Archiwa tagu: Le Petit Trou

16

wrz

Premium

Showroomu nikomu nie trzeba przedstawiać. To pionierska platforma internetowa, która rośnie z roku na rok. Biznesowe dzieło Jaśka Stasza i Michała Judy docenione zostało jeszcze przed swoimi pierwszymi urodzinami. Obecnie Showroom jest gigantem na polskim rynku, a za moment ruszy na podbój rynku niemieckiego. Tymczasem otwiera się nowa jego część, wyróżniająca polskich projektantów w sektorze premium. I tak się właśnie nazywa. Co ciekawe, sklep ma w swojej historii jedno podobne wydarzenie, gdy w 2013 roku uruchomił Showroom Club. Trochę inne obowiązywały zasady, bo kolekcje pojawiały się na moment, za to w specjalnych cenach, ale chodziło z grubsza o to samo. Wyszczególnienie marek luksusowych (jak na polskie warunki) lub aspirujących. Być może klient był na to nieprzygotowany, a może pomysł z zapisywaniem się do klubu zawiódł. W każdym razie idea się rozpierzchła i przez długi czas w Showroomie panował – bez owijania w bawełnę – bałagan. Mógł on zniechęcać zarówno potencjalnych klientów, jak i przyszłych wystawców. Bo czy marka biżuterii oferująca złoto i diamenty w nowatorskiej oprawie ma ochotę znaleźć się obok dzianin z warszawskiej hurtowni Alexis naprędce zszytych w komin? To już przeszłość. Strefa Premium zaprasza.

PajonkNa zdjęciu projekt marki Pajonk.

Czytaj dalej

7

sty

Lava

Fascynacja uniformami to cecha, którą dumnie dzielę z Anią Kuczyńską. Od wczesnego dzieciństwa wpatrywałam się urzeczona w fartuchy lekarskie, habity zakonnic czy kombinezony pracowników stacji benzynowych. Do dziś pozostał zachwyt nad odzieżą wojskową, która – choć u innych budzi wachlarz emocji – nieczęsto stanowi dla mnie podstawę garderoby (zwłaszcza zimą), a ponadto pozostaje niezniszczalna przez długie lata. Co cechuje wszelkiego rodzaju mundurki? Doskonałe wykonanie i odporność na działanie czasu. Skoro mamy coś nosić na co dzień, musi być świetnej jakości. I choć w projektach Ani Kuczyńskiej możemy przebierać do woli i codziennie nosić inny, zachowują wszystkie wspomniane cechy.

Lava to propozycja na jesień (minioną) i zimę (trwającą). Czarna, gorąca i niebezpieczna. Przewrotnie łączy w sobie zmysłowość gwiazdy filmowej i skromność kobiety amiszów. Zresztą nie pierwszy raz Ania sięga po inspiracje do tej społeczności. Bezpieczna długość do pół łydki, bufiaste rękawy, małe kołnierzyki, proste, acz misterne konstrukcje ubrań. Na drugim biegunie seksowne mini i nieskrępowane przeźroczystości. Dwie skrajne osobowości przenikają się i dopełniają. Jeśli sukienka za kolano, to mocno pęknięty dekolt. Jeśli zabudowana pod szyję, to  odsłaniająca uda. Ten sam model występuje w wersji z miękkiej dziewiczej wełny oraz tiulu pokrytego gwiazdkami. Jeśli mnie pamięć nie myli, to pierwszy raz w historii marki, gdy projektantka używa regularnego deseniu. Do tej pory symbole były albo poukrywane w przeskalowanych grafikach (autorstwa Karola Śliwki), albo pojawiały się tylko na dodatkach (linia biżuterii we współpracy z marką Yes czy porcelanowe talerze Kristoff). Nie dziwi, że Ania sięga po gwiazdę – regularność kształtu, geometria, symbolika – to wszystko zgrywa się z jej estetyką, aczkolwiek Lava serwuję ją na sposób mocno amerykański.

Lava. Kolekcja kontrastów. Bardziej dosłownych niż kiedykolwiek. Zamaszyste spódnice i sukienki stają obok krojów iście męskich – garniturowych (chciałoby się napisać „garniturujących”) spodni i marynarek. Surowa symetria obok asymetrii (często w ramach jednego elementu – proste zapięcie pod kołnierzykiem zakryte jest dodatkową połą materiału). Formy znamienne dla lat siedemdziesiątych ożywają w odsłonie a.d. 2015. Sute marszczenia obok idealnie zaprasowanych powierzchni. Detali i smaczków jest mnóstwo. Wystarczy zatrzymać się w obrębie ramion i rękawów – a to dopiero początek. Na ile sposobów można ugryźć główkę rękawa, jak różnie poskładać wełnianą tkaninę. Kołnierze i kołnierzyki – ostre, łagodne, jak origami i wycinanki w jednym. Rzędy guzików przywodzące na myśl sutannę (a jakże). Brakuje tylko białych czepców rodem z Felliniego, by tej uroczej perwersji stało się zadość.

Jedyną ozdobę (oprócz gwiazd i pasków przecinających tiulowe powierzchnie) i na pokazie, i w sesji wizerunkowej stanowiły czarne sznurkowe bransoletki, przetykane regularnymi węzełkami, a zakończone krzyżem. Umiejscowienie ich na przegubach modelek byłoby banalne. Spoczęły więc wokół kostek, udając element butów. Patent do powtórzenia w życiu codziennym, bowiem stanowią one część kolekcji i chwilę po pokazie trafiły do sprzedaży. Podobnie małe wieczorowe torebki i wielkie gumki do włosów (niesłusznie zwane przez niektórych frotkami) wykonane z tej samej wełnianej tkaniny. Na potrzeby Lavy powstała bielizna zaprojektowana przez Zuzę Kuczyńską (zbieżność nazwisk przypadkowa), twórczynię marki Le Petit Trou. Figi L’Amour Fou nawiązujące krojem do lat osiemdziesiątych (wysokie wycięcia jakich nie powstydziłaby się Pamela Anderson w „Słonecznym patrolu”).

Kolorystyka podyktowana jest tytułem kolekcji (albo odwrotnie). Czerń we wszystkich możliwych odmianach, nieco szarości plus granatowe (rozgwieżdżone) niebo. Projektantka opanowała do perfekcji sztukę interpretacji czarnego koloru. Nie spotkałam nikogo, kto by narzekał na monotonię kolekcji albo brak ostrzejszych akcentów. Ania dyktuje swoje warunki, reszta potulnie słucha. Kto jak kto, ale ona od dawna może sobie na to pozwolić.

30_1cassimiravirgin-woolbohemian-black

30_2-lava-wool-bohemian-black

30_3-maxi-mystery-wool-couture-black

30_4mini-babettevirgin-woolbohemian-black

30_5prive-and-philippa-woolbohemian-black

30_6-mystery-and-maxime-woolcouture-black

30_7prive-and-black-tulip-virgin-woolcouture-black

30_8mini-prive-virgin-woolcouture-black

30_9babette-virgin-woolcouture-black

30_10-georgia-and-falaisecottonaperitif-grey

30_11-black-caviarwhite-place-cottonaperitif-grey

30_12-parisvirginwoolbohemian-black

30_13-red-caviarblack-tulipwoolcoutureblack

30_14-martineblack-tulipwoolcoutureblack

30_15-mini-vavawoolcouture-black

30_16-mini-mysteryfrench-tullecouture-blue

30_17-georgia-and-falaise-midiwoolfrench-tullecouture-black

30_18-mini-mysterywoolcouture-black

30_19-champagnefalaise-longfrenchtullewoolcouture-black

30_20-martinefalaisewoolcouture-black

30_21-lou-louwoolfrench-tullecouture-black

30_22-maxi-mysteryfrench-tullecouture-blue

Zdjęcia: aniakuczynska.com

 

 

31

sty

Le Petit Trou

O bieliźnie piszę tu rzadko (albo nawet bardziej niż rzadko). Rzecz istotna, czasem nawet urody wręcz niezwykłej. Tyle że na co dzień niewidoczna. To wada i zaleta jednocześnie. Odpowiednio dobrana czyni cuda. Nieodpowiednio – prawdziwą masakrę. Idealna to taka, która sprawia, że ubranie leży na nas co najmniej świetnie, więc na cały dzień możemy o niej zapomnieć. Ale gdy sytuacja wymusi na nas przywołanie jej do pamięci albo wręcz wystawienie na światło dzienne (lub nocne), z niekrytą dumą się w niej zaprezentujemy.

Pojawiła się niedawno nowa polska marka: Le Petit Trou. W tłumaczeniu na język ojczysty brzmi zaczepnie: „mały otworek”. Otworek ów odsłania część pośladków zwykle ukrywaną za materiałem. I nie dość, że odsłania, to jeszcze eksponuje. A to za pomocą zasznurowanej satynowej wstążeczki, a to koronkowego ukośnego wycięcia lub konstrukcji z sześciu promieniście wszytych tasiemek. Na razie powstało pięć modeli, ale marka ma ambitne plany i będzie się prężnie rozwijać. Rozmiary standardowe: S, M i L. Skład? Głównie mieszanki nylonu, poliamidu i poliestru z elastanem (za jedwab trzeba by było zapłacić dużo więcej, ale kto wie, jak się ten biznes rozkręci?). Dzięki temu można spokojnie prać je w pralce. Podejrzewam, że poziom zmysłowości, jaki reprezentują, zawstydzi niejedną pralkę (i nie tylko). To jak, dziewczęta? Już wiecie, co chcecie dostać na Walentynki?

P.S. Zapomniałabym! Te cuda w czerni posiadają tak piękne opakowanie, że aż kusi, żeby trzymać je tam zawsze i tylko dodawać do kolekcji kolejne pudełka.

le petit trou

le petit trou

le petit trou (2)

le petit trou (3)

le petit trou (4)

le petit trou (5)

le petit trou (6)

image_4

image_2

 Fot. Mateusz Stankiewicz, Małgorzata Turczyńska