Archiwa tagu: Lous

1

sie

LOUS Retrospective

Nie wiem, od której sukienki zacząć. Czy od tej różowo karmelowej widzianej na wieszaku w biurze nieistniejącego już sklepu z polskimi markami, TeskoBlog Store, czy może od tej, którą ostatnio zgubiłam podczas wakacyjnych wojaży. Nie pytajcie mnie, jak można zgubić sukienkę, stało się. W chwili mocniejszego porywu tęsknoty chciałam nawet modyfikować plany i jechać na poszukiwania, ale zbyt wiele miejsc pojawiło się na naszej wspólnej drodze, by pamiętać, w którym widziałam ją ostatnio. Sukienka nie byle jaka, bo jedna z najukochańszych, sprawdzona sezon po sezonie, a dzięki pomysłowości projektantki powielona i nabyta w całkiem nowym egzemplarzu i kolorze. Kto z nas nie żałował, że nie kupił czegoś podwójnie albo potrójnie? Najfajniejsze fasony mają to do siebie, że zazwyczaj znikają bezpowrotnie, nawet jeśli sprzedawały się bosko. Takie dżinsy na przykład, wyszukane, wymierzone, perfekcyjne – nic tylko w odpowiednim momencie wrócić po jeszcze. Figa. Nie ma. Bo w ciągu trzech lat (tyle zwykle mi zajmuje doprowadzenie dżinsów do stanu ostatecznego) trzeba było zmienić kolekcję, poza tym badania wykazały, że klientki kochają zmiany, itd., itd. Z drugiej strony gdy marka za wszelką cenę trzyma się danego stylu, zarzuca jej się stagnację, wygodnictwo i przepowiada rychły koniec. Dylematu nie rozwiążemy, natomiast ja bardzo doceniam, gdy raz wypracowany projekt nie przepada. Powtórka z rozrywki w przypadku LOUS nie jest niczym nowym, tym razem jednak ma wydźwięk wyjątkowy, bo podsumowuje pięć lat działalności marki, w niewielkiej kolekcji „Retrospective” łącząc wszystko, co do tej pory było najlepsze i najbardziej charakterystyczne.

LOUS Retrospective

Czytaj dalej

3

lis

ROOTS

Dziś jest idealny dzień na LOUS. Wczoraj rwana szponami konsumpcjonizmu lawirowałam pośród wieszaków z pewną kolekcją (zresztą dziś też jeden szpon mnie zahaczył i niestety złamałam się potwornie, podejmując decyzję tragiczną dla portfela), a teraz analizuję własne zmęczenie i po raz enty zastanawiam nad fenomenem tychże wydarzeń. Oraz nad tym, któż taki im ten fenomen nadaje, jeśli nie my sami. Prędko, prędzej, bo zaraz się skończy, dla wszystkich nie starczy, choć przecież z tym, co mamy aktualnie w szafie, dalibyśmy radę żyć bez zakupów przynajmniej przez pięć lat. I tak sobie myślę, że choć bez zakupów sobie życia nie wyobrażam (co to moda robi z ludzi…), to jednak lubię kupować tak, by potem rzeczywiście tych kilka lat do przodu sobie zorganizować. Zaglądam do szafy i nie widzę zbyt wielu pamiątek po współpracach projektanckich, staniu w kolejkach czy pełnym emocji rzucaniu się na limitowany towar. Te rzeczy dały trochę radości, lecz niewiele z nich zostało ze mną do dziś. Część z Was powie, że bez sensu tak racjonalnie podchodzić do spraw, które przede wszystkim mają sprawiać przyjemność. A jednak żal mi tych wszystkich ubrań, z którymi życie miało być piękne, lecz koniec końców razem nam nie wyszło. Rzecz to marginalna na szczęście, bo istnieją takie marki, z którymi zawsze mi po drodze. I towarzyszą mi znacznie dłużej niż jeden sezon.

14409521_1088543794548039_2661577567212462053_o

Czytaj dalej

28

kwi

Lights

To się dzieje naprawdę. Wstaję rano i już jestem spóźniona, biegnę na trzy spotkania ustawione co godzinę, błogosławiąc brak prawa jazdy i możliwość pracowania w autobusie. Pochylona nad komórką z wyładowującą się tempie rekordowym baterią odpisuję na maile, przegapiam właściwy przystanek i piszę do wszystkich trzech osób o możliwości półgodzinnego poślizgu. Na trzecim spotkaniu wyobrażam sobie czekającego na mnie w domu psa, którego muszę wyprowadzić. Pies nie chce iść, a ja mam do zrobienia jeszcze tyle, że musiałabym wydłużyć dobę do czterdziestu ośmiu godzin, żeby zdążyć choć z połową. Przypominam sobie porady w którymś z magazynów o tzw. stylu życia, jak to nie należy się poddawać stresowi i presji czasu, że podczas pracy przy komputerze należy jak najczęściej wyglądać przez okno i uspokajać oczy widokiem roślin. A najlepiej to wyjechać na urlop i wszystko zostawić, bo przecież jesteśmy tego warte. I szlag mnie trafia. Kocham, to co robię i nie zmieniłabym absolutnie nic. Mam swoją codzienną pracę plus ten blog, którego jestem redaktor naczelną, dziennikarką, researcherką (brzydkie słowo) i korektorką (a czasem modelką, choć na szczęście rzadko). W sumie zasuwam na pięć etatów. Ale czasem marzy mi się chwila spokoju. Nie więcej. W zeszłym roku wpadłam na pomysł, by taki wakacyjny kącik zorganizować sobie w mieszkaniu. Naznosiłam różnych roślin, kupiłam poduszki w egzotyczne wzory, a na półce postawiłam książki i magazyny, które będę w chwilach relaksu czytać. Zgadnijcie, ile razy przez ostatni rok tam byłam? Nie liczę przechodzenia obok. Dwa. Ale za to pies bywa tam regularnie i bardzo się cieszy. Do czego dążę? Ano do tego, że są wokół mnie osoby, które potrafią osiągnąć to, co zabieganej Harel przychodzi z ogromnym trudem. I nie dość, że osiągają, to jeszcze znajdują w tym inspirację do dalszej pracy. Konkretny przykład? Sylwia Antoszkiewicz i jej marka LOUS.

LOUS_kolekcja Lights_SS2016 (24)

Czytaj dalej

20

lis

Layers

Warstwy. Im więcej, tym lepiej. Minimum kolorów. Pęknięcia i przeźroczystości. Tak w skrócie przedstawia się kolekcja Lous na jesień i zimę. Celem projektantki, Sylwii Antoszkiewicz, było stworzenie takiej garderoby, którą można nosić zarówno przy samym ciele, jak i wieńczyć nią dzieło codziennej stylizacji. Przy okazji marka odcina się nieco od swojej przeszłości, niemal zupełnie porzucając najbardziej charakterystyczne kroje, idąc w stronę odważniejszych i jednocześnie trudniejszych w noszeniu form.

LOUS LAYERS

Czytaj dalej

15

cze

Rolling Stones

Nowy sezon, nowe logo, nowe miejsce, nowy koncept. Marka Lous Warsaw kilka miesięcy temu stanęła przed sporym wyzwaniem. W jaki sposób pójść do przodu bez utraty konsekwentnie budowanej tożsamości? Udowodnić, że nie istnieje się w totalnym oderwaniu i sprawić przyjemność nie tylko stałym klientkom, ale też osobom poszukującym mody tak mocno aktualnej, jak tylko się da? Sylwia Antoszkiewicz znalazła odpowiedź, bez chodzenia na kompromis.

lous

Czytaj dalej

28

maj

Cloudmine Due

To już rok istnienia internetowego sklepu Cloudmine w nowej koncepcji. Start wspierała grupa polskich projektantów, tworząc specjalną linię ubrań i dodatków Cloudmine Uno, nawiązujących w mniej lub bardziej dosłowny sposób do chmury – logo butiku. Cieszy ogromnie, że właścicielce, Mariannie Grzywaczewskiej, po raz drugi udało się namówić sporo istotnych nazwisk do współpracy. Przed Państwem kolekcja Cloudmine Due.

cloudmine--5320

Czytaj dalej