Archiwa tagu: Magda Wunsche

7

Sie

Ania Kuczyńska. Limoncello. Simpatica. Amore.

Kolor prawie neonowy. Działanie równie wyraziste. Spożywać należy we Włoszech, wtedy ma największy sens. Ewentualnie przewieźć przez wszystkie granice i złożyć z czułością w zamrażarce, a potem czekać na najpiękniejszą letnią okazję. Limoncello, mimo tych peanów, nie należy do moich ulubionych napojów wyskokowych, natomiast jego odcienie niezmiennie zachwycają. To, że Ania Kuczyńska zrobiła z niego motyw przewodni letniej kolekcji, nie dziwi wcale. I nawet jest obecny, pośród dominującej, nocnej czerni, ujawnia się w jedwabnych koszulach i sukienkach oraz bestsellerowych bawełnianych torbach na ramię: kultowym Szanghaju i nieco mniejszym Pekinie. Te jednak, nawet ukochane i wciąż pożądane, odchodzą na boczny tor, ustępując skórzanej kolekcji akcesoriów. Aż żal, że Ania nie serwuje ich w każdej kolekcji, choć kto wie, może właśnie w tym tkwi ich największa atrakcyjność?

Czytaj dalej

9

Maj

Vasina. Personage.

Gdybym chciała zachować porządek rzeczy, Vasina byłaby jedną z pierwszych osób, o której wspomniałabym na tym blogu. Bo kojarzę ją z czasów zdecydowanie „przedblogowych”, kiedy usilnie próbowałam znaleźć sensowną kreację na ślub. Wśród zapisanych inspiracji znalazło się zdjęcie Moniki Brodki w dopasowanej granatowej sukience z szerokim, zdobionym pasem (zanim Państwo wydadzą surową ocenę gustu mojego lub projektantki, lub Brodki – to był rok 2004, o ile mnie pamięć nie myli). Jakimś cudem zdobyłam informację, że jej autorka zwie się Vasina, niestety nic poza tym. Potem jeszcze udało się ustalić, że tworzy raczej indywidualne kreacje dla Moniki Brodki. A potem wybrałam inną ścieżkę poszukiwań i Vasina wprawdzie została w mojej pamięci, ale nigdy się tutaj nie pojawiła. Aż do dziś. Ona, a dokładniej jej projekty sfotografowane przez Agnieszkę Samsel i Magdę Wunsche na osobach z otoczenia projektantki. Bliższego lub dalszego, lecz zawsze wzbudzających jej podziw i szacunek. Od poprzedniego sezonu każdej kolekcji Vasiny towarzyszy nie tylko sesja, ale też pięknie wydany album. A kolekcje pojawiają się raz do roku, na spokojnie. I już nie tylko z myślą o Brodce, ale zwyczajnym odbiorcy, nawet pozbawionym słuchu muzycznego.

Czytaj dalej

3

Kwi

Re.Design po raz czwarty

Jak nużą mnie sieciówki i kolejne kolekcje specjalne, tak do Re.Design mam słabość. Słabość, pomimo ułamka wręcz procenta, który kolekcja zajmuje w całym asortymencie, pomimo bardzo ograniczonej dostępności i pomimo świadomości, że ubrań produkuje się i kupuje za dużo. Bo kupować to jedno, ale drugie tworzyć różne światy i historie, które wierzchnią swoją warstwą mają nas zachęcić do konsumpcji, lecz już kolejnymi pod spodem mogą po prostu przyjemnie połechtać nasze zgłodniałe piękna serca i oczy (no dobra, nie będziemy nikomu łechtać oczu, ale wiecie, o co mi chodzi?). Pierwsze wpisy na tym blogu, w 2006 roku, przedstawiały kampanie reklamowe. Od tego zaczęłam. Czy byłam opłaconym medium? Nie. Czy zachęcałam do kupowania tych produktów? Również nie. Chciałam podzielić się tym, co mnie poruszyło, zafascynowało. Kreatywnością ludzi mody i okolic, ujęciami, często poczuciem humoru.

Dziś powracam z Reserved, marką wzbudzającą skrajne emocje, przykładem innych sieciówek czerpiącą z wybiegów czasem zbyt dosłownie (choć, jak dobrze wiemy, ogromniasty kapelusz spopularyzowany przez Jacquemusa  – bardzo podobny do tego z Re.Design – wcale nie był jego autorskim projektem), ale też z zespołem polskich projektantów, którzy tworzą wciąż coraz lepsze kolekcje kapsułowe. Re.Design w rocznym cyklu marki to dwa akcenty, które ogląda się z przyjemnością. Po prostu. A czy trzeba kupować? Zdecydujcie sami.

Czytaj dalej

9

Sty

Zima nad morzem

Ta kolekcja osiągnęła już ceny minus pięćdziesiąt procent, ale to przecież nie powód, by o niej nie napisać. Już od kilku sezonów jeśli któraś z moich znajomych poszukuje płaszcza, odsyłam ją do Arytonu. W rezultacie jestem otoczona dziełami Patrycji Cierockiej (dyrektor kreatywnej) oraz innych zdolnych projektantów, których nazwiska stanowią wprawdzie tajemnicę poliszynela, ale nawet tę formę tajemnicy wolę uszanować (innymi słowy, kto wie, ten wie). Pokaz jesiennych projektów marki odbył się w maju w Łodzi. Towarzyszyła mu wystawa zdjęć autorstwa Magdy Wunsche i Agnieszki Samsel (od paru lat związanymi z Arytonem). Mniej skupionych na samym ubraniu, a bardziej oddających nastrój, ideę i surowość kolekcji. Gdy spojrzymy na nie, potem obejrzymy kilkadziesiąt sylwetek na wybiegu, a na końcu udamy się do sklepu, możemy mieć wrażenie, że do czynienia mamy nie z jedną, a z trzema różnymi markami. Do tej pory nie jestem w stanie jednoznacznie określić, czy to wada, czy zaleta Arytonu.

Poniżej odsłona, która zachwyca najbardziej. Niedopowiedziana i dynamiczna. Nowoczesna. Na światowym poziomie. Wybieg uraczył nas wielością tematów. Były i płaszcze (to zawsze), i futra, graficzne cętki (bohaterki rekordowej liczby polskich okładek i sesji wg mnie), metaliczny turkus (trencz nieprzypadkowo nawiązywał do brytyjskiego dziedzictwa, choć może odniesienie do Burbery Prorsum było zbyt dosłowne). Kimonowe rękawy, niebanalne grafiki, ramoneski, a nawet biurowe kostiumy – wszystko konsekwentnie wynikało po kolei jedno z drugiego, czyniąc to wydarzenie jednym z ważniejszych minionego sezonu (wszystkie sylwetki można obejrzeć u Marka Makowskiego).

Gdy jednak przychodzi do zakupów, trzeba wyjątkowo dobrze wiedzieć, czego się chce, by nie zniechęcić się już na początku drogi. Sklep internetowy nie budzi zastrzeżeń. Jest przejrzysty, intuicyjny, jakiś czas temu wprowadzono też usługę szycia na miarę. Czas oczekiwania na indywidualnie uszyty produkt jest zaskakująco niski: czternaście dni. Świetnym pomysłem jest włączenie linii wybiegowej do sklepu internetowego. Choć modele powstają w niedużej liczbie egzemplarzy (niektóre tylko w jednej sztuce), to właśnie one mają największe szanse przyciągnąć nowe, świadome modowych nowinek klientki.

Za to butiki stacjonarne… Zdaję sobie sprawę, że na niedużej powierzchni trudno upchnąć wszystkie możliwe produkty. Pomiędzy istnymi hitami czai się sporo takich, które nie powinny się wydarzyć. Rozumiem, że może być to ukłon w stronę klientek, które zaopatrują się w sklepie od dwudziestu pięciu lat i zawsze nosiły dany fason żakietu czy bluzki, więc dlaczego nagle miałby zniknąć? Mam jednak wrażenie, że równowaga między narzucaniem mody a reakcją na potrzeby odbiorcy jest tu zbyt często zaburzana. Zarówno poniższa sesja wizerunkowa, jak i propozycje z wybiegu stanowią dowód na to, że Aryton trzyma rękę na pulsie. Gdy skupimy się tylko na asortymencie dowolnie wybranego butiku, można odnieść dokładnie odwrotne wrażenie. Wiadomo, łatwo mi oceniać z perspektywy potencjalnej klientki, która ma w nosie całą stronę biznesową, bo chce znaleźć płaszcz na zimę, nic więcej. Ale szkoda by było zmarnować tak fantastyczny potencjał.

ARYTON_FW 3

ARYTON_FW 5

ARYTON_FW 9

ARYTON_FW 2

ARYTON_FW 6

ARYTON_FW 4

ARYTON_FW 1

ARYTON_FW 10

ARYTON_FW 7

ARYTON_FW 8

Zdjęcia: Magda Wunsche i Agnieszka Samsel
Stylizacja: Marta Kalinowska
Modelka: Luna / Model Plus
Makijaż i włosy : Rafał Żurek / Metaluna
Asystentka stylisty: Maria Lekszycka
Asystent fotografa: Maciej Łomnicki / Daylight Studio