Archiwa tagu: Lous

3

lis

ROOTS

Dziś jest idealny dzień na LOUS. Wczoraj rwana szponami konsumpcjonizmu lawirowałam pośród wieszaków z pewną kolekcją (zresztą dziś też jeden szpon mnie zahaczył i niestety złamałam się potwornie, podejmując decyzję tragiczną dla portfela), a teraz analizuję własne zmęczenie i po raz enty zastanawiam nad fenomenem tychże wydarzeń. Oraz nad tym, któż taki im ten fenomen nadaje, jeśli nie my sami. Prędko, prędzej, bo zaraz się skończy, dla wszystkich nie starczy, choć przecież z tym, co mamy aktualnie w szafie, dalibyśmy radę żyć bez zakupów przynajmniej przez pięć lat. I tak sobie myślę, że choć bez zakupów sobie życia nie wyobrażam (co to moda robi z ludzi…), to jednak lubię kupować tak, by potem rzeczywiście tych kilka lat do przodu sobie zorganizować. Zaglądam do szafy i nie widzę zbyt wielu pamiątek po współpracach projektanckich, staniu w kolejkach czy pełnym emocji rzucaniu się na limitowany towar. Te rzeczy dały trochę radości, lecz niewiele z nich zostało ze mną do dziś. Część z Was powie, że bez sensu tak racjonalnie podchodzić do spraw, które przede wszystkim mają sprawiać przyjemność. A jednak żal mi tych wszystkich ubrań, z którymi życie miało być piękne, lecz koniec końców razem nam nie wyszło. Rzecz to marginalna na szczęście, bo istnieją takie marki, z którymi zawsze mi po drodze. I towarzyszą mi znacznie dłużej niż jeden sezon.

14409521_1088543794548039_2661577567212462053_o

Czytaj dalej

28

kwi

Lights

To się dzieje naprawdę. Wstaję rano i już jestem spóźniona, biegnę na trzy spotkania ustawione co godzinę, błogosławiąc brak prawa jazdy i możliwość pracowania w autobusie. Pochylona nad komórką z wyładowującą się tempie rekordowym baterią odpisuję na maile, przegapiam właściwy przystanek i piszę do wszystkich trzech osób o możliwości półgodzinnego poślizgu. Na trzecim spotkaniu wyobrażam sobie czekającego na mnie w domu psa, którego muszę wyprowadzić. Pies nie chce iść, a ja mam do zrobienia jeszcze tyle, że musiałabym wydłużyć dobę do czterdziestu ośmiu godzin, żeby zdążyć choć z połową. Przypominam sobie porady w którymś z magazynów o tzw. stylu życia, jak to nie należy się poddawać stresowi i presji czasu, że podczas pracy przy komputerze należy jak najczęściej wyglądać przez okno i uspokajać oczy widokiem roślin. A najlepiej to wyjechać na urlop i wszystko zostawić, bo przecież jesteśmy tego warte. I szlag mnie trafia. Kocham, to co robię i nie zmieniłabym absolutnie nic. Mam swoją codzienną pracę plus ten blog, którego jestem redaktor naczelną, dziennikarką, researcherką (brzydkie słowo) i korektorką (a czasem modelką, choć na szczęście rzadko). W sumie zasuwam na pięć etatów. Ale czasem marzy mi się chwila spokoju. Nie więcej. W zeszłym roku wpadłam na pomysł, by taki wakacyjny kącik zorganizować sobie w mieszkaniu. Naznosiłam różnych roślin, kupiłam poduszki w egzotyczne wzory, a na półce postawiłam książki i magazyny, które będę w chwilach relaksu czytać. Zgadnijcie, ile razy przez ostatni rok tam byłam? Nie liczę przechodzenia obok. Dwa. Ale za to pies bywa tam regularnie i bardzo się cieszy. Do czego dążę? Ano do tego, że są wokół mnie osoby, które potrafią osiągnąć to, co zabieganej Harel przychodzi z ogromnym trudem. I nie dość, że osiągają, to jeszcze znajdują w tym inspirację do dalszej pracy. Konkretny przykład? Sylwia Antoszkiewicz i jej marka LOUS.

LOUS_kolekcja Lights_SS2016 (24)

Czytaj dalej

20

lis

Layers

Warstwy. Im więcej, tym lepiej. Minimum kolorów. Pęknięcia i przeźroczystości. Tak w skrócie przedstawia się kolekcja Lous na jesień i zimę. Celem projektantki, Sylwii Antoszkiewicz, było stworzenie takiej garderoby, którą można nosić zarówno przy samym ciele, jak i wieńczyć nią dzieło codziennej stylizacji. Przy okazji marka odcina się nieco od swojej przeszłości, niemal zupełnie porzucając najbardziej charakterystyczne kroje, idąc w stronę odważniejszych i jednocześnie trudniejszych w noszeniu form.

LOUS LAYERS

Czytaj dalej

15

cze

Rolling Stones

Nowy sezon, nowe logo, nowe miejsce, nowy koncept. Marka Lous Warsaw kilka miesięcy temu stanęła przed sporym wyzwaniem. W jaki sposób pójść do przodu bez utraty konsekwentnie budowanej tożsamości? Udowodnić, że nie istnieje się w totalnym oderwaniu i sprawić przyjemność nie tylko stałym klientkom, ale też osobom poszukującym mody tak mocno aktualnej, jak tylko się da? Sylwia Antoszkiewicz znalazła odpowiedź, bez chodzenia na kompromis.

lous

Czytaj dalej

28

maj

Cloudmine Due

To już rok istnienia internetowego sklepu Cloudmine w nowej koncepcji. Start wspierała grupa polskich projektantów, tworząc specjalną linię ubrań i dodatków Cloudmine Uno, nawiązujących w mniej lub bardziej dosłowny sposób do chmury – logo butiku. Cieszy ogromnie, że właścicielce, Mariannie Grzywaczewskiej, po raz drugi udało się namówić sporo istotnych nazwisk do współpracy. Przed Państwem kolekcja Cloudmine Due.

cloudmine--5320

Czytaj dalej

15

paź

Lous x Prosto

Świat mody kolaboracją stoi. I jakbyśmy nie znosili słowa „kolaboracja”, ono się wpisało, odcisnęło i będzie straszyć swoim pokręconym znaczeniem jeszcze wiele lat, dopóki ktoś nie wymyśli czegoś jeszcze gorszego. Kolaboruje Alexander Wang z H&M (jutro pokaz!), Kate Moss z Topshopem, kolaboruje Snoop Dogg z Happy Socks, Rick Owens z Adidasem, a Pharrell Williams to już chyba ze wszystkim.

Dzieje się i w Polsce. Dziś krótko, bo to współpraca w wersji mini. Siły dwóch kompletnie różnych marek połączone w jeden zgrabny element – niegryzący się z ideą żadnej z nich. Lous – znane z ultra prostych rozwiązań i manewrowania ponad sezonami – oraz Prosto – jak to się brzydko mówi, rzecz „streetwearowa”. Połową drogi okazał się płaszcz przeciwdeszczowy (i jest przeciwdeszczowy naprawdę, nie tylko z wyglądu, ale też z zachowania). Jest jak kameleon. W obecności ubrań Prosto staje się elementem praktycznym i sportowym. Towarzystwo elementów Lous wprowadza go w świat totalnie kobiecy i zmysłowy. Kolor? Wiadomo. Chyba nikt nie miał wątpliwości. Niespodzianka kryje się pod spodem. Podszewkę z dziurkowanego materiału zdobią szare deszczowe chmury. Zarówno kaptur, jak i dół płaszcza można ściągnąć solidnymi troczkami. Kieszenie obecne. Ten pierwszy jest w stu procentach „prostowy”. Za to obła linia stroju – Lous jak się patrzy. Trochę szkoda, że to tylko jeden strzał, bo chętnie bym obejrzała więcej owoców tego nietypowego spotkania.

lous x prosto (2)

lous x prostoFotograf: Jacek Kołodziejski SHOOT ME
Modelka: Ela Przygoda
Wlosy: Gor Duryan
Makijaż: Ala Gabillaud
Scenografia: Tymon Nogalski