąpić nawet trzy lub cztery. Kołnierzyk na zewnątrz lub do środka, pasek w talii albo przewiązany wokół szlufki jako ozdobna kokarda. Rękawy podwijamy lub zostawiamy – wtedy możemy dostrzec detale: na przykład tiulową lamówkę. EST by S przewija się regularnie w historii tego bloga. Bo marka Gosi Sobiczewskiej zachwyciła mnie od pierwszej kolekcji. Na tyle często wpisywałam ją w edytorze, by nigdy porządnie się nie zastanowić nad jej etymologią. Ot, dobrze brzmiąca, choć wymagająca nieco fonetycznej gimnastyki. Jesień 2018 stała się pretekstem do uchylenia rąbka tajemnicy i podzielenia się historią powstania tego i owego. 

Czytaj dalej

2

Kwi

Odkrycie tygodnia: Son Trava

Zostałam oczarowana, zdobyta w stu procentach, z głębokim postanowieniem napełnienia świnki skarbonki, by kiedyś móc przechadzać się po domu i różnych wakacyjnych przestrzeniach w takich strojach. Son Trava – rzecz rosyjsko polska. Markę założyły Anastasia Stryukovskaya i Victoria Kapriz, pełne wspomnień z najpiękniejszych plenerów – jedna i druga wychowały się w Rosji nad Morzem Czarnym. Ubrania powstają w Polsce, podobnie jak wspaniałe sesje wizerunkowe. Sezon wiosenno letni jest trzecim w historii marki. Od początku chodzi o zmysłowe i wygodne ubrania z gatunku ładnie zwanego po angielsku „lounge wear”. Z silną nutą historyczną jednak, ponieważ autorkom zależy na przywołaniu nastrojów z początku ubiegłego stulecia. Jeśli nic Wam w głowie nie świta, polecam gorąco „Spalonych słońcem” Michałkowa. Znajdziemy tam zarówno leniwe letnie popołudnie, wspaniałe kostiumy, jak i perfekcyjny letni dom: drewnianą daczę. Historia filmu kontrastuje z sielanką, ale nic więcej nie napiszę. Jeśli ktoś nie widział, to zazdroszczę. Do meritum…

000746090009v_F

Czytaj dalej

1

Wrz

Very

Początek. Roku szkolnego (dawno nie dotyczy, ale w świadomości siedzi). Meteorologicznej jesieni (mam wrażenie, że to jakaś nowa moda, ale niech im będzie). Nowego sezonu na blogu (bo chyba nikt nie ma ochoty we wrześniu czytać o letnich kolekcjach?). Spada ten wrzesień zawsze brutalnie i z zaskoczenia, zostaję z kilkunastoma szkicami tego, co chciałam zmieścić. Nie mieszczę, więc zaczynam myśleć o powiększeniu jednoosobowego zespołu. Potem mam pomysł, że będę pisać krócej i częściej. I żeby w ogóle tu sporo zmienić. Co z tego wyniknie? Zobaczymy. Obejrzałam już wystarczająco dużo jesiennych kolekcji, by wysnuć wniosek, że symbolika nowego początku jest bardziej niż pociągająca. Mocniejsza nawet niż historie noworoczne. Podobnie z magazynami o modzie. Wrześniowe numery wyznaczają niemalże wszystko, na czym powinniśmy się skupić przez najbliższy rok. Te dwa, które czytam zawsze (i „od zawsze”, czyli od 2003 roku), brytyjskie Elle i Vogue, mierzą się z częściowo lub całkiem nowymi redakcjami, zmianą wizerunku, grafiki, konceptu, co zdaje się nieco zahaczać o chęć pozostania atrakcyjnym w przestrzeni zdominowanej przez zawsze szybszy internet. Czy pozostać dobrze znanym i miło przewidywalnym? Czy zaskoczyć? A może podkreślać swoje dokonania z przeszłości? Myśli te zbiegły się z dzisiejszą moją rozmową z Gosią Sobiczewską. Stojąc nad dwiema spódnicami: starą (o której klientki nie dają zapomnieć, domagając się doszywania kolejnych) i nową (która – choć pozornie całkiem inna – stanowi odpowiedź na tę pierwszą, powtórzenie jej kształtu, lecz poprzez stworzenie totalnie nowego wykroju), deliberowałyśmy nad wyciąganiem wniosków, nowych wyzwaniach, które same stawiamy przed sobą, by wciąż iść do przodu, nad budowaniem kolejnych pięter na stabilnym fundamencie.

01 ESTby ES. Ori

Czytaj dalej

30

Kwi

SurVille SurMer

Szkicuje na nowo filmowe bohaterki, sprytnie podmienia ich kostiumy na własne projekty, tworząc nowe wersje najbardziej znanych postaci. Bywa, że dwie skrajności łączy w jedno, tak zdarzyło się w przypadku kobiet z filmu „Absolwent”, słynnej pani Robinson oraz jej córki, Emily w kolekcji „Hello, Benjamin” sprzed dwóch lat. Uwspółcześniła garderobę Charlotte z „Lost in Translation”, wciąż czerpie też ze stylu ikon dawnych lat, jak Charlotte Rampling czy Jane Birkin. Diana Jankiewicz, choć młodziutka, wie o kobiecości chyba wszystko. Przynajmniej na to wskazują kolejne jej kolekcje. Najnowsza, „SurVille SurMer” to hołd złożony kobiecej sile lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Nazwy poszczególnych projektów mają przypominać o Farrah Fawcet czy Julie Christie, z kolei postać modelki uchwycona w sesji wizerunkowej jest ukłonem w stronę Veruschki. Tytuł zwiastuje ucieczkę od miejskości, która tak mocno zakodowała się w estetyce projektantki. Jedziemy nad morze, najlepiej śródziemne, z walizką pełną eleganckich ubrań na każdą okazję. I raczej będziemy dziewczyną Bonda, niż odmładzającą się na siłę bywalczynią festiwali.

DIANA JANKIEWICZ SURVILLE SURMER (3)

Czytaj dalej