Archiwa tagu: Louis Vuitton

11

lip

Foulards d’Artistes

Współprace z artystami to dla domu mody Louis Vuitton nic nowego. Chyba wszyscy kojarzymy uśmiechnięte kwiaty wiśni autorstwa Takashiego Murakamiego na nieśmiertelnym brązowym tle czy szalone literki Stephena Sprouse’a. To dzieła najbardziej rozpoznawalne, niezwykle charakterystyczne i odporne na upływ czasu. Rok temu w sklepach marki zaroiło się od groszków za sprawą kolaboracji z Yayoi Kusamą – japońską artystką otwarcie przyznającą się do groszkowej obsesji. Tym razem do współpracy zaproszono artystów ulicznych.

El Seed znany jest z fascynacji pismem arabskim, które przekuwa w sztukę o nazwie Calligraffiti (połączenie graffiti i kaligrafii). Brytyjczyk Ben Eine skupia się na kolorowych graficznych literach. Z kolei Eko Nugroho wyróżnia skomplikowana i wyrazista kreska. Wizje artystów zostały uwiecznione na jedwabnych kwadratowych chustach.

Dodatkowo w kolekcji jesiennej pojawia się kolejna odsłona słynnej apaszki w cętki zaprojektowane przez Stephena Sprouse’a. Tym razem przecięte wielką literą V.

Ciekawe, czy w przyszłości marka zaprosi któregoś z polskich grafików. Którego widzielibyście w pierwszej kolejności?

LV_Textile_2013_shooting_elseed_1

LV_Textile_2013_shooting_1_stephensprouse

LV_Textile_2013_shooting_eine_1

LV_Textile_2013_shooting_ekonugroho_1

LV_Textile_2013_packshot_elseed_1

LV_Textile_2013_packshot_stephensprouse_1

LV_Textile_2013_packshot_eine_1

LV_Textile_2013_packshot_ekonugroho_1

Od góry: El Seed, Stephen Sprouse, Eine, Eko Nugroho.

5

kwi

Louis Vuitton w Warszawie

To już oficjalne od jakiegoś czasu, ale ponieważ bardziej interesuję się wybiegami, niż otwarciami sklepów, informację przegapiłam. Louis Vuitton wreszcie otwiera się w Warszawie. Na razie asortyment ograniczy się do akcesoriów (choć słowo „ograniczy” być może nie jest najlepsze – w końcu właśnie z akcesoriów marka jest znana od 1854 roku). Oczywiście natychmiast pojawiły się głosy na temat nieszczęsnego monogramu na brązowym tle – sprowadzonego na parter (jeśli nie do piwnicy) przez milion podróbek dumnie przywożonych z tureckich bazarów. Przyznam, że sama nie jestem jego fanką, współcześnie jest trudny do ogrania – prawdopodobnie ze względu na nadmierną popularność. Ale gdy widzę go w towarzystwie Audrey Hepburn, nabiera sentymentalnego uroku. Zresztą sentyment, a przede wszystkim umiłowanie tradycji, przyświecają marce od wielu dekad.

Najświeższa kampania jest kolejnym tego dowodem. W roli głównej obsadzono torebkę Alma – zaprojektowaną 1934 roku. W owym czasie uchodziła za niezwykle odważną i nowatorską. Początkowo nosiła nazwę “Squire Bag”, potem “Champs-Elysées”, aż wreszcie została Almą, na cześć paryskiego placu i mostu o tej samej nazwie. Nieprzypadkowo kampania zatytułowana została „Chic on the bridge”. Modelki pozują na mostach w różnych miejscach na świecie. Jest oczywiście Paryż i Pont du Carrousel, jest Nowy Jork i Brooklyn Bridge oraz most Waibaidu w Szanghaju. Kolory torebek odpowiadają stereotypowym klimatom miasta. Moim faworytem jest żółty korespondujący z nowojorskimi taksówkami.

Ciekawe, jak wyglądałaby warszawska odsłona kampanii? Modelki stanęłyby na Moście Świętokrzyskim? A może Siekierkowskim? I w jakim kolorze byłaby Alma? Szarym? No dobrze, koniec tych smętnych zimowych żartów.

Louis Vuitton Alma

Louis Vuitton Alma

Louis Vuitton Alma

Fot. Steven Klein
Stylizacja: Ludivine Poiblanc
Makijaż: Peter Philips
Włosy: Julien d’Ys